Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.

LITERATURA POLSKA

poniedziałek, 15 października 2018

Ilona Gołębiewska gościła już na moim blogu kilka razy i pewnie zagości jeszcze nie jeden raz. Jej książki to literatura napawająca czytelnika takim optymizmem, że nie można przejść obok tego obojętnie. Nie chcę się rozpisywać o autorce, ale jeżeli ktoś ma ochotę na bliższe poznanie tej młodej pisarki, to zapraszam do wcześniejszych wpisów Powrót do starego domu, Tajemnice starego domu, Pamiętnik ze starego domu.

Ilona Gołębiewska  Teatr pod Białym Latawcem_Ilona Gołębiewska

Wydawnictwo MUZA.SA

Premiera książki 17 października 2018

stron 480

Teatr po białym latawcem to współczesna powieść obyczajowa.

Zuzanna była dobrą dziennikarką największego dziennika w kraju, z dnia na dzień jednak z powodu pewnego artykułu straciła nie tylko pracę, ale również mieszkanie, chłopaka i oszczędności swojego życia. Przez kilka miesięcy kobieta tułała się po tanich hotelach i szukała zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty”, a jej nowym lokum zostało skromne mieszkanie w kamienicy na warszawskiej Woli. Nowa szefowa jest jak z piekła rodem i natychmiast stawia przed nową pracownicą wyzwanie, dzięki któremu Zuza odwiedza fundację, organizującą Festiwal Magicznych Nut dla osób z różnymi typami niepełnosprawności. W wolskim teatrze, jako wolontariuszka pracuje Elena Nilsen, sławna niegdyś aktorka teatralna i filmowa, która dni sławy ma dawno za sobą. Elena pracuje również z dziećmi ze swojej kamienicy, angażując je w projekt organizowania „teatrów podwórkowych”. Elena, jest także wolontariuszką w Fundacji Złotych Serc. Jest jeszcze Jakub Bilewicz, znany i bardzo zamożny warszawski biznesmen, który z powodów osobistych uznaje stary wolski teatr za miejsce przeklęte i po zakupieniu budynku wraz z terenem go otaczającym postanawia zetrzeć to miejsce z powierzchni ziemi. Czy Zuzannie i Elenie uda się uratować miejsce tak ważne dla wielu, szczególnie dla niepełnosprawnej młodzieży? Czy życie osobiste Zuzy, ułoży się i wróci ona do byłego chłopaka, czy znajdzie inną osobę godną jej miłości? Czy zapomniana aktorka przeżyje jeszcze chwile sławy?

Rok 1939 (…) Eleonora podbiegła do matki i ucałowała ją w policzek. Była z niej naprawdę dumna. Wtulona w nią, spojrzała na sąsiadujący plac, gdzie dzieci puszczały latawce. Szczególnie jeden z nich, w śnieżnobiałym kolorze wzbił się naprawdę wysoko. (…)

Autorka od pierwszych stron książki gra na uczuciach czytelnika wprowadzając go w stan dość specyficznej nostalgii. Różnorodni bohaterowie, są niezwykle intrygujący, a ich osobowości zostały nakreślone bardzo ciekawie i realistycznie. W tej powieści przeplatają się incydenty z życia kilku odmiennych charakterologicznie osób, ale coś ich jednak łączy. Poznajemy Zuzę – dziennikarkę, dziewczynę, która z powodu pewnego artykułu, musiała zmienić nie tylko swoje życie pod kątem finansowym, ale która dzięki innym ludziom zmieniała się zupełnie w inną osobę. Poznajemy bardzo sympatyczną, starszą panią – Eleonorę, która mimo swoich lat stara się być czynną, angażując się całym sercem w to, co robi. I poznajemy bardzo bogatego wdowca, samotnie wychowującego niepełnosprawnego syna, który z powodu zaangażowania w pracę, nie miał czasu dla najbliższych, czyli żony i syna, a po tragicznym wypadku w którym stracił żonę a syn został kaleką, żyje tylko nienawiścią do sprawcy owego zdarzenia i chęcią zemsty.

Autorka udowadnia nam, że w życiu ważne jest nie tylko to, co robisz, ale również jak to robisz. Aby funkcjonować jak najlepiej, potrzebujemy wsparcia drugiego człowieka. Jeżeli potrafimy dzielić się dobrem, to dostajemy to dobro. Kroczenie przez życie w samotności, rzadko wychodzi na dobre.

(…) Nikt z nas nie potrzebuje skrzydeł, by latać, tylko ludzi, dzięki którym nigdy nie upadnie. To dzięki nim łatwiej jest postawić pierwszy krok, poskromić strach, wypełnić miłością pustkę, która powstaje wskutek złych wyborów, życiowych upadków, niespełnionych nadziei. (…)

Każdy z bohaterów przeżywa na swój sposób jakiś życiowy upadek.  Zuzanna, żyje w ciągu chronicznie toksycznej miłości, uzależniona od niej tak samo jak pozostaje uzależniona od seksu. Jakub, nie może pogodzić się z utraconą miłością, jest nie tyle smutny co zgorzkniały i żyje w ciągłej chęci zemsty za odebranie mu tej miłości. Elena tęskni za przeszłością, ale ta tęsknota powoduje w niej silniejsze angażowanie się w teatr życia.

Wielowątkowość nie jest tutaj minusem, ale plusem. Napotykamy w tej powieści na delikatny, zmysłowy erotyzm. Autorka w bardzo znaczący sposób porusza również wątek bezdomności, problem dotyczący nie tylko Polaków, ale również emigrantów przybywających do naszego kraju.

Jest to powieść napisana dość prostym językiem, ale wywołującym pewnego rodzaju nostalgię. Dzięki dużej ilości, dość ciekawych dialogów, czyta się szybko i fabuła ani na chwilę nie nudzi czytelnika. Jeśli chodzi o mnie, to miałam problem z odrywaniem się od fabuły, ponieważ losy bohaterów nieźle mnie wciągały. Narracja jest w osobie trzeciej.

Z całą pewnością jest to książka z morałem. Uświadamia nam, jak często błądzimy w naszym życiu skupiając się na sobie zamiast rozejrzeć się wokół i dostrzec innych, równie zagubionych jak my. W każdym z nas drzemie niewiarygodna moc, którą możemy wykorzystać z korzyścią dla siebie i dla innych.

(…) Tym właśnie był Festiwal Magicznych Nut. Dowodem na to, że każdy z nas jest niepokonany, że niezależnie od życiowej sytuacji zawsze znajdzie siły, by sobie z nią poradzić. Może nie samodzielnie, może nie idealnie, ale samo to, że podejmie starania, już będzie formą wielkiej wygranej. (…)

A sam latawiec, jest przecież symbolem wolności, radości. Ale jest również symbolem czegoś kruchego, złożonego. Nie każdy potrafi utrzymać latawiec tak, aby frunął lekko tańcząc nad naszymi głowami. Pamiętam jak puszczałam razem z moim ojcem latawce, latawce, które on dla mnie robił. Mało ważna była pogoda, ważne było, aby ten latawiec leciał jak najwyżej, bo wtedy tańczył po niebie dając mi ogrom radości. Latawiec jest również symbolem życia, o czym przekonali się nie tylko bohaterowi tej powieści.

(…) Nad sceną zawisł potężny biały latawiec, którego ogon wił się zawieszony u sufitu, tuż nad głowami publiczności. (…)  Potrafił wzbić się wysoko, dosięgając prawie chmur i tańcząc po błękitnym niebie. Ale wystarczyło jedno pociągnięcie sznurka, by natychmiast spadł na ziemię. Tacy byli właśnie oni. Mieli przed sobą całe życie, mogli latać i spełniać marzenia. A wtedy zdarzyło się to… tragiczny wypadek, ciężka choroba, niepełnosprawność i poczucie, że poderwanie się do kolejnego lotu będzie niezwykle trudne. (…)

Tę książkę mogę śmiało zaliczyć do tych lekkich, łatwych i przyjemnych, chociaż poruszone w niej tematy nie należą do łatwych i przyjemnych. Potrzebujemy jednak takich książek, aby zrozumieć jak kruche potrafi być ludzkie życie, ale równocześnie jak wiele zależy od naszego podejścia do tego życia. To opowieść o współpracy, o zaangażowaniu się w życie drugiego człowieka tak, aby wynikły z tego tylko korzyści. To w końcu opowieść o ludziach, których życie jest czasami jak ten pięknie tańczący pod niebem latawiec.

Polecam tę lekturę nie tylko paniom, myślę, że niejeden mężczyzna również powinien ją przeczytać. Mam nadzieję, że obudzi ona w wielu czytelnikach emocje na tyle silne, że po skończeniu czytania, skieruje myśli ku pewnego rodzaju refleksjom. Bo warto zastanowić się nie tylko nad swoim życiem, ale również dostrzec plusy i minusy życia innych. Z całą pewnością jest to książka z tych, do których się wraca.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za możliwość przeczytania tej powieści i zachęcam do sięgnięcia nie tylko po tę, ale również po wcześniejsze książki tej autorki.

logo Muza

Ilona Gołębiewska  Miłość ma twoje imię_Ilona Gołębiewska

Powrót do starego domu, Tajemnice starego domu, Pamiętnik ze starego domu. Miłość ma twoje imię

środa, 03 października 2018

Hanna Greń urodziła się w roku 1959 w Wiśle. Jest absolwentką Akademii Ekonomicznej w Katowicach, całe życie zawodowe związała z ekonomią. Jak na autorkę mrocznych kryminałów i thrillerów jest osobą niezwykle pogodną, dowcipną, z dużym dystansem do siebie. Jest mieszkanką Bielska Białej. Jako pisarka debiutowała w 2014 roku. Nakładem Wydawnictwa Replika ukazały się dotąd jej książki: Uśpione królowe, Cynamonowe dziewczyny, Otulone ciemnością, Wilcze kobiety oraz Popielate laleczki – należące do cyklu W Trójkącie Beskidzkim, a także dwutomowa powieść Polowanie na Pliszkę (Jak kamień w wodę i Światełko w tunelu). Ponieważ jest żoną emerytowanego policjanta, który jest pierwszym recenzentem jej książek, w powieściach może pochwalić się wiarygodnością i dopracowaniem merytorycznym.

Hanna Greń  Uśpione Królowe_Hanna Greń

Wydawnictwo REPLIKA rok 2017

stron 448

Uśpione Królowe to współczesny kryminał, którego fabuła umiejscowiona została w Wiśle. Jest to nowa, poprawiona wersja książki Cień Sprzedawcy Snów.

Dwóch przyjaciół – nadkomisarz Konrad Procner i komisarz Marcin Cieślar próbują rozwikłać zagadkę brutalnego mordercy kobiet, któremu nadano kryptonim Sprzedawca Snów. Poszukiwany mężczyzna jest jednak nieuchwytny. Policjanci w dość nietypowych okolicznościach poznają dwie młode kobiety, z którymi zaczyna ich łączyć nie tylko prowadzone wspólnie śledztwo, ale również sprawy natury osobistej. Śledztwo nabiera rozpędu, gdy Procner i Cieślar odkrywają, że obie niezwykłe panie związane są w jakiś sposób ze sprawą Sprzedawcy Snów. Kobiety dopuszczone do akt śledztwa pomagają rozwikłać zagadkę mordercy, czy uda im się pomóc policjantom nie narażając własnego życia? Ile kobiet padło ofiarami psychopatycznego mordercy i dlaczego zabija on tylko raz w roku, robiąc ze śmierci zabijanej kobiety pewnego rodzaju rytuał?

Uśpione Królowe_Hanna Greń

Muszę przyznać, że fabuła książki przyciąga czytelnika i zaciekawia od pierwszych stron. Jeśli chodzi o mnie, to mogę zakwalifikować ją do tych powieści, o których mówię „jeszcze jeden rozdział i idę spać, a potem czytam do świtu”, nie zwracając uwagi nawet na „piasek” w oczach. Miejscem akcji w większości scen jest malownicza miejscowość Wisła. Jako młoda dziewczyna często przebywałam w Wiśle, dlatego bardzo łatwo potrafiłam odnaleźć się w niektórych, opisanych przez autorkę miejscach.

Autorka wciąga czytelnika w intrygę kryminalną, pozwalając mu na kilka chwil z odrobiną humoru, szczególnie w niektórych dialogach. Wtrącana gwara góralska, (nie całkiem zrozumiała przynajmniej dla mnie) dodaje realizmu przytaczanym rozmowom.

Między dość brutalny i mocny w swej istocie wątek kryminalny, zmysłowo wpleciony został romans, oraz wątki iście psychologiczne, co nie pozwala od odbiór tej powieści, jako zbyt mroczny thriller.

Ciekawie skonstruowane postacie głównych bohaterów, to z pewnością kolejny plus dla tej powieści. Mnie na przykład bardzo przypadła do gustu Petra, jedna z poznanych przez policjantów kobiet, która pomagała im w śledztwie. Kobieta z bardzo tajemniczą i dramatyczną, a może nawet tragiczną przeszłością, która posiadała nie tylko wyjątkowy dar szkicowania raz zobaczonych osób, ale również niecodzienny dar dedukcji.

Autorka, co jakiś czas raczy czytelnika kolejną zagadką, która intrygująco wpływa na dalszy rozwój wydarzeń. Powoli dozuje napięcie, pozwalając mu rosnąć aż do granic wytrzymałości pragnień rozwiązania zagadki.

Fabuła książki została tak skonstruowana, że wątki dotyczące głównych bohaterów, czyli dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą policjantów i dwóch także zaprzyjaźnionych ze sobą kobiet, przeplatają się z opisami wydarzeń, jakie motywowały psychopatycznego, fanatycznego mordercę.

(…) Nie chciał tego nigdy więcej oglądać. Musi unicestwić tę bezwstydną, zdemoralizowaną istotę, by nie kalała powietrza, którym oddychał. (…)

To nie jest tylko kryminał, to opowieść o pięknej przyjaźni, o stosunkach między ludzkich i o odpowiedzialności za drugą osobę. To świetnie ukazane portery wielu osób, od tych dobrych, po tych do bólu złych. To książka, której nie zapomni się po odłożeniu na półkę, ponieważ opisane w niej wydarzenia z pewnością niejedną osobę zmuszą do refleksji.

Polecam tę książkę nie tylko czytelnikom preferującym sensację, myślę, że wielu znajdzie w niej coś dla siebie.  I chociaż jest to moje pierwsze spotkanie w twórczością tej autorki, to jestem więcej niż pewna, że nie ostatnie. Połączenie mrocznego kryminału z lekkim romansem i umieszczenie tego w towarzystwie psychologii, nie jako nauki badającej mechanizmy i prawa rządzące psychiką i zachowaniami człowieka, to z pewnością bardzo ciekawa mieszanka.

Opuszczone miejsca

Nazywał siebie HYPNOS i uważał się za sprzedawcę snów. Wybierał zawsze opuszczone miejsca, tak aby mieć czas na rytuał znęcania się nad wybranką. Wybierał opuszczone miejsca aby nikt mu nie przeszkadzał.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej powieści i polecam ją wszystkim czytelnikom lubiącym dobrą polską literaturę.

Wydawnictwo Replika

sobota, 29 września 2018

Anita Scharmach pojawiła się na rynku książkowym całkiem niedawno, ale już podbiła serca wielu czytelniczek.  Jest mieszkanką Gdyni, mamą trójki dzieci i właścicielką dwóch ślicznych kotków. Z całą pewnością jest osobą dość uczuciową i empatyczną, co odzwierciedla się w jej książkach. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2016 książką „Mogę wszystko”, która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelniczki. Na dzień dzisiejszy może się pochwalić czterema książkami, a każda z tych książek wzrusza, bawi i zmusza do refleksji.

Anita Scharmach  Smaki Życia_Anita Scharmach

Wydawnictwo LUCKY rok 2017

stron 238

Smaki życia to powieść obyczajowa, która jest kontynuacją książki „Zaraz wracam”. Jeżeli jednak ktoś nie przeczytał wcześniejszej pozycji, śmiało może sięgnąć po tę, ponieważ autorka bardzo delikatnie wraca do poprzedniej powieści, co nie powoduje zagubienia w fabule.  Ale oczywiście ja polecam rozpoczęcie od pierwszej części.

Marta ma czterdzieści lat i dramatyczne przeżycia za sobą. Kilka lat wcześniej straciła męża i dwie córeczki, co na jakiś czas oderwało ją od normalnego życia i sprawiło, że kobieta bardzo zmieniła się. Los jednak nie pozwolił jej zatracić się w rozpaczy i postawił na jej drodze mężczyznę samotnie wychowującego córeczkę. Marta zaczyta chwytać z życia wszystko co dobre, spełnia swoje marzenia prowadząc z przyjaciółkami kocią kawiarnię, w życiu osobistym towarzyszą jej dwie kochające osoby, a wokół nie brakuje prawdziwych przyjaciół. Jednak w pewnym momencie coś zaczyna zakłócać ten eden i przed kobietą staje nie lada wyzwanie. Czy Marta będzie musiała walczyć o miłość mężczyzny i małej dziewczynki? Kim jest mężczyzna prześladujący ją? I kim jest kobieta, która nagle staje na drodze jej szczęścia?

Początek książki jest bardzo lekki i nieco humorystyczny, chociaż przez ten humor prześwitują od czasu do czasu promienie dramatycznej przeszłości głównej bohaterki. Lekkość z jaką pisze autorka, poruszając nie tylko lekkie tematy, to z całą pewnością ogromny plus dla ciekawej fabuły. Narracja jest w osobie pierwszej, co jak wiadomo sprawia wrażenie czytania czyjegoś pamiętnika.

Wśród bohaterek książki mamy między innymi bardzo rezolutną sześciolatkę. Gdybym nie miała wnuczki, którą uważam za prawie tak mądrą dziewczynkę jak Blanka, pomyślałabym, że fantazja autorki, co do wykreowania osobowości dziewczynki jest trochę przesadzona. Ale Blanka tak podbiła moje serce, że chciałabym ją spotkać w kolejnej powieści.

Autorka pięknie pisze o przyjaźni, która w sytuacjach dramatycznych czy krytycznych jest nie tylko osobistym wsparciem, ale również siłą napędową potrzebną konkretnej osobie. Dramat innych, może jest mniej bolesny, ale dotyka również innych emocjonalnie nastawionych do czyjegoś nieszczęścia.

Poruszony w powieści problem choroby nowotworowej jest z całą pewnością wątkiem bardzo wzruszającym. Wszak wiadomo, że człowiek w takiej sytuacji przede wszystkim robi sobie rachunek sumienia, czasami żałuje za swoje zachowanie i świadomy swojej sytuacji, pragnie chociaż w minimalnym stopniu naprawić swoje winy.

(…) Spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem. – Nie masz pojęcia, jak cieszę się, że jesteś. Dziękuję ci za to. Żyję w pożyczonym czasie, pożyczyłam tyle ile się da! (…)

Momentami podczas czytania dopadało mnie takie wzruszenie, że z trudnością kontynuowałam czytanie. Życie bywa i piękne i okrutne, czasami doprawione jest słodyczą miłości i szczęścia, a czasami goryczą dramatu. Lubi rzucać kłody pod nogi, czasami w postaci śmierci kogoś bliskiego, a czasami miłości, która nie potrafi poradzić sobie z problemami. Wystarczy jednak zmobilizować cały swój umysł i udowodnić sobie, że wiele zależy od nas, a chcieć to móc.

(…) Trzeba wziąć życie za rogi, zmierzyć się z nim, stawić mu czoła i głośno powiedzieć: „Hej, ja tu rządzę”! (…)

I tak jak w tej powieści trzeba to życie smakować z umiarem, bo potrafi być raz aż nadto słodkie, a raz gorzkie, ale każdy smak można przecież doprawić po swojemu. Słodycz rozcieńczyć odrobiną rozumu, a gorycz doprawić słodem nadziei i chęci.

Autorka łącząc humor z powagą i dramatyzmem niektórych wątków, nie pozwala na odebranie lektury jako ciężką emocjonalnie. Zwinnie potrafi poprawić humor po wielkim wzruszeniu i szybko osuszyć łzy, które nie wiadomo kiedy zwilżyły oczy.

Jeżeli ktoś sięgając po tę powieść liczy na lekką, łatwą i przyjemną chwilę spędzoną z szablonowym romansem, może się delikatnie mówiąc trochę przeliczyć. W tej książce króluje romans, nie można tego zaprzeczyć, ale towarzyszy mu wiele innych wątków. Jedne cudownie lekkie, ale inne ciężkie jak ołów.

Mam nadzieję, że wkrótce nazwisko tej autorki będzie tak znane jak zasługują sobie na to jej książki i nie tylko każda wrażliwa dusza czytelnicza będzie wiedziała, kim jest Anita Scharmach. Nietuzinkowa fabuła w literaturze kobiecej jest warta polecenia, dlatego polecam książkę całym sercem. Uprzedzam jednak, aby zaopatrzyć się w paczkę chusteczek higienicznych. Będziecie bowiem na zmianę śmiać się i płakać.

Polecam również inne książki tej autorki, które już przeczytałam i cieszę się, że na mojej półce „do przeczytania” czeka (cierpliwie) w kolejce jeszcze jedna powieść tej autorki.

Zaraz wracam_Anita Scharmach   Mogę wszytsko_Anita Scharmach

niedziela, 23 września 2018

Olga Podolska-Schmandt – absolwentka filologii polskiej i historii na Uniwersytecie Gdańskim. Jest autorką „Kalendarium życia kulturalnego i literackiego Wejherowa w dwudziestoleciu międzywojennym”. 

Piotr Schmandt – ukończył polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim, teologię na ATK, muzeologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autor „Konchy i perły” oraz powieści kryminalnych: „Pruska zagadka”, „Fotografia”, „Gdański depozyt” i opowiadania „Cztery ściany Agnieszki” zmieszczonego w zbiorze „Mogliby w końcu kogoś zabić”. Lubią podróże samochodowe, książki o tematyce historycznej i obyczajowej, kryminały i biografie, dobrą kuchnię i z przyjaciółmi nocne Polaków rozmowy.

Piotr Schmandt_Olga Podolsa Schmandt  Bóg zasnął_Piotr Schmandt_Olga Podolsa Schmandt

Wydawnictwo Oficynka rok 2015

stron 234

Bóg zasnął? to powieść obyczajowa z nutką kryminału i historii powojennej Polski. Jest to kontynuacja książki „Gdański depozyt”.

Maria i Wanda odnajdują po wojnie zakopane wcześniej kosztowności, dzieląc się nimi sprawiedliwie z Wicusiem, młodym  mężczyzną pomagającym w odkopaniu skrzyni. Obie kobiety postanowiły bardzo oszczędnie upłynniać znalezione precjoza. Przyjaciółki po dramatycznych wydarzeniach wojennych i powojennych postanawiają zamieszkać razem. Niestety Maria pewnego dnia zostaje zgwałcona, przez mniemanego przyjaciela, zachodzi w ciążę, której oczywiście nie chce. Ciężar opieki nad dzieckiem bierze na siebie Wanda, dając córce Marii nie tylko matczyne uczucie. Maria nie mogąc pogodzić się z trudną sytuacją materialną w powojennej Polsce, postanawia wykorzystać swoje niemieckie nazwisko i wyjeżdża z kraju. Po latach córka Marii, decyduje się na poznanie swojej biologicznej matki i podąża za nią do kraju „mlekiem i miodem płynącego”. Czy tajemniczy zachód zachwyci młodą Polkę, i postanowi zostać w Niemczech, czy jednak tęsknota za „matką” i polskim miasteczkiem zwycięży? Co wspólnego będzie miała Maria z przemytem kradzionych dzieł sztuki?

Muszę przyznać, że pierwsza część  - „Gdański depozyt”, nie zachwyciła mnie tak, jak druga. Może dlatego, że losy bohaterek były mi bliższe czasowo, niż rzeczywistość lat trzydziestych ubiegłego wieku.

Zaskakująco realistycznie przedstawione dramatyczne losy ludzi mieszkających na Pomorzu i Wejherowo ukazane na przełomie lat czterdziestych, pięćdziesiątych, siedemdziesiątych aż do współczesności, to z dla mnie ciekawy temat. Jako czytelniczka miałam okazję na spacer po tym pięknym mieście, chociaż spacer ten prowadził bolesnymi wspomnieniami bohaterek.

Autorzy opowiadając o losach Marii i Marty, zafundowali czytelnikom również piękny spacer po niemieckim miasteczku Ludinghausen, oraz jego okolicach. Malowniczo opisane miejsca, zarówno te o walorach historycznych jak i współczesnych dla tamtego okresu lat 80-tych, mnie zaciekawiły do tego stopnia, że po skończonej lekturze musiałam zasięgnąć nieco więcej informacji o tym miasteczku.

Szokujący kontrast między tym co było w Polsce, a tym co było w powojennych zachodnich Niemczech, to dla wielu młodych czytelników z pewnością trudne do zrozumienia fakty. Wielu nadal pewnie się zastanawia nad tym, jakim cudem  Niemcy, chociaż przegrali wojnę, tak szybko „stanęli na nogi” i to z takim efektem. Długo trudno było wówczas wielu osobom uwierzyć w ten zachodni luksus kontrastujący z szarą polską rzeczywistością.

Ciekawie zaprezentowane osobowości dwóch kobiet, Marii i Wandy to dowód na to, jak silnym, lub jak słabym potrafi być człowiek. Jedni przyjmują los jakim jest, a inni dążą do tego, aby się mu przeciwstawić. Często człowiek musi walczyć o to, kim chce być, a wszystko zależy od podejścia do życia i pochodzenia społecznego, które nie zawsze ułatwia osiągnięcie zaplanowanych celów.

(…) Boże – myślała – czy wszystko musi być takie trudne? Czy mam tłumaczyć, jak niewielki wpływ mamy na własne życie, począwszy od tego, kiedy i gdzie przychodzimy na ten najlepszy ze światów, bo jedyny, jaki znamy, a skończywszy na tym, że analogicznie nie wiemy, kiedy i gdzie będziemy go opuszczać. (…)

Intrygującymi wątkami w tej powieści są wplatane w fabułę informacje zmian zachodzących w Polsce. Dla osób nieinteresujących się historią, z całą pewnością będą to autentyczne ciekawostki.

Przedstawione na przykładzie jednej z bohaterek zadowolenie z życia w luksusie, antagonistycznie nastawione było do tęsknoty za krajem, za bliskimi osobami pozostawionymi jakby w innym świecie.

(…) Uroda lata przemijała zmiennym rytmem, przekwitaniem pachnących kwiatów, blednącą zielenią drzew, cichnącym zmierzchem. Marta czuła, że tłumi w sobie żal niewykrzyczany, łzy, które gromadzą się w duszy, nie mogąc wypłynąć strumieniem ulgi. Smutną bezradnością sąsiadującą z nadzieją. (…)

Ciekawym dodatkiem do fabuły jest również wątek kryminalny i chociaż początkowo trudno jest go powiązać z fabułą dotyczącą losów polskich kobiet, to w końcówce książki, w zaskakujący sposób wyjaśnione zostaje wszystko.

Ta książka to kawał mocnej historii zmian postępujących w Polsce po wojnie, chociaż przedstawiony minimalistycznie, to również portret psychologiczny polskiego społeczeństwa, które dorastało na przełomie tych zmian. Piękna opowieść o rodzinnej miłości, wpleciona w emocje wywołane żalem, strachem i poczuciem specyficznego odrzucenia.

Polecam tę książkę całym sercem. Mnie ona pozwoliła spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy niż dotychczas je widziałam. Intrygujące połączenie historii, kryminału i psychologicznego podejścia do życia człowieka, to z pewnością mieszanka godna polecenia. Wrażliwym czytelnikom, zapewne i łza zakręci się w oku, ja przyznam szczerze, że kilkakrotnie się wzruszyłam.

Ludinghausen

Ludinghausen, niemieckie miasteczko, które zachwyciło młodą Polkę

Wejherowo

Wejherowo, polskie miasteczko, które warto odwiedzić będąc na Pomorzu

Dziękuję Wydawnictwu Oficynka za możliwość przeczytania tej powieści i zachęcam po sięgnięcie po tę lekturę, zwłaszcza młodych czytelników, którym historia Polski i życia Polaków w powojennej rzeczywistości wydaje się tematem wartym bliższego poznania.

logo Oficynka

sobota, 22 września 2018

Piotr Podgórski to pseudonim pisarza, który urodził się i wychował na Podkarpaciu. Jest nie tylko autorem powieści i opowiadań, ale znanym w świecie czytelników blogerem, prowadzącym blog Pisany inaczej. Interesuje się literaturą, filmem i psychologią, a ponad to kocha zwierzęta, przyrodę i piesze wycieczki.

Trzy razy miłość_Piotr Podgóski

Wydawnictwo LIRA rok 2018

stron 295

Trzy razy miłość to powieść obyczajowa, której fabuła umiejscowiona została współcześnie, w pewnej urokliwej miejscowości Podkarpacia.

Marta, Ewelina i Maria to trzy kobiety, które w pewnym czasie znalazły się w tym samym miejscu. Marta jest młodą mężatką, która zdradzona przez męża ucieka do małej podkarpackiej miejscowości i zatrzymuje się w domu pewnej znanej znachorki – Marii. Ewelina jest dziennikarką śledczą, która pewnego dnia otrzymuje od szefa nietypowe zlecenie, mające na celu ujawnienie oszustw starej znachorki.  Wyjeżdża z Andrzejem - partnerem zawodowym, z którym mają udawać rozpadające się małżeństwo i zatrzymuje się w małym pensjonacie. Kiedy Andrzej i Ewelina poznają kobietę uważaną za znachorkę, ta nagle dostaje zawału serca i trafia do szpitala. Zdarzenie to komplikuje sprawę domniemania oszustwa, jednocześnie pozwalając na to, aby życie wszystkich nieco się pogmatwało.  Czy Maria wyjdzie ze szpitala? Jaką tajemnicę znachorka wyjawi Andrzejowi? Czy Ewelina i Marta się zaprzyjaźnią czy będą wobec siebie wrogo nastawione?

Jest to moja pierwsza książka tego autora i muszę przyznać, że podeszłam do niej z dużą nadzieją, na ciekawą lekturę. Znam trochę „pióro” tego pisarza, ponieważ podczytuję jego blog, nie spodziewałam się jednak tak emocjonującej lektury.  Czytając książki o kobietach, pisane przez mężczyzn, zawsze podziwiam znajomość kobiecej natury i osobowości. Myślę, że nie jest łatwo wcielić się w mentalność kobiety, i może tego dokonać jedynie trochę wrażliwy i trochę romantyczny mężczyzna. Gdybym nie znała autora, to pomyślałabym, że książkę tę napisała kobieta pod męskim pseudonimem.

Fabuła książki jest bardzo realistyczna.  Z całą pewnością, realizmu dodaje wtrącana od czasu do czasu gwara ludowa.

Czytając tę powieść zwróciłam uwagę na wiele wątków psychologicznych, poruszony na przykład wątek wychowawczy, który pokazuje jak wielki wpływ na dorosłe życie człowieka mają stosunki między rodzicami a dziećmi, czy metody wychowawcze, nie mówiąc już o środowisku w jakim ktoś zostaje wychowany.

(…)  Niestety, zimny chów nie pomógł pozostać bez wpływu na jej psychikę – miała ogromne problemy z wyrażaniem uczuć, okazywaniem emocji oraz z empatią. Nie dopuszczała do siebie określeń typu „patologiczny dom”, „przemoc fizyczna i psychiczna w rodzinie”. Chciała kochać swoich rodziców. Innych nie miała. Wierzyła, że oni też ją kochają. Zdawała sobie jednak sprawę, że coś z nią jest nie tak, a jej chorobliwa nieufność nie wzięła się znikąd. (…)

Trzy kobiety przedstawione w książce to trzy różne temperamenty. Muszę przyznać, że autor bardzo wyraźnie nakreślił różnice między nimi i w wyjątkowo ciekawy sposób ukazał te ich osobowości. Ale wśród tych kobiet są i mężczyźni – Andrzej i Sławek, wychowani w różnych środowiskach a jednak bardzo do siebie podobni pod względem uczuciowym.

Spoglądając na okładkę, czytelnik z pewnością spodziewa się lekkiego romansu, może jakiegoś trójkąta opartego na zdradzie, albo innej lektury utrzymanej w kontekście miłości. Ale niestety muszę rozczarować, to nie jest powieść lekka i łatwa. Dostarcza wprawdzie wielu rozczuleń, ale jest w niej również odrobina grozy i namiastka kryminału. Zresztą wątek sensacyjny jest dość istotny  i świetnie współgra z pozostałymi wątkami. Mamy w tej powieści również pewnego rodzaju zjawiska, delikatnie mówiąc paranormalne, ale nie powodują one odczucia strachu tylko specyficzne wzruszenie.

(…) Fiołkowy aromat stał się niemal duszący. Andrzej miał wrażenie, że nie są sami w tym małym, klaustrofobicznym pokoju. Czuł, że towarzyszy im jakaś siła, która miała coś wspólnego z tym zapachem. Nie bał się, nie wierzył w duchy, zresztą ta „moc” raczej go uspokajała niż przejmowała trwogą. (…)

Bardzo podobał mi się wątek ukazujący społeczność małej miejscowości. Autor pokazał, ludzi, którzy często nie wierzą w swoje możliwości i poddają się pewnego rodzaju stereotypom. Ale wśród tych szarych, rozżalonych życiem osób, często zdarzają się perełki, którym drogę torują ambicje. Ludzie, którzy potrafią sami sobie ukształtować istotę inności, a zarazem normalności. Ciekawym zjawiskiem w takich wiejskich społecznościach jest to, że kiedy wymaga tego sytuacja, potrafią zjednoczyć się i zapomnieć o swej wiejskiej niedoli. No i oczywiście charakterystyczne dla małych miejscowości „jedna pani, drugiej pani…”, gdzie każdy, o każdym, wszystko wie.

Polecam tę książkę szczególnie paniom, bez względu na wiek. Jest to moim zdaniem stanowczo literatura dla kobiet. Myślę jednak, że i panowie nie będą nią zawiedzeni, chociaż krew się nie leje, wulgaryzmów i erotyki brak, jest za to ciekawy wątek kryminalny. Jest to piękna opowieść o wyborach nie do końca chcianych, o marzeniach, które mogą się spełnić, i o miłości, która potrafi człowieka dopaść nieoczekiwanie i wywrócić jego życie do góry nogami.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli