Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.

LITERATURA POLSKA

czwartek, 12 października 2017

Mówią o nim „Książę komedii kryminalnej”. Dlaczego otrzymał taki przydomek i kto mu go nadał? Nie wiem. Wiem natomiast, że odkąd poznałam jego książki, to w mojej biblioteczce nie może zabraknąć każdej kolejnej, ponieważ są to lektury, które bardzo korzystnie wpływają na mój nastrój, zwłaszcza w szare, bure i ponure dni. O kim mowa? Wiadomo – Alek Rogoziński. Kto jeszcze go nie zna, to przypomnę, że urodził się w 1973 roku. Z wykształcenia jest filologiem, z zawodu dziennikarzem, z pasji kryminalistą, który tworzy kryminały. Przez lata związany z mediami. Karierę zaczynał w połowie lat 90. w kultowej już dzisiaj Rozgłośni Harcerskiej, potem pracował m.in. w Radiu Plus i warszawskim Radiu Kolor. Od 2007 roku jego macierzystą bazą jest magazyn Party. Jako pisarz kryminałów zadebiutował w marcu 2015 roku powieścią kryminalną "Ukochany z piekła rodem", w szybkim czasie zdobywając I miejsce na liście bestsellerów EMPIK.com. Jego hobby to muzyka i podróże, a marzeniem jest objechać cały świat, a na stare lata zamieszkać na jednej z wysp Morza Śródziemnego i tam do końca życia już tylko pisać.

Znalezione obrazy dla zapytania Alek Rogoziński   Lusterczko powiedz przecie_Alek Rogoziński

Wydawnictwo FILIA rok 2017

stron 327

Lustereczko powiedz przecie to drugi tom komedii kryminalnej z Różą Krull.

Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull, tym razem jest świadkiem samobójstwa. Od jakiegoś czasu obserwuje (przez lornetkę) ze swojego balkonu budynek biurowca a w nim pracującego do późnych godzin młodego mężczyznę. Kiedy któregoś dnia, ów mężczyzna na jej oczach wchodzi na parapet i zeskakuje z niego popełniając samobójstwo Róża Krull jest nie tyle zaskoczona co oszołomiona. Kilka dni później na bankiecie zorganizowanym dla kandydatów na Mistera Polski dochodzi do zbiorowego zatrucia, którego śmiertelną ofiarą jest kolejny młody mężczyzna. Pisarka wraz ze swoimi przyjaciółmi postanawia na własną rękę rozpocząć śledztwo. Za wszelką cenę chce się dowiedzieć, kto próbuje wyeliminować kandydatów na Najprzystojniejszego Polaka. Czy uda jej się dowieść, kto za tym stoi? Czy nie narazi się komuś swoim wścibstwem, i czy ktoś nie postanowi i jej wyeliminować spośród żywych?

No cóż, myślę, że kto zechce poznać odpowiedzi, ten sięgnie po książkę. Przyznam szczerze, że po raz kolejny nie żałuję, że zdecydowałam się na kryminał tego autora. Znając jego styl i humor, z pełna premedytacją zaczytałam się w kolejnej jego książce.

Nie jest to lektura wywołująca zbyt wiele emocji, ale z pewnością nie pozwala na nudę. Dość wartka akcja poprowadzona przez bohaterów, z licznymi potknięciami głównej bohaterki, którą zabawne sytuacje dopadają niemal wszędzie, to z pewnością plusy tej powieści.

Sama główna bohaterka jest trochę infantylna, trochę roztrzepana, ale z pewnością można ją polubić, tak jak jej przyjaciół. Kto nie miał jeszcze okazji zapoznać się z Różą Krull to polecam – z pewnością jest to osoba nietuzinkowa.

Książkę czytałam bardzo sprawnie i szybko z pewnością między innymi dzięki zabawnym i ciekawym dialogom. Umiejscowienie części fabuły w hotelu na zamku w Lidzbarku Warmińskim, to dla mnie dodatkowa atrakcja czytelnicza, ponieważ znam to miejsce i z łatwością wyobraziłam sobie opisywane przez autora miejsca. Chociaż… nie wszystkie.

hotel Krasicki

W tym pięknym zamkowym hotelu Róża Krull przeżyła chwile grozy.

Fabuła książki momentami bawi do łez, ale i są takie chwile, kiedy można poczuć dreszcz grozy. Jest on oczywiście odrobinę zawoalowany, bo przy tekstach mu towarzyszących groza zamienia się w zabawne, pełne nieoczekiwanych zdarzeń sytuacje.

(..) Kiedy wreszcie dotarło do niej, na co patrzy, było już za późno. Dziwnie chybotliwa w tym miejscu podłoga nagle uchyliła się, tworząc zapadnię. Róża nie miała się nawet czego chwycić. Wydając z siebie okrzyk przerażenia, runęła w dół. (…)

(…) Róża z trudem wstała z podłogi, czując że znajdujący się w niej kościotrup nie jest specjalnie zadowolony z przygody, która ich przed chwilą spotkała, i że w przyszłości ukarze ją niezliczoną ilością dolegliwości. (…)

No cóż, jeśli chodzi o mnie to z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że autor zwalczył moją jesienną chandrę. Za każdym razem przypominając sobie tę książkę, będę zmuszona się uśmiechnąć. Cieszę się, że na nasz polski rynek trafiają takie książki, bo od czasu do czasu człowiek musi przeczytać coś lekkiego, zabawnego i jednocześnie wciągającego. Myślę, że nie muszę zbytnio polecać tej lektury, bo kto zna „pióro” Alka Rogozińskiego, tego namawiać nie trzeba, a kto jeszcze nie miał okazji poznać, powinien to zrobić jak najszybciej.

Polecam również inne książki tego autora, nie tylko na jesienne chandry.

Ukochany z piekła rodem  Jak Cię zabić kochanie   Morderstwo na Korfu  Do trzech razy śmierć_Aleksander Rogoziński

wtorek, 03 października 2017

Przygodę z książkami Anity Scharmach zaczęłam niedawno. Wspomniałam już o niej wcześniej podczas dzielenia się swoimi odczuciami po przeczytaniu jej pierwszej książki „Zaraz wracam”.

Anita Scharmach  Mogę wszytsko_Anita Scharmach

Wydawnictwo LUCKY rok 2016

stron 285

Mogę wszystko to współczesna powieść obyczajowa, której narratorką jest główna bohaterka.

Tatiana to kobieta w średnim wieku, która ma wszystko. Przystojnego, dobrze zarabiającego i kochającego męża, trójkę fajnych dzieciaków i oczywiście dobrze płatną i stabilną pracę, w której odnosi sukcesy. Pewnego dnia przeprowadza się z rodziną do swojego wymarzonego, pięknego domu. Wszystko jest piękne, słodkie i sielankowe do momentu, kiedy Tatiana dowiaduje się o kolejnej ciąży, a do tego spada na nią zła wiadomość o ciężkiej chorobie jej przyjaciółki. Jak te dwie sytuacje wpłyną na życie kobiety? Czy uda jej się pokonać przeciwności, jakie przygotował dla niej los? I kto tak naprawdę jest najważniejszy w życiu tej prawie 40-latki?

Ta książka to czytelniczy misz-masz. Na przemian człowiek śmieje się i wzrusza, a dzieje się to dlatego, że autorka w bardzo umiejętny sposób łączy różne wątki, wywołując tym u czytelnika prawdziwą gamę emocji. Jest to lektura, która z pewnością u niejednej czytelniczki spowoduje, że spojrzy ona na swoje życie innymi oczami. Pobudzi w niej chęć do walki o siebie i swoje szczęście. Ale może też wywołać głos oburzenia lub pogardy u czytelniczek, którym się w życiu nie udało. Trudno jest czytać o czyimś szczęściu, kiedy samemu walczy się każdego dnia o minimum tego uczucia.

Myślę jednak, że w każdej lekturze można znaleźć coś dla siebie. W tej powieści autorka w ciekawy sposób wplotła między wątki typowej sielanki, źdźbła dramatyzmu, strachu, żałoby i smutku. Ale jednocześnie ukazała, że każda, nawet najgorsza sytuacja może zostać odebrana w sposób lżejszy, a wszystko zależy od podejścia do danej sprawy. Przedstawiła swoim czytelnikom, siłę miłości i przyjaźni, siłę odpowiedzialności i odwagi. Udowodniła, że gdy mamy obok siebie kogoś bliskiego, kogoś z kim możemy dzielić nie tylko radości ale i smutki, to łatwiej jest pokonać zło, ból i cierpienie.

Główna bohaterka, chociaż osoba poważna, w końcu żona i matka trójki dzieci, jest moim zdaniem chyba jednak trochę może nie infantylna, ale zbyt prostoduszna. Ale i tak chciałabym, aby takich osób było więcej.

Z pewnością jest to lektura dla dorosłych, ale jeżeli ktoś w tym momencie ma na myśli mocną erotykę, to nie – nic z tych rzeczy, chociaż… zdarzały się „momenty”. Pisząc, że jest to lektura dla dorosłych mam na myśli głównie wątki poruszone w fabule. I niestety muszę napisać, że trochę przeszkadzały mi zbytnie zdrobnienia słów; od tych „obiadeczków”, „tyłeczków” i „lampioników” momentami czułam dyskomfort w czytaniu. Cóż, jakoś mi to nie pasowało do tych poważnych tematów. A autorka poruszyła ich sporo. Jednym z nich jest na przykład macierzyństwo i odpowiedzialność za dzieci – tu ukłon w stronę autorki, ponieważ pięknie przedstawiła relacje między rodzicami a dziećmi i to dziećmi w różnym wieku, od przedszkolaka do nastolatka. Kolejnymi tematami były dwie poważne choroby, i tu też ukłon w stronę autorki, bo jaka jest walka z chorobą, kiedy człowiek jest zdany sam na siebie, a jaka, kiedy wokół ma bliskich, na których w każdej sytuacji może liczyć, którzy solidaryzują się z nim w tej chorobie uświadamiając przy okazji innych o jej wielkości.

Fabuła trochę zbyt szybko według mnie gna do przodu. Tu jest wiosna, za chwilę już lato, jesień itd. Miałam ochotę chwilami zawołać: „hej zwolnij trochę!”. Myślę, że zbyt dużo ostatnio czytałam powieści, w których fabuła ciągnęła się. Szybkie tempo lubię, ale w kryminałach.

Książkę jednak przeczytałam jednym tchem. Trochę się pośmiałam, trochę popłakałam, ale muszę przyznać, że czytało mi się szybko i lekko. Ciekawe dialogi i bardzo interesująco ukazane osobowości bohaterów, z pewnością miały wpływ na przebieg czytania. Książka napisana została tak, jakby ktoś pisał pamiętnik. Takie też miałam wrażenie podczas czytania, jakbym czytała pamiętnik Tatiany. Momentami intymny, momentami nostalgiczny a momentami euforyczny.

Główna bohaterka to wcielenie takiego dobrego ducha, zarażającego optymizmem i sprawiającego, że jak się czegoś bardzo chce – to można wszystko, wystarczy tylko uwierzyć w siebie.

Mogę wszystko

Mimo małych minusów jakie odebrałam, polecam książkę nie tylko paniom, które preferują powieści obyczajowe. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie, ponieważ tak jak wspomniałam wcześniej, jest tutaj poruszonych wiele wątków. Na czytelnika/czytelniczkę czeka wątek miłosny, dramatyczny, psychologiczny i… młodzieżowy. Czyli, dla każdego coś miłego.

Polecam również inną książkę tej autorki, która (jak dowiedziałam się pocztą pantoflową) będzie miała kontynuację.

Zaraz wracam_Anita Scharmach

wtorek, 19 września 2017

Magdaleny Witkiewicz nie będę przedstawiała, ponieważ tyle razy ta pisarka gościła na moim blogu, że ci, którzy tu zaglądają, z pewnością znają ją bardzo dobrze. Przypomnę tylko, że jest mieszkanką Gdańska. Urodziła się w 1976 r. Jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańskiego Studium Bankowości oraz Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów. Miała własną firmę marketingową, przez pewien czas jednocześnie prowadziła ją i pisała powieści. Dziś jej życie zawodowe to książki.

Magdalena Witkiewicz   Czereśnie zawsze muszą być dwie_Magdalena Witkiewicz

Wydawnictwo FILIA rok 2017

stron 478

Czereśnie zawsze muszą być dwie to współczesna powieść obyczajowa, z dawkami dramatu i romansu, której fabuła oparta jest na ciekawej tajemnicy sprzed lat.

Zosia jest bardzo pilną uczennicą. Nie ma zbyt wielu przyjaciół, ponieważ większość uważa ją za „kujonkę”. Pewnego dnia dziewczyna postanawia uciec ze szkoły i razem z całą klasą udać się na wagary, konsekwencje tego czynu jej nie ominą, ale i wpłyną na całe dotychczasowe życie dziewczyny. Nauczycielka wyznacza dla niej karę, którą jest… odwiedzanie emerytowanej nauczycielki. Początkowa niechęć do tego „obowiązku” przeradza się w trwałą przyjaźń z podopieczną. Zosia nareszcie ma kogoś, z kim może porozmawiać na każdy temat, zyskuje prawdziwą przyjaciółkę. Po nagłej śmierci pani Steni, świat dziewczyny wywraca się do góry nogami. Starsza pani, nie mając nikogo bliskiego zapisuje cały swój majątek dziewczynie. Mieszkanie w gdańskim bloku i stary dom w dzielnicy Łodzi zmieniają życie dziewczyny. Zofia jest już dorosła, zachodzi w ciążę, i chociaż ona sama zakochana jest w Marku po uszy, poznaje smak zdrady. Aby uciec od koszmarnej miłości wyjeżdża do Rudy Pabianickiej, do domu po pani Stefanii. Czy uda jej się poskładać swoje życie na nowo? Czy poznany przypadkowo mężczyzna okaże się jej przyjacielem czy wrogiem? Dramatyczna czy romantyczna okaże się stara historia związana z pewną miłością i odziedziczonym domem?

Fragment z książki:

(…) Czasem życie daje nam szansę, a my za późno ją dostrzegamy. Czasem możemy dotknąć naszych marzeń, ale odwlekamy te chwile. Na potem, na za godzinę, za miesiąc. Na moment, kiedy będziemy do tego perfekcyjnie przygotowani. A czasem trzeba żyć chwila. Łapać szczęście szybko w dłonie. Nieważne, ze nie mamy na sobie fraka i sukienki balowej, drugi raz życie może nam nie dać szansy. (…)

Moim zdaniem to jedna z najlepszych książek, które ostatnio czytałam. I chyba najlepsza tej autorki. Znam książki Magdaleny Witkiewicz, jedne mnie zachwyciły inne odrobinę rozczarowały, ale o tej mogę powiedzieć, że z całą pewnością to TA NAJLEPSZA.

Pochłonęłam książkę zaledwie w trzy wieczory, co nie zdarza mi się zbyt często. Fabuła jednak tak mnie zniewoliła, że nie mogłam oderwać się od niej i teraz będę musiała jakoś odespać te nieprzespane noce.

Początkowo myślałam, że to kolejna książka z tych, w których powtarza się banalna historia. Ona – młoda, ładna niezależna, dziedziczy dom po starszej osobie, w życiu przechodzi wzloty i upadki miłosne, które i tak zakończą się wielkim HAPPY ENDEM. Historia jakich wiele.

A tu… miłe, wręcz ogromne zaskoczenie. Z banalnej fabuły zrobiła się wyjątkowo wciągająca opowieść, nie tyle o wzlotach i upadkach miłosnych, co o ciekawej oryginalnej historii.

Bohaterowie tej powieści są tak swojscy, a zarazem nietuzinkowi, że nie można ich nie polubić. Myślę, że niejedna czytelniczka od samego początku „zaprzyjaźniła się” z Zosią i panią Stefanią. A w dalszych częściach książki kibicowała nie tylko głównej bohaterce.

Piękna, wzruszająca historia, opowiedziana z dużym dramatyzmem w tle i z piękną historią miłosną. Jeżeli jednak ktoś nastawi się na typowy romans, to może się rozczarować. To nie tyle historia miłosna, co brutalna prawda o życiu, zdradach, cierpieniu ale i o wielkiej ludzkiej empatii. A także o odnajdowaniu szczęścia w ruinach życia.

W tej powieści można się zatracić. Ciekawość często wygrywała u mnie ze zmęczeniem i musiałam, dosłownie musiałam czytać, aby nie zgubić wątku.

Po przeczytaniu książki wpadłam w pewnego rodzaju zadumę. Niby liczyłam na zakończenie takie a nie inne, a jednak pozostał we mnie jakiś żal. Chyba bardzo chciałabym wiedzieć, co dalej. Przecież słowo „koniec”, nie musi dosłownie oznaczać końca historii.

Dawno się tak nie wzruszałam podczas czytania. Niby człowiek dorosły i zdaje sobie sprawę z tego, że to tylko fikcja literacka, wymysł pisarki, a jednak jakoś utożsamia się z bohaterami i przeżywa ich życie tak, jakby dotyczyło kogoś bliskiego.

Poruszone w powieści wątki (nie tylko miłosne), potrafią być zarówno piękne, romantyczne jak i bardzo dramatyczne. To tylko fragment ciekawej opowieści, którą polecam całym sercem nie tylko czytelnikom zaczytującym się w romansach. W tej książce znajdują się również interesujące wątki: kryminalny czy psychologiczny. To opowieść o odnajdywaniu siebie i własnego szczęścia. O dążeniu do prawdy bez względu na to jak bolesna może ona się okazać. To po prostu wyjątkowa powieść z duszą… w tle.

 Stary dom

Czy taki STARY dom, może dać komuś NOWE życie?

Zdjęcie domu pożyczyłam ze strony baedeker łódzki

P.S. Czereśnie jako owoce przeważnie są dwie, ale czereśnia jako drzewo może być jedna, wiem to, bo w moim ogrodzie rośnie wielkie drzewo czereśniowe. Rośnie w towarzystwie innych drzew owocowych ale nie ma przy sobie drugiej czereśni.

 

czwartek, 14 września 2017

Anna Sakowicz to polska autorka, po której książki sięgam bardzo chętnie. Pisarka gościła już na moim blogu i pewnie zagości jeszcze nie raz. Nie będę się na jej temat rozpisywała, ponieważ przedstawiłam już tę autorkę w kilku swoich wcześniejszych wpisach, kiedy dzieliłam się swoimi doznaniami po spotkaniu autorskim i po przeczytaniu jej kilku książek: To się da, Szepty dzieciństwa czy Złodziejka marzeń.

Anna Sakowicz   Żółta tabletka_Anna Sakowicz

Wydawnictwo Szara Godzina rok 2017

stron 143

Żółta tabletka to zbiór opowiadań i humoresek.

Książeczka niezbyt gruba, zawierająca 18 tekstów, z których jedne rozbawiają do łez, a inne wprowadzają w stan specyficznej nostalgii. Biorąc książkę do ręki spodziewałam się opowiadań z dużą dawką humoru, nie zawiodłam się, ale… no właśnie, nie wszystkie odebrałam z takim poczuciem humoru na jakie z pewnością zasługiwały.

Kilka opowiadań trochę mną wstrząsnęło, może nawet trochę zaszokowało. To balansowanie między realnym światem a światem złudzeń, majak czy zjawisk paranormalnych . Z pewnością niejednego czytelnika bardziej by rozśmieszyło, ale ja na wiele rzeczy i zjawisk patrzę trochę innymi oczyma i, nawet się wzruszyłam (opowiadania „Starość” czy „Różowy pokój”).

Autorka w dość ironiczny a czasami nawet szyderczy sposób przedstawia pewne sytuacje mogące wynikać z zaburzeń psychiki lub konsekwencji spożycia zbyt dużej ilości alkoholu. Sarkazm bijący z niektórych opowiadań, jest tak namacalny, że czasami zastanawiałam się, jakim cudem wykreował się w głowie takiej pisarce, której powieści są ciepłe, życiowe i na swój sposób wzruszające, chociaż potrafią też rozbawić do łez.

Poruszone w opowiadaniach tematy z pewnością dają do myślenia i zmuszają do zastanowienia się nad konkretnym wątkiem. Ukazana w dość szyderczy sposób naiwność ludzka, z pewnością potrząśnie niejednym czytelnikiem, pod warunkiem, że nie będzie czytał książki tylko dla samego przeczytania, ale gdy zagłębi się odrobinę w treści.

Może zbyt poważnie podeszłam do tej lektury, nie przeczę, że momentami zaśmiewałam się bardzo, ale łapałam się również na tym, że zbyt dogłębnie analizuję przekaz fabuły.

Domyślam się, że autorce zależało na tym, aby rozbawić. Książka jest z pewnością lekturą lekką, łatwą i przyjemną, tylko czy wszystkie sytuacje w życiu człowieka śmieszą?

Jest to książeczka na jeden wieczór. Czyta się płynnie i szybko, Cudowny relaks po ciężkim dniu pracy, pod warunkiem, że nie będzie się (tak jak ja to robiłam) zbyt dogłębnie analizowało. Zabawne dialogi i opisy z pewnością pobudzą w czytelniku endorfiny i zapomni on na jakiś czas o otaczającym go świecie.

Polecam lekturę tę książki szczególnie teraz, kiedy na dworze szaro, buro i ponuro. Jest ona z pewnością cudownym antidotum na chandrę. Jest to książka inna niż powieści tej autorki, ale z pewnością warta przeczytania.

Emotikonki

Kto z nas nie potrzebuje czasami takich żółtych tabletek?

Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej lektury, Anna Sakowicz była jedną z uczestniczek na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.

logo spotkania

Jeżeli ktoś ma ochotę poznać "pióro" tej pisarki zanim sięgnie po którąś z jej powieści polecam jej blog, który chętnie odwiedzam w miarę możliwości czasowych.

Blog Kura Pazurem

Polecam również inne książki Anny Sakowicz, zwłaszcza Trylogię Kociewską, ale i wszystkie inne książki autorki, które do tej pory przeczytałam. Cieszę się, że w moich zbiorach posiadam więcej książek tej pisarki. Wiem, jestem zachłanna, ale chcę dużo takich powieści.

Trylogia kociewska_Anna Sakowicz

wtorek, 12 września 2017

Marta Guzowska urodziła się w 1967 roku w podwarszawskiej miejscowości Brwinowo. Jest polską pisarką mieszkającą obecnie W Wiedniu.  Z wykształcenia archeolog i doktor nauk humanistycznych. Pracuje w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Współprowadzi portal „Zbrodnicze siostrzyczki”. W roku 2013 otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru za swoją debiutancką powieść „Ofiara Polikseny”.

Marta Guzowska  Czarne światło_Marta Guzowska

Burda Publishing Polska S.A. rok 2016

stron 438

Czarne światło to kryminał archeologiczny, a właściwie to thriller z mocnym psychologicznym tłem.

 W małym miasteczku pod Warszawą, podczas wykopalisk, archeologowie natrafiają na ciekawe antywampiryczne pochówki. Niestety, społeczność miasteczka, podburzana przez dość kontrowersyjnego księdza proboszcza jest do grupy naukowców nastawiona mało przychylnie. Współpracujący z archeologami antropolog, światowej sławy profesor Ybl, były mieszkaniec miasteczka, próbuje znaleźć sprawcę, który kradnie im wykopane szkielety i przypadkowo odkrywa, że to jego małe rodzinne miasteczko ukrywa przed światem coś więcej niż tylko stare groby wampirów. Profesor Ybl cierpi niestety na nyktofobię, która sprawia mu wiele kłopotów. Mężczyzna nie może pogodzić się z faktem, że kobieta, która go kocha próbuje mu pomóc załatwiając prywatną terapię psychiatryczną i pilnując, aby regularnie zażywał lekarstwa. Ciekawość i spostrzegawczość profesora, doprowadza jednak do odkrycia makabrycznych zbrodni. Czy Mario Ybl uda się pokonać jego najgorszą zmorę życia, jaką jest nyktofobia? Kto tak właściwie stoi za znikaniem z terenu badań archeologicznych, odgrzebanych szkieletów? Co to jest, to tytułowe czarne światło?

Książka już od jakiegoś czasu znajdowała się na jednej z moich półek „do przeczytania”. Sięgnęłam po nią, aby przekonać się, czy autorka faktycznie jest królową polskiego kryminału archeologicznego, o czym często słyszałam wśród moich znajomych. Wyjątkowa znajomość archeologii, wynikająca z wykształcenia i nabytych praktyk pisarki, zaowocowały ciekawą i trzymająca w napięciu lekturą.

Przyznam szczerze, że jest to pierwsza książka tej autorki, po którą sięgnęłam i, dziś z całą pewnością mogę stwierdzić, że z pewnością nie ostatnia.

Początkowo jednak, trochę ta lektura mnie nudziła. Zaskoczona powtarzającym się tekstem, myślałam, że autorka na siłę próbuje zwiększyć objętość książki. Kiedy jednak fabuła nabrała tempa, to już przyznam uczciwie, nie mogłam się od niej oderwać. Myślę jednak, że osobom o małej znajomości anatomicznej wiele zwrotów i określeń może się wydać niezrozumiałymi. Autorka bowiem zamiast napisać prostym językiem, że ktoś uderzył się w głowę, używa określeń czysto anatomicznych typu „płat czołowy”, „płat potyliczny” , oraz ich nazw łacińskich.

Muszę jednak przyznać, że bardzo obrazowo przedstawiła nyktofobię, fobię, na którą cierpiał główny bohater. Sama mam nyktofobię i wiem, że w tym temacie wykazała również dogłębną znajomość problemu.

Moim zdaniem jest to książka dość trudna w odbiorze. Przeplatające się wątki psychologiczne z wątkami kryminalnymi są bardzo ciekawie ze sobą łączone, ale nie mogę o tej lekturze powiedzieć, że jest lekka, łatwa i przyjemna. Chociaż… kilka odrobinę zabawnych scen, może być odebranych lekko. Dość nietypowy humor, czasami trochę wulgarny. Zresztą tak jak język jakim wyraża się znany naukowiec.

Główny bohater jest dość irytujący, czasami wręcz bardzo drażniący. Jest jak kot, który chodzi własnymi drogami. Nie przejmuje się ani sobą ani innymi, egoistycznie dążący do własnych celów. Ale z drugiej strony można go chyba trochę polubić.

Sporo ciekawostek nie tylko archeologicznych, ale również pochodzących ze świata brudnej polityki, dominacji kościoła, czy zakłamanego życia prywatnego ludzi w małym miasteczku, jest z pewnością plusem powieści.

Książka napisana została w pierwszej osobie. Chociaż dość często wyeksponowane były myśli głównego bohatera, przedstawione tak, że miałam wrażenie, że docieram gdzieś głęboko w zakamarki znajdujące się w jego mózgu.

Osobowości przedstawionych w tej powieści osób, są bardzo zróżnicowane. Odzwierciedlają nie tylko społeczność małomiasteczkowej grupy ludzi, ale potrafią wyraźnie, wręcz obrazowo pokazać wszystkie występujące w powieści osoby.

Z dużą przyjemnością polecam tę książkę zarówno miłośnikom dobrego kryminału, jak i thrillera. Myślę, że czytelnicy preferujący powieść psychologiczną również znajdą w niej wiele ciekawych wątków.

szkielet

Małe wprowadzenie do fabuły (zdjęcie "pożyczyłam" ze strony Odkrywcy.pl)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli