Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.

Moje przemyślenia

czwartek, 11 października 2018

Już od kilku lat staram się uczestniczyć w jednym z największych festiwali kryminału na Pomorzu, jakim jest AFERA KRYMINALNA.  W tym roku udało mi się być tylko w ciągu dwóch dni, ale przyznam szczerze, że te dwa dni dały mi mnóstwo radości, ponieważ miałam okazję spotkać się z wieloma moimi ulubionymi autorami kryminałów.

Afera Kryminalna_2018

Pierwszego dnia, czyli w czwartek 04 października, uczestniczyłam w spotkaniach z pisarzami w mojej ulubionej bibliotece, mieszczącej się w centrum Gdańska, przy ulicy Mariackiej.

Afera Kryminalna_2018

Pierwsze spotkanie tego dnia było z AGNIESZKĄ PRUSKĄ i dotyczyło „5 LAT Z BARNABĄ USZKIEREM”. Przeczytałam wszystkie książki tej autorki, oprócz najnowszej, ale i na tę przyjdzie czas.

Spotkanie bardzo profesjonalnie poprowadziła jedna z gdańskich blogerek książkowych, autorka bloga PrzeczytankiDorota Lińska – Złoch. Kierownik filii pan Zbigniew Walczak każde spotkanie rozpoczyna dzwonkiem, dziękując za przybycie i przedstawiając swoich gości, wcześniej częstując przybyłych do biblioteki czytelników kawą lub herbatą. Czujemy się jak w domu.

Kto zna nadkomisarza Barnabę Uszkiera, ten z pewnością polubił go tak jak ja. Agnieszka Pruska, przedstawiła nam go bardziej szczegółowo informując tych, którzy go jeszcze nie poznali, że ma on 36 lat, około 185 cm wzrostu, wysportowany, ciemnooki i ciemnowłosy. No cóż wyobraźnia jednak należy do czytelników i każdy może sobie tę postać wyobrazić tak jak chce.  Autorka opowiedziała o tym jak kreowała postać tego policjanta, poruszyła temat aikido obecny w powieściach. Nie skupiła się jednak tylko na samym nadkomisarzu, opowiedziała bowiem również o kreowaniu postaci współpracujących z Uszkierem, szczególnie tych kobiecych funkcjonujących w środowisku męskim.

Poruszyła również temat postaci pobocznych, ich zaplanowanie w fabule, jaką odgrywają rolę i czy robi przed napisaniem powieści plan postaci uwzględniając ich wygląd, powiedzonka czy charaktery.

Ciekawym tematem rozmowy były inspiracje dotyczące fabuły i tego jak rozwija się zagadka kryminalna. Dowiedzieliśmy się, że każda zagadka kryminalna jest przez autorkę wymyślona, nie opiera się na faktach ani na wydarzeniach z życia.

Autorka mówiła również o miejscach akcji i miejscach dokonanych zbrodni.

Zdradziła, że jej piąta książka z Barnabą Uszkierem będzie miała tytuł „Święty”.

Wspomniała również o swoich dwóch książkach, w których bohaterkami są dwie nauczycielki na wakacjach. Są to komedie kryminalne, zupełnie inaczej zbudowane niż seria z Uszkierem, włącznie z narracją, która również jest inna. Kto czytał chociaż jedną z tych powieści wie, że autorka pozwoliła sobie na więcej swobody w fabule i w bohaterach oraz metodach śledczych, bo zagadkę kryminalną rozwiązują nie policjanci, a osoby prywatne, czyli wspomniane wcześniej nauczycielki – Alicja i Julia.

Posłuchaliśmy również trochę o najnowszej książce, której fabuła została umiejscowiona we Fromborku, oraz o opowiadaniach napisanych dla dzieci w książce „Przytulajki”, książce, która została napisana jako akcja charytatywna dla chorej dziewczynki

Afera Kryminalna_2018

W czasie spotkania z Agnieszką Pruską byli przedstawiciele telewizji TVP3, nawet jeden z panów redaktorów zadał autorce pytanie: „czy jest recepta na dobry kryminał”, na które autorka odpowiedziała tak wyczerpująco, że pewnie był nieco skonsternowany.

Afera Kryminalna_2018

Drugie spotkanie tego dnia było z KRZYSZTOFEM BOCHUSEM, i dotyczyło promocji jego książki „Szkarłatna głębia”, którą miałam okazję przeczytać .

Krzysztof Bochus jest autorem trzech części kryminałów retro z Christianem Abellem w roli głównej: „Czarny manuskrypt”, „Martwa głębia” i „Szkarłatna głębia”. Postać głównego bohatera i jego portret psychologiczny ulega wzbogaceniu w każdej kolejnej książce. Niestety nie czytałam wcześniejszych powieści, więc nie mam porównania, ale sama postać Abella bardzo przypadała mi do gustu.

Autor bardzo ciekawie opowiadał o latach 30 ub.w. w Gdańsku, o wątku nazistowsko faszystowskim, oraz o wątku mennonitów. Poruszając temat postaci występujących w książkach nie pominął tematu wspólnoty mennonickej,i ich emigracji w latach 30-tych.

Kto czytał ostatnią książkę tego autora, wie, że jednym z niemych bohaterów tej powieści jest bursztyn, autor przyznał się do własnej fascynacji bursztynami, co z pewnością miało ogromny wpływ na fabułę. A lekko podana wiedza historyczna jest z pewnością dużym atutem powieści.

Autor podzielił się z nami informacją o procesie powstawania książki, której podstawą jest porządny research.  Opowiadał o tym jak codziennie pisze, starając się nie tracić rytmu pisania i weny twórczej. Proces twórczy autora kryminału wymusza dyscyplinę, Krzysztof Bochus mówił o tym, co powinno być w kryminale, aby nie zabić czytelnika nudą.

Wielu czytelników zaciekawiło, czy Christian Abell jeszcze wróci, wszak ostatnia książka zakończyła się informacją, że bohater ten wyjeżdża do Holandii. Chociaż przede mną dwie wcześniejsze części zagadek kryminalnych z Abellem w roli głównej, mam nadzieję, że znajdę go kiedyś w kolejnych książkach. Zresztą autor przyznał, że powieść z Abellem, która jest w jego zamyśle, może mieć fabułę w Gdańsku, i dotyczyć końca wojny i roku 1945.

Usłyszeliśmy również o najnowszej książce tego autora „Lista Lucyfera”, której akcja dzieje się na Pomorzu. Autor zdradził nam, że jest ona bardziej współczesna i jak to określił bez „kajdan retro”.

Na koniec porozmawialiśmy chwilę o fragmentach powieści czytanych w Radiu Gdańsk. Przyznam szczerze, że kilka fragmentów słyszałam i nie ukrywam, że zaciekawiły mnie do tego stopnia, żeby sięgnąć po książkę.

Afera Kryminalna_2018

Trzecie spotkanie tego dnia z ADAMEM UBERTOWSKIM poprowadziła gdyńska blogerka książkowa, autorka bloga Aleksandra CzytaAleksandra Żok.

Rozmowa zaczęła się od tematu dotyczącego pierwszych książek pisanym pod pseudonimem. Następnie konwersacja przeszła do tematu książki „Syndykat”. Książkę czytałam i polecam, zwłaszcza panom, chociaż ja również spędziłam z tą lekturą ciekawy czas.

Prowadząca, z pewnością jak wielu innych czytelników, zastanawiała się nad tym, czym tak właściwie jest tytułowy syndykat. Czy jest to organizacja – widmo? Zresztą sam autor stwierdził, że jest to twór jego wyobraźni, bliżej niezidentyfikowany, w którym występują struktury rządowe, przestępcy, biznesmeni. Zastanawialiśmy się ile w bohaterze książki jest z Bonda, a ile z Borna, i gdyby książka została sfilmowana, kto mógłby zagrać główną rolę. Sam autor stwierdził, że do tej roli bardzo pasowałby młody Robert de Niro, a ja przyznam, że również tak sobie go wyobrażałam w trakcie czytania tej lektury.

„Syndykat” to pierwsza część trylogii kryminalnej, której akcje umiejscowione są prawie na całym świecie. Autor nie zaprzeczył, gdy zapytano go czy w którejś części główną bohaterką będzie kobieta. Póki co powstaje druga część, i tu autor zaskoczył czytelników informacją, że dumny jest z postaci drugoplanowych.

Poruszając temat głównego bohatera rozmowa zeszła na trenowany king boksing, którego metody walki wykorzystane zostały, jako choreografie sportowe z udziałem Kinkyego.

Adam Ubertowski przyznał, że myśli bardzo filmowo, dlatego fabuły jego książek zostały napisane właśnie w taki dość specyficzny sposób. Nie boi się bawić językiem, a sceny przedstawiać wręcz filmowo. Autor mówił również o swoich ulubionych scenach w książce.

Trzeba przyznać, że chociaż nie brakuje Adamowi Ubertowskiemu poczucia humoru, to o swoich książkach potrafi mówić bardzo emocjonalnie.

Afera Kryminalna_2018

Czwarte i ostatnie tego dnia spotkanie odbyło się z MARIUSZEM CZBAJEM i dotyczyło promocji jego najnowszej książki „Dziewczynka z zapalniczką

Przyznam, że nie czytałam najnowszej książki tego autora, i bardzo zaciekawiła mnie rozmowa na jej temat. Mimo dość późnej pory i sporego zmęczenia (spotkania zaczęły się o godz. 16, a spotkanie z Mariuszem Czubajem było o godz. 20) bawiliśmy się doskonale. Humor jaki dopisywał zarówno osobie prowadzącej jak i samemu autorowi był dość zaraźliwy, chociaż temat i fabuła książki raczej się do rozrywkowych nie nadawały.

Jednym z tematów poruszonych podczas spotkania było, czy opisywanie polskiej rzeczywistości jest ważne dla autora. Mariusz Czubaj twierdził, że nie potrafiłby napisać powieści w innych realiach niż polskie i w innej rzeczywistości niż polska.

Zapytany ile jest jego samego w Rudolfie Heinzu (bohaterze książek) przyznał, że przede wszystkim łączy ich miłość do muzyki (i do piwa). Wspominając o muzyce powiedział, że jest ona dla niego najmocniejszą formą ekspresji. Definiuje nas jako ludzi. A co do bohatera, to kolejną wspólną cechą jest to, że Heinz trenuje karate i kocha bluesa. Nie wiem, dlaczego tak pogodna osoba jak Czubaj stworzyła tak ponurego, zgorzkniałego i cynicznego bohatera.

Zapytany, czy w którejś ze swoich książek, kobieta będzie główną bohaterką, kategorycznie zaprzeczył, z uśmiechem stwierdzając, że nie byłby wiarygodny w wykreowaniu kobiecej postaci. Przyznał również, że nie wie, czy napisze kolejną książkę z Heinzem w roli głównej. Myślę jednak, że czytelnicy będą czekali na kolejnego Heinza.

Kto czytał książki Mariusza Czubaja, zapewne zauważył, że w książkach tego autora mimo poważnych tematów, można dostrzec sporo humoru.

Pierwszy dzień dobiegł końca, zmęczona, ale zadowolona dotarłam do domu. Jeżeli ktoś nie lubi tego typu imprez czytelniczych, to myślę, że wiele traci, bowiem takie spotkania z autorami potrafią bardzo pozytywnie wpłynąć na stosunek do literatury konkretnych pisarzy. Często lubimy czytać określone gatunkowo książki i nie zastanawiamy się nad tym ile autor musi poświęcić dla jednej książki. Czasami krytykujemy jakąś lekturę, albo ją zachwalamy, a przecież książka i jej fabuła to często są emocje autora, które my jako czytelnicy odbieramy nieco inaczej. Polecam takie spotkania, bo z całą pewnością zbliżają czytelnika do pisarza.

Zdobyłam autografy, zrobiłam sobie z pisarzami pamiątkowe zdjęcia i naładowałam się pozytywną energią.

sobota, 22 września 2018

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Miałam dzisiaj pisać recenzję ostatnio przeczytanej książki, ale… muszę się z Wami podzielić wrażeniami po spotkaniu autorskim, które odbyło się w czwartek 20 września w najpiękniejszej bibliotece Gdańska, mieszczącej się na ul. Mariackiej. Każdego, kto odwiedzi Gdańsk zachęcam do zerknięcia do tej biblioteki, ponieważ jest to tak klimatyczne miejsce, że nie można go pominąć podczas zwiedzania naszego miasta. Cudowni pracownicy tej placówki z panem kierownikiem Zbigniewem Walczakiem na czele, potrafią każdego przyjąć tak jakby był VIP-em.

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Spotkanie odbyło się w związku z promocją mojej najnowszej książki „Listy do Duszki”, a ponieważ fabuła książki jest umiejscowiona w większości w Gdańsku, to nie wyobrażałam sobie innego miejsca na promocję tej powieści.  

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Moje spotkanie poprowadziła Dorota Lińska - Złoch, osoba zakochana w książkach i bardzo znana w kręgach czytelniczo – pisarskich, jako jedna z najbardziej szczerych i obiektywnych blogerek. Jej blog Przeczytanki, cieszy się wielkim zainteresowaniem zarówno wśród czytelników jak i pisarzy. Dorotka jest również jedną z uczestniczek naszych corocznych spotkań A może nad morze? Z książką.

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Muszę przyznać, że jako osoba prowadząca jest w tym, co robi, bardzo profesjonalna. Do mojego spotkania przygotowała się tak solidnie, że nawet nie korzystała z żadnych ściąg, co się czasami wśród prowadzących spotkania autorskie zdarza. Jej profesjonalizm polega również na tym, że potrafi zadawać pytania, które mnie jako autorkę, nie raz wprowadziły w zakłopotanie, ponieważ odpowiadając na nie, nie mogłam opanować wzruszenia. Ale tak to jest, kiedy się pisze książki, w których przemyca się sporo emocji.  A „Listy do Duszki” to książka dla mnie wyjątkowa, ponieważ cały czas mam przed oczami twarz pani, która mi tę historię opowiedziała. A  pani była jedną z tych moich podopiecznych za którymi bardzo tęsknię.

Zresztą te emocje podczas czytania, często przenoszą się dalej i tak na przykład, kiedy pisarka Anita Scharmach, która jest również jedną z moich czytelniczek, zaczęła na spotkaniu mówić, o swoich emocjach, tęsknotach obudzonych podczas czytania mojej książki, to sama się tak wzruszyłam, że musiałam się uszczypnąć w nogę, żeby nie poleciały łzy.

Jestem bardzo wzruszona tym, że wśród moich czytelniczek i czytelników są osoby w różnym wieku, od dwudziestolatków po dziewięćdziesięciolatki. Kiedy ktoś mnie pyta dla jakiej grupy czytelniczej kieruję swoje książki, to naprawdę nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć.

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Spotkania autorskie, przynajmniej dla mnie, są zawsze takim czasem, kiedy mam wrażenie, że jestem w towarzystwie nie moich czytelników/czytelniczek, ale dobrych znajomych. A to spotkanie było dla mnie wyjątkowe, ponieważ gościła na nim jedna z moich cudownych podopiecznych, osoba w wieku 92 lat, której wspomnienia również postanowiłam wykorzystać w książce. Wprawdzie nie w „Listach do Duszki”, ale w kolejnej, która jak dobrze pójdzie zostanie wydana w przyszłym roku. Nie wiem ile pani Danusia usłyszała i zrozumiała z tych naszych rozmów, ale na drugi dzień powiedziała mi, że bardzo jej się to spotkanie podobało i jest ze mnie dumna.

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Chciałaby będąc w wieku mojej podopiecznej mieć taką pamięć jak ona.

Cieszę się, że tyle osób znalazło czas i ochotę na spotkanie ze mną i moją książką. To dla autora bardzo ważne, kiedy może pobyć z czytelnikami i często porozmawiać w cztery oczy. Na tym spotkaniu na przykład była pani, która osobiście znała śp. właścicielkę gdyńskiej Cyganerii, miejsca które odegrało dość znaczną rolę w mojej „Lawendzie”.  Wiem, że tej pani (właścicielce Cyganerii) nie podobałby się wątek, jaki umieściłam w książce, ale cóż… moja fantazja nie zawsze musi być zgodna z prawdą.

Miłym zaskoczeniem były dla mnie kwiaty i upominki, które otrzymałam po spotkaniu, a przyznaję z zakłopotaniem, że miałam taką tremę (chociaż większość osób mówiło, że wyglądałam na całkiem wyluzowaną), że nawet nie pamiętam kogo przywitałam i z kim się pożegnałam. Dobrze, że moja córka i Karol Kłos – pisarz i bloger robili zdjęcia, bo pewnie nawet bym nie pamiętała, kogo gościłam.

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Ale muszę przyznać się do jednego. Książki zaczęłam pisać, aby zaimponować mojej mamie, tak bardzo chciałam, żeby była ze mnie dumna. Moja mama zanim odeszła, zdążyła przeczytać chyba tylko trzy z moich książek, ale nigdy nie powiedziała mi tego, że jest ze mnie dumna, chociaż podobno swoim znajomym się chwaliła. Mama nie potrafiła okazywać uczuć . I kiedy po spotkaniu usłyszałam od mojej córki, że jest ze mnie dumna, to… nawet napisać o tym nie potrafię, bo się wzruszam.

Dziękuję wszystkim, którzy przyszli i tym, którzy wspierali mnie duchowo. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała więcej czasu na spotkania z czytelnikami/czytelniczkami. Teraz niestety moje obowiązki zawodowe mi na to nie pozwalają.

Dziękuję Karolowi Kłosowi i mojej córce Alicji za zdjęcia. Dziękuję mojej przyjaciółce Ewie i jej córce Małgosi za pomoc w dotarciu na spotkanie mojej ukochanej pani Danusi. Fajnie jest mieć wokół siebie przyjaznych ludzi.

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Karol Kłos przyłapany na robieniu zdjęć

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Trzy pokolenia moich czytelniczek

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Dumna jestem, że mimo niedogodności fizycznych pani Danusia dotarła na spotkanie

Spotkanie autorskie na Mariackiej

Po spotkaniu, młodzież dotrzymuje towarzystwa mojej najstarszej czytelniczce

środa, 18 lipca 2018

LISTY do DUSZKI coraz bliżej.

Listy do Duszki_Ewa Formella

Już dawno obiecywałam, że napiszę jak powstała fabuła, ale ciągle coś innego mnie zajmowało.

Książka opisywana jest różnie, ale zanim ktoś sięgnie po tę lekturę, może zapozna się z jej fabułą skrótowo.

Wolne Miasto Gdańsk, lata 1937–1938. Stefania i Heinrich zakochują się w sobie, jednak niewinna miłość tych dwojga musi niestety pozostać tajemnicą. Stefania jest córką Polaka i Żydówki, a Heinrich Niemcem, synem wpływowego w mieście człowieka. Młodych rozdziela zbliżająca się wielkimi krokami wojna. Ostatnie spotkanie zakochanych owocuje ciążą, o której Heinrich nic nie wie. Ostatni świadkowie tamtych lat często ze łzami w oczach wspominają zarówno dobre, jak i złe chwile, których doświadczyli podczas wojny. Listy do Duszki powstały na podstawie wspomnień kobiety, która w tych mrocznych czasach doświadczyła miłości, ale też bólu i cierpienia.

Zanim jednak przejdę do samo zachwytu, chciałabym opowiedzieć skąd pomysł na fabułę.

Od około 15 lat pracuję jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Do moich obowiązków należą nie tylko czynności fizyczne, takie jak dbanie o higienę podopiecznego, zakupy, przygotowanie posiłków, ale również dotrzymywanie towarzystwa. Ludzie starsi często czują wokół siebie ogromną pustkę i muszą tę pustkę czymś wypełnić. Jestem właśnie takim wypełniaczem, który potrafi godzinami słuchać opowieści i wspomnień z lat młodości, do czego często rodzina nie ma cierpliwości.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam historię mojej „Stefanii”, mojej „Duszki”, to przez kilka nocy nie mogłam zmrużyć oka. Wciąż wracały do mnie obrazy opisywane przez panią… (X). Kobieta tak naprawdę miała na imię zupełnie inaczej. Słyszałam tę historię kilka, a może nawet kilkanaście razy, wciąż z dodawanymi do niej kolejnymi detalami. Moja rozmówczyni nie była świadoma tego, że opowiada mi tę historię po raz n-ty, a ja jej tego nie przypominałam.  Któregoś dnia sama zaproponowała, abym losy tej dziewczyny spisała. Byłam zachwycona jej zgodą, ponieważ w głowie już miałam gotową fabułę. Postanowiłam jednak skontaktować się z drugą stroną bohaterów, czyli rodziną „Heinricha”. Niestety z tej strony spotkało mnie ogromne rozczarowanie. Osoba, dzięki której nawiązałam kontakt z mieszkającymi w Niemczech ludźmi, poinformowała mnie, że nie życzą sobie nagłaśniania tej historii. Dla nich to przeszłość, do której nie chcą wracać i której nie chcą firmować swoim nazwiskiem. Nie ukrywam, że zrobiło mi się bardzo przykro i nie potrafiłam zrozumieć tego, czym kierowali się, aby utrzymać ten temat w tajemnicy. Być może chodziło o to, że jest to dość znana w niemieckich kręgach medycznych rodzina, a może kierował nim żal, że utracili „swój” Danzig.

Nie dałam jednak za wygraną i przy akceptacji mojej podopiecznej, jak również za jej namową napisałam książkę.  Zmieniłam imiona i nazwiska, zmieniłam nazwę niemieckiej miejscowości pozostawiłam tylko wspomnienie i prawdziwy Gdańsk. Nie wiem ile w tej historii jest prawdy a ile fantazji, ale czy to ważne? Stworzyłam książkę, z której jestem dumna.

Niestety moja podopieczna nie dożyła chwili, w której mogłam jej przeczytać tę książkę. Ale wiem, że i ona jest ze mnie dumna, że się nie poddałam.

Listy do Duszki to pierwsza z czterech części, którym postanowiłam nadać nazwę „Szkatułka wspomnień”. Dzięki moim cudownym podopiecznym, takich historii mam w głowie kilka. Postanowiłam spisać cztery, które mnie najbardziej poruszyły. Pozostawię w swoich książkach pamięć po tych, dla których wojna była bolesnym wspomnieniem, które często kontrastowało z piękną, niewinną miłością.

Listy do Duszki_Ewa Formella

Poprosiłam syna, aby przygotował mi baner na Facebooka. Lata wydawania książek jako self publishing nauczyły mnie, że o reklamę powinnam zadbać sama. I chociaż bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Replika bardzo pięknie podeszło do zareklamowania mojej książki, to dumna jestem z tego, że sama również robię coś w tym kierunku.

Na tym banerze jest dziewczyna, jest mężczyzna i jest dziecko. Z opisu książki wynika, że ostatnie spotkanie tych dwojga młodych ludzi zaowocowało ciążą. Nie zdradzę Wam jednak dlaczego dziecko na zdjęciu umieściłam przy mężczyźnie a nie przy kobiecie, bo zdradziłabym najważniejszy wątek książki. Jeżeli ktoś jest tego ciekaw, musi sięgnąć po lekturę.

Zdjęcia, które wykorzystałam, to archiwalne zdjęcia mojej rodziny. Te osoby nie mają nic wspólnego z opisaną historią. Starsza pani na plaży to moja mama, która niestety nie przeczyta nigdy tej książki, bo już od nas odeszła. Ale mam nadzieję, że kibicuje mi z miejsca, w którym się znajduje, i pozostałe osoby również, ponieważ zawsze mi dobrze życzyły.

Osoby, które przeczytały już Listy do Duszki, bardzo ciepło wypowiadają się na temat książki. Może ich słowa przekonają do sięgnięcia po pierwszą część „Szkatułki wspomnień”.

Miłość, która jest zawsze niewinna. Powikłane ludzkie losy, trudna i burzliwa historia. Współczesność przeplatająca się z przeszłością, ponieważ nic się nie dzieje bez przyczyny. Wzruszająca opowieść, tym bardziej że… prawdziwa. Gdy ją już poznamy, pozostanie z nami na zawsze. Polecam.

Anna Klejzerowicz, pisarka

Niezwykle poruszająca historia. Opowieść o trudnej przeszłości i wojnie, o miłości i niespełnionych nadziejach. Koniecznie trzeba przeczytać! Gorąco polecam.

 Anna Sakowicz, pisarka

 Autorka z duża swobodą snuje opowieść o niemożliwej wojennej miłości. Sprawnie łączy plany czasowe, powoli odkrywając przed czytelnikiem kolejne akty tej smutnej historii, która swój początek ma w przededniu wojny. Gdańsk jest zarówno miejscem, jaki i drugoplanowym bohaterem akcji – nie da się ukryć, że Ewa Formella darzy to miasto wielką miłością! Lektura „Listów do Duszki” pozwoliła mi spojrzeć na Gdańsk z innej perspektywy. Książka uświadamia, że to miejsce było świadkiem wielu pięknych, lecz także dramatycznych chwil.

Agnieszka Kalus, blog. czytambolubie.com

Miłość, która nie powinna się wydarzyć. Dwa światy połączone gorącym uczuciem i okrutny los, który je rozdziela. „Listy do Duszki” to podróż w czasie, do miejsc smutnych, złych ale też niosących nadzieję. To niezwykła opowieść o gdańskiej rodzinie, która po latach odkrywa tajemnicę sprzed wojny. Czy da się wymazać kłamstwa i połączyć popękane serca? Ewa Formella snuje swoją historię niczym misternie tkany kilim, zachwycając każdym fragmentem.

Dorota Lińska-Złoch, blog. Przeczytanki

wtorek, 17 lipca 2018

 Agnieszka Pruska jest autorką cyklu powieści z komisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej. Podobnie jak jej bohater, ćwiczy aikido. Jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistką i recenzentką serwisu Zbrodnia w Bibliotece. Więcej o tej pisarce możecie się dowiedzieć z jej strony internetowej: www.agnieszkapruska.pl

Pierwsza książka tej autorki trafiła w moje ręce kilka lat temu i spowodowała, że zakochałam się w komisarzu Barnabie Uszkierze. No, nie tak dosłownie, bo facet ma żonę i dzieci, ale bardzo mnie ten policjant zafascynował podejściem do spraw i metodami śledczymi, jakie stosował wspólnie ze swoimi pracownikami przy rozwiązywaniu zagadki kryminalnej. Muszę przyznać, że autorka jest bardzo dobrze przygotowana w temacie metod i badań, z jakimi muszą się stykać policjanci i to jest właśnie tym magnesem przyciągającym czytelnika do jej książek. Ta realistyczność prowadzenia śledztwa, w powieściach Agnieszki Pruskiej to nie tylko wciągające fabuły, ale zaproszenie do świata procedur, technik i starej dobrej policyjnej roboty, o której nie zawsze mamy pojęcie. To zaproszenie do prywatnego świata policjanta, który często jest zmuszony swoją prywatność poświęcić dla dobra prowadzonego śledztwo.

Barnaba Uszkier

Seria z Barnabą Uszkierem to typowe kryminały policyjne, w nich krok po kroku poznajemy to, co znajdują śledczy, aby rozwikłać zagadkę kryminalną. Czyli... prowadzimy śledztwo razem.

W ramach naszego szóstego spotkania A może nad morze? Z książką, Wydawnictwo Oficynka zaproponowało nam spacer śladami Barnaby Uszkiera. Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, ponieważ, to, że lubię Uszkiera, to wiadomo, kocham Gdańsk, to też wiadomo, a spacer literacki z autorką to już wisienka na torcie.

Spotkaliśmy się przed dworcem PKP, gdzie Agnieszka Pruska zaczęła swoją opowieść o morderstwach, śledztwach itp. Na początek przeczytała nam fragment jednej z książek i ruszyliśmy w trasę.

Spacer śladami Uszkiera

Spacer śladami Uszkiera

Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach wsłuchując się w słowa autorki, która ma prawdziwy dar opowiadania. Pewnie ma w sobie gen jakiegoś bajarza. Nie wszystkie jej opowieści były związane z fabułą książek, niektóre dotyczyły prawdziwych zbrodni dokonanych w Gdańsku, ale to nie przeszkadzało nam w odkrywaniu kryminalnego światka miasta.

Spacer śladami Uszkiera

Na tym moście autorka uświadomiła nas, jaką pracę musieliby wykonać technicy policyjni, gdyby w tym miejscu wyłowiono zwłoki

Trasa Śladami Barnaby Uszkiera miała chyba 5 km. Przyznam szczerze, że pod koniec spaceru już dość mocno czułam swoje nogi, ale ciekawość jest chyba najgorszą cechą człowieka, bo ból nie ból idę dalej.

Spacer śladami Uszkiera

Spacer śladami Uszkiera

Spacer śladami Uszkiera

Autorka pokazuje nam, w którym miejscu "wrzuciła" zwłoki w "Żeglarzu"...

Spacer śladami Uszkiera

... a tu jest to miejsce

Niektórych miejsc opisanych w książkach już nie ma, jak chociażby krzaczasty teren przy marinie gdańskiej, na którym Uszkier znalazł się podczas jednego z prowadzonych przez siebie śledztw. W tym miejscu znajduje się już zabetonowany kawałek ziemi, ale jak ktoś ma wyobraźnię, to wystarczy zamknąć oczy i… jest się tam gdzie chce.

Spacer śladami Uszkiera

Pogoda nam dopisała, chociaż momentami słońce dość mocno przygrzewało i co niektórzy chowali się w cieniu kamieniczek, ale warto było przejść tę trasę. Dla mnie to była atrakcja, chociaż czytając książki z Uszkierem, dokładnie widziałam opisywane przez autorkę miejsca, bo te miejsca znam, ale dla osób, które jeszcze tych książek nie czytały, to z pewnością wyobraźnia zacznie działać podczas czytania.

Spacer śladami Uszkiera

Oczywiście do fotorelacji wykorzystałam zdjęcia koleżanek, które one udostępniły na swoich profilach na Facebooku, ale mam nadzieję, że nie będą miały mi tego za złe.

Pozwoliłam sobie przybliżyć czytelnikom mojego bloga opisy książek, w których spotykamy Uszkiera, kto jeszcze żadnej z nich nie czytał, to może zachęcę do sięgnięcia po te powieści. Klikając na tytuł, można przenieść się do mojej relacji o książce.

LITERAT (2013 )

Wczesnym rankiem samotny biegacz pokonuje codzienną trasę między Sopotem a Gdańskiem. W wykopie przy ulicy Hallera niespodziewanie dostrzega siedzącą postać. Zaintrygowany zbliża się do niej, by z przerażeniem odkryć, że ma przed sobą mumię. Jak się okaże, znalezienie zwłok to dopiero początek serii makabrycznych zdarzeń. W szranki z psychopatycznym seryjnym zabójcą staje komisarz Barnaba Uszkier. W pogoni za mordercą będzie musiał też poznać się z członkami pewnego Klubu Miłośników Kryminałów…

HOBBYSTA (2014 )

Gdański komisarz Barnaba Uszkier wysyła rodzinę na wakacje do małej wsi położonej nad malowniczym jeziorem Krosino. Wakacyjną idyllę słomianego wdowca przerywa znalezienie zwłok niezidentyfikowanego mężczyzny na pobliskim poligonie. Niepokój policjanta wzmaga fakt, że jego synowie właśnie rozpoczęli zabawę w detektywów, prawdopodobnie znajdując ślady morderstwa. Nie zwlekając, jedzie z technikami na miejsce zdarzenia, by rozpocząć skomplikowane i wielowątkowe dochodzenie. Czy jego bliskim zagraża niebezpieczeństwo?

ŻEGLARZ (2016 )

W trakcie regat o Puchar Obrońców Westerplatte w gdańskiej marinie zostają odnalezione zwłoki Jana Kuśmierskiego. Komisarz Barnaba Uszkier wraz z zespołem podejmuje śledztwo obejmujące barwne środowisko trójmiejskich żeglarzy. Doświadczeni śledczy kontra inteligentni przestępcy. Kto wygra ten pojedynek?

SPADKOBIERCA (2018 )

Gdańsk jest przez lata nękany serią tajemniczych morderstw, których początki sięgają 1945 roku. Pod koniec 2016 roku na jednym z gdańskich osiedli zostaje znalezione ciało młodego mężczyzny. Instynkt podpowiada komisarzowi Uszkierowi, że nie jest to tak prosta zbrodnia, na jaką wygląda. Zapowiada się długie i skomplikowane śledztwo.

niedziela, 15 lipca 2018

A może nad morze? Z książką

Na ten jeden lipcowy dzień czekam zawsze z ogromną niecierpliwością. Kto chociaż raz był na spotkaniu blogerek i pisarek/pisarzy, ten z pewnością będzie chciał to powtórzyć. To było nasze szóste spotkanie, które tak bardzo naładowało mnie pozytywną energią, że tańczyć mi się chce. Naszym celem jest promowanie czytelnictwa, a nasze spotkania dla wielu z nas zaowocowały szczerymi przyjaźniami, a wiadomo, że wśród ludzi przyjaznych spędzanie czasu to sama przyjemność.

W tym roku również byliśmy w sopockiej ZATOCE SZTUKI, chociaż teraz ulokowano nas w Sali Kryształowej. Nie było wprawdzie tarasu, ale na dwóch ścianach ogromne okna, na jednej wielkie lustra i czuliśmy się jak w Wersalu.

Zatoka Sztuki Sopot 

Zatoka Sztuki Sopot

  Zatoka Sztuki Sopot

Przed spotkaniem Zuza – promotorka czytelnictwa (blog – szufladopółka) zorganizowała DARMOWE CZYTANIE. W tym roku, ponieważ rano padał deszcz i piasek na plaży mógł być nieco wilgotny, czytanie odbyło się w parku na trawie, przed Zatoką Sztuki. Czytana była książka Adama Umbertowskiego – Syndykat.

A może nad morze? Z książką 6

  A może nad morze? Z książką 6

Przyjechało nas około 30 osób. Większość z nich już znałam, więc spotkanie było tym bardziej radosne, bo z większością osób nie widziałam się cały rok. Organizatorzy Aleksandra (blog - aleksandraczyta), Zuzia i Alan (blog - recenzjum) jak zwykle w cudowny sposób załatwili nam super imprezę.

Głównym sponsorem było Wydawnictwo Oficynka. Na nasze spotkanie przyszła nie tylko pani prezes Jolanta Świetlikowska, ale również dwóch pisarzy i dwie pisarki, oraz osoba zajmująca się promocją książek w tym wydawnictwie.

A może nad morze? Z książką 6

Reprezentacja wydawnictwa Oficynka

Oczywiście znów był tajemniczy sponsor/sponsorka poczęstunku. Mieliśmy zatem kawę, herbatę, zimne napoje, ciastka i owoce, którymi wszyscy chętnie się częstowali.

A może nad morze? Z książką 6

Na uczestników spotkania czekały, jak co roku torby z prezentami od sponsorów (oczywiście książkami),

A może nad morze? Z książką 6

była wymiana książkowa,

A może nad morze? Z książką 6 

A może nad morze? Z książką 6

 i loteria, w której każdy los wygrywał,

 A może nad morze? Z książką 6

a także Quiz przygotowany przez dwie Beaty – blogerki (bookfa - Lost.In.The.Library i Beata - Co warto czytać). Muszę przyznać, że dziewczyny trochę się nagłowiły, aby nam utrudnić. Zostaliśmy podzieleni na grupy i każda grupa otrzymała dwie kartki. Na jednej były nazwiska pisarzy/pisarek a na drugiej imiona i nazwiska bohaterów literackich i… oczywiście trzeba było dopasować bohatera do autora. Moja grupa wprawdzie nie zwyciężyła, ale myślę, że poszło nam całkiem dobrze bo na 90 pozycji, prawidłowych odpowiedzi mieliśmy 50. Nie było łatwo, ale integracja wspaniała.

A może nad morze? Z książką 6  

A może nad morze? Z książką 6

 A może nad morze? Z książką 6 

A może nad morze? Z książką 6

A może nad morze? Z książką 6

Myślę, że wszyscy świetnie się bawili i składam głęboki ukłon w stronę organizatorów za ich zaangażowanie i za… krówki, które uwielbiam.

A może nad morze? Z książką 6

DZIĘKUJĘ Aleksandrze (blog - aleksandraczyta), Zuzi i Alanowi (blog recenzjum) no i oczywiście Beatkom, Oficynce, i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, abyśmy mogli tak pierwszorzędnie spędzić ten dzień. Niestety Zuzi i Alana nie było, bo zatrzymały ich ważne sprawy prywatne. Szkoda, bo się za nimi stęskniłam.

Kwiaty

DZIĘKUJĘ wszystkim sponsorom i tym oficjalnym i temu, który nie życzył sobie nagłaśniać swojego gestu (ufundowania napojów, ciastek i owoców) za to, że tak wspaniale nas obdarowali.

A może nad morze? Z książką 6

Jak co roku, przywieźliśmy również książki dla innych, ponieważ Była zbiórka książek dla Schroniska Promyk w Gdańsku. Psy i koty wprawdzie nie będą ich czytać, ale ich opiekunowie popakują te książki w szary papier i będą sprzedawać na różnych festynach czy innych organizowanych spotkaniach, na których są zbierane pieniądze dla zwierzaczków. Oczywiście nasze książki zamienione na pieniądze pozwolą na zakup leków, karmy czy innych potrzebnych w tym miejscu rzeczy. Mam psiaka ze schroniska, który chętnie leży przy mnie gdy czytam jakąś powieść, więc byłam jedną z pierwszych, którzy wrzucili swoje książki. Zebraliśmy dwa duże kartony. Piękna inicjatywa. BRAWO MY.

Schronisko Promyk Gdańsk

A może nad morze? Z książką 6

Krótka fotorelacja, którą pozwoliłam sobie zaprezentować dzięki zdjęciom naszego „nadwornego” fotografa – pisarza Karola Kłosa oraz kilku blogerek, z pewnością pokaże, że moje słowa to nie blef. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał do mnie żalu o to, że „podkradłam” zdjęcia.

A może nad morze? Z książką 6

A może nad morze? Z książką 6  

A może nad morze? Z książką 6

 Obowiązkowe selfie

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli