Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.

Moje przemyślenia

wtorek, 19 września 2017

Jesień to dla mnie czas spotkań autorskich. W tym kierunku dużo się zaczyna dziać, a ja z przyjemnością na takie spotkania chodzę. W piątek 15 września byłam w gdańskim Empiku, na spotkaniu autorskim z Magdaleną Witkiewicz. Tę pisarkę znam już do wielu lat, jej pierwsza książka, którą przeczytałam był „Milaczek” i od tej właśnie lektury zakochałam się w książkach Magdaleny. Przyznam szczerze, że nie wszystkimi się zachwyciłam, ale na każdą kolejną czekam z niecierpliwością.

Piątkowe spotkanie było promocyjnym, dla najnowszej książki „Ósmy cud świata”.

Ósmy cud świata_baner

Przyznam szczerze, że książki tej jeszcze nie mam, ale z pewnością wkrótce ją nabędę. Jestem natomiast świeżo po lekturze wcześniejszej: „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, ale o tej książce będzie w kolejnym wpisie.

Dlaczego lubię chodzić na spotkania z Magdaleną Witkiewicz?

Ktoś może powiedzieć, że dlatego, że znam ją osobiście i jestem z nią na stopie koleżeńskiej, więc WYPADA. Może i tak. Ale lubię spotkania z nią, dlatego, że jest ona osobą bardzo pozytywną, zawsze uśmiechniętą, a ja lubię spotykać się z ludźmi, którzy na wszystko patrzą z humorem.

Z pewnością nie każdy tak uważa, wiem, że ta pisarka ma tyle samo fanek i fanów co przeciwników. Od kilku osób słyszałam dość niepochlebne opinie o niej, ale każdy ma prawo do własnego zdania i ja będę zawsze twierdzić, że takich ludzi lubię spotykać.

Na spotkaniu Magdalena Witkiewicz wprowadziła nas (czytelników) w kulisy swojej najnowszej książki, której fabuła umiejscowiona gdzieś w Azji. Opowiadała jak zainspirowała się do napisania tej książki będąc w Wietnamie na promocji swoich trzech (o ile dobrze pamiętam) książek, wydanych właśnie w języku wietnamskim. To piękne, że możemy chwalić się naszymi rodzimymi pisarkami w tak dalekich krajach.

Myślę, że autorka zachęciła do przeczytania tej książki nie tylko mnie i z całą pewnością wkrótce „Ósmy cud świata” zawita na mojej półce.

Zachęcam wszystkich, aby chodzili na spotkania autorskie nie tylko swoich ulubionych pisarzy. Na takim spotkaniu, można lepiej poznać pisarza i dowiedzieć się sporo ciekawostek zarówno dotyczących książek jak i życia prywatnego.

I chociaż uwielbiam Magdalenę Witkiewicz za „Milaczka”, „Panny roztropne” czy „Moralność pani Piontek” to po te jej „poważne” powieści sięgam równie chętnie.

Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz

Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz

Jak widać, nie tylko ja uwielbiam takie spotkania autorskie

Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz

Jedna z uczestniczek spotkania poprosiła mnie o zrobienie wspólnego z zdjęcia z pisarką, kobieta była jednak tak wzruszona osobistym kontaktem z Magdą, że... rozpłakała się. Mam nadzieję, że z tych kilku zdjęć, które pstryknęłam, chociaż jedno jest z uśmiechem :)

Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz

Tym razem, aby nie stać w długiej kolejce po autograf "wyskoczyłam" jako jedna z pierwszych

Za zdjęcia bardzo dziękuję Karolowi, gdyby nie on, pewnie nie miałabym pamiątki z tego spotkania, bo mój aparat w telefonie zawsze nawala  w takich sytuacjach. Karol Kłos - pisarz, latarnik i fotograf amator, jak się pojawi ze swoim aparatem, to zawsze można liczyć na fajne fotki.

wtorek, 11 lipca 2017

8 lipca byłam na… kolejnym - PIĄTYM - spotkaniu, NA KTÓRE WIELU Z NAS CZEKA PRZEZ CAŁY ROK.

logo spotkania

Jak wiadomo, to nie są takie zwyczajne spotkania, typowe dla blogerów książkowych, ponieważ uczestnikami NASZYCH spotkań są zarówno blogerzy, jak i pisarze a także czytelnicy ani nie piszący blogów, ani nie piszący książek. Każde takie spotkanie to JEDNA WIELKA NIESPODZIANKA, ponieważ nigdy nie wiemy co nasi organizatorzy przygotowali, a trzeba przyznać, że już od pierwszego spotkania bardzo się każdy z nich starał.

W tym roku organizatorami byli: Ola (blog Aleksandra czyta) oraz Zuzia i Alan (blog Recenzjum).

Przed oficjalnym spotkaniem Zuzanna (blog Szufladopółka) zorganizowała akcję GŁOŚNE CZYTANIE, która oczywiście odbyła się na plaży przed Zatoką Sztuki. Wzięli w niej udział i blogerzy i pisarze.

Głośne czytanie na plaży

Głośne czytanie na plaży

W tym roku opiszę to nasze spotkanie w/g niespodzianek, które na nas czekały w Zatoce Sztuki. Wiem, że pewnie coś pominę, ale trudno. Emocje były zbyt duże, żeby wszystko zapamiętać.

NIESPODZIANKA NR 1

Cudowne miejsce, chociaż nie przez wszystkich uważane za super. Niestety swego czasu Zatoka Sztuki w Sopocie zdobyła trochę niepochlebnych opinii, z powodu pewnych incydentów, ale dla nas zawsze to miejsce kojarzyć się będzie cudownie, właśnie dzięki naszym spotkaniom. Sala Morska, w której pozwolono nam być, jest z pięknym, dużym tarasem z widokiem na morze. Dla osób, które przyjechały z daleka (i dla nas, mieszkańców Trójmiasta również), to z pewnością fantastyczne miejsce. Ale co by nie mówić – Widok mieliśmy super.

plaża Zatoka Sztuki

Widok z tarasu Sali Morskiej, w której mieliśmy spotkanie

NIESPODZIANKA NR 2

Każdy z uczestników spotkania, na powitanie otrzymał identyfikator, ze swoim imieniem, i/lub adresem bloga. W tym roku te piękne identyfikatory dostaliśmy na fantastycznych smyczach, z logo oraz reklamą komiksu Alana. Dzięki tym identyfikatorom, mieliśmy w barze Zatoki Sztuki zniżki na zamówione dania.

identyfikator

NIESPODZIANKA NR 4

Beata – bookfa (blog Lost.In.The.Library) oraz Beata (blog Co warto czytać) przygotowały dla nas QUIZ INTEGRACYJNY. Muszę przyznać, że musiały się nad nim mocno napracować, bo jak dla mnie był on niesamowicie trudny.  Podzieleni na kilka grup mieliśmy dopasować autora do tytułu książki (ale takiej mniej znanej). Sporo klasyki, która większość z nas trochę przerosła. Ale dwie grupy były lepsze od innych i otrzymały nagrody, oczywiście książkowe. I tu muszę się pochwalić, że byłam w jednej z tych grup. Byłam wśród fajnych i mądrych dziewczyn. Ale co by nie mówić, quiz faktycznie nas zintegrował.

Quiz integracyjny

Od lewej: Beata – bookfa (blog Lost.In.The.Library) oraz Beata (blog Co warto czytać) oraz Ola (blog Aleksandra czyta)

Quiz integracyjny

Cicho, jak na klasówce w szkole... wszyscy intensywnie myślą...

Quiz integracyjny

Odbieramy nagrody za qiuz :)

NIESPODZIANKA NR 5

Kolejną niespodzianką były czekające na każdego uczestnika spotkania torby z prezentami od sponsorów. Były w nich nie tylko książki, ale również puzzle, zakładki do książek i przeróżne gadżety, między innymi od Potwornie Prawdziwe. Nie wiem jak to nasi organizatorzy robią, ale potrafią skłonić do sponsorowania nas naprawdę sporą liczbę nie tylko wydawnictw. Jeśli chodzi o mnie, to mam zapas czytania na co najmniej pół roku.

A może nad morze 5

logo sponsorów

Sponsorzy naszego spotkania

A może nad morze 5

Takie cudeńka przywiozłam ze spotkania.

NIESPODZIANKA NR 6

Loteria fantowa to kolejna niespodzianka, tym bardziej miła dla wszystkich, ponieważ KAŻDY coś wygrywał. Ja wygrałam notes z kotem, który zaraz po wejściu do domu przywłaszczyła sobie moja wnusia.

NIESPODZIANKA NR 7

Oczywiście nie zabrakło również poczęstunku. Jak co roku czekał na nas stół, na którym były kawa i herbata w termosach, karafki z sokami oraz patery z owocami i herbatnikami. Ale kulminacją konsumpcyjną był TORT, który podobno nasze organizatorki piekły w środku nocy. Co niestety później odpokutowały sporym zmęczeniem. Tort był tak pyszny, że skusiłam się na dwa kawałki, a co… łasuch jestem, wiadomo.

A może nad morze 5

A może nad morze 5

NIESPODZIANKA NR 8

Tego to się chyba nikt z nas nie spodziewał. Kolejną niespodzianką była Fotobudka. Ale było śmiechu... Nie ważne czy ktoś miał lat 20 czy 50+, każdy miał super zabawę.

A może nad morze 5

Była oczywiście wymiana książkowa, której w tym roku bardzo pilnowała Janinka, kolejno wołała każdą osobę w/g numerków, jakie otrzymaliśmy wraz z identyfikatorami. Wśród książek do wymiany były też książki NIESPODZIANKI, które można było sobie wybrać podczas wymiany książkowej. Miałam w tym swój mały wkład i cieszę się, że moja książka trafiła w ręce autorki bloga - Lew kanapowy, bo przynajmniej trafiła mi się okazja, aby dziewczynę poznać osobiście.

A może nad morze 5 

Janinka sprawdza, kogo zawołać... a te dwa kartony, na podłodze, po prawej stronie to są książki dla biblioteki szpitalnej w Gdyni.

Każdego roku na naszych spotkaniach zbieramy książki dla… jakiejś instytucji. Były już książki dla hospicjum, były dla dzieci z Domu Dziecka, a w tym roku zbieraliśmy dla biblioteki gdyńskich szpitali. Muszę przyznać, że chyba nie zawiedliśmy, bo uzbierały się dwa pełne kartony.

Wśród książek od sponsorów, a także wśród tych do wymiany były oczywiście książki autorek i autora, którzy byli również uczestnikami spotkania. Jak mogło zatem nie zabraknąć ich autografów w wybranych lub otrzymanych książkach.

A może nad morze 5

Podpisuję moją "Pamiatkę z Paryża", która była ksiażką-niespodzianką

A może nad morze 5

Karol Kłos podpisuje swojego "Latarnika"

A może nad morze 5

Anna Sakowicz i jej "Żółta tabletka"

A może nad morze 5

Marta Reich podpisuje "Morderstwo i cała reszta"

Uff ale się rozpisałam, ale o TAKIM spotkaniu nie można przecież napisać w dwóch zdaniach. Teraz pozostało mi odliczanie dni do kolejnego lipca (mam nadzieję).

Dziękuję Organizatorom, oraz wszystkim uczestnikom spotkania za tak cudowną atmosferę. Mam nadzieję, że spotkamy się za rok.

A może nad morze 5

P.S. PRZEPRASZAM ALEKSANDRO, ale uciekła mi jedna litera w Twoim imieniu, ale to wszystko z emocji, które jeszcze we mnie siedzą po spotkaniu.

P.S. Przepraszam wszystkich, którym "podkradłam" fotki z Facebooka, ale swoich miałam mało a Wy mieliście je takie fajne.

sobota, 03 czerwca 2017

Podróżnicze czwartki, tylko w herbaciarnio-kawiarni Południk 18.

Południk 18

Mieszkam w Gdańsku już tyle lat, a dopiero odkryłam to cudowne miejsce i to dzięki autorce książki „Chwila na miłość” – Joannie Stovrag. Pani Joanna udostępniła na Fb wydarzenie i zaprosiła swoich czytelników na spotkanie w Gdańsku, właśnie w kawiarni Południk 18. Książkę „Chwila na miłość” przeczytałam już dość dawno, i nie ukrywam, że bardzo mnie poruszyła historia młodej Polki zakochanej w młodym Bośniaku z Sarajewa. Ba… nawet nabrałam ochoty odwiedzenia tych wszystkich cudownie opisanych miejsc, zwłaszcza Sarajewa czy Mostaru, chociaż spora część opisów dotyczyła okresu wojennego. Zatem okazja niesamowita; poznać osobiście autorkę książki i na chwilę przenieść się do Bośni i Hercegowiny za pośrednictwem dwójki cudownych młodych ludzi, którzy pokochali Bałkany.

Joanna Stovrag   Chwila na miłość_Joanna Stovrag

Dobrze, że przyszłam na spotkanie odrobinę wcześniej, bo przynajmniej zagwarantowałam sobie w miarę dogodne miejsce i w spokoju wypiłam pyszną kawę z imbirem i skonsumowałam jeszcze pyszniejszą paschę. Przed godz. 18 nie było już miejsc ani siedzących ani stojących, co zauważyłam po kilku próbujących dostać się do środka osobach, które z niezadowoleniem wycofywały się na chodnik przed kawiarnią.

Spotkanie rozpoczęło się od zaprezentowania przez samą autorkę, autobiograficznej książki Chwila na miłość. Przyznam szczerze, że to niesamowite uczucie słuchać kogoś, kto przeżył coś bardzo ważnego i co potem odważył się opisać. Pani Joanna opowiadała o Sarajewie z takim uczuciem, że trudno nie zapragnąć odwiedzenia tego miejsca.

Spotkanie z Joanną Stovrag

Po zachęceniu potencjalnych czytelników do zakupu lub/i tylko przeczytaniu książki, odbyła się prelekcja, połączona z cudownymi slajdami, którą poprowadziła Anna Mikołajczyk, współtwórczyni strony Nasze Bałkany.pl. Pasja, z jaką opowiadała o odwiedzanych przez nią i jej męża Mateusza miejsc, znów pobudziła moją wyobraźnię i chęć zobaczenia tego na własne oczy. I tak oczami wyobraźni wróciłam do książek, w których ostatnio te Bałkany się przewinęły: Chwila na miłość – Joanny Stovrag czy Nie czas na miłość i Nie czas na zapomnienie – Agnieszki Walczak Chojeckiej. Różnica między tymi książkami jest taka, że jedna z nich to fakty, emocje, uczucia przeżyte przez samą autorkę, a dwie pozostałe to wyobraźnia autorki. Zachęcona jednak zostałam odwiedzeniem tych niesamowitych miejsc.

Spotkanie z Joanną Stovrag

Spotkanie z Joanną Stovrag

Niestety z powodu jak dla mnie dość późnej pory powrotu do domu (mieszkam w okolicy, w której raczej po zmierzchu się nie należy kręcić) musiałam opuścić to cudowne spotkanie wcześniej. Przykro mi było chociażby dlatego, że pod koniec wieczoru goście, którzy przybyli na to spotkanie autorsko-podróżnicze wzięli udział w loterii. Do wygrania były przywiezione z Sarajewa przez Joannę Stovrag: bosanska kafa "Zlatna džezva", magnesy z wizerunkiem studni Sebilj w Sarajewie i Starego Mostu w Mostarze, zakładka do książki w postaci orientalnego dywanika, zapałki w ozdobnym pudełku oraz grafiki Vedada Drljevicia. Och jakby ten obrazek z Sarajewa - Jerozolimy Europy, pasował do mojego pokoju (hi hi) a te magnesy jak pięknie prezentowały się na mojej lodówce.

Spotkanie z Joanną Stovrag

Ale to co zobaczyłam, i to co usłyszałam na długo pozostanie w mojej pamięci, chociażby z powodu tego, że chyba „zaraziłam się” tymi Bałkanami. A że przy okazji poznałam autorkę książki, którą polecam każdej mojej znajomej to już maksimum satysfakcji.

Spotkanie z Joanną Stovrag

Joanna Stovrag (w środku) oraz Anna i Mateusz Mikołajczyk

Moje wcześniejsze wyjście pozbawiło mnie również wspólnego zdjęcia, ale mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze kiedyś nadrobić.

Cieszę się, że mogłam tym razem uczestniczyć w tak niesamowitym spotkaniu autorskim, bo przecież nie tylko autorkę książki miałam okazję spotkać ale również autorów-pasjonatów Bałkanów, dla których sama podróż w tamte rejony jest nie tylko zwykłym urlopem. A tłumy osób, które były obecne w Południku 18 świadczą tylko o tym, jak wielu ludzi lubi czytać i słuchać o ciekawych miejscach i ciekawych historiach.

Bardzo dziękuję Joannie Stovrag za pozwolenie wykorzystania zdjęć, mój aparat w telefonie jak zwykle zastrajkował i wszystkie zdjęcia wyszły jakby robione w kopalni. Mam nadzieję, że autorzy zdjęć Ania i Mateusz Mikołajczyk - autorzy strony Nasze Bałkany nie będą mieli mi za złe, że im kilka "podkradłam".

wtorek, 30 maja 2017

Maj w tym roku, był dla mnie miesiącem dość chorobowym i mało brakowało a nie pojechałabym na spotkanie autorskie do Olsztyna. Zostałam zaproszona do jednej z olsztyńskich bibliotek i bardzo zależało mi, aby na to spotkanie pojechać. Łapałam się, więc wszystkiego, aby jako tako utrzymać się na nogach. Pogoda w tych dniach była okropna, chyba Zimna Zośka i Ogrodnicy przyszli tydzień wcześniej, bo takiej zimnicy w maju nie pamiętam. Włącznie ze śniegiem L

Udało się. Pojechałam i przy okazji odwiedzenia syna i synowej skorzystałam trochę z uroków Olsztyna, chociaż potem znów swoje odchorowałam.

Olsztyn 2017

Mikołaj Kopernik pomagał mi złapać trochę promieni słonecznych abym nie zmarzła zbytnio

Ale, ale… zacznę może od początku.

Ponieważ nocowałam w domu dzieci, a one do południa pracowały, to miałam cudowny czas DLA SIEBIE i, nadrobiłam (korzystając z ciszy i spokoju) pisanie mojej najnowszej książki LISTY DO DUSZKI. Wenę tam miałam taką, że gdybym została jeszcze kilka dni, to pewnie książka byłaby już skończona.

Pisze się

Tak jak wspomniałam wcześniej pogoda była raczej kiepska, więc popołudniowe zwiedzanie Olsztyna musieliśmy ograniczyć do minimum. Nie traciłam jednak czasu i jednego dnia wybrałam się na spotkanie autorskie Marty Abramowicz do pięknej biblioteki Planeta 11. Kto mnie zna, ten wie, że uwielbiam chodzić na spotkania autorskie, więc i tym razem nie mogłam przepuścić.

Spotkanie z Martą Abramowicz

Spotkanie z Martą Abramowicz

Marta Abramowicz promowała swoją książkę reportażową „Zakonnice odchodzą po cichu”. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiej kopalni wiedzy na temat pobytu w zakonach. Autorkę kosztowało to sporo czasu, odwagi i determinacji, ponieważ nie wszystkie drzwi, do których pukała zostały przed nią otworzone. Książkę oczywiście mam i to z autografem, bo jakże by inaczej.

Zakonnice odchodzą po cichu

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Bardzo sympatyczna osoba, opowiadająca tak, że na sali panowała wręcz idealna cisza. Myślę, że z takiego spotkania wyszła usatysfakcjonowana każda osoba, bez względu na wiarę czy jej brak. Nie ukrywam, że czasami zastanawiałam się nad tym, co dzieje się za murami klasztorów. Przyznam, że do tej pory nie miałam pojęcia o tym, że zgromadzenia zakonne są tak różnorodne. Chociaż… wiele można się domyślać.

Spotkanie z Martą Abramowicz  Spotkanie z Martą Abramowicz

Książka jest, autograf jest, więc satysfakcja z mile spędzonego popołudnia też jest :)

Następnego dnia było moje spotkanie autorskie w bibliotece, w Filii nr 2. I tu muszę powiedzieć, że byłam bardzo mile zaskoczona. Gośćmi spotkania byli w większości zaprzyjaźnieni z biblioteką członkowie Klubu Seniora, ale nie tylko. Spotkanie odbyło się w ciepłej, wręcz rodzinnej atmosferze między innymi dzięki pani kierownik biblioteki i pracownicom tejże biblioteki, ale i również dzięki przybyłym osobom. Nie spodziewałam się tylu ciekawych i intrygujących pytań, zaskoczona tym, że większość tych osób przeczytało moje książki, i… odebrało je równie ciepło.

Spotkanie rozpoczęło się przeczytaniem przez jedną z pań, fragmentu mojej książki. Na swoich spotkaniach często ja sama czytam fragmenty książek, tu jednak z ciekawością słuchałam ciepłego głosu pani czytającej, która potrafiła go tak tonować, że wszyscy dosłownie wsłuchiwali się w treść jak dzieci, którym czyta się bajkę na dobranoc.

Spotkanie autorskie w Olsztynie

Spotkanie autorskie w Olsztynie

Kolejnym miłym akcentem tego spotkania był prezent, który otrzymałam od czytelników. Nie wiem, czy potrafiłaby coś takiego wykonać. Pani, która mi go wręczyła, powiedziała, że jeżeli jakaś książka wyjątkowo mnie będzie nudziła, albo mi się nie spodoba, to też mogę ją sobie zamienić w zwierzaczka. Pomyślałam wtedy: mam nadzieję, że z moich książek nikt nie wykonuje takich cudaków.

Spotkanie autorskie w Olsztynie

Wróciłam bardzo zadowolona chociaż żal mi było, że nie mogłam więcej „poszaleć” sobie po pięknym Olsztynie, który ledwo co pamiętam z czasów, kiedy jako prawie nastolatka odwiedziłam będąc na koloniach. Mam jednak nadzieję, że kiedyś to nadrobię.

poniedziałek, 20 marca 2017

15 marca byłam na premierze najnowszej książki Anny Sakowicz „Już nie uciekam”.

To się da_Anna Sakowicz

Jest to trzecia część Trylogii Kociewskiej.

O tej pisarce wspominałam już w dwóch moich wcześniejszych wpisach „Szepty dzieciństwa” i „To się da”, ale tak dla przypomnienia…

Anna Sakowicz to polska pisarka urodzona w Stargardzie Szczecińskim a obecnie mieszkająca na Kociewiu w Starogardzie Gdańskim. Jej zawód wyuczony to polonistyka, jest również blogerką a jej pasją oprócz pisania jest kolekcjonowanie starych książek.

Spotkanie autorskie z okazji premiery najnowszej książki, odbyło się w gdańskim Empiku w Galerii Bałtyckiej. Niezbyt lubię takie spotkania, gdzie ciągle ktoś chodzi, przez megafony lecą jakieś komunikaty, ale muszę przyznać, że spędziłam czas wyśmienicie.

Anna Sakowicz

Annę Sakowicz miałam okazję poznać wcześniej, na jednym ze spotkań blogerek/blogerów w Sopocie, i chociaż nie miałam dotąd okazji przeczytać wszystkich jej książek, to cieszę się, że będę to mogła wkrótce nadrobić. Na moich półkach z książkami czekają cierpliwie trzy powieści tej autorki i jak tylko uporam się z tymi, które aktualnie są w czytaniu natychmiast wracam do Trylogii Kociewskiej .

Pisarka zaskoczyła nas swoim ubiorem, miała bowiem na sobie bluzeczkę i trampki we wzorach kociewskich, które bardzo ciekawie komponowały się z czernią pozostałych części garderoby.

Anna Sakowicz

Anna Sakowicz opowiadała nam o zarysach powstawania Trylogii Kociewskiej, a także uszczknęła odrobinę ciekawostek ze swojego życia prywatnego. Myślę, że każdy czytelnik ciekawy jest tego co skłoniło autorkę do zmiany miejsca zamieszkania ze Stargardu Szczecińskiego do Starogardu Gdańskiego i co tak właściwie wywarło "presję" na to, że zaczęła pisać książki.

Wiem, że wśród naszych autorów jest sporo osób, których nazwiska nie są znane większości czytelnikom, ale myślę że warto poznać tych, o których dopiero zaczyna się mówić. Anna Sakowicz pisze literaturę, której odbiorczyniami w większości są kobiety, ale przyznam szczerze, że po przeczytaniu jej dwóch książek nie jestem przekonana, czy jest to literatura tylko dla pań. Autorka przyznała się nam, że główna bohaterka Trylogii Kociewskiej ma wiele cech z niej samej, a ja chyba się z tym muszę zgodzić, ponieważ jak czytałam „To się da”, czyli drugą część, to przed oczami miałam właśnie Annę Sakowicz jako Joannę. Optymistycznie podchodząca do życia, uroczo szczera, i przepełniona humorem Joanna, to wypisz-wymaluj autorka książki.

Oczywiście idąc na spotkanie miałam przygotowane pytania do autorki, ale jak zwykle nie zadałam żadnego. Dlaczego? Osoba prowadząca spotkanie przygotowała się do niego aż za dobrze, a sama autorka tak jakby czytała w moich myślach i zanim pomyślałam pytanie, ona już na ten temat mówiła.

Dobrze, że organizowane są takie spotkania autorskie, nie dość, że można na nich spotkać innych pisarzy czy blogerki, to jeszcze sporo można się dowiedzieć o prywatnej stronie danej osoby. Cieszę się, że po raz kolejny mogłam uczestniczyć w takim spotkaniu. No cóż... jedni wolą spędzać czas przed telewizorem, inni w pubie na kawie czy piwie, a ja lubię słuchać o literaturze i poznawać ludzi. Polecam takie spotkania z autorami, często mają one wpływ na nasze wybory czytelnicze i jak autor/autorka dobrze się nam zaprezentuje, to z pewnością powiększy się nasza biblioteczka.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli