Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
wtorek, 09 października 2018

Vera Buck urodziła się w 1986 roku w Salzkotten w Niemczech. Obecnie mieszka w Zurychu. Studiowała dziennikarstwo i scenopisarstwo. Zdobyła tytuł nauk humanistycznych we Francji, Hiszpanii i we Włoszech. Będąc na studiach pisała teksty dla radia, telewizji i prasy a także opowiadania do antologii i magazynów literackich. Runa jest jej debiutem powieściowym, który z całą pewnością zdobył serca wielu czytelników.

Vera Buck   RUNA_Vera Buck

Wydawnictwo INITIUM ROK 2018

stron 601

Runa to thriller medyczny, którego fabuła umieszczona została w roku 1884.

W paryskim szpitalu Salpêtrière, na oddziale neurologicznym znany neurolog Martin Charcot, przeprowadza eksperymenty na kobietach zdiagnozowanych jako histeryczki. Jego pokazy hipnozy ściągają widzów z całej Europy. Któregoś dnia na oddział szpitala trafia Runa, mała dziewczynka upośledzona fizycznie i psychicznie, która opiera się wszelkim metodom terapeutycznym. Szwajcarski student medycyny – Jori, postanawia wykorzystać szansę na zdobycie tytułu doktora i proponuje wykonanie na Runie zabiegu skupionego na dziewczęcym mózgu. Ma nadzieję, że jako pierwszy lekarz w historii medycyny, zdoła operacyjnie usunąć obłęd z mózgu małej pacjentki. Nie podejrzewa jednak, że z dziewczynką zacznie go łączyć dość specyficzna więź, a po odkryciu mrocznej przeszłości Runy, za wszelką cenę chce uratować małą pacjentkę. W tym samym czasie w Paryżu i jego okolicach dochodzi do dziwnych zgonów, którym towarzyszą równie dziwne napisy pozostawiane na ścianach przez potencjalnego mordercę. Czy Runa ma coś wspólnego z tajemniczymi zgonami? Komu uda się rozszyfrować tekst? Czy dojdzie do operacji jaką zaplanował Jori?

Na wstępnie muszę przyznać, że skład techniczny książki sprawił mi wiele trudności w czytaniu. Wyjątkowo drobny druk i wąskie marginesy powodowały dyskomfort w czytaniu, ale fabuła wynagrodziła mi to.

To jest książka z tych wyjątkowo mrocznych i przyznam szczerze, że kilkakrotnie musiałam ją odłożyć na dzień, dwa, aby ochłonąć. Ale jest to również książka działająca jak narkotyk. Wiesz, że przyjemność będzie trwała chwilę, a po tej chwili przyjdzie ból i cierpienie, a jednak nie potrafisz z tej jednej chwili zrezygnować. Fabuła tej książki działała na mnie jak magnes.

Autorka bardzo dokładnie opisała, niezwykle przedmiotowe traktowanie kobiet przez lekarzy psychiatrów z uwzględnieniem świadomie zadawanego im bólu, rzekomo w ramach nauki. Melancholia diagnozowana była jako ciężka choroba psychiczna, a leczono ją torturami uważanymi za eksperymenty medyczne zadając ból bezpośrednio w żeńskie organy płciowe. Kobiety chore, pokazywane były jak zwierzęta w cyrku. Zadawany ból potęgował strach, a ten z kolei otwierał drzwi do władzy nad ciałem i umysłem rzekomo obłąkanych kobiet.

(…) Strach zaczyna się tam, gdzie jesteśmy nieświadomi i bezradni – i dopiero w tym punkcie jesteśmy gotowi w całości oddać się w ręce innej osoby, która zdaje się nam mądrzejsza, potężniejsza. (…)

Przerażające metody leczenia chorych, zapewne nie tylko dzisiaj szokują. Szokowały również w XIX wieku, jeżeli trafiały na osobę myślącą logicznie i taką w której dominują pokłady empatii nad pokładami zdobycia wiedzy medycznej.

(…) Na drewnianym podeście stała strażniczka ze szlauchem w dłoni i oblewała jedną z pacjentek zimną wodą. Krzyki i płacz chorej odbijały się echem od pokrytych płytkami ścian. Kobieta była naga, dłonie miała przywiązane do drążka biegnącego w poprzek ściany, tak że nie miała szans ucieczki przed lejącą się na nią wodę. (…)

Ciekawa jest konstrukcja fabuły, której narracja na przykład w części 1, jest w osobie trzeciej, w części 2 zaczyna się w osobie pierwszej, a następnie znów przechodzi w osobę trzecią. Budowa fabuły jest szkatułkowa i wielopostaciowa. Mamy tu wątki dotyczące prowadzonego przez policjanta Lecoq’a śledztwa, mamy wątki dotyczące studenta Joriego, mamy wątki innych lekarzy, wątek eksperymentów dotyczących również Runy, a także wątki dotyczące pewnego rodzeństwa Frederica i Isabelle.

I chociaż książka jest wytworem wyobraźni pisarki, to trzeba przyznać, że autorka bardzo solidnie się do niej przygotowała, zwłaszcza pod względem merytorycznym. Na końcu książki udostępniła całą bibliografię, z której korzystała, opisując wiele postaci, które istniały rzeczywiście. Lekarzy, którzy prowadzili badania nad histerią, fizjonomią przestępców, których badania stworzyły podwaliny psychochirurgii.

Nie wiadomo, co działo się za murami kliniki, ale wielu może się domyślać tego, że nie był to szpital przyjazny pacjentom.

Początki psychiatrii przedstawione przez autorkę, to prawdziwy horror. Badania wykonywane na dzieciach, czy na kobietach świadomych tego, co będą z nimi robić to coś, co na długo pozbawi snów niejednego czytelnika. Jeżeli ktoś chce tę książkę przeczytać, to uprzedzam, aby najpierw zastanowił się nad tym, jak silna jest jego psychika.

Niepozorna okładka, z niewiele znaczącym słowem, kryje za sobą sporą dawkę emocji. I to emocji takich, które doprowadzają prawie do palpitacji serca.

Myślę, że przedstawione przez autorkę dziwne napisy, może przypominały trochę runy, czyli alfabet wywodzący się ze starej tradycji germańskiej. Jego znaki uważane były za przedmioty magiczne i dawały możliwość przewidzenia przyszłości, czy leczenia chorób, a nawet wskrzeszania z martwych. Może nadając dziewczynce imię Runa, autorka trochę brała pod uwagę alfabet runiczny.

Jedno jest pewne, to nie jest książka dla bardzo wrażliwych ludzi. To powieść dla tych, którzy nie boją się mrocznych scen oddziałujących na psychikę człowieka bardzo emocjonalnie.

Polecam tę książkę mimo grozy, jaka dominuje w fabule, bo jest ona również ciekawym, choć bardzo specyficznym studium naukowym. To nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale z całą pewnością warta przeczytania.

 Szpital La Sarpetriere Paris

Paryski Szpital Salpêtrière.

Pierwotnie był fabryką prochu (stąd nazwa Salpêtrière od łacińskiego sal petrae czyli sól skalna, saletra, jeden ze składników prochu strzelniczego). W 1656 roku na mocy kwietniowego edyktu wydanego przez Ludwika XIV został przekształcony w przytułek dla ubogich. Służył także, jako więzienie dla przestępców, prostytutek, niepełnosprawnych psychicznie, chorych psychicznie, epileptyków, libertynów. Był znany ze swej wielkiej populacji szczurów. W latach 1848-1893 w szpitalu praktykował Jean Martin Charcot.

Lubię czytać
Artykuły




Spis moli