Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
środa, 29 marca 2017

Sandra Borowiecky to młoda, dość kontrowersyjna osoba, o której kilka lat temu było dość głośno w Internecie. Obecnie jest większościowym udziałowcem i twórczynią Grupy Medialnej Szpalta. Przed założeniem własnych mediów, pracowała min. dla Gazety Bankowej, Uważam Rze, tygodnika ABC, W Sieci, lokalnej gazety Mieszkaniec, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie, a także telewizji Superstacja, TVN, TTV (programy reportersko – interwencyjne). W wieku 16 lat zaczynała pracę jako dziennikarka w Super Expressie i Radiu Kolor. Jest autorką kilku powieści i scenariuszy teatralnych. W 2013 roku jej reportaż „Wyzysk Polski” opisujący dramat młodych na rynku pracy, dotarł do milionów Polaków, a sama autorka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci mediów internetowych.

S.M. Borowiecky  Ani żadnej rzeczy_S.M. Borowiecky

Grupa Medialna Szpalta rok 2017

stron 318

Ani żadnej rzeczy to połączenie powieści sensacyjnej z thrillerem.

Zoja Pietrowna mieszkająca w Nowym Jorku, przyjeżdża do Polski aby pochować swoją babcię. Z początkową obojętnością stwierdza, że ani babci nie pamięta ani nie żywi wobec niej bliższych uczuć. W rodzinnej miejscowości babci, kontaktuje się z księdzem, który pomaga jej w odebraniu ciała staruszki ze szpitala i uczestniczy w ostatniej jej drodze. Niby normalność , a jednak wokół Zoji i księdza Piotra zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Wyraźnie komuś bardzo zależy na tym, aby kobieta nie wróciła do swojego domu cała. Tajemniczy ludzie zaczynają specyficzne podchody, bardzo tragiczne w skutkach. A do tego na jaw wychodzą zagadkowe fakty dotyczące pochodzenia Zoji. Natomiast na dachu Bazyliki św. Piotra zostaje ukrzyżowana kobieta, która cudem odratowana pierwsze słowa wypowiada „Heil Hitler”. Kto jest przyjacielem a kto wrogiem? Czy ukrzyżowana kobieta ma coś wspólnego z Zoją i jej babką? Jakie powiązania mają naziści wykonujący kiedyś brutalne eksperymenty na dzieciach z Kościołem i Watykanem?

Zabierając się za tę książkę, miałam wrażenie, że właśnie wkraczam w świat „Kodu Leonarda da Vinci” i Dana Browna. Od początku powieści, bowiem zaskakuje czytelnika umieszczona między kartami fabuły tajemnica dotycząca kościoła, którą trudno połączyć z czymkolwiek. Intryga goni intrygę, a wszystko miesza się między teraźniejszością, przeszłością dotyczącą II Wojny Światowej i nazistów i jeszcze dalszą genealogią z czasów Chrystusa. Dla osób głęboko wierzących ta książka może być bardzo szokująca, chociaż autorka stara się nie szkalować dobrego imienia Kościoła, a jedynie  przedstawia pewne okoliczności mające miejsca wśród pracowników kościelnych i ich brudnej polityki.

Ostra walka o życie, w połączeniu z zaskakującymi z każdym kolejnym rozdziałem informacjami, które dla głównej bohaterki są zarówno niezrozumiałe jak i szokujące to tylko część thrillera, trzymającego w napięciu prawie przez całą książkę.

Ciekawe osobowości bohaterów, przedstawione tak, że do końca nie wiadomo, kto jest przyjacielem a kto wrogiem w połączeniu z interesującymi dialogami to z pewnością duże plusy tej lektury.

Książka napisana została dwutorowo. Sensacyjny wątek dotyczący pewnej tajemnicy (można powiedzieć) kryminalnej, zostaje przeplatany wątkami historycznymi i dotyczącymi czasów wczesnego chrześcijaństwa i życia oraz faktów dotyczących ukrzyżowania Chrystusa. Ile jest w tym prawdy, a ile fantazji autorki, to z pewnością indywidualne podejście każdego czytelnika.

W tej książce fikcja miesza się z faktami, ale nawet ta fikcja jest tak wiarygodnie przedstawiona, że momentami miałam trudności z oddzieleniem prawdy od wymysłu. Jedno jest pewne, od pierwszej strony nie można się oderwać od stron książki. I chociaż momentami akcja jest tak poprowadzona, że trudno uwierzyć, to i tak cały czas fabuła trzyma czytelnika mocno w napięciu.

Moim zdaniem nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, ale z pewnością nie tyle szokująca, co zaskakująca i wielu osobom pozostanie w pamięci. Jest to lektura szczególnie dla miłośników powieści Dana Browna i temu podobnych. Tajemnice, wstrząsające fakty, szokujące powiązania ludzi będących niby na dwóch różnych biegunach człowieczeństwa… od takiej fabuły trudno jest się oderwać.

Minusem dla mnie było zakończenie, które niestety nie dało odpowiedzi na pewne wątki. Ale wiedząc o tym, że jest druga część, domyśliłam się, że reszty dowiem się z kolejnej książki -„Która jego jest”, którą zaczęłam czytać zaraz po skończeniu tej części.

Polecam tę powieść czytelnikom o mocnych nerwach, czytelnikom ciekawych historii nazizmu i Kościoła, preferujących szybkie akcje i sensacyjne (i drastyczne) wątki. Ostrzegam, kiedy ktoś zacznie czytać, to nie będzie mógł się oderwać. Jeżeli jeszcze kogoś nie przekonałam, to zapraszam do obejrzenia trajlera powieści.

Dziękuję  Autorce i wydawnictwu Szpalta za możliwość przeczytania tej książki i przy okazji informuję mieszkańców Trójmiasta, o spotkaniu autorskim z Sandrą Borowiecky już dnia 8 kwietnia w Księgarni Bookszpan w Gdańsku.

logo Szpalta

spotkanie z S.M. Borowiecky



poniedziałek, 20 marca 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka już kilkakrotnie była gościem mojego małego świata czytelniczego i tak właściwie od jej książki „Nie czas na miłość” zaczęło się moje zainteresowanie bratobójczą wojną na Bałkanach. Nie będę się rozpisywała o autorce, ponieważ kto chce poznać tę pisarkę może zerknąć do moich wcześniejszych wpisów:

GDY ZAKWITNĄ POZIOMKI - Agnieszka Walczak-Chojecka

DZIEWCZYNA Z AJUTTHAI - Agnieszka Walczak-Chojecka

NIE CZAS NA MIŁOŚĆ - Agnieszka Walczak-Chojecka

Agnieszka Walczak_Chojecka   Nie czas na zapomnienie_Agnieszka Walczak-Chojecka

Wydawnictwo FILIA rok 2016

stron 369

Nie czas na zapomnienie to druga część Sagi Bałkańskiej, dramat wojenny, którego fabuła umiejscowiona jest w latach dziewięćdziesiątych zarówno na Bałkanach jak i w ówczesnej Polsce.

Jest rok 1993, trwa wojna na Bałkanach, Dragan i Jasmina chcą się wydostać z Sarajewa, jednakże nie jest to takie proste, ponieważ dziewczyna najpierw chce uwolnić swojego ojca z rąk wrogów. Jasminie udaje się wyrwać z sarajewskiego piekła, ale szanse na uratowania ojca maleją z każdym dniem. Początkowo ukrywa się w domu przyjaciela - Tarika, w Mostarze, ale kiedy chłopaka zaczynają prześladować wrogo nastawieni do niego ludzie, oboje postanawiają udać się w dalszą drogę. Niespodziewanie dziewczyna odkrywa, że nosi pod sercem dziecko Dragana. Zrozpaczona brakiem wiadomości o ukochanym, za wszelką cenę chce dotrzeć do Polski, do polskiej rodziny chłopca i tam… poczekać na ukochanego. Nie docierają do niej pogłoski o jego śmierci, jej miłość jest tak silna, że nie dopuszcza tej wiadomości do siebie. Wierzy, że kiedyś znów go zobaczy. Czy uda się Jasminie i Tarikowi dotrzeć do Polski? Ile jest prawdy w tym co mówią o Draganie? I co wspólnego z losami Dragana ma Olja, jego przyjaciółka z Sarajewa?

Ta książka to splot wielu wątków okraszonych mnóstwem emocji. Sam fakt dramatycznych działań wojennych, i losów ludzkich tak dalekich nam w obecnym czasie, to jeden wielki smutek. Kiedy na dodatek człowiek poczuje jakąś więź z bohaterami, ich tragedie i ich dramaty stają się jeszcze większe. Autorka w bardzo empatyczny sposób ukazała strach przed wojennymi konsekwencjami dotykający zarówno mieszkańców byłej Jugosławii jak i Polaków mających bliskich w tamtych rejonach. I chociaż sporo jest w tej lekturze wątków nie mających niczego wspólnego z wątkiem głównym dotyczącym wojennych losów Jasminy i Dragana, to w pewnym momencie można uznać je za ciekawy przerywnik.

Fabuła w pierwszej połowie książki dotycząca głównych bohaterów, w tym przypadku mam na myśli głównie Jasminę, przeplatana jest wspomnieniami bohaterów drugo- i trzecioplanowych. I może być to dla kogoś niezbyt ważne, bo przecież dla nas najciekawsze są losy Dragana i Jasminy to jest to jakimś specyficznym oderwaniem się od dramatu tej wojny bałkańskiej. W drugiej połowie książki następuje jakiś przełom i wtedy już nie można myśleć o odskoczeniu od fabuły głównej. Jeśli chodzi o mnie, to od mniej więcej od połowy tej powieści nie mogłam oderwać się od stron książki. Ciekawość dalszych losów Dragana i Jasminy, walczyła ze zmęczeniem moich oczu, no i wiadomo... wygrało czytanie.

Fabuła książki jest fikcją, chociaż napisana z uwzględnieniem faktów historycznych mogła mieć miejsce gdzieś w dalekim Sarajewie, czy innym miejscu. Jest tak wiarygodnie przedstawiona, że momentami miałam wrażenie, że główni bohaterowi gdzieś jednak żyli i ktoś spisał te ich losy. Trudne i dramatyczne. Postacie występujące w tej powieści są tak autentyczne, że trudno uwierzyć, że powstały tylko w wyobraźni autorki.

Plusem tej powieści są również bardzo ciekawie skonstruowane dialogi, i zachowania bohaterów tak wiarygodnie przedstawione, że zmysłami wyobraźni odbiera się to, co w danej chwili czuje dana osoba. A to powoduje, że w wielu momentach trudno zapanować nad wzruszeniem i wówczas brak w pobliżu chusteczki może okazać się kłopotliwy.

Czekałam na tę część z niecierpliwością i muszę przyznać, że moje czekanie zostało wynagrodzone. Sporo ciekawostek historycznych, o których czytałam po skończeniu pierwszej części „Nie czas na miłość”, niemało malowniczo przedstawionych opisów miejsc i ciekawe osobowości bohaterów, to chyba wszystko działa na korzyść tej lektury. Mam nadzieję, że inni czytelnicy z równie mocnym entuzjazmem i zainteresowaniem przeczytali tę książkę. A tym, którzy nie mieli jeszcze okazji, serdecznie polecam.

To jest powieść, której odbiorcami mogą być zarówno kobiety jak i mężczyźni, ludzie bardzo młodzi i ci starsi. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie, piękny romans, walka o przetrwanie, tęsknota za kimś bliskim i wiara, która często czyni cuda.

Jest to wzruszająca opowieść o sile miłości dwojga młodych ludzi rozdzielonych wojenną zawieruchą, o walce z trudnościami życia i o pamięci tego, co było, a czego nie powinno się zapomnieć. A co najważniejsze... trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej książki, a zainteresowanych odsyłam do jej strony internetowej.

http://www.walczak-chojecka.pl/

15 marca byłam na premierze najnowszej książki Anny Sakowicz „Już nie uciekam”.

To się da_Anna Sakowicz

Jest to trzecia część Trylogii Kociewskiej.

O tej pisarce wspominałam już w dwóch moich wcześniejszych wpisach „Szepty dzieciństwa” i „To się da”, ale tak dla przypomnienia…

Anna Sakowicz to polska pisarka urodzona w Stargardzie Szczecińskim a obecnie mieszkająca na Kociewiu w Starogardzie Gdańskim. Jej zawód wyuczony to polonistyka, jest również blogerką a jej pasją oprócz pisania jest kolekcjonowanie starych książek.

Spotkanie autorskie z okazji premiery najnowszej książki, odbyło się w gdańskim Empiku w Galerii Bałtyckiej. Niezbyt lubię takie spotkania, gdzie ciągle ktoś chodzi, przez megafony lecą jakieś komunikaty, ale muszę przyznać, że spędziłam czas wyśmienicie.

Anna Sakowicz

Annę Sakowicz miałam okazję poznać wcześniej, na jednym ze spotkań blogerek/blogerów w Sopocie, i chociaż nie miałam dotąd okazji przeczytać wszystkich jej książek, to cieszę się, że będę to mogła wkrótce nadrobić. Na moich półkach z książkami czekają cierpliwie trzy powieści tej autorki i jak tylko uporam się z tymi, które aktualnie są w czytaniu natychmiast wracam do Trylogii Kociewskiej .

Pisarka zaskoczyła nas swoim ubiorem, miała bowiem na sobie bluzeczkę i trampki we wzorach kociewskich, które bardzo ciekawie komponowały się z czernią pozostałych części garderoby.

Anna Sakowicz

Anna Sakowicz opowiadała nam o zarysach powstawania Trylogii Kociewskiej, a także uszczknęła odrobinę ciekawostek ze swojego życia prywatnego. Myślę, że każdy czytelnik ciekawy jest tego co skłoniło autorkę do zmiany miejsca zamieszkania ze Stargardu Szczecińskiego do Starogardu Gdańskiego i co tak właściwie wywarło "presję" na to, że zaczęła pisać książki.

Wiem, że wśród naszych autorów jest sporo osób, których nazwiska nie są znane większości czytelnikom, ale myślę że warto poznać tych, o których dopiero zaczyna się mówić. Anna Sakowicz pisze literaturę, której odbiorczyniami w większości są kobiety, ale przyznam szczerze, że po przeczytaniu jej dwóch książek nie jestem przekonana, czy jest to literatura tylko dla pań. Autorka przyznała się nam, że główna bohaterka Trylogii Kociewskiej ma wiele cech z niej samej, a ja chyba się z tym muszę zgodzić, ponieważ jak czytałam „To się da”, czyli drugą część, to przed oczami miałam właśnie Annę Sakowicz jako Joannę. Optymistycznie podchodząca do życia, uroczo szczera, i przepełniona humorem Joanna, to wypisz-wymaluj autorka książki.

Oczywiście idąc na spotkanie miałam przygotowane pytania do autorki, ale jak zwykle nie zadałam żadnego. Dlaczego? Osoba prowadząca spotkanie przygotowała się do niego aż za dobrze, a sama autorka tak jakby czytała w moich myślach i zanim pomyślałam pytanie, ona już na ten temat mówiła.

Dobrze, że organizowane są takie spotkania autorskie, nie dość, że można na nich spotkać innych pisarzy czy blogerki, to jeszcze sporo można się dowiedzieć o prywatnej stronie danej osoby. Cieszę się, że po raz kolejny mogłam uczestniczyć w takim spotkaniu. No cóż... jedni wolą spędzać czas przed telewizorem, inni w pubie na kawie czy piwie, a ja lubię słuchać o literaturze i poznawać ludzi. Polecam takie spotkania z autorami, często mają one wpływ na nasze wybory czytelnicze i jak autor/autorka dobrze się nam zaprezentuje, to z pewnością powiększy się nasza biblioteczka.

sobota, 18 marca 2017

Anna Sakowicz to polska pisarka urodzona w Stargardzie Szczecińskim a obecnie mieszkająca na Kociewiu w Starogardzie Gdańskim. Jej zawód wyuczony to polonistyka, jest również blogerką a jej pasją oprócz pisania jest kolekcjonowanie starych książek. Autorka ta gościła już w moich skromnych progach, kiedy dzieliłam się z moim czytelnikami opinią po przeczytaniu pierwszej z jej książek „Szepty dzieciństwa”.

Anna Sakowicz  To się da_Anna Sakowicz

Wydawnictwo Szara Godzina rok 2016

stron 300

To się da to druga, z trzech części opowieści kociewskiej, powieść z gatunku literatury kobiecej, której fabuła umiejscowiona została w czasach nam współczesnych w Starogardzie Gdańskim.

Joanna przebywa na rocznym urlopie zdrowotnym. Z zawodu jest nauczycielką, a w tym zawodzie urlopy zdrowotne są częste. Joasia mieszka u swojej cioci, którą rzekomo miała się opiekować. Staruszka jest jednak tak żywotna, że takowej opieki wcale nie potrzebuje, aczkolwiek goszczenie pod swoim dachem wnuczki swojej siostry i jej córki jest dla niej miłą odmianą w życiu. Joanna nie jest przyzwyczajona do bezczynności, więc bardzo szybko angażuje się w pomoc dzieciom przebywającym w miejscowym hospicjum, poznaje również pewnego lekarza i mimo oporów w stosunku do mężczyzn rozbudza w sobie coraz silniejsze uczucie. Ale… w końcu trzeba będzie wrócić do siebie, urlop zdrowotny dobiega końca, a przed Joasią trudne decyzje. Czy postanowi pozostać na Kociewiu? Czy doktorek zatrzyma ją przy sobie? I co o tym wszystkim myśli nastoletnia córka Joanny?

Książka jest dość specyficzna, napisana z dużą dawką humoru, fabułą dotyka wyjątkowo trudnych tematów. Autorka bardzo lekko i życiowo potraktowała związek homoseksualny i pisze o nim tak, jakby w naszym wciąż bardzo katolickim kraju, nie było to nic sprzecznego z poglądami wielu ludzi. Dla mnie to majstersztyk, pisać o sprawach tabu z taką lekkością.

Autorka porusza również temat choroby nowotworowej dotykającej dzieci. Jak wiadomo jest to temat trudny, a nawet można powiedzieć, że bardzo trudny, jednak w swoim wątku zmierza się z nim w taki sposób, że czytelnik odbiera tę nadzieję, która towarzyszy codzienności nie tylko osób chorych, ale przede wszystkim ich rodzin. Praca wolontariusza nie do końca wygląda tak jak to opisała, wiem to z doświadczenia, ponieważ jakiś czas pracowałam w gdańskim hospicjum, ale… dla kogoś, kto nigdy nie miał z tym styczności może to właśnie tak wyglądać. A to jest pozytywne przeświadczenie i niech tak zostanie.

Ciekawym dodatkiem do tekstu są wtrącane od czasu do czasu powiedzonka kociewskie, które dodają tej powieści autentyczności miejsca. A dla kogoś, kto chociaż raz był w Starogardzie Gdańskim opisy miejsc mogą być miłym wspomnieniem.

Czytanie przyspieszały wciągające dialogi, zabawne powiedzonka, czy humorystyczne wstawki przemyśleń głównej bohaterki dodawały fabule specyficznego „smaczku”. Jak dorzucić do tego ciekawe osobowości ludzi występujących w otoczeniu głównej bohaterki to mamy pełen obraz dobrej literatury kobiecej.

Spoglądając na nieszablonową okładkę, można odnieść wrażenie, że sięga się po książkę lekką, łatwą i przyjemną. I chyba się z tym zgodzę, ponieważ śmiało mogę tę lekturę do takich zaliczyć, nawet te trudne tematy, takie jak brak pracy, starość, choroba czy stalking, który również został w tej powieści wspomniany czyta się tę książkę ze sporym zaangażowaniem. Głowna bohaterka została przedstawiona w sposób bardzo pozytywny, chociaż trochę spontaniczny i od pierwszych stron powieści byłam w stanie ją polubić na równi z jej niesamowitą córką i równie ciekawą ciotką.

Ta część, jest drugą z opowieści kociewskich, ale można ją czytać oddzielnie. Jeśli chodzi o mnie to mam już zarówno pierwszą jak i trzecią i z pewnością w najbliższym czasie powrócę do Joanny i jej kociewskiego życia.

Polecam tę książkę nie tylko paniom lubiącym ciekawe babskie opowieści i cieszę się, że w swoich zbiorach mam kolejne części. W tej niesamowitej lekturze wielu znajdzie coś dla siebie. Pomijając dramatyczny wątek hospicyjny, mamy tu również szczyptę (no może trochę więcej niż szczyptę) romansu, sporo wątków psychologicznych, a nawet odrobina ciekawej sensacji.

Powieść trafiła w moje ręce dzięki hojności sponsorów i wymianie książkowej na czwartym spotkaniu miłośników książek w Sopocie: „A może nad morze z książką”.

Dziękuję wydawnictwu Szara Godzina za możliwość przeczytania tej powieści i zachęcam do niej tych, nie tylko tych, którzy lubią taki gatunek.

logo Szara Godzina

Polecam również inną książkę Anny Sakowicz, którą do tej pory przeczytałam i cieszę się, że w moich zbiorach posiadam jeszcze trzy książki tej autorki.

Szepty dzieciństwa





niedziela, 12 marca 2017

W sobotę byłam na spotkaniu autorskim z Januszem Leonem Wiśniewskim. Przyznam szczerze, że bardzo zależało mi aby pójść i zobaczyć się z tym autorem, na szczęście zwalczyłam w sobie niechęć wychodzenia z domu w sobotni wieczór. I… nie żałuję.

Spotkanie z Januszem L. Wiśniewskim

Moje pierwsze spotkanie książkowe z tym autorem to oczywiście „S@motność w sieci” i jej pierwsze wydanie. Książkę otrzymałam od mojej siostry z piękną dedykacją. Byłam tak zachwycona powieścią, która poruszyła mnie głęboko, że postanowiłam podzielić się z innymi. Niestety to był błąd, od tego czasu mam opory do pożyczania książek, ponieważ książka już do mnie nie wróciła i tak właściwie nie wiadomo gdzie się teraz znajduje. I nie chodziło mi o samą książkę, bo mogłam ją sobie kupić, ale o piękną dedykację, która była bardzo osobista. No cóż „dobry zwyczaj, nie pożyczaj”.

Wracając jednak do spotkania z autorem, było ono dość zaskakujące i takie… inne niż większość spotkań z pisarzami. Chyba pierwszy raz widziałam J.L. Wiśniewskiego uśmiechniętego, do tej pory niestety większość jego zdjęć zieje powagą, smutkiem i chyba jakąś specyficzną nostalgią. Zresztą jego książki również nie należą do humorystycznych. Porusza w nich trudne tematy, z którymi nie każdy potrafi sobie poradzić.

Spotkanie z Januszem L. Wiśniewskim

Sporo autor mówił o miłości, ale mało w tym było romantyzmu literackiego ponieważ przedstawił nam ją jako reakcję chemiczną. Nie ma się co dziwić, wszak jest on raczej umysłem ścisłym, naukowcem – chemia, fizyka, ekonomia, informatyka to są dziedziny, które z pewnością dominują, skąd u niego to humanistyczno-psychologiczne podejście do pisania powieści dla kobiet? Chyba każdy się ze mną zgodzi, że poza książkami naukowymi, te opowiadania i powieści czytują głównie kobiety.

Opisał nam powstawanie uczucia miłości na podstawie związków chemicznych przy okazji stwierdzając, że miłość często oddziaływuje na człowieka  w postaci nerwic – nerwicy lękowej, która powoduje, że ciągle się martwimy tym, że możemy tę ukochaną osobę stracić, czy nerwicy natręctw, która powoduje, że ciągle o tej ukochanej osobie myślimy. Ciekawe podejście, jednak z punktu widzenia naukowego mało ta miłość romantyczna.

Autor wspomniał o swojej książce „Zespoły natręctw”, która została wydana w różnych krajach i pod różnymi tytułami. Opowiedział również o pomyśle powstania dwóch książek, z których pierwsza to „Kulminacje” - zbiór opowiadań, składający się z tekstów jego i 8 polskich autorek (Pauliny Holtz, Małgorzaty Wardy, Izy Sowy, Magdaleny Witkiewicz, Anny Klary Majewskiej, Manuli Kalickiej, Agnieszki Niezgody i Mariki Krajniewskiej). Wszystkie opowiadania krążą wokół tematu kobiecości, dojrzewania do niej, płodności. Polskie autorki napisały teksty, które są odpowiedzią na męskie spojrzenia autora na temat kwintesencji kobiecości. Druga książka to „Eksplozje”, które zostały wydane wspólnie z innymi autorami,  podejmującymi dyskusję na temat najbardziej ich fascynujący - kobiet. Każde opowiadanie odczytują na nowo - odnajdują wątek, bohatera, scenę, które stają się dla nich inspiracją dla własnej historii. Z tego dialogu zrodziła się prowokacyjna opowieść o sile uczuć, stracie, tęsknotach, zdradach i zdumiewających kobietach - dojrzewających, choć dawno dorosłych; dorosłych, a przecież nadal niedojrzałych. Myślę, że jest to ciekawy eksperyment literacki.

Janusz Wiśniewski zaciekawił mnie natomiast innymi swoimi książkami, których nie miałam jeszcze okazji przeczytać. Chodzi między innymi o „Grand”; wspomniał o swoich rodzicach, którzy w okresie wojny byli jakby na dwóch odległych biegunach życiowych. Mama pracująca jako kelnerka i fordanserka obsługująca panów z SS i ojciec przebywający w tym czasie w obozie koncentracyjnym w Stutthofie gdzie panowie z SS znęcali się nad ludźmi.

Kolejną książką o której opowiadał autor to „Bikini”. Być może zaintrygowały mnie te informacje o tych książkach dlatego, że uwielbiam literaturę z tematyką wojenną w tle.

Na takich spotkaniach autorskich często można poznać pisarza z innej strony, bliższej, nie tylko jako nazwisko i imię zapisane na okładce książki. Przy okazji można również dowiedzieć się wielu ciekawostek towarzyszących mu podczas pisania, lub poznać jego intencje i zamiary przekazania czytelnikowi czegoś, co siedzi tylko w głowie pisarza i nie zawsze dociera do czytelnika z ściśle określonym zamiarem.

Po ilości osób obecnych na spotkaniu widać było, jak Janusz Leon Wiśniewski jest bardzo poczytnym autorem. I chociaż na koniec, kiedy przyszedł czas na pytania od czytelniczek, mało pytań dotyczyło twórczości literackiej a więcej reakcji chemicznych, to czas w mojej ulubionej Bibliotece Manhattan uważam za spędzony ciekawie. I myślę, że godzina czy dwie to zbyt mało, kiedy spotyka się kogoś, kto opowiada w sposób wyjątkowo interesujący. Momentami czułam się jak studentka na wykładzie, ale co się dowiedziałam to wiem i długo nie zapomnę.

Na koniec spotkania oczywiście był czas na autografy i pytania indywidualne...

Spotkanie z Januszem L. Wiśniewskim

a chętnych po autograf było sporo i każdy chciał jeszcze zamienić choćby słowo z ulubionym pisarzem i pstryknąć pamiątkową fotkę. Ostatni w kolejce musieli uzbroić się w cierpliwość, bo indywidualne chwile z autorem przeciągnęły się prawie o 40 minut.

Spotkanie z Januszem L. Wiśniewskim

No, nareszcie i ja dotarłam do autora. Pamiątkowe zdjęcie, kilka zdań face to face i do domu. Uwielbiam takie spotkania :)

Spotkanie z Januszem L. Wiśniewskim

Na koniec taka mała ciekawostka dla czytelniczek z Gdańska. Autor zdradził nam, że wkrótce przeprowadza się właśnie do naszego miasta. Jego trzydziestoletni pobyt poza granicami Polski dobiega końca i wraca do kraju by zamieszkać właśnie w Gdańsku. Być może będziemy miały okazję spotkać go czasami na deptaku w Jelitkowie czy Brzeźnie.

 
1 , 2
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli