Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
niedziela, 26 listopada 2017

Dorota Ponińska pochodzi z Warszawy. Urodziła się w 1969 roku. Obecnym jej miejscem zamieszkania jest Konstancin Jeziorna. Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego – Wydziału Polonistyki, ukończyła także amerykanistykę i public relations. Przez kilkanaście lat pracowała w branży PR, zarówno w agencji, jak i w międzynarodowych korporacjach. Była członkiem zespołu ds. uzyskania przez Warszawę tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Po tych doświadczeniach  zawodowych postanowiła poświęcić czas nowym pasjom: kulturze Orientu i pisaniu.

Dorota Ponińska   Podróż po miłość. Emilia_Dorota Ponińska

Wydawnictwo Nasza Księgarnia rok 2013

stron 356

Podróż po miłość. Emilia to pierwszy tom cyklu książek. Ten tom przenosi czytelnika z Polski roku 1841 do dalekiego Stambułu.

Emilia po śmierci matki, została oddana na wychowanie do klasztoru. Bardzo szybko stała się ulubienicą Matki Przełożonej, która miała wobec dziewczyny bardzo poważne plany. Pewnego dnia jednak, zjawił się w klasztorze tajemniczy mężczyzna, przyjaciel ojca Emilii i poprosił o pomoc w odnalezieniu ojca i wykupieniu go z niewoli u tureckiego księcia. Dziewczyna bez wahania zdecydowała się opuścić klasztor i udać w daleką drogę do Turcji, aby odnaleźć ukochanego ojca, którego pamiętała z lat dzieciństwa. Jej podróż okazała się pełną przygód, rozczarowań, i trudnych wyborów. Kiedy wraz z towarzyszem podróży została porwana a następnie wykupiona przez pewnego młodego Turka, jej życie nabrało zupełnie innego tempa. Czy młoda Polka napotkała szczęście w świecie tak odmiennym od życia klasztornego? Czy udało jej się odnaleźć ojca, dla którego poświęciła swoje dotychczasowe spokojne życie klasztorne? I jak bardzo namieszał w jej życiu pewien angielski lord, przez którego mogła stracić coś bardzo cennego?

O serii Podróż po miłość słyszałam wiele. Opinie były różne, jedni się zachwycali inni wręcz przeciwnie. Kiedy książka trafiła w moje ręce, nie byłam pewna, czego się po niej spodziewać. Sam tytuł sugerował mi tkliwy romans, a za takim szczerze przyznam zbytnio nie przepadam. Książka jednak bardzo mnie zaskoczyła.

Dzięki tej powieści miałam okazję uczestniczyć w literackiej podróży do świata islamu, i orientu dalekiego Stambułu. Towarzysząc młodej Polce w jej egzotycznej podróży, poznałam tajniki życia muzułmańskiego, haremów i mogłam na chwilę znaleźć się w otoczeniu piękna tureckiej przyrody.

Książka została napisana dość nietypowo, rozdziały opowiadające o losach głównej bohaterki przeplatają się z rozdziałami dotyczącymi życia Soltana – syna imama i szejka Mewlana zwanego Rumim, znanego w tamtych czasach poety. Początkowo nie potrafiłam znaleźć związku między tymi dwoma wątkami tak różnymi od siebie, dopiero w dalszej części książki wszystko się wyjaśniło. Było to tak, jakbym czytała jednocześnie dwie różne powieści i o tyle nietypowo, że w jednej z nich narracja była w osobie pierwszej, a w drugiej, narracja była w osobie trzeciej.

Historia Emilii była jednak na tyle wciągająca, że w pewnym momencie przestałam zwracać uwagę na zmiany w prowadzonych fabułach. Wątek młodej Polki, wychowanej w bogobojnej wierze chrześcijańskiej, która nagle odkrywa uroki orientu i zakazanych owoców, to taka trochę bajkowa opowieść, ale pełna ciepła, nadziei i miłości. To nietypowa opowieść romantyczna, przepleciona historią Polski i historią dalekiego wschodu.

Autorka zaskakuje czytelnika i jednocześnie oczarowuje wplatanymi w fabułę szczegółami, pomalutku dawkując tajemniczą kulturę tureckiego orientu, umiejętnie przeplataną historią Europy po Powstaniu Listopadowym. Kiedy opisuje ogrody tureckich pałaców, to robi to tak, że wręcz można poczuć zapach rosnących tam kwiatów. Robi to wręcz malowniczo.

Przy okazji ciekawej historii miłosnej czytelnik ma okazję pobyć trochę w tureckim haremie. Ta mieszanka historii z fikcją literacką jest dość ekscytującą podróżą. Dwie opowieści zamknięte w jednej książce. I chociaż, gdybym miała wybierać, to wolałabym czytać te opowieści, jako osobne książki, to z pewnością dla wielu może się to okazać ciekawym doświadczeniem. Muszę jednak przyznać, że ta bajkowa opowieść mnie zauroczyła, chociaż główna bohaterka mimo swej ogromnej odwagi i momentami determinacji wydała mi się trochę zbyt infantylna, w przeciwieństwie do dwóch innych bohaterek drugiego planu. Myślę, że kiedyś sięgnę po kolejne części Podróży po miłość. Czasami takie oderwanie się od czasów teraźniejszych bywa interesującym doświadczeniem nie tylko czytelniczym, ale przede wszystkim, jak w przypadku tej powieści skarbnicą wiedzy, jaką wielu z nas posiada dość połowicznie.

Polecam tę książkę pasjonatom kultury osmańskiej, muzułmańskiej o ogólnie kultury dalekiego wschodu oraz osobom interesującym się historią nie tylko Europy, ale i Turcji okresu w jakim została przedstawiona fabuła. Dzięki przypisom dołączonym do treści książki możemy się dowiedzieć wielu ciekawostek dotyczących nie tylko islamu, ale również losów wielu Polaków, których przeznaczenie rzuciło na ziemie tureckie. Polecam tę książkę miłośniczkom intryg miłosnych i romansów. Myślę, że wielu znajdzie w tej powieści coś dla siebie.

harem

Czy Polka żyjąc w tureckim haremie może zapomnieć o własnym kraju, i pochodzeniu?

sobota, 25 listopada 2017

Dorota Schrammek od lat publikuje opowiadania i reportaże w pismach kobiecych. Mieszkała nad Bałtykiem, w Pobierowie, obecnie z trójką dzieci i mężem mieszka w niemieckim Ueckermunde. Najlepiej czuje się w domu pochłonięta obowiązkami rodzinnymi i pracą. Pisze, gdy domownicy śpią. "Stojąc pod tęczą" to jej debiut powieściowy.

Dorota Schrammek   Dom, którego nie było_Dorota Schrammek

Wydawnictwo Szara Godzina rok 2016

stron 240

Dom, którego nie było to powieść psychologiczna z gatunku literatury kobiecej.

Cztery kobiety spotykają się na wspólnej terapii. Każda z nich miała inne, dość skomplikowane relacje ze swoją matką. Rodzinna przeszłość miała znaczny wpływ na wybory życiowe bohaterek. Karolina jest nauczona bezwzględnego posłuszeństwa, Katarzyna była zakonnicą, z kolei Daria jest niechcianym przez matkę dzieckiem, którym zajmował się ojciec, Łucja była zaś wychowywana na arystokratkę traktującą mężczyzn, jako środek do osiągnięcia celu. Terapeutka wyznacza listę poleceń do wykonania. Zadania są nietypowe, a każde przybliża bohaterki do odzyskania zachwianej równowagi. Czy to się uda? Czy nauczą się kochać i szanować siebie?

Relacje między matką a córką są czasami bardzo trudne, nie wiem od czego to zależy, ale każda z nas, z pewnością inaczej wspomina to, co było częścią naszego dzieciństwa i podstawą wchodzenia w dorosłość. Sama jestem matką i pamiętam, że chociaż starałam się robić wszystko tak jak uważałam za dobre, między mną a moją córką dochodziło do konfliktów. Bardzo chciałam, aby moje stosunki z córką były inne niż te z moją mamą, ale musiały minąć lata, kiedy ziściło się to, do czego dążyłam.

Autorka w swojej najnowszej książce poruszyła ten trudny temat, i zrobiła to tak, że czytając książkę, co rusz czułam przelatujące przez moje ciało dreszcze. Cztery bohaterki tej książki, już jako osoby dorosłe popełniają wiele błędów, to że ich przeszłość jest dawno za nimi nie oznacza uwolnienia się od niej. Przeszłość, często nie tyle trudna co bolesna sprawiła, że kobiety są w pewien sposób samotne, nie potrafią nauczyć się równowagi, która poprowadziła by ich w życiu. Trudno im zaakceptować siebie i nabrać do siebie szacunku, ta przeszłość i relacje z własną matką utrudniają im drogę do uwierzenia we własne wartości, do uwierzenia w siebie.

Moim zdaniem nie łatwo jest uświadomić komuś, jak wielką siłą potrafią być ludzie. Autorce tej książki chyba się to udało. Za pomocą bardzo przeplecionych losów swoich bohaterek, tak różnych, tak innych i tak indywidualnych, udowodniła, że można wiele osiągnąć dzięki wierze w siebie i wierze w drugiego człowieka. Traumy, bolesne wspomnienia smutnej przeszłości, nie muszą być ciężarem na całe życie. Jeżeli się patrzy w przyszłość, przeszłość pozostawiając daleko w tyle, to można osiągnąć szczęście.

Fabuła powieści niejednokrotnie zaskakuje, a wraz z jej rozwojem zdajemy sobie sprawę z tego, że wszystko się zmienia. Fabuła jest tak autentyczna, że powoduje niezwykły klimat, a ten z kolei sprawia, że trudno jest się oderwać od lektury. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest to książka, która nie pozostawi w czytelniku pustki. Po jej skończeniu, długo nie można o niej zapomnieć. Dlaczego? Może dlatego, że wiele kobiet może się utożsamić z którąś z bohaterek, a to z kolei z pewnością skłania do refleksji.

Autorka ma wyjątkowy dar fundowania czytelnikowi sporej dawki różnych emocji. Czytanie tej powieści to tak jakby wchodzenie w głąb duszy drugiego człowieka. To jakby pokonywanie własnego lęku przed tym co było i przed nieznanym. Każda bohaterka tej powieści boryka się z innym problemem, czasami jest to brak zrozumienia ze strony męża, czasami samotność, ból i cierpienie, ale każdej z nich towarzyszy jakaś miłość. Terapia u psychologa, na którą trafiają, otwiera im oczy na to czego im tak naprawdę w życiu brakuje, i co mogą uczynić aby zmienić swoje życie na lepsze.

Lektura momentami wzruszała, momentami budziła gniew i żal, ale z całą pewnością dała mnie jako czytelniczce dużą dawkę nadziei i optymizmu. Dała wiarę w lepsze jutro, siłę i otuchę. Nie wszystkim dom kojarzy się z miłością, ciepłem i oparciem. Dla niektórych dom to ciągłe szukanie odpowiedzi na zadawane od lat pytanie - „dlaczego?”

To moja pierwsza książka tej autorki, ale jestem pewna, że nie ostatnia. Myślę, że jest to lektura nie tylko dla kobiet, chociaż one są jej głównymi bohaterkami. Ta ciepła, mądra i wzruszająca lektura z pewnością nie pozwoli długo o sobie zapomnieć. Mnie oczarowała. Przeczytałam ją jednym tchem i myślę, że tak jak mnie nie zawiodła, nie zawiedzie ona również innych czytelników/czytelniczki. Polecam całym sercem.

matka i córka

matka i córka

Jak ogromny wpływ ma okazywanie uczuć i wszelkie stosunki matki do dziecka na jego dorosłe życie, przekonują się pewnie nieliczni. Ale to właśnie te relacje budują człowieka i przygotowują dziecko do bycia dorosłym.

Dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką za możliwość przeczytania tej książki.

logo spotkania

Wydawnictwo Szara Godzina

czwartek, 23 listopada 2017

Anna Sakowicz to polska autorka, po której książki sięgam bardzo chętnie. Pisarka gościła już na moim blogu i pewnie zagości jeszcze nie raz. Nie będę się na jej temat rozpisywała, ponieważ przedstawiłam już tę autorkę w kilku swoich wcześniejszych wpisach, kiedy dzieliłam się swoimi doznaniami po spotkaniu autorskim i po przeczytaniu jej kilku książek: To się da, Szepty dzieciństwa czy Złodziejka marzeń.

Anna Sakowicz   Leniusiołki_Anna Sakowicz

Wydawnictwo BJ Serwice rok 2017

stron 31

Leniusiołki to książeczka edukacyjna dla dzieci i… dla dorosłych.

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Siedmioletnia Amelka jest śliczną i mądrą dziewczynką. Mieszka w domku razem ze swoimi rodzicami, ma śliczny pokoik, który być może byłby bardziej śliczny gdyby nie fakt, że Amelka bardzo nie lubi w nim sprzątać. Początkowo mama robiła to za nią, ale w końcu się zbuntowała i przestała za Amelkę sprzątać. Niestety jak każda mama, starała się znaleźć przyczynę niechęci córki do sprzątania, bo bałagan w pokoju Amelki coraz bardziej ją przerażał. Któregoś dnia mama znalazła w Internecie niepokojącą wiadomość, że w pokoju córeczki być może mieszkają… małe stworki – Leniusiołki. Czy uda się mamie Amelki znaleźć te niebezpieczne dla dziecka stworki? Czy ktoś przybędzie z pomocą? Czy Amelka pozwoli Leniusiołkom na opuszczenie swojego pokoju.

Przyznam szczerze, że dawno żadna książeczka dla dzieci nie zadziałała tak na moją wyobraźnię, i chociaż bardzo dorosła już ze mnie osoba, w pewnym momencie pomyślałam sobie, że do mojego domu też chyba się wprowadziły Leniusiołki. Dlaczego tak pomyślałam nie będę opisywać w szczegółach, ale wyobraźnia zadziałała.

Napisałam, że jest to książeczka edukacyjna dla dzieci i dla dorosłych, bo uważam, że wszystkie książeczki dla dzieci niosą jakieś przesłania dla ich rodziców, dziadków, czy opiekunów. W tej historyjce autorka bardzo ciekawie przedstawiła sposób uczenia dzieci, i przystosowywania ich do obowiązków domowych. Jak wielu rodziców, większość rzeczy robi za swoje dzieci, a potem, kiedy ich pociechy są już na tyle duże, że mogą wiele zrobić same – a tego nie robią – rodzice są oburzeni, zasmuceni, załamani, i pytają siebie „co ja takiego zrobiłam źle, że moje dziecko nie chce tego, czy tamtego robić?”.

Kiedyś do mojego domu przyjechał w odwiedziny chłopiec około dwunastu-trzynastu lat. Miły, grzeczny, ale całkowicie nieprzystosowany do życia. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zwróciłam mu uwagę na to, że naczynia po posiłku każdy z nas SAM zanosi do kuchni i wkłada do zmywarki. Jeszcze większe zdziwienie było, kiedy zapytałam go, dlaczego nie ścieli SWOJEGO łóżka. Mama tego chłopca wszystko robiła za niego, a on… po prostu nie miał zielonego pojęcia, że takie rzeczy może robić sam.

Ale wracając do książeczki, i do problemu małej Amelki. Rodzice dziewczynki martwili się o córkę, bo nie potrafili zrozumieć, że mądra, zdrowa, dobrze ucząca się dziewczynka, nie lubi sprzątać. Wiem, to odwieczny problem wielu dzieci, ale pamiętajmy „czego Jaś się nie nauczy…” i tak dalej.

Bardzo spodobał mi się pomysł z Leniusiołkami, i chociaż uważam, że nie można się oprzeć takim ślicznym, mięciutkim i przyjemnym stworkom, to czasami trzeba zwalczyć w sobie tę chęć pobłażania im we wszystkim. Każde dziecko ma prawo do chwili lenistwa, ale ma też obowiązek nauczenia się podstawowych czynności życiowych. Nie tylko dzieci ulegają leniusiołkowym wpływom, ale jak odpowiednio się do tego przygotujemy, to te śliczne stworki nie zagrożą naszemu zachowaniu.

Moja wnuczka jest jeszcze za malutka, żeby czytać jej książeczki. Ale ja mam na to sposób, trzymając książeczkę w rękach opowiadam jej własnymi swoimi słowami tak, aby zrozumiała. I jakież było mojej zdziwienie, kiedy któregoś dnia zamknęła Leniusiołka w jego kartoniku i zabrała się za zbieranie zabawek. SAMA.

Pięknie ilustrowana książeczka może wiele nauczyć, i myślę, ze Leniusiołki są właśnie taką lekturą, która nie tylko bawi, ale przede wszystkim uczy. Mili, sympatyczni książkowi bohaterowie, potrafią czasami więcej zdziałać niż w kółko powtarzane słowa rodzica.

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Autorem pięknych ilustracji jest Andrzej Niezgoda

Ta książeczka to przeciwieństwo wielu emitowanych w telewizji bajek i filmów animowanych dla dzieci, w których coraz więcej jest przemocy i zła. Tutaj nawet zło, ukazane zostało w ciepły i milusi sposób. Bo przecież Leniusiołki są złe, bo powodują u dzieci niechęć do sprzątania, a jednak jak można ich nie polubić? Można je nawet kochać, i nie koniecznie trzeba się ich pozbywać w brutalny sposób, można bardzo delikatnie usunąć z życia.

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Jak można nie pokochać takich ślicznych stworków? (zdjęcie pozwoliłam sobie "pożyczyć" z bloga autorki Kura Pazurem)

Polecam tę książeczkę wszystkim rodzicom i dziadkom i wszystkim opiekunom dzieci, bez względu na to czy mieszkają z dzieckiem czy tylko goszczą je od czasu do czasu. W ciepły, zabawny sposób, można nauczyć dziecka wielu rzeczy, można obudzić w nim chęć robienia czegoś, co przyniesie przyjemność nie tylko dorosłym. Nasz Leniusiołek jest uwielbiany przez całą rodzinę, nie tylko przez moją wnusię, ale do tej wielkiej miłości mamy pewien dystans.

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Nasz Leniusiołek otrzymał swój własny karton, do którego zawsze jest wkładany, kiedy trzeba zbierać zabawki :)

Dziękujemy (ja i moja wnusia Zuzanka) Autorce za możliwość przeczytania tej książeczki i dziękujemy  za ślicznego Leniusiołka, myślę, że na stałe zamieszka on w naszym domu ale... od czasu do czasu będzie musiał schować się w pudełku.

Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Chorych na Białaczkę

Honorarium za sprzedaż praw autorskich autorka przeznaczyła na Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Chorych na Białaczkę i Inne Choroby Nowotworowe w Szczecinie.

wtorek, 21 listopada 2017

Daniel Koziarski urodził się w 1979 roku w Gdyni.  Jest prawnikiem, pisarzem oraz autorem artykułów prasowych i internetowych. Jako pisarz zadebiutował w lutym 2007 powieścią „Kłopoty to moja specjalność, czyli kroniki socjopaty“. Książka otrzymała bardzo pozytywne recenzje w „Kulturze“ i Newsweeku“ (Joanna Ruszczyk, Newsweek, 18 marca 2007). Na swoim koncie pisarskim ma siedem powieści oraz sześć opowiadań.

Daniel Koziarski   Kobieta, która wiedziała za mało

Wydawnictwo NOVAE RES rok 2017

stron 372

KOBIETA, która wiedziała za mało to powieść obyczajowa, z dużą dawką erotyki.

Marzena Wierzba jest popularną pisarką, której rytm życia wyznacza pisanie kolejnych pretensjonalnych, rozerotyzowanych książek. Pewnego dnia świat pisarki zaczyna się rozpadać. Mąż, szanowany notariusz, angażuje się w romans z młodą kobietą, syn zaskakuje ją niekonwencjonalnymi wyborami, a w dodatku pisarka pada ofiarą psychofanki. Suma złych doświadczeń sprawia jednak, że Marzena, zamiast się ostatecznie załamać, podejmuje walkę z przeciwnościami losu. Aby dodać sobie animuszu, zaczyna wymyślać optymistyczne sentencje i zapisywać je na różowych karteczkach, a następnie umieszczać na Facebooku. Życie jednak potrafi zaskakiwać, czy znana pisarka poradzi sobie ze stalkerką? Jakie konsekwencje będzie miał romans męża pisarki z młodą współpracownicą?

Przyznam szczerze, że opis na tylnej stronie książki zaintrygował mnie. Po przeczytaniu go pomyślałam, że to z całą pewnością książka dla mnie. Niestety trochę się przeliczyłam z nadziejami i muszę przyznać, że ledwo dobrnęłam do końca tej powieści.

Główna bohaterka ma około czterdziestu lat, jest typową erotomanką, która na widok każdego atrakcyjnego mężczyzny układa w myślach wątki erotyczne.  Nie jest dla niej ważne czy ten mężczyzna jest nastolatkiem, lub czy ma inny kolor skóry. Podnieca ją KAŻDY. Kobieta bardzo idealizuje swój wygląd i swoją seksualność.

Być może jestem za stara na takie książki, ale bardzo raziła mnie w tej lekturze, ogromna ilość wulgaryzmów, nie tylko tych dotyczących seksu. Na przykład nie tyle potoczne , co wręcz wulgarne nazewnictwo w ustach miłej, grzecznej i mądrej studentki prawa, brzmiało dość paskudnie. Nie wspominając już o wulgarnym zasobie słów głównej bohaterki – bądź co bądź – pisarki.

Słownictwo z pewnością jest zamierzone i celowe, szkoda tylko, że wydawcy decydują się na takie książki, które zamiast promować naszą piękną polską mowę, jaką posługuje się wielu pisarzy, wypuszczają na rynek książki, niemające z naszą polszczyzną nic wspólnego. Nie dziwią mnie w książkach wulgaryzmy w ustach przestępców, ludzi z marginesu społecznego czy środowiska patologicznego, ale w ustach kobiety, pisarki, osoby propagującej kulturę?

Seks w tej powieści jest przedstawiony wyjątkowo wulgarnie, wręcz pornograficznie. To nie jest brutalna erotyka, to jest… no proszę, nawet nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa.

Chyba pierwszy raz w życiu spotkałam się z książką, w której nie ma ani jednego pozytywnego bohatera.  W tej powieści wszyscy bohaterowie są negatywni, a mdłe, jednolite osobowości nie przyciągały mnie jako czytelniczki.

Mocny wątek homoseksualny, moim zdanie opisany został bardzo stronniczo, z wyraźną wrogością w stosunku do podejścia do tego zagadnienia zarówno w Polsce jak i w Londynie.

Gdyby nie kilka wątków sensacyjnych, może nawet thrillera, to uznałabym tę książkę za całkowitą porażkę.

Do tego wątek różowych karteczek, żywcem wzięty z profilu Facebooka Beaty Pawlikowskiej, różniący się tylko kolorem tych karteczek (bo Pawlikowska wrzuca żółte).

Rozdziały napisane są przemiennie, raz wczytujemy się w wątki dotyczące głównej bohaterki, a następnie przenosimy się do wątków dotyczących innych osób.

Nie mogę również powiązać tytułu z treścią książki. Czego niby ta kobieta nie wiedziała? Czego wiedziała za mało? Albo z powodu słownictwa nastawiłam się podczas czytania na „nie” albo nie potrafię czytać ze zrozumieniem i dlatego nie potrafię powiązać tytułu z treścią. Chociaż... wyjątkowo intrygująca okładka i ten intrygujący tytuł może przyciągnąć wielu czytelników.

No cóż, mnie ta książka nie zachwyciła, ale jeżeli ktoś lubi ostre, wulgarne i naładowane erotyką powieści to z pewnością jest to lektura dla niego. Wiem, że są takie osoby, więc jeżeli ktoś jest chętny, to proszę o kontakt na priv. Z przyjemnością mu tę książkę wyślę.

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Novae Res, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.

logo spotkania

Wydawnictwo Novae Res

niedziela, 19 listopada 2017

Sabina Waszut gościła w moim małym świecie książek już kilkakrotnie. Jest mieszkanką Chorzowa, urodzoną w 1979 roku. Jest nie tylko pisarką, ale również recenzentką i organizatorką spotkań literackich, a także propagatorką kultury śląskiej. Jej debiutancka powieść Rozdroża, wydana w roku 2014 została nominowana do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus, a na Festiwalu Literatury Kobiet Pióro i Pazur w Siedlcach zdobyła nagrodę główną w kategorii Pióro, jako najbardziej poruszająca polska powieść.

Sabina Waszut  Zielony byfyj_Sabina Waszut

Wydawnictwo MUZA S.A. premiera książki 8.11.1017

stron 320

 

Zielony byfyj to powieść obyczajowa, w której wątki umieszczone w teraźniejszości przeplatają się z wątkami z przeszłości. Jest to trzecia i ostania części sagi śląskiej.

Zosia Zaleska, bohaterka dwóch wcześniejszych części, nareszcie zamieszkała z mężem Władkiem i dziećmi w normalnym mieszkaniu, bez zagrzybionych ścian, jakie towarzyszyły jej w starym mieszkaniu w suterynie. Koszmar wojny oddalił się na tyle daleko, że Zosia może już czuć się bezpiecznie. I chociaż nowy ustrój i nowa polityka państwa nie są takie, o jakich marzyło wielu ludzi, żyje im się lepiej i wygodniej.

Oliwia jest wnuczką Zosi, jako dorosła kobieta, szczęśliwa mężatka nie może pogodzić się z śmiercią ukochanej babci. Prawie każdy spacer kończy się w starej kamienicy, w mieszkaniu babci, o której trudno dziewczynie zapomnieć. Kamienica ma burzliwą przeszłość, zmieniających się właścicieli, ale teraz, po wielu latach, znów jest własnością rodziny Oliwii. Stare mury wymagają jednak inwestycji, a spadkobierców nie za bardzo stać na taki wydatek. Pewnego dnia w rodzinie Zalewskich pojawia się tajemniczy mężczyzna, nieznany dotąd nikomu syn dziadka Oliwii. Czy upomni się on o spadek po zmarłym w Kanadzie ojcu? Czy Oliwia spróbuje odzyskać miejsce swoich wspomnień? I tak właściwie, kto i dlaczego zostanie właścicielem starego zielonego kredensu, który był świadkiem wielu rodzinnych sekretów?

Do tej książki podeszłam bardzo sentymentalnie, nie tylko z powodu wspomnień, jakie gnieżdżą się w mojej głowie, ale również dlatego, że po raz kolejny mogłam wyruszyć w podróż do Śląska lat pięćdziesiątych.

Książka napisana została w pierwszej osobie, czytając ją, cały czas miałam wrażenie, że czytam czyjeś pamiętniki. Rozdziały w tej powieści napisane zostały przemiennie. Raz jesteśmy w latach współczesnych zaczynających się w roku 2006, a kończących w roku 2010, w których towarzyszymy Oliwii, a raz przenosimy się do lat, w których żyła Zosia, zaczynających się od roku 1952, a kończących w roku 1972 .

Na podstawie wspomnień Zosi odkrywamy Śląsk, który być może przez wielu został zapomniany. I nie mam tu na myśli tylko tego Śląska jako obszaru, ale głównie powojenny ustrój jaki towarzyszył ludziom. Jako mieszkanka tego rejonu kraju pamiętam sporo wspomnień rodzinnych, bardzo podobnych do tych, które opisała autorka w swojej powieści. Teraz trudno nam w pewne rzeczy uwierzyć, ale historii tak naprawdę nie da się całkowicie wymazać z naszych umysłów, szczególnie historii rodzinnych, prawdziwych, innych od tych tych ukazywanych przez media.

Autorka w cudowny sposób ukazuje kontrast życia wtedy i teraz; prezentując wzruszającą opowieść o ludziach, którzy przeżyli koszmar wojny, i zamiast cieszyć się tym, że nareszcie on się skończył, muszą walczyć dalej…, ze swoimi rodakami. To powieść o sile uczucia, jakie pozostaje w człowieku, który stracił kogoś bliskiego. Tak naprawdę większość nas podchodzi do wielu spraw bardzo sentymentalnie, i tu taki sentymentalizm jest chyba bardzo dosadnie ukazany na przykładzie tytułowego zielonego byfyju. Wnuczka Zofii podejmując walkę o zachowanie jedynej pamiątki po pradziadkach, jaką są dwa stare domy i rozwalona kuźnia ratuje nie tylko wspomnienia, ratuje również historię tych domów. Wierzy, że pokonując wiele trudności uda jej się odzyskać nadzieję i wiarę w lepszą przyszłość.

Wzruszająco opowiedziane losy zarówno pokolenia młodego jak i przodków rodziny, są historiami jakich wiele. Jednak jak wielu ludzi pielęgnuje pamięć i walczy o to, aby osoby, sytuacje, czy historie rodzinne nie poszły w zapomnienie.

Ciekawie przedstawione osobowości kobiet, zarówno tych starszego pokolenia jak i współczesnych sprawiają, że bardzo szybko darzymy bohaterki tej powieści ogromną sympatią. Ich marzenia i oczekiwania od życia są tak różne, a jednak mają ze sobą coś wspólnego.

Bardzo efektownie autorka przedstawiła w swojej powieści uczucia łączące dwoje ludzi. Pokoleniowo te osoby (tu mam na myśli małżeństwo Zosi i Władka oraz małżeństwo Oliwii i Piotrka)  są jak zupełnie inne, a jednak łączą ich takie same prawdziwe uczucia, których nie jest w stanie zniszczyć żaden problem. Bywa tak, że narastające w związkach problemy, krok po kroku, niszczą ten związek. Tu, autorka udowadnia, że problemy nie tylko nie niszczą związku, ale go bardziej scalają.

(…) Za czym tęsknisz? – pyta Władek za moimi plecami.

Z przygryzienia wargi, przeczesania włosów, gestu, ruchu, spojrzenia…

Po trzynastu latach małżeństwa z drobiazgów potrafimy wyczytać to, o czym zaledwie pomyśleliśmy. (…)

Tęskni się do rzeczy, które się oswoiło. A oswoić można wszystko, nawet piwnicę śmierdzącą kocimi odchodami. (…)

W zeszłym roku pochowałam ostatnią moją ciocię, która była ogromną skarbnicą wiedzy o losach naszej rodziny, z czasów jeszcze przedwojennych. Wiem, że wielu ludzi nie potrafi zrozumieć pewnych rzeczy, mnie też kiedyś bardzo trudno było zrozumieć fakt, że dwóch braci musiało walczyć po dwóch stronach. Mój ojciec, jako młody chłopak, w czasie wojny działał w podziemiu harcerskim a jego starszy brat został powołany do Hitlerjugend, i kiedy przeczytałam o takim przypadku w tej książce, natychmiast miałam przed oczami tych dwóch najbliższych memu sercu mężczyzn.

Nie pozwólmy, aby życie obecne, przysłoniło nam wspomnienia o tych, którzy odeszli. Walczmy o te wspomnienia, szukajmy ich i pielęgnujmy je. Kiedyś kolejne pokolenia być może nie będą potrafiły uwierzyć w to co było, ale czy nie warto o to zadbać już teraz. Dla mnie każdy wyjazd na Śląsk jest podróżą sentymentalną, do miejsc w których żyłam, do ludzi, których pamiętam, do chwil, które odradzają się na nowo w mej pamięci.

Cieszę się, że wśród naszych rodzimych pisarzy mamy takich autorów, którzy nie pozwalają nam pozbyć się tego sentymentalizmu. Nie pozwalają na to, abyśmy zapomnieli o losach naszych przodków i o często dalekiej, chociaż obcej dla nas przeszłości.

Polecam tę książkę zwłaszcza czytelnikom młodego pokolenia, w tej powieści znaleźć bowiem można wątki zarówno historyczne, obyczajowe, jak i miłosne. Jeżeli ktoś lubi nostalgiczne i pełne wzruszeń historie, to ta książka jest szczególnie dla niego.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA.SA za możliwość przeczytania tej książki. To nie jest książka z tych, o których po tygodniu czy dwóch się zapomina. To jest lektura, której fabuła na długo pozostaje w pamięci.

logo Muza

Zachęcam do przeczytania wcześniejszych części tej sagi, a także polecam inną książkę autorki „Bar na starym osiedlu”, którą również przeczytałam, wkrótce podzielę się swoją opinią o niej na blogu.

Rozdroża_Sabina Waszut    W obcym domu_Sabina Waszut

 
1 , 2
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli