Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
sobota, 18 maja 2013

massimo carlotto

Massimo Carlotto – włoski pisarz urodzony w Padwie w 1956 roku, swoją popularność zdobył dzięki niefortunnemu oskarżeniu i osadzeniu w więzieniu za zbrodnię, której nie popełnił.

W styczniu 1976 roku, w Padwie, kiedy dziewiętnastoletni chłopak chciał zostawić rower pod domem siostry, usłyszał wołanie o pomoc. Pobiegł do mieszkania wołającej dziewczyny i zastał ją w agonii. Leżała w szafie, naga, cała we krwi. Początkowo próbował ją ratować, ale 59 ran kłutych zrobiło swoje. Chłopak zamiast wezwać policję ucieka. Niestety zostaje złapany i oskarżony o zamordowanie dziewczyny. Został skazany na 18 lat więzienia. Próbował uciec przed niesprawiedliwym wyrokiem najpierw do Francji, a następnie do Meksyku, ale po trzech latach został przez policję meksykańską złapany i przekazany do Włoch. W tym samym roku założył jednak Międzynarodowy Komitet na rzecz Sprawiedliwości Massimo Carlotto, który organizuje kampanię informacyjną i petycję w sprawie rewizji procesu.

Dopiero w 1993 roku Prezydent Republiki Oscar Luigi Scalfaro ułaskawia go, kładąc w ten sposób kres całej sprawie.

Dzięki głośnemu procesowi oraz licznym protestom pisarz stał się sławny nie tylko na terenie Włoch, u nas jednak trochę mniej się o nim mówi, czy pisze.

Jako pisarz, zadebiutował w 1995 roku powieścią „Ścigany”, inspirowaną jego doświadczeniami, jako uciekiniera. Powieść ta w 2003 roku została sfilmowana.

Za swoje książki otrzymał wiele nagród i wyróżnień, pisze powieści kryminalne, opowiadania, eseje, powieści graficzne, a także opowiadania dla dzieci.

 milosc bandyty

 Videograff II Sp. z o.o. rok 2009

stron 188

Miłość bandyty, to opowieść kryminalna. Nie potrafię nazwać tej książki typowym kryminałem, ponieważ treść łączy kilka wątków, kryminalnych i nie tylko, i tak jak dla mnie książka nie ma konkretnego zakończenia. Jest to jedna z wielu książek Massimo Carlotto z cyklu o detektywie Marco Burattim.

W Instytucie Medycyny Sądowej w Padwie dokonano zuchwałej kradzieży około 50 kg substancji odurzających, co wzbudziło ogromne poruszenie zarówno wśród policji jak i organizacji mafijnych. Słynnego ze swojej konsekwencji działania Marco Buratti’ego zaangażowano w odnalezienie sprawców tego czynu. Detektyw podejmuje wyzwanie włączając do tego swojego partnera przemytnika oraz byłego gangstera Beniamino Rossimi.

Dwa lata później zostaje porwana narzeczona Beniamino i sprawa wydaje się być w jakiś sposób powiązana z kradzieżą z IMS. Obaj panowie do spółki z jeszcze jednym – Maksem, zaczynają śledztwo, które im dalej brną tym odkrywa kolejne nadużycia zarówno włoskiej, jak i kosowskiej mafii.

 Jak na mafijny kryminał, to moim zdaniem treść jest dość spokojna. Mimo kilku dość drastycznych incydentów, panowie prowadzący śledztwo zachowują się mało brutalnie. Książka napisana jest typowym włoskim charakterem i czytając ją ma się przed oczami „Ojca chrzestnego”. Bardzo dobra lektura na weekendowy odpoczynek, nie wciąga bezgranicznie, ale prowokuje do odkrywania kolejnych etapów. Jest napisana w formie opowieści, to znaczy tak jakby Marco Buratti opowiadał komuś to co przydarzyło się jemu i jego dwom kompanom. Po przeczytaniu ostatniej strony miałam jednak pewien niedosyt.  Brak mi konkretnego zakończenia, które oczywiście można sobie dopowiedzieć, ale takie wielkie afery kryminalne jak ta, w którą wpakowali się trzej przyjaciele powinna mieć odpowiedni finał.

 Polecam książkę wszystkim miłośnikom kryminałów, bez względu na płeć i wiek. Te niewiele, bo około 188 stron potrafi nie tyle wciągnąć w treść, co poznać zdemaskowaną włoską rzeczywistość.



piątek, 10 maja 2013

Spotkanie z Marią Ulatowską  czyli Współczesna bajka o Kopciuszku:

 Obsada:

Kopciuszek: Maria Ulatowska

Książę: Pruszyński i S-ka

Bajka: Myśli przelane na papier

Bardzo niedawno temu, pewna kobieta, po zachłyśnięciu się "wolnością emerytalną" postanowiła zrobić coś innego niż robiła dotychczas. Usiadła przed komputerem, i przelała na ekran myśli kłębiące się w jej głowie. Palce same uderzały w klawiaturę i na ekranie  zaczęła powstawać opowieść. Pisała, pisała, pisała... aż wreszcie skończyła i postanowiła podzielić się z kimś swoim dziełem. Wysłała tekst do kilku ważnych i mniej ważnych wydawnictw i już po dwóch dniach otrzymała odpowiedź pozytywną od jednego z mniejszych. Ku zaskoczeniu wszystkich, jej tekst spodobał się również jednemu z ważniejszych, większych i kobieta pożegnała mniejsze wkraczając na drogę sławy z wydawnictwem, które w nią nie tyle uwierzyło, co postanowiło połączyć z jej weną swoje sukcesy wydawnicze.,

maria ulatowska

 We wtorek 7-go maja w jednej z gdańskich bibliotek odbyło się spotkanie w ramach DKK (Dyskusyjnego Klubu Książki), w którym uczestniczyłam. Miałam w tym dniu zaplanowane inne spotkanie, ale ponieważ bardzo byłam ciekawa niespotykanego sukcesu pisarskiego pani Marii Ulatowskiej, zdecydowałam się na zamianę.

Nie żałuję, chociaż i to drugie było z pewnością bardzo ciekawe.

Niewielka ilość czytelniczek, w małej salce bibliotecznej spowodowała, że było bardzo kameralnie. Pani Maria opowiedziała nam o swoich książkach, jak powstały, kiedy zdecydowała się pisać itp.

Szczerze przyznam, że do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę tej autorki i to właściwie głównie dzięki mojej przyjaciółce, która dostała od kogoś „Sosnowe dziedzictwo” i czytając je skojarzyła z moją „Leśniczówką”.

"Sosnowe dziedzictwo", to debiut pisarski pani Marii w dziedzinie beletrystyki, tak samo jak moja „Leśniczówka”, dlatego czytając tę książkę momentami zauważałam błędy jakie sama popełniłam jako debiutantka w tej dziedzinie.

Zainteresowałam się jednak innymi książkami tej pisarki, ponieważ sama wiem, że każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej, przynajmniej w kwestii pisowni a często i fantazji pisarskiej.

książki MU

Cieszę się, chociaż być może odrobinę zazdroszczę Marii Ulatowskiej jej wejścia na rynek książkowy i to w jednym z najbardziej znanych wydawnictw w Polsce. Niestety jak dotąd wszystkie moje propozycje tekstowe, wysłane do Pruszyński i S-ka pozostają bez odzewu, oprócz „Pamiątki z Paryża” na którą wydawnictwo mi odpisało, że nie są zainteresowani.

No cóż, może kiedyś…

Wracając jednak do Marii Ulatowskiej i jej niebywałego sukcesu książkowego. Otóż, jak sama autorka opowiedziała, w/w wydawnictwo zainteresowało się jej debiutancką książką bardzo szybko i do tej pory proszą o kolejne. Wiem, że jest to zbyt piękne aby było prawdziwe, ponieważ Sosnowe dziedzictwo  nie należy do wybitnej tematyki, ani też do jakiegoś wyjątkowego arcydzieła. Jest to bardzo ciepła książka z gatunku literatury kobiecej, która jest świetną lekturą na odpoczynek, po długim i ciężkim dniu pracy. Co do innych książek nie wypowiem się, ponieważ nie czytałam.

Cały czas się zastanawiam (i to nie jest związane z zazdrością, czy jakimś innym negatywnym odczuciem) co sprawiło, że pisarka ta, bądź co bądź zwykła kobieta w wieku wczesno emerytalnym, taka jak miliony innych została zauważona i doceniona. Sama pani Maria powiedziała, że początkowo nie mogła uwierzyć w to, co nastąpiło tak szybko od wysłania jej pierwszego opowieści, ale najwidoczniej jej tekst wpadł w odpowiednim czasie w odpowiednie ręce.

I to prawda.

Powodowana zwykłą, czytelniczą ciekawością, weszłam dzisiaj do kilku małych księgarń w Gdańsku, i jestem trochę zaskoczona, bo w trzech nie mieli ani jednej książki M. Ulatowskiej, a w jednej pani powiedziała, że pierwszy raz słyszy to nazwisko. No cóż, kto jak kto, ale chyba właśnie księgarze powinni być na bieżąco w tej dziedzinie. Jeżeli ktoś wydaje 6 książek w przeciągu dwóch lat, i to za pośrednictwem jednego z największych wydawnictw, to chyba powinno się coś na ten temat wiedzieć.

Cieszę się, że są osoby w Polsce, którym spełniają się marzenia.

Najważniejsze jednak jest chyba to, że jeżeli ktoś pisze, a inni chcą go czytać to już osiągnął wielki sukces.

spotkanie z M.U.

sobota, 04 maja 2013

ewa lenarczyk

Ewa Lenarczyk to młoda dorobkiem autorskim polska pisarka urodzona w 1956 roku. Początkowo mieszkała w Elblągu, a następnie  przeniosła się do Gdańska. Z wykształcenia pracownik medyczny, w swoim życiu zawodowym robiła wiele. Była higienistką w szkole podstawowej, pracowała w Urzędzie Statystycznym jako ankieter, a także zarządzała Halą Targową na Gdańskiej Zaspie, obecnie oprócz pisania książek zajmuje się marketingiem sieciowym Polskiego Kolagenu. Dużo podróżuje opisując odwiedzane miejsca na swoim blogu.

Jako pisarka zadebiutowała w styczniu 2010 roku ponadczasową powieścią „Zojda z Bieszczad”, następnie „Nasza Klasa i co dalej” i „W poszukiwaniu szczęśliwego domu”.

książka E.L.

Wydawnictwo NOVAE RES 2012 rok

stron 323

Książka Kochaj mnie od morza do morza to typowa powieść kobieca, romansidło, które trzymało taką czytelniczkę jak ja od pierwszej do ostatnie strony w niewoli swoich kartek. Nie gustuję w literaturze kobiecej typu romanse, ale ta książka w czasie majowego weekendu całkowicie wyrwała mnie ze świata rzeczywistego zabierając do gorącej i pachnącej Bułgarii. Dobrze, że miałam kilka dni wolnego, bo nie wiem jak funkcjonowałabym w pracy po nieprzespanych nocach.

Beata, około czterdziestoletnia gdańszczanka dowiaduje się w dniu śmierci swojego męża, że została zdradzona, a jej ś.p. małżonek pozostawił po sobie w brzuchu pewnej młodej panienki pamiątkę. Zrozpaczona, zszokowana i oburzona, za namową cioci zamiast na pogrzeb męża, korzystając z okazji last minute, wyjeżdża na wczasy do słonecznej Bułgarii.

Niestety początek jej urlopu, który miał być spokojnym leżeniem na plaży zaczyna się niefortunnym upadkiem i stłuczeniem ręki. No, ale "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" i Beata poznaje szpakowatego około pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który postanawia umilić jej czas i zrekompensować ból. Minko, przeciętny, Bułgar - właściciel małej knajpki nad morzem, obwozi ją po ciekawych miejscach swojego kraju opowiadając jej o swojej Bułgarii. W między czasie zaczyna kiełkować między nimi uczucie, którego Polka nie jest pewna i cały czas na przemian, raz zachwyca się mężczyzną, jego wyglądem i jego zachowaniem, a raz ma poważne obawy przed szalonym, krótkim, wakacyjnym romansem.

Pełna obaw wraca do Polski, ale nie potrafi zapomnieć chwil spędzonych w towarzystwie swojego bułgarskiego przewodnika. Po kilku miesiącach Minko przyjeżdża do niej do Gdańska.

Po śmierci męża spadają na młodą wdowę coraz to nowe problemy, z którymi trudno jest się jej uporać, bo myśli cały czas krążą wokół mężczyzny. Na szczęście pomaga jej w ich rozwiązywaniu teść, który w przeciwieństwie do teściowej akceptuje jej nowy związek.

Fabuła książki toczy się w dwóch światach i dwóch odmiennych kulturach - gorącej i słonecznej Bułgarii, oraz zimnym i wietrznym Gdańskiem.

Książka jest romansem, ale jednocześnie jest dość specyficznym przewodnikiem po obu krajach,  w którym ciekawie opisane są różne miejsca, zabytki i wydarzenia historyczne. Lekki, humorystyczny styl jakim pisze pani Ewa Lenarczyk, mimo wielu trzymających w napięciu sytuacji często powoduje, że na ustach pojawia się uśmiech i nie pozwala na oderwane się od stron powieści.

Jedynym dla mnie i chyba największym minusem jest okładka, która całkowicie nie pasuje mi do treści. Zbyt kolorowa i świecąca, jak w książkach dla dzieci, ale wiem, że autor ma raczej mały wpływ na widok okładki. Najważniejsze jednak, że za (przepraszam za wyrażenie) kiczowatym obrazkiem ukryta jest ciekawa i wciągająca treść.

Podchodząc do tej lektury z lekką ironią, tak jak traktuję większość książek typu harlequin, muszę przyznać, że miło zaskoczyła mnie. Polecam tę książkę zwłaszcza paniom, zagonionym między codziennymi obowiązkami, bo warto na chwilę zatrzymać się i pomarzyć, o słonecznej plaży, cudownym dotyku męskich dłoni i poczuć w ustach ostry smak papryczki.

"Opowiem Wam o świecie" - ewalenarczyk.bloog.pl

morze2

Nie mogę się już doczekać naszego spotkania, które zaproponowały bookfa i felicja.

Mam nadzieję, że do tego czasu zostanie wydana moja kolejna książka pt. LAWENDA i będę mogła się nią pochwalić na tym naszym spotkaniu. Moje bohaterki są przecież mieszkankami Trójmiasta.

Słyszałam o podobnym spotkaniu, kilka lat temu w Katowicach, mój znajomy, który namawiał mnie abym przyjechała powiedział, że zabawa była naprawdę świetna, a wielu blogerów tak się ze sobą zaprzyjaźniło, że teraz spotykają się nawet dwa, trzy razy w roku w różnych częściach kraju. Oczywiście w miarę możliwości czasowo-finansowych. Trochę żałuję, że wtedy nie zdecydowałam się na to spotkanie, dlatego teraz zrobię wszystko aby odwiedzić Sopot i poznać osoby, z którymi mam kontakt jedynie przez swojego bloga. Za cztery dni minie rok, jak jestem na tym blogu, i mogę powiedzieć, że przez ten rok poznałam naprawdę kilka wspaniałych osób.

Pozwoliłam sobie skopiować zaproszenie z blogu bookfy, aby brzmiało bardziej oryginalnie i mam nadzieję, że autorka tych słów nie będzie miała mi tego za złe.

*** ZAPROSZENIE ***

Serdecznie zapraszamy wszystkich blogerów książkowych i aktywnych komentatorów tych blogów, którzy już wyrazili chęć przybycia, jak i tych, którzy nie podjęli jeszcze decyzji. Naprawdę warto wyrwać się z objęć ulubionego fotela na letni weekend do Sopotu.

Zapewniamy piękny widok na Bałtyk, szum i zapach morza, oraz piasek w butach.

Wszyscy przywozimy ze sobą dobry humor i książki na wymianę, „Bookcrossing at the See”. Jedną, lub więcej.

Ile książek przywieziesz ze sobą, tyle samo ilościowo zabierzesz do domu.

Będzie to wspaniała okazja poznać się wreszcie osobiście, pogawędzić o książkach i blogach książkowych.

Miejscem akcji będzie Sopot w samym środku lata, czyli 13 lipca, w godzinach popołudniowo-wieczornych.

Do 30 czerwca czekamy na ostateczne zgłoszenia.

Kolejna informacja o miejscu i dokładnej godzinie spotkania ukaże się na blogu w pierwszym tygodniu lipca.

Wszystkich chętnych prosimy o zgłaszanie się pod wpisem lub na adres mejlowy

lipcowysopot@wp.pl

Tych, którzy zgłosili się już wcześniej, kiedy data spotkania nie była jeszcze ustalona prosimy o potwierdzenie zgłoszenia.

 Serdecznie zapraszamy

felicja

www.cowartoprzeczytac.blox.pl

bookfa

www.bookfa.blox.pl



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Katherini Scholes

Australijska pisarka Katherine Anne Scholes urodziła się w 1959 roku w regionie Tanzanii. Jej rodzice byli angielskimi misjonarzami. Na misjach Katherine spędziła większość swojego dzieciństwa zanim wyjechała najpierw do Anglii, a potem do Tasmanii. Jest autorką międzynarodowych bestsellerów, a w Polsce zostały wydane takie jej książki, jak „Królowa deszczu”, „Bożyszcze tłumów” i „Kamienny Anioł”. Pisze również książki dla dzieci. Wszystkie jej publikacje zostały przetłumaczone na wiele języków. Katherine również pracuje w przemyśle filmowym. Obecnie mieszka w Tasmanii z mężem Rogerem Scholes, który jest reżyserem i ich dwoma synami.

kamienny anioł

Wydawnictwo Świat Książki rok 2007

stron 365

Kamienny anioł to powieść, w której zawartych jest wiele uczuć. Książka napisana jest w bardzo spokojnym, melancholijnym i stonowanym stylu. Czyta się ją powoli, aczkolwiek bardzo pobudza zmysły wyobraźni. Podczas czytania miałam wrażenie, że słyszę szum morskich fal, czuję zapach wodorostów, czy zapach pieczonego ciasta.

Stella Boyd, młoda kobieta, która w wieku szesnastu lat opuściła swoich rodziców i miejscowość w której się wychowała, powraca po piętnastu latach, wezwana przez matkę po otrzymaniu wiadomości o zaginięciu ojca. Wyjeżdżając z tej małej rybackiej wioski, nie myślała o powrocie. Zbyt wiele bolesnych wspomnień pozostawiła w tamtym miejscu. Mając zaledwie szesnaście lat doświadczyła czegoś bardzo złego i bolesnego, głównie ze strony rodziców, a właściwie ojca, który mimo całej miłości jaką darzył córkę był również wyjątkowo zasadniczą i stanowczą osobą. Stella nie chciała wracać do przeszłości, ale troska o rodziców, zwłaszcza o ojca-rybaka, który wypłynął w morze i ślad po nim zaginął ściągnęła ją do rodzinnego domu.

Jej powrót otworzył dawno zabliźnione rany, ale i przyczynił się do naprawienia relacji z matką, a także wyjaśnienia starej sprawy i naprawieniu czegoś, co kiedyś wydało się jej straconym uczuciem.

Czytałam książkę z pewną nostalgią, wiele momentów powodowało, że nie potrafiłam zapanować nad wzruszeniem, jednocześnie zastanawiając się co będzie dalej. Niestety bardzo raziła mnie chwilami pisownia i nie wiem, czy było to celowe, czy tak zostało przetłumaczone przez tłumaczkę Ewę Szyler. Zbyt częste używanie imion bohaterów, było jak dla mnie trochę denerwujące, bo jeżeli kilka stron opisuje co w danych chwilach robi jedna osoba, to po cóż prawie w każdym zdaniu używanie jej imienia. Zbyt mało moim zdaniem synonimów. Ale to tylko taki mały minusik.

Myślę, że mogę z czystym sumieniem polecić książkę osobom, które mają ochotę na jakiś czas zwolnić, zatrzymać się, odpocząć przy leniwej powieści, która nie wymaga poświęcenia dla niej całego wolnego czasu. Przeniesienie się na pewien okres do małej rybackiej wioski, gdzie mieszkańcy znają się lepiej niż gdzie indziej, a morze przyciąga zarówno w piękną, słoneczną pogodę, jak i w sztormową noc, to dla kogoś, kto lubi takie spokojne powieści prawdziwa czytelnicza uczta.



Lubię czytać
Artykuły




Spis moli