Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
środa, 09 maja 2012

* 1 *

Dzieci zmęczone długą podróżą zasnęły. Młoda kobieta otuliła ramiona chustą z kolorowej wełny i cichutko zamknęła drzwi do pokoju, w którym spokojnie spała trójka jej pociech. Zostawiając na małym stoliku, jedną zapaloną świecę, wyszła do pomieszczenia kuchennego, zabierając ze sobą drugą. Wieczór był spokojny, cichy, pachnący sosnowym lasem. Kobieta otworzyła cichutko drzwi na taras i stanęła spoglądając na wiszący nad drzewami księżyc.

Las wyglądał groźnie, ale ona czuła się bezpiecznie otoczona tymi starymi drzewami. Gwieździste niebo układało dla niej piękne obrazy. Nie znała się na astrologii, chociaż kiedyś, dawno temu, brat uczył ją układu gwiazd. To była jego pasja. Ona nie przykładała do tego nigdy większej wagi. Dla niej gwiazdy układały się, w tylko dla niej zrozumiałe wzory. Dawno już nie czuła się tak bezpiecznie i spokojnie.

Dwie dziewczynki i chłopiec, wykąpane w letniej wodzie, w starej, stojącej na podwórku, zniszczonej, upływem czasu wannie, którą po przybyciu dokładnie wyszorowała piaskiem, zasnęły tak szybko, że nawet nie dokończyła opowiadania im bajki.

Co wieczór tak właśnie usypiała je.

Jej fantazja o pięknych królewnach i dobrych królewiczach nigdy nie miała końca.

Co wieczór śliczna księżniczka przeżywała wymarzone przygody u boku zakochanego w niej księcia, w baśniowym pałacu, który mieścił się w bezpiecznej krainie.

Dzieci uwielbiały przygody swoich bohaterów. Każdego wieczoru przytulała swoje pociechy całując je na dobranoc i głaszcząc delikatnie ich małe główki.

Uśmiechnęła się na myśl o swoich dzieciach, które dawały jej tak wiele radości w życiu, nawet w te smutne i bolesne dni, które musiała spędzać u boku ich ojca.

Na szczęście nie będzie już takich dni, kiedy bała się o siebie, czy o to, co zobaczą dzieci. Już nie będzie musiała zakładać słonecznych okularów idąc do sklepu. Okularów, które skutecznie zakrywały jej podpuchnięte czy posiniaczone oczy.

 

Ciszę nocy zaczęły nawiedzać przeróżne dźwięki. Gdzieś daleko zawył pies, a może wilk? Na drzewie za domem odezwała się sowa, dla której teraz dopiero rozpoczął się czas aktywnego życia. Delikatne krople letniego deszczu uderzały miarowo i powolutku o dach drewnianej werandy. W powietrzu zaczął unosić się zapach deszczu, zmieszany z zapachem mokrej ziemi oraz kołyszących się delikatnie, jakby w tańcu, sosen.

Kobieta usiadła w starym, bujanym fotelu i okryła się pledem. Przymknęła powieki. Zaczęła wsłuchiwać się w odgłosy nocy, dobiegające do niej ze wszystkich stron lasu. Chociaż sceneria wokół kojarzyła się z filmem grozy, ona czuła się nadzwyczaj spokojnie. Płomień świecy w pokoju dziecięcym zaczął powoli dogasać. Ciepły, letni wietrzyk pogłaskał ją po policzku. Postanowiła wrócić do domu i położyć się. Rano czekało ją kolejne starcie z jej trójką łobuziaków i dwoma owczarkami, których energia nigdy nie opuszczała. Weszła najpierw do pokoju dzieci i zgasiła świecę, a następnie udała się do salonu. Postawiła świecę na małym stoliku obok kanapy i jeszcze raz spojrzała w stronę lasu. Gdzieś pod wielką paprocią wpatrywały się w nią dwa maleńkie, żółte punkciki.

Zamknęła okno i położyła się.

Zasypiała myśląc o tym, co czeka ją tutaj w najbliższych dniach, w tej oazie spokoju, na tym pustkowiu. Z dala od cywilizacji i przemocy, z dala od jej mieszkania w bloku, z nowoczesnymi sprzętami, telewizorem, pralką, zmywarką, odkurzaczem, prądem, bieżącą wodą i bolesnymi wspomnieniami. To wszystko zostało daleko i wcale do tego nie tęskniła.

Jutro rozejrzy się po okolicy, postara się dokładnie obejrzeć dom i znaleźć kogoś, kto pomoże jej się tu urządzić tak, żeby dzieci nie zapomniały o cywilizowanym świecie. Przyjechali dzisiaj dość późno, więc nie miała okazji sprawdzić, dlaczego nie ma prądu i dlaczego w kranie tylko huczy zamiast wypuszczać wodę. Dzieci były zmęczone długą jazdą samochodem, zresztą ona też.

Jutro, zacznie życie od nowa.

Ma dopiero trzydzieści dwa lata, więc świat stoi przed nią otworem. Trzeba tylko znaleźć drzwi, otworzyć je, wejść i nie bać się rozpoczęcia wszystkiego od nowa.

Powieki kobiety powoli zaczynały się zamykać, robiąc się ciężkie, domagając się odpoczynku.

Jak dobrze...

Jak cicho...

Jak przyjemnie.

Wszystkie myśli oddalają się. Cisza.

 

- Emi! Emi! Chodź, pobaw się trochę ze mną. Przecież są wakacje, zobacz jak pięknie na dworze, Emi, proszę… – z ogrodu dobiegł błagalny głos małego chłopca.

- Nie mogę teraz. Mama robi orzechowe ciasteczka. Muszę pomóc.

- Nic nie musisz, chodź do ogrodu, proszę… – wołał chłopiec - Tak mi tu nudno samemu. Dlaczego dziś nie chcesz się ze mną bawić?

- Już ci mówiłam, że chcę pomóc mamie robić te orzechowe ciasteczka. Jak raz się pobawisz sam to przecież świat się nie zawali. Oli jesteś już dużym chłopcem, jak skończymy to do ciebie przybiegnę.

- Emi....Emi...Eeeemiii...

Głos chłopca oddalał się coraz bardziej aż w końcu zamilkł całkowicie. Znów zaległa cisza, ale nie na długo. Z werandy zaczęły dochodzić szepty, urywane, głosy i cichy szloch.

- Biedne dziecko, jak my jej to powiemy, jak jej to wytłumaczymy.

- I co z nią teraz będzie?

- Czy ona ma jakąś rodzinę poza nimi?

- Nie wiem! Ale dowiem się tego najszybciej jak będę mógł. Zadzwonię do Grzelaków, oni się przyjaźnili ze sobą, na pewno coś będą wiedzieli.

- Biedna mała, bieednaa małaa, bieeeeednaaaaa…

Głosy coraz bardziej oddalały się, tak jakby ludzie rozmawiający na werandzie odchodzili. Ona jednak wiedziała, że teraz nie odejdą. Teraz nie zostawią jej samej, coś się stało, coś złego, nie chcieli jej obudzić, to musiało być coś złego.

 

Obudził ją, jej własny, niemy krzyk. Coś głęboko w środku krzyczało, płakało. Coś strasznie bolało.

Kobieta usiadła na kanapie. Zrobiło jej się strasznie zimno. Cała się trzęsła i nie była pewna czy z zimna, czy spowodował to ten sen. Policzki miała mokre od łez. Cisza panująca dookoła potęgowała jego wspomnienie. Wstała i poszła do kuchni. W ustach miała tak sucho, że język przyklejał jej się do podniebienia. Na stole w butelce została resztka wody mineralnej. Wypiła ją tak szybko, jakby od kilku dni nie miała w ustach kropli wody.

To był tylko sen. Taki sam, jak śnił jej się wiele razy. Musiała kiedyś oglądać jakiś film i zostały jej w pamięci jego urywki.

Zapaliła świecę i poszła na werandę.

- Jak tu spokojnie, jak przyjemnie pachną sosny. Zegarek w jej telefonie komórkowym wskazywał piętnaście minut po godzinie trzeciej. Zaraz zacznie świtać. Za około trzy godziny dzieciaki zrobią taki hałas, że już nikt nie będzie pamiętał tej cudownej ciszy. Może uda jej się jeszcze zasnąć, chociaż na dwie, trzy godziny zanim wstaną.

Opatuliła się kocem i zamknęła oczy.

- Tylko na chwilkę. Tylko parę minut tu posiedzę i zaraz idę do łóżka – pomyślała i odpłynęła myślami w świat snu.



Pierwszą książkę, którą zaczęłam pisać jest "Leśniczówka". Mój warsztat pisarski w tym "dziele" miał wiele do zarzucenia. Wieczorami, kiedy nie mogłam zasnąć, zaczęłam się "bawić w pisanie książki". Początkowo robiłam to w tajemnicy przed wszystkimi, aż w końcu któregoś dnia postanowiłam odkryć mój sekret przed moim synem.

Nie wyśmiał mnie, chociaż był bardzo zaskoczony.

To dodało mi "skrzydeł". Postanowiłam wysłać mój tekst do kilku znanych wydawnictw i gorąco wierzyłam w swój sukces literacki.

Niestety cisza jak nastała po wysłaniu tekstów była bolesna, chociaż każde wydawnictwo wyraźnie zaznaczało, że czas oczekiwania na decyzję, (czy dzieło się podoba) wynosi około 6 miesięcy.

Wydałam więc kilka egzemplarzy własnym kosztem aby rozprowadzić je wśród znajomych i przekonać się czy na prawdę jestem tak beznadziejna, czy tylko brakuje mi znajomości i sławy.

Poprosiłam aby (kto ma ochotę) napisał mi krótki komentarz do mojej książki i...

oto one:

Bardzo chcę podzielić się wrażeniami, po przeczytaniu książki, a więc tak - książka mi się podobała, bo trzymała mnie w ciekawości, chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej i co wymyśliłaś za zdarzenie  wyjaśniające sytuację dziewczyny, kombinowałam na różne strony, ale tego nie wymyśliłam. Uważam, że to jest w książce najważniejsze - chce się ją czytać dalej, chce się ją otworzyć.

Natomiast to, co budziło moje niezadowolenie, to za szybko się skończyła, budowałaś napięcie od połowy książki, a w dwóch stronach wszystko się skończyło wyjaśniła się sprawa, umarł Tomasz i skończyła się książka - czułam niedosyt. Wiem, że nie chcesz pisać długich książek ,ale myślę że parę wątków dałoby się rozbudować, a tak jest trochę jakby "spłaszczona". Nie podoba mi się  (nie wiem jak to ująć) popijanie winka, tzn prawie każdy wieczór ona pije wino jak nie sama to w towarzystwie, uważam, że trochę tego za dużo, tak codziennie, to chyba nie trzeba, mimo że ja też lubię wino.

Mam nadzieje, że  będziesz pisać dalej, myślę, że będzie Ci dobrze szło. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i życzę dalszego owocnego pisania - pozdrawiam

Violetta

 Książkę przeczytałam z przyjemnością i z uśmiechem na twarzy. Dzięki opisom poczułam ciepło słońca na skórze i zapach lasu. Zaintrygowały mnie sny głównej bohaterki, wprowadziły one coś takiego jak "dreszczyk emocji". Tych emocji trochę mi tu brakowało. Od momentu, w którym poznajemy główną bohaterkę, wszystko jej się udaje: jest młoda, piękna i bogata, poznaje młodego lekarza i spotyka przyjaciół, a dzieci jej słuchają. Wydaje mi się, że fragment opisujący jej życie z mężem można by trochę rozpisać, aby głębiej przedstawić dramatyzm sytuacji, w której żyła. Podoba mi się zakończenie - każdy może "dopisać sobie " ciąg dalszy. Mam nadzieję, że kiedyś to zrobisz.

Bietka

Książka bardzo ciekawa, czyta się ją z zachłannością, nie można jej zarzucić nudy, fabuła ciekawa. Przy czytaniu tej książki można bez większych trudności przenieść się w tamten świat, napisana bardzo obrazowo. Książki nie wypuszcza się z ręki, kiedy rozpocznie się jej czytanie, bo zwycięża ciekawość, co będzie dalej. Nie mam tez żadnych problemów z tym, że główna bohaterka ciągle pije kawę lub czerwone wino, nie widzę w tym nic złego.

Czego mi trochę brakuje to obszerniejszych opisów trochę bardziej rozwiniętych, ale nie nudnych. Bohaterowie mają „czarne” lub „białe” charaktery nie ma nawróconych grzeszników, ale może i nie muszą tam występować. Tę książkę czyta się jak bajkę z dobrym zakończeniem. Relaksująca lektura. Wspaniała, jako debiut  literacki.

Asia

 Przeczytanie książki zajęło mi to dwa popołudnia, wszystko odstawiłam i czytam. Książka się podobała, ponieważ treść jej była ciekawa skrywając delikatny cień tajemnicy (to lubię w książkach), nie była gruba, więc szybko się czytało. Mam nadzieję, że jeszcze coś piszesz. Z przyjemnością zakupię każdą następną.

Hania

Skąd się bierze pomysł na tak logiczny ciąg wydarzeń? Jak to się dzieje ,że nie gubi się wątku? Mówi się, że książka wciąga - tak ta wciąga i to  w całej rozciągłości. Nie wszyscy mogą i potrafią ot tak po prostu usiąść i pisać... trzeba to COŚ w sobie mieć .Nie wiesz jaka to frajda trzymać w dłoni książkę twojego autorstwa. .Czytam i interesuje mnie przede wszystkim jej wartość, zawartość, fabuła, bohaterowie, styl. Zwróciłam uwagę, że dość często używasz przenośni poetyckich, co  bardzo podnosi jej wartość.

Zosia

I to jest mój wielki sukces.

Nie ważne, że wydawnictwa mnie nie chcą, ludzie chcą mnie czytać. Jeżeli ktoś mi mówi, że nie potrafił oderwać się od książki to znaczy, że ona go wciągnęła. Mimo tego, że napisana językiem prostym, bez korekty specjalistów, napisana dla zwykłego czytelnika jako lektura lekka, łatwa i przyjemna.

I o to właśnie chodzi.

To dodało mi skrzydeł.

P.S. "Leśniczówka" znalazła wydawcę, chociaż musiałam w to zainwestować trochę własnego grosza, ale o tym napisze innym razem.

wtorek, 08 maja 2012

Nie jestem młoda, nie jestem stara, ot taka sobie. Z pewnością należę do typowych moli książkowych, co całkiem niedawno zaowocowało moją własną twórczością.

W ciągu (prawie) dwóch lat napisałam trzy książki, z których jedna została wydana przez wydawnictwo warszawskie.

Niestety przebicie się przez rynek książkowo-pisarski graniczy z cudem i:

  1. albo trzeba być wyjątkowo zdolnym,
  2. albo trzeba mieć wyjątkowe nazwisko,
  3. albo mieć znajomości,
  4. albo mieć pieniądze.

 Dużo pieniędzy.

 Jeśli chodzi o mnie to niestety nie mam ani jednego, ani drugiego, ani trzeciego, ani czwartego, więc staram się jak mogę aby wypromować swój „talent” (?) pisarski.

 Zaczęłam od self publishing.

W małym stopniu odniosłam wielki (jak dla mnie) sukces.

Teraz promuję swoje książki w kilku wydawnictwach sprzedających e-booki, ponieważ uznałam, że gdzieś trzeba się przecież pokazać.

 Początkowo myślałam o założeniu własnej strony internetowej, ale niestety w tej materii jestem laik całkowity. Na profesjonalne założenie strony mnie nie stać, a ktoś, kto obiecał mi to zrobić za darmo niestety nie ma weny i czasu.

No trudno, na razie nie mam strony, więc musi mi wystarczyć blog i odrobina cierpliwości na prowadzenie go.

 Jeżeli ktoś tutaj trafi, a ma wśród swoich znajomych kogoś, kto tak jak ja bawi się w pisarstwo, to proszę polecić mojego bloga. Z czasem będę w nim umieszczała ciekawe wskazówki dla początkujących pisarzy, tak, aby były one czytelne i zrozumiałe.

 To tyle jak na pierwszy wpis.



1 ... 91 , 92
 
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli