Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
piątek, 23 sierpnia 2013

Hanna Cygler

Hanna Cygler urodziła się w 1960 roku w Gdańsku. Jest polską pisarką, która zadebiutowała  w 2003 roku powieścią „3 razyR” nakładem Wydawnictwa Cztery Strony Świata, chociaż pisać zaczęła dużo wcześniej, bo już w roku 1985 (powieść „Tryb warunkowy”) Jest nie tylko pisarką, ale również tłumaczką. Na Uniwersytecie Gdańskim ukończyła skandynawistykę. Od 1993 zajmuje się zawodowo tłumaczeniami z języka szwedzkiego i angielskiego. Prowadzi również własne biuro tłumaczeń i jest członkiem założycielem Bałtyckiego Stowarzyszenia Tłumaczy.

Jest jedną z pisarek, którą poznałam na spotkaniu w gdańskiej Bibliotece Manhattan na panelu Literackim DKK Kobiety Pióra i Pazura.

O książce W cudzym domu przeczytałam na którymś z blogów zanim jeszcze poznałam jej autorkę i wpisałam sobie ten tytuł do mojego notesiku w zakładce „warto przeczytać” i udało się.

w cudzym domu

Dom Wydawniczy REBIS rok 2013

stron 359

Luiza, młoda dziewczyna, mieszkająca razem z matką w Paryżu, wychowanka szkoły prowadzonej przez siostry zakonne, po powrocie do domu, po zakończeniu nauki, dowiaduje się, że mama postanowiła wydać ją za mąż, za człowieka, który kilka dni wcześniej wywołał u dziewczyny wielki strach. Przypadkowo odkrywa również tajemnicę, długoletniego kłamstwa jakim mama „karmiła” ją od wczesnych lat dzieciństwa twierdząc, że jej ojciec nie żyje. Listy, które dziewczyna znajduje w pokoju matki potwierdzają fakt, że drugi rodzic jednak nie zmarł, ale mieszka w Polsce. Dzięki pomocy chłopca z sąsiedztwa Luiza postanawia uciec z domu, szczególnie uciec przed niechcianym małżeństwem. Przypadek sprawia, że wsiada nie do tego pociągu co powinna i w końcu jej podróż kończy się w Warszawie, gdzie Luiza odnajduje dom ojca.

Nie wszystko jednak układa się tak, jak to sobie dziewczyna wyobrażała i przebywając w Polsce, najpierw zamieszkuje w Brwinowie jako nauczycielka, gdzie zaprzyjaźnia się nie tylko z najstarszą z córek państwa Lubeckich, ale również z dwoma przyjaciółmi młodego pana, którzy mają wpływ na późniejsze jej losy.

Równolegle do przygód Luizy toczą się w książce losy młodego mężczyzny– Joachima, mieszkańca Gdańska, który zostaje posądzony o konspirację i zesłany na Syberię.

Trochę to pogmatwałam, ale nie chcę dokładnie streszczać książki, bo nie o to mi chodzi.

Fabuła toczy się w różnych miejscach na świecie, zaczyna się od Gdańska i Paryża w roku 1880, potem Syberia, na Warszawie kończąc.

Historyczne tło w bardzo ciekawy sposób przedstawione przez autorkę, dodaje tej powieści tajemniczości i powoduje niedosyt czytelniczy (to takie moje osobiste określenie). Trzeba przyznać, że wiedza, jaką posiada Hanna Cygler, o przed i po zaborach, o sytuacji Polaków na świecie, o czasach, które opisuje w swojej książce nie jest wyssana z palca, ale poparta historycznymi faktami.

Na końcu książki autorka napisała: Ciąg dalszy może kiedyś nastąpi. Przyznam szczerze, że chętnie przeczytałabym o dalszych losach Luizy, Joachima, Rosie i innych bohaterów tej książki.

Na widok okładki, pomyślałam sobie, że jest to książka w rodzaju Jane Eyre, może trochę jest w niej twórczości Charlotte Bronte, ale jest w niej przede wszystkim „polskie spojrzenie na tamtą rzeczywistość”. Interesująca narracja, wprowadza czytelnika powoli w tamten świat, zarówno obłudny, jak i przepełniony kurtuazjami.

Nie mogę stwierdzić, że jest to lekka lektura na lato, ale z pewnością mogę powiedzieć, że jest to ciekawa lektura i polecam ją.

Warto przeczytać.

 



niedziela, 18 sierpnia 2013

M. Gutowska Adamczyk

O Małgorzacie Gutowskiej - Adamczyk niewiele wiem, oprócz tego, że jest pisarką, historykiem teatru, scenarzystką filmową i dziennikarką. Przez krótki okres była nauczycielką języka polskiego i łaciny w LO. Jest także absolwentką Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej.  Ponadto jest autorką serii "Cukierni po Amorem", której niestety jeszcze nie przeczytałam, ale z pewnością przeczytam, ponieważ bardzo podoba mi się styl pisarski pani Małgorzaty.

mariola moje krople

Świat Książki rok 2011

stron 303

Mariola, moje krople, to przezabawna opowieść, której fabuła dzieje się w budynku teatru na miesiąc przed ogłoszeniem stanu wojennego w roku 1981. Ten trudny dla wielu Polaków okres, strajków, pustek na sklepowych półkach, sprzedaży reglamentowanej, kombinatorstwa wszystkich i wszędzie oraz konspiracji solidarnościowej, przedstawiony przez autorkę przypomniał mi się tak jakby to było wczoraj. Ale... przedstawiony w książce, nie miał wiele wspólnego z tym, który przeżyłam naprawdę, ponieważ prawie przez cały czas czytania śmiałam się, czasami do łez, a wtedy mi do śmiechu wcale nie było.

Pracownicy teatru, to zwykli ludzie, którzy jak mogą radzą sobie w trudnej sytuacji, czyli na zapleczu budynku pędzą bimber, którym częstują nawet takiego gościa jak pierwszy sekretarz KC, (jako peweksowski koniak) hodują świnię, którą ktoś im podrzucił, aby przerobiona została na kotlety, boczek i inne mięsne frykasy. Jednakże świnia okazuje się prośna, i zamiast zużytkowania jej jako przyszłą konsumpcję, niemal wszyscy się nią opiekują, nadając jej nawet imię. Angażują się w konspiracyjne drukowanie ulotek, co jest jednym z zabawniejszych momentów lektury.

W książce są wątki romansowe, przedstawione z humorem, jest wątek sensacyjny, którego rozwiązanie jest banalne i śmieszne, jest wątek polityczny i religijny, ale przede wszystkim jest sztuka i przygotowania do niej.

Całość odbywa się w przeciągu kilkunastu dni, z wyszczególnieniem czasu z dokładnością co do godzin i minut, a odbywa się za kulisami teatru, w gabinecie dyrektora i w pomieszczeniach gospodarczych.

Lekki styl pisarski Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk powoduje, że książkę czyta się jednym tchem z uniesionymi kącikami ust, ponieważ nie ma stronicy, na której brakowałoby humoru.

Przyznam szczerze, że dawno się tak nie ubawiłam i nie odpoczęłam podczas czytania. Polecam książkę każdemu, kto chciałby przypomnieć sobie lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, ale z punktu widzenia współczesnego widza, który teraz potrafi śmiać się z absurdu tamtego okresu. Polecam również książkę, osobom młodym, którzy znają ten okres tylko z opowiadań rodziców czy dziadków, bo poznać i zrozumieć to, co się działo w taki sposób jak ukazała to autorka, naprawdę warto.

niedziela, 11 sierpnia 2013

J.L. Carrell

Jennifer Lee Carrell urodziła się w 1962 roku w Waszyngtonie. Jest kobietą, która mówi o sobie, że „od dziecka wiedziała, o tym, że zostanie pisarką”.

Interesuje się między innymi Szekspirem i teatrem, co odzwierciedla się w jej książkach. Debiutem pisarskim tej amerykańskiej pisarki jest książka The Speckled Monster w której opisuje walkę z ospą w XVIII wieku. Jej kolejna książka Szyfr Szekspira stała się bestselerem przetłumaczonym na wiele języków i zakupionym przez 26 krajów.

wciaz mnie przesladuja

Świat Książki 2011

stron 347

Wciąż mnie prześladują, to powieść o podłożu horroru, przepełniona magią, Szekspirem i jego sztuką Makbetem.

Lady Nairn, kiedyś słynna aktorka, będąc już w dość „poważnym” wieku postanawia zakończyć swoją karierę grając rolę jednej z czarownic w Makbecie. Reżyserię spektaklu proponuje kobiecie, która nie tyle pasjonuje się Szekspirem, co świetnie reżyseruje wszystkie sztuki tego autora. W związku ze sztuką Lady Nairm, zaprasza innych aktorów mających grać w tej ostatniej dla niej sztuce do swojej posiadłości na terenie Szkocji, gdzie próby mają odbywać się na słynny wzgórzu Dunsinane.

Zanim jednak dochodzi do pierwszych przygotowań, w dziwnych okolicznościach zaczyna ginąć część aktorów. Jakby tego było mało zostaje porwana wnuczka aktorki, i ktoś próbuje nie dopuścić do wystawienia spektaklu.

 Fabuła książki przeplatana jest Interludium - swego rodzaju „przerywnikami” innej fabuły, toczącej się w latach życia Szekspira.

 Wbrew pozorom, lektura ta nie wciągnęła mnie do tego stopnia, abym nie mogła oderwać się od jej stron. Może to spowodował temat, do którego nie podeszłam zbyt entuzjastycznie, a może spowodował to monotonny, jak dla mnie styl. Nie pasjonuję się tego typu tematyką, chociaż dzieła Szekspira nie są mi obce, ale poderżnięte gardła, wypatroszone ciała i lejąca się krew prawie w każdym rozdziale, trochę mnie osobiście zniechęcała.

 Za mało intrygującą okładką mieści się fabuła dość ciekawa, wplecione w nią historyczne i fikcyjne wątki być może kogoś innego zainteresowałyby, ale widać, to nie moja dziedzina. Trochę bajka, trochę horror, przepełniona czarownicami, rytualnymi obrzędami.

Myślę, że najbardziej poleciłabym tę książkę osobom młodym, uczącym się, aby przybliżyły sobie warsztat pisarski Szekspira i trochę wątków historycznych dotyczących Szkocji i Anglii. Nie wątpię w to, że ta powieść jest dla kogoś dziełem bezcennym, ja niestety jej tak nie odebrałam.

 



sobota, 10 sierpnia 2013

Idąc za sugestią moich czytelniczek, (zwłaszcza jednej) poszperałam trochę w swoich zdjęciach i odnalazłam kilka tych, które zainspirowały moją wenę podczas pisania "Pamiątki z Paryża". Dzisiaj przedstawiam Cmentarz Pere Lachaise i fragment książki, dotyczący tego niezwykłego miejsca.

Pere Lachaise1

Pere Lachaise2

Pere Lachaise3

(...)  Antoinette odsapnęła. Popatrzyła na mnie takim wzrokiem, jakby chciała powiedzieć, „ale się zmęczyłam tym opowiadaniem”.

    - Dobrze, wytłumacz mi jak tam dojechać i daj mi swoje błogosławieństwo, żebym się nie zgubiła.

    Pokazała mi jak dojść do metra i zapisała na karteczce, gdzie mam wysiąść, oraz jak dalej iść by nie zabłądzić. Podziękowałam jej i mocno uścisnęłam na pożegnanie. Czując w sobie zapał i odwagę wyruszyłam na pierwszą samotną wędrówkę.

    Kiedy dojechałam na miejsce okazało się, że od stacji metra do cmentarza wcale nie jest tak daleko jak przypuszczałam. Idąc wzdłuż muru otaczającego cmentarz dotarłam do zabytkowej zachodniej bramy Pere Lachaise. Z niezadowoleniem stwierdziłam, że zaczęło mżyć. Czytałam o tym cmentarzu w przewodniku, dlatego wiedziałam, że Pere Lachaise to nie tylko najsłynniejszy i największy paryski cmentarz, ale także największy teren zielony w mieście.

    Zaskoczyła mnie pustka. Turystów było niewielu. Stali na skrzyżowaniach alejek i ze skupieniem wpatrywali się w trzymane w rękach mapki, próbując określić punkt, w którym się obecnie znajdują i miejsce grobu, którego szukają. Poza tym spacerowało kilka starszych osób. Pomyślałam, że to prawdopodobnie okoliczni mieszkańcy.

    Cisza i spokój. Idąc alejką pomyślałam, że nie przypominał w niczym naszych cmentarzy, wyglądał raczej jak miasteczko zmarłych ludzi. Szłam przed siebie z wielkim zainteresowaniem oglądając groby i bardzo stare grobowce. Stare groby prezentowały się jak mauzolea. Prawie każdy grobowiec wyglądał jak mała kapliczka. Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam, że chyba jednak pomyliłam kierunki. Idę nie w tę stronę, gdzie powinnam była pójść. Usiadłam na ławeczce przy jednej z alejek i pomyślałam, że mogłam w kwiaciarni przy bramie wejściowej kupić plan nekropolii z dokładnym opisem. Ułatwiłoby mi to odnalezienie grobu Abelarda i Heloizy. Zauważyłam, że wszystkie alejki i uliczki mają swoje nazwy i są dobrze oznakowane.

    - Bonjour Mademoiselle. Niech panienka zawraca do wyjścia, bo zaraz będzie burza.

    Usłyszałam nad sobą miły, ciepły głos. Podniosłam głowę i zobaczyłam stojącego obok ławki starszego mężczyznę, którego twarz była tak pomarszczona, jakby miał, co najmniej sto lat.

    - Proszę się o mnie nie martwić, czekam na przyjaciela, który gdzieś mi się tutaj zapodział. – Odpowiedziałam uśmiechając się do starszego pana. – Ale dziękuję za troskę.

    - Nie zna panienka cmentarza prawda?

    - No… niestety. Jestem tutaj pierwszy raz i tak się zachwyciłam, że pomyliłam chyba kierunki.

    - Wielu tu takich jak pani. Czasami obserwuję jak miotają się między grobami jak duchy, ale o pomoc nie poproszą. – Mężczyzna spojrzał na mnie i pokiwał głową. – Ech wy młodzi… Podobają się panience te grobowce?

    - Są piękne i takie… tajemnicze.

    - A wie panienka, że ciała chowano pod podłogą? Proszę popatrzeć na drzwi, które prowadzą do wnętrza grobowca. Takie z pięknie kutej albo odlewanej z metalu kraty przeważnie ozdabiano ornamentami roślinnymi. – Mężczyzna wskazał ręką duży grobowiec. - Szczególnie ciekawe są te grobowce, po których widać, że od wielu dziesiątek lat nikt już nie odwiedza. Widzisz dziecko? – Wskazał ręką na następny ze starych grobów. – Drzwi są często uchylone. Przez te kraty, można zajrzeć do środka. Widok jest czasami niesamowity. Chodź pokażę ci coś.

    Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Idąc wolnym krokiem, lekko kulejąc na prawą nogę, zaprowadził do starego grobowca, który kojarzył mi się bardziej z kapliczką niż grobem.

    - Patrz, widzisz?

    Zaglądając do środka zobaczyłam zupełnie czarne ze starości, powyginane świece, stojące w starych, betonowych świecznikach, a pod nimi rozpadający się klęcznik.

    - Wszystko stoi tak od sześćdziesięciu do stu lat, zupełnie opuszczone, skazane na czas, który bezlitośnie je niszczy.

    Poczułam na plecach dreszcz. Odwróciłam się, aby wrócić na ławkę i w tym momencie najpierw zobaczyłam straszny błysk, a po nim usłyszałam przeraźliwy grzmot. Skuliłam się, a do oczu napłynęły mi łzy. Odkąd pamiętam, zawsze bałam się burzy.

    - Wejdźmy do środka… o tutaj, bo zaraz zmokniemy. – Mężczyzna nie czekając na moją odpowiedź wepchnął mnie do jednej z cmentarnych budowli i szybko wszedł za mną. Nie zdążył nawet przymknąć starej kraty, która kiedyś służyła za drzwi, gdy z nieba lunęło, jakby nastąpiło oberwanie chmury.

    - Nie bój się. To nie będzie długa burza.

    Nagle gwałtownie ochłodziło się i zarówno widziałam jak i czułam, że cała się trzęsę. Nie byłam pewna czy z zimna, czy ze strachu. Mężczyzna stał odwrócony do mnie tyłem i patrzył na spadające krople. Bałam się oddychać. Przed oczami miałam wizje z najstraszniejszych horrorów.

    - Ten cmentarz ma swoją duszę. – Zaczął mówić cichym, drżącym głosem. – Jest jednym z najsłynniejszych na świecie miejscem wiecznego spoczynku. W pierwszych latach istnienia uchodził za cmentarz dla ludzi ubogich, zwłaszcza takich z półświatka, ponieważ położony był w odległej
i niebezpiecznej dzielnicy. Sytuacja się zmieniła, gdy przeniesiono tu prochy La Fontaine'a i Moliera. Odtąd na cmentarzu przybywało miejsc pochówku sławnych ludzi, a nagrobki wielu z nich są dziś bezcennymi zabytkami architektury funeralnej. Popatrz ile drzew tutaj rośnie. – Mówił spokojnie, ale widziałam, że samo mówienie męczy go. -  Rośnie tutaj ponad pięć tysięcy drzew, a wiele z nich to pomniki przyrody. O! Przestaje już padać. To dobrze.

    Mężczyzna odwrócił się do mnie i popatrzył na moje mokre od łez oczy.

    - Dziecko, dlaczego płaczesz? Boisz się burzy czy tego cmentarza?

    - Burzy. – Powiedziałam ledwo sama siebie słysząc.

    - Nie bój się. Zobacz, już przechodzi. Jak niespodziewanie złapie mnie, tu w otoczeniu tych grobów, to przynajmniej zawsze mam się gdzie schować, bo wiele grobowców jest otwartych tak jak ten.

(...)

środa, 07 sierpnia 2013

Od tego miejsca w mieście świateł zaczyna się moja "Pamiątka z Paryża".

 

Gare du Nord

Dworzec Północny Gare du Nord w Paryżu

(...)

    Miałam osiemnaście lat. Byłam pilną uczennicą. W nagrodę za dobre oceny na świadectwie maturalnym i za zdany egzamin na studia, rodzice zafundowali mi wyjazd do cioci. Był to również prezent na moje osiemnaste urodziny. Siostra mojego taty mieszkała we Francji, w małym podparyskim miasteczku. Ciocia Aniela miała odebrać mnie z pociągu na stacji dworca Północnego Paryża, Gare du Nord. Do pociągu wsiadłam w Brukseli, dokąd dojechałam samochodem razem ze znajomymi. Państwo Luszkowscy, mieli tam rodzinę i jechali do nich na urlop. Ponieważ w ich samochodzie było wolne miejsce, to zgodzili się, abym pojechała razem z nimi. Zapowiadały się wspaniałe wakacje, których zazdrościły mi wszystkie koleżanki z klasy. Wszystko było by dobrze, gdyby nie dwa przykre zdarzenia.

    W noc poprzedzającą mój przyjazd, ciocia Aniela miała zawał i znalazła się w szpitalu. Nie mogła z tego powodu ani zawiadomić moich rodziców, ani zorganizować kogoś, kto odebrałby mnie z pociągu.

    Stałam przed dworcem w Paryżu i rozglądałam się za nią, gdy podeszło do mnie dwóch chłopców i jedna dziewczyna. Cała trójka jechała razem ze mną w pociągu i zaoferowała mi swoje towarzystwo przez jakiś czas, w oczekiwaniu na moją krewną. Niestety, po odejściu moich „nowych przyjaciół” zorientowałam się, że nie mam portfela.

    Ogarnęła mnie rozpacz. Nie dość, że zostałam bez grosza w obcym mieście, to zostałam pozbawiona kartki z adresem do cioci i jej numerem telefonu, którą tata przezornie wcisnął mi przed wyjazdem.

(...)



Lubię czytać
Artykuły




Spis moli