Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
wtorek, 22 stycznia 2013

Millennium3

Kolejną - trzecią, a zarazem ostatnią pozycję Millennium przeczytałam tak jak poprzednie, czyli jednym tchem.

Dalsze losy bardzo kontrowersyjnej i nieobliczalnej w zachowaniach Lisbeth Salander, oraz powrót do jej koszmarnej przeszłości spowodowały, że miałam kolejne nieprzespane noce. Książka bardzo wciągająca i chociaż w tej trzeciej części z początku jest sporo polityki, to sama fabuła w końcu staje się bardzo interesująca. Zwłaszcza podchody i intrygi prowadzone przez przyjaciela Lisbeth - dziennikarza wydawnictwa Millennium, Mikaela Blomkvista, osobę, która swoim przekonaniem o niewinności dziewczyny wciąga we własne śledztwo nie tylko współpracowników wydawnictwa, ale również agencję detektywistyczną, a nawet organizację rządową.

Ranna i przetrzymywana w szpitalu Lisbeth, w konspiracji z Mikaelem pomaga rozwiązać zagadkę dręczącą inną przyjaciółkę Mikaela. Potem następuje proces Lisbeth, który wydaje się być błahostką dla oskarżyciela. Niestety myli się on tak bardzo, że sam nie potrafi uwierzyć w to co się dzieje na sali sądowej. Procesem mogłaby się skończyć książka, ale oczywiście autor jeszcze na sam koniec postanowił podwyższyć trochę poziom adrenaliny czytelnika.

Polecam wszystkie trzy książki każdemu, zwłaszcza osobom, które lubią jak rosnący poziom adrenaliny przyjemnie pozwala na oderwanie się od szarej rzeczywistości życia.

sobota, 12 stycznia 2013

Millennium2

Druga część trylogii Larssona wciągnęła mnie tak, że przez kilka dni moje życie ograniczało się tylko do czynności higienicznych i fizjologicznych, pracy zawodowej i czytania. Nie potrafiłam oderwać się od stron książki i wykorzystywałam dosłownie każdą minutę aby brnąć dalej. Już nawet nie przeszkadzały mi (tak jak czytając pierwszą część - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet") zwroty angielskie. Dalsze losy dwójki przyjaciół, wyjątkowej i szalonej Lisbeth Salander oraz dziennikarza Mikaela Blomkvista tym razem powodowały, że adrenalina wciąż dominowała. Ktoś kto nie czytał pierwszej części, być może trochę stracił, ale w drugiej czyli "Dziewczyna, która igrała z ogniem" dowie się wszystkiego, ponieważ tekst zawiera dużo powtórek i nawiązań do pierwszej części.

Jedno co mnie odrobinę irytowało to zbyt dokładne opisy zarówno ludzi jak i przedmiotów. Na przykład: szafka - oczywiście miała tyle i tyle centymetrów, była kupiona w IKEA na obrzeżach takiego i takiego miasta, takiej i takiej dzielnicy itp. To samo dotyczyło ludzi. Jak już ktoś się pojawiał to bez względu na to czy był tylko krótką epizodyczną postacią czy jednym z głównych bohaterów autor poświęcał mu przynajmniej kilka stron typu: skąd pochodził, jak wyglądał, jakie skończył szkoły, gdzie pracował (wszystkie poprzednie miejsca pracy) itp. Niestety te właśnie często zbędne opisy spowodowały, że książka ma aż tyle stron.

Śledztwo prowadzone niezależnie przez policję, agencję detektywistyczną i wydawnictwo Millenium odkrywa coraz to mroczniejsze jego strony. Główna podejrzana, i poszukiwana listem gończym Lisbeth Salander również próbuje na własną rękę rozwiązać tajemnicę śmierci trzech brutalnie zamordowanych osób.

Książka trzyma w napięciu. Niezależnie jednak od tego (tu mam na myśli te zbędne opisy niestety) polecam książkę każdemu, kto lubi literaturę skandynawską i książki "z dreszczykiem emocji" i wywołujące podniesienie poziom adrenaliny. 

niedziela, 06 stycznia 2013

Millennium1

Jest to pierwsza książka z trylogii Millennium, zmarłego już niestety Stiega Larssona. Szkoda, że autor nie doczekał sukcesu jakim stały się jego powieści. No ale cóż ataki serca w wieku 50-ciu lat są coraz częstszym przypadkiem. Mam nadzieję, że mnie uda się jeszcze nacieszyć moimi książkami zanim zejdę z tego świata.
Zanim książka dostała się w moje ręce było w moim otoczeniu wokół niej trochę "szumu" z powodu nakręconego na jej podstawie filmu pt "Dziewczyna z tatuażem". Niestety, a może dobrze, ale filmu nie widziałam.
Początek książki wydał mi się mało ciekawy i momentami zastanawiałam się - o co ten cały szum?. Jednak gdzieś od połowy książki wciągnęło mnie tak, że miałam już problemy z oderwaniem się od jej stron. Kryminał połączony z thrillerem. Dwoje ludzi - dziennikarz Mikael Blomkvist oraz jego partnerka Lisbeth Salander, dość kontrowersyjna młoda kobieta, porządnie zakompleksiona rozwiązują przedawnione śledztwo zaginionej kilkadziesiąt lat wstecz młodej dziewczyny. Z pozoru zwykła niewiadoma okazuje się bardzo brutalnym poczynieniem jednego z członków bogatego rodzinnego klanu. Ciekawa fabuła i wątek, ciekawi bohaterowie. Niestety, ale jedno mnie w tej książce się nie podobało, wręcz raziło. Tłumaczka tego skandynawskiego autora nie potrafiła tak do końca przekazać istoty niektórych słów, co dla pewnej grupy czytelników może być problemem, ponieważ jest w tekście bardzo dużo angielskich nazw, zwrotów i zdań. Dla kogoś, kto nie zna angielskiego jest to spory kłopot, bo chwilami nie wie tak właściwe o co chodzi. Ponieważ mój angielski jest na poziomie "słaby" raziły mnie te anglojęzyczne wyrazy.
Ogólnie jednak książka ciekawa, zwłaszcza od drugiej połowy i polecam ją osobom, które lubią literaturę skandynawską. "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" jest pierwszą częścią trylogii zmarłego niestety autora, ale wartą przeczytania. Pochłonęłam ją zaledwie w kilka dni chociaż gabarytowo ma ponad 600 stron. Teraz zabrałam się za drugą część trylogii Larssona i już wiem, że znowu zarwę kilka nocy.



niedziela, 30 grudnia 2012

Na kilku blogach książkowych spotkałam się z podsumowaniem czytelniczym roku. Początkowo również miałam taki zamiar, ale ponieważ przeczytałam w tym roku  dużo książek - przeciętnie czytam 4 -7 książek miesięcznie to chyba jednak nie jestem w stanie wymienić wszystkich.

Postanowiłam jednak od stycznia opisywać książki, które przeczytałam tak jak zaczęłam to robić na http://lubimyczytac.pl/. Jest to super sprawa, bo jak za jakiś czas wpadnie mi w ręce jakaś książka, a nie będę pewna czy już ją kiedyś czytałam to zerknę do swoich notatek. Niestety często mi się to zdarza, że wczytuję się w jakąś książkę, i dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu stron wpadam na to, że ja już kiedyś to czytałam.

Podsumowując jednak tak w skrócie ten rok, zapamiętałam kilka książek, które utkwiły w mej głowie, a które mogę polecić lub nie.

Z pewnością nie szybko sięgnę po kolejną z książek Jackie Collins. Ostatnie dwie jakie przeczytałam to  LUCKY (dwie części).

Lucky1   Lucky2

Fabuła książki dość ciekawa, chociaż umieszczona w całkowicie innych realiach życia jak w Polsce - kasyna gier, obrzydliwie bogaci ludzie, wielka sława i puste, przepełnione jedynie seksem, życie milionerów i gangsterów. Tytułowa Lucky, jest osobą bardzo kontrowersyjną, ale i bardzo ciekawą. Niestety dużym minusem książki jest ordynarne, wręcz patologiczne słownictwo, które (nie ukrywam) trochę mi przeszkadzało podczas zagłębiania się w lekturę. Nie przeszkodziło mi to jednak w sięgnięciu po drugą część tej książki "Lucky 2", ponieważ losy tytułowej bohaterki oraz losy innych osób związanych bezpośrednio lub pośrednio z nią, również zaintrygowały mnie. 

Przeczytałam drugą część "jednym tchem", ponieważ kolejne losy Lucky wciągnęły mnie. Niestety tak jak w pierwszej części kilkakrotnie miałam ochotę odłożyć książkę ze względu na ordynarne słownictwo i ordynarnie opisany seks. Na szczęście fabuła książki i kolejne losy bohaterki oraz jej najbliższych zrekompensowały mi dość patologiczne słownictwo. Dzielna Lucky, mimo, że widziana jako córka gangstera jest bardzo mądrą i ambitną kobietą, której na przeszkodzie realizacji swoich marzeń nie może stanąć nikt i nic. Twarda, bezlitosna bogata kobieta potrafi być również bardzo kochającą matką i uczuciową istotą. Polecam książkę, mimo że ostrzegam przed dość chamsko występującymi w niej określeniami części ciała i czynności. 

Z sentymentem jednak wracam do książki Lynn Sheene OSTATNIE SPOTKANIE W PARYŻU

spotkanie w Paryżu

Porywająca historia o miłości i odwadze, rozgrywająca się w sercu romantycznego Paryża.
Maj 1940 roku. Claire opuszcza Nowy Jork, by za oceanem rozpocząć nowe życie. Choć Paryż znajduje się pod okupacją, nie traci nic ze swej magii. Claire zakochuje się bez pamięci w urokliwym Mieście Świateł i… tajemniczym Thomasie. Gdy wojna staje na drodze wspólnemu szczęściu, Claire musi walczyć o życie ukochanego oraz ich wspólne marzenia. Zrobi wszystko, by mogli jeszcze raz spotkać się w Paryżu.

Kolejną , która wciągnęła mnie niesamowicie to była jedna z książek polskiej Agathy Christe czyli Alicji Minickiej MORDERSTWO W MIŁOWIE.

morderstwo w miłowie

"Morderstwo w Miłowie" nie jest pierwszą książką Alicji Minickiej, którą miałam okazję przeczytać. Bardzo przypomina mi książki Agathy Christe. Fabuła książki jest umiejscowiona w pod poznańskiej miejscowości i początkowo spokojna, wiejska sielanka zaczyna coraz bardziej wciągać poprzez dziwne sytuacje zaistniałe w domu bogatego architekta.
Młoda Angielka - Samanta odwiedza razem ze swoim wujkiem wiejską rezydencję jego przyjaciela. W czasie pobytu w tym uroczym zakątku poznaje kilka ciekawych osób, które mają wpływ na jej pobyt. Oczywiście śmierć jednego z domowników zakłóca tę wiejską sielankę. W czasie skrupulatnie prowadzonego śledztwa zaczynają kolejno wychodzić na jaw tajemnice, o których do tej pory nikt (albo prawie nikt) nie miał pojęcia.
Im dłużej się czyta, tym szybciej się chce skończyć książkę.Jak to w kryminałach bywa, osoba najbardziej podejrzana okazuje się niewinna.
Książka od początku nie pozwoli na oderwanie się od treści. Pięknie opisy przyrody, zwłaszcza ogrodu wpływają na wyobraźnię czytelnika, a opisy ludzi (zwłaszcza eleganckich ubiorów kobiet) dodają jej słodkiej pikanterii. Odrobina luksusu umieszczona w latach dwudziestych i tajemnicze przypadki, powiązane ze sobą w ciekawy sposób wciągają już od pierwszej strony.
Polecam książkę z czystym sumieniem nawet tym osobom, które nie przepadają za kryminałami. 

Również COLETTE tej samej autorki zrobiła na mnie niemałe wrażenie, chociaż nie przepadam za książkami typu sajens fikszyn.

colette

Centralne Biuro Kryminalne przejmuje śledztwo, z którym paryska policja nie umie sobie poradzić. Detektyw Laura Mills, badając sprawę zabójstwa Colette Crayon, musi wejść w nieznany jej świat mody. Dotychczasowe wyobrażenia o tym świecie zmieniają się diametralnie w konfrontacji z rzeczywistością.

Książka pokazuje całkowicie inny świat. Świat, którego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, ponieważ wszystko dzieje się w XXIII wieku. Było to dla mnie niemałym zaskoczeniem, ponieważ czytając opis, a nawet oglądając okładkę, nie domyśliłam się, że autorka wybyła tak daleko w przyszłość. Muszę przyznać, że efekt końcowy był zaskakujący. Bohaterkę otaczają androidy, dziwaczne wynalazki, ale nawet one nie pomogły paryskiej policji w rozwiązaniu zagadki śmierci młodej dziewczyny.

Wzruszyła mnie książka Elizabeth Flock EMMA I JA

emma i ja

Nie da się zapomnieć świata widzianego oczami tej małej dziewczynki... Ośmioletnia Carrie Parker jest podobna do innych dziewczynek w jej wieku. Chodzi do szkoły, lubi się bawić, lubi też sobie pomarzyć o dalekich podróżach. Jednak nawet bogata wyobraźnia nie pozwala jej uciec od bezwzględnych realiów dnia codziennego. Niegdyś w jej domu panowały miłość, radość i spokój to wszystko się zmieniło po tragicznej śmierci ojca. Rządy objął teraz agresywny ojczym, z lubością pastwiący się nad rodziną. Carrie pragnie uchronić przed atakami Richarda młodszą siostrę, złotowłosą, łagodną Emmę. Wie, że na pomoc matki nie ma co liczyć. Dziewczynki łączy wspólny smutny los i nienawiść do ojczyma. Udręczone do granic wytrzymałości, nieświadomie prowokują serię wydarzeń, które prowadzą do nieuchronnej tragedii... Wzruszająca książka opisująca horror małej dziewczynki, która aby na chwile uciec od rzeczywistości wymyśla sobie siostrzyczkę, za którą stara się być w każdej prawie chwili odpowiedzialna. Dramat dziecka, które nie czuje miłości matki, oraz jest poniżane, bite o krzywdzone przez ojczyma. Czytałam książkę prawie cały czas ze łzami w oczach mając świadomość tego w ilu z pozoru normalnych domach dzieje się takie okrucieństwo jak w domu tej ośmioletniej dziewczynki. 

Mogłabym jeszcze wymieniać inne książki przeczytane w roku 2012 ale niestety nie pamiętam już tych wszystkich tytułów i autorów. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla mojej pamięci bardziej przychylny.



niedziela, 16 grudnia 2012

opowieść wigilijnaŚwięta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami i tak jak to zawsze była przed świętami, budzi się w nas jakaś nostalgia, jakieś marzenia, jakieś ukryte głęboko wspomnienia. Mnie też dopadło - świąteczną weną i napisałam krótkie opowiadanie na chwilę przenosząc się w inny świat.

* * * * * * * * * *

Przedświąteczna gonitwa, sprzątanie, zakupy, szukanie prezentów, które powinny być nietuzinkowe i praktyczne. Kolorowe światła miliona ozdób świątecznych i ten wszędobylski gwar, tłum i przekrzykujące – tak właśnie „przekrzykujące się” świąteczne piosenki i kolędy.

A może odrobina ciszy?

Zapachu sosen, świerków i prawdziwej zimowej aury?

A może by tak odrobina refleksji?

Bez radia, telewizji, przy odgłosach prawdziwego życia?

Kasia wyciągnęła z szafki plik pożółkłych zdjęć, wśród których była fotografia starej leśniczówki wujka Henryka. Wuj nie żył od kilku lat i wszyscy jakby zapomnieli o jego walącej się ruderze w środku lasu. Nikt z rodziny nie miał ochoty zająć się tym. Wujek był odludkiem, odkąd podczas porodu zmarła jego żona Lidzia i zabrała ze sobą ich jedyne dziecko – Anię, małą śliczną córeczkę.

Klucze do leśniczówki od lat leżały w szufladzie. Każdy mówił – kiedyś się tym zajmiemy i nie robił nic.

- Może spędzimy tegoroczne święta na Mazurach, w leśniczówce wuja Henia? – Kasia podeszła do męża i objęła go w pasie.

- Ciekawy pomysł, ale co na to reszta rodziny? – odpowiedział Janusz i uśmiechnął się.

- Eee tam – Kasia machnęła ręką. – Jak będą mieli ochotę to do nas dołączą.

Pojechali tydzień wcześniej. Dwa dni zajęło im uprzątnięcie kurzu i odchodów pozostawionych przez leśne zwierzęta, które znalazły gdzieś sobie małe sekretne wejście do leśniczówki. Po dwóch dniach w pomieszczeniu starego domu zagościło prawdziwe ciepło.

Nikt nie przyjechał.

Święta na bezludziu, bez tej sztucznej otoczki, dla każdego wydały się czymś nieatrakcyjnym.

 

Śnieg prószył przez cały dzień. Samochód wyglądał jak wielki bałwan leżący na podwórku. Delikatny mróz malował na szybach piękne wzory. W środku pachniało świecami, drewnem z kominka, makowcem i smażonymi rybami, które Janusz kupił od starego wędkarza, mieszkańca tej samej wsi.

Potrawy gotowane, smażone i pieczone przygotowali wspólnie, korzystając ze starego pieca typu Westfalka.

Podzielili się opłatkiem i zasiedli do wieczerzy wigilijnej. Do okien zaglądał księżyc ciekawy ludzkiej obecności w tym opuszczonym domu. Po kolacji, okryli się grubymi kocami i wyszli przed leśniczówkę z latarenkami na świece.

Kasia zaczęła śpiewać:

- Cicha noc, święta noc…

- Pokój niesie ludziom wszem… - dołączył Janusz.

Ich głosy niosły się po lesie razem z akompaniamentem cicho wiejącego wiatru i opadających płatków śniegu.

Pod ogromną sosną zabłysnęły dwa żółte punkciki. Jakiś mieszkaniec lasu zaciekawiony ich obecnością przyszedł zapewne sprawdzić, co się dzieje w starym, opuszczonym domu.

Podwórko oświetlał blask księżyca, ozdabiając wszystko wokół białymi, puszystymi, płatkami śniegu. Ziemia błyszczała mieniącymi się srebrzystymi drobinkami, które przypominały wielki srebrny dywan.

Cisza, pozbawiona miejskiego gwaru dodawała temu szczególnemu dniu, wyjątkowej świętości.

Kolęda niosła świąteczny nastrój, spokój i radość w najgłębsze zakamarki lasu. Wśród drzew otulonych białymi szatami śniegu coraz częściej pokazywały się małe, żółte punkciki.

Gdzieś w oddali zawtórował śpiewanej kolędzie skowyt. Może to wilk przyłączył się do kolędowania, a może jakiś pies przy zagrodzie, czekający na swoją wigilijną porcję smakołyku.

Kasia drgnęła, i mocniej przytuliła się do męża. Nie przerwała jednak swojego śpiewu.

Na niebie zaświeciła mocniej jedna z gwiazd i wolno zaczęła opadać w dół.

- Spójrz… spadająca gwiazda – wskazała w górę – pomyślmy życzenia.

- Ja już pomyślałem – szepnął Janusz.

- Pięknie tu, jak w bajce… - w głosie Kasi słychać było tęsknotę za czymś nieznanym i nostalgię wywołaną otaczającą ja aurą.

- Szkoda, że wcześniej nie pomyśleliśmy o tym, żeby przyjechać tu zimą – Janusz mocniej otulił się wełnianym kocem, przytulając żonę. – Wejdźmy do środka.

Kasia przytaknęła.

Usiedli na podłodze, na grubej, miękkiej i puszystej owczej skórze. Przy strzelających ogniem drewnianych polanach, wesoło tańczących w kominku nalali do kubków czerwonego wina i zaczęli przyglądać się wesołym językom płomieni.

- Jestem taka szczęśliwa – powiedziała Kasia. – Tak bardzo potrzebowałam tej ciszy i tego spokoju, że dopiero teraz zrozumiałam, co oznacza słowo „szczęście”.

- A ja dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego wuj Henry nigdy nie chciał przeprowadzić się do miasta – powiedział Janusz. – Myślałem, że życie bez cywilizacji, bez wygód nie jest możliwe w dzisiejszych czasach, a jednak…

Lekkie pukanie w okno przerwało im miłą pogawędkę.

Janusz wstał i wyszedł na ganek. Przed domem nie było nikogo. Wziął latarkę i obszedł budynek dookoła, nigdzie nie było żadnych śladów. Wrócił do środka i uśmiechnął się do siedzącej przed kominkiem żony.

Nie minęło dziesięć minut, a od strony okna znów dało się słyszeć cichutkie pukanie.

- To gałęzie starego drzewa rosnącego przy domu – powiedział Janusz uspokajając zaniepokojoną Lidię.

- Wujek Henio posadził ten klon jak się tutaj wprowadzili z ciocią Lidzią. Śmiał się zawsze i mówił, że to ich dziecko nowego życia – Kasia zamyśliła się. – Pamiętam jak drzewko rosło. Kiedy je pierwszy raz widziałam było mniejsze ode mnie, a teraz przewyższa dom.

Drzewo zastukało w okiennice jakby chciało potwierdzić słowa dziewczyny.

- Co roku wujostwo przed świętami sadzili na podwórku nowego iglaka i co roku przystrajali na podwórku inne drzewko. Nigdy nie wnosili choinki do domu – kontynuowała. – Babcia opowiadała, że każda ich świąteczna choinka, bez względu na to, czy był to świerk, jodła czy sosna, była ustrojona ręczne robionymi ozdobami. Wujek i ciocia potrafili wykonać cudeńka z wszystkiego, co wpadło im w ręce.

- Coraz bardziej żałuję, że nie mogłem tego zobaczyć – powiedział Janusz.

- Ja też tego nie widziałam. Zawsze wolałam spędzać święta w ciepłym, rodzinnym domu, gdzie od rana w radiu słychać było świąteczne melodie.

Długi wigilijny wieczór dobiegał końca. Kasia podeszła do okna i zapatrzyła się w jasną, rozświetloną księżycowym światłem noc. Wiatr wiał coraz silniej i białe, puszyste płatki delikatnie opadające na ziemię zaczęły przybierać postać zamieci. W pewnym momencie na podwórku stanęły trzy postaci wyglądające jak z baśni o królowej śniegu. Dwie dorosłe osoby trzymające między sobą za rączki, małe dziecko.

Kasia drgnęła.

- Janusz chodź szybko! – zawołała przepełniona euforią.

Mąż podszedł do okna i objął żonę ramieniem.

- Co takiego zobaczyłaś?

- Widzisz tam, pod tym dużym cisem? – Kasia wskazała ręką na piękne, pokryte białą szatą drzewo.

- Niczego nie widzę – Janusz wytężył wzrok, ale oprócz szalejących na wietrze płatków śniegu niczego nie zobaczył.

- Tam stoją jacyś ludzie. Patrz! – Kasia mówiła z coraz większym zachwytem.

- Kochanie, to twoja wyobraźnia – powiedział Janusz i pogłaskał żonę po ramieniu.

- Nie! - zawołała i narzucając na siebie kożuch, który pozostał w leśniczówce po cioci Lidzi wybiegła na zewnątrz.

 Dobiegając do drzewa spojrzała w stronę okna domu. Za szybą nie było Janusza. Nagle wiatr uspokoił się i wokół zapanowała krótka ,przenikająca chłodem cisza.  Z oka Kasi spłynęła łza, która zanim dotarła do końca policzka zamieniła się w lodową smugę.

Dziewczyna zamknęła oczy i mocniej owinęła się ciepłym kożuchem. Poczuła jak ciepła dłoń delikatnie dotyka jej policzka. Ciepłe usta całują jej lodowate czoło, a wokół robi się przyjemnie, cicho.

- Kasiu! Kasiu – z błogiego stanu wyrwał ją głos Janusza.

Wiatr ponownie zaczął swój zimowy taniec zawiei śnieżnej otaczając wszystko dookoła, wyjątkową śnieżycą.

- Kasiu! Wracaj do środka – Janusz stał w drzwiach, za którymi wesoło strzelały przyjemne płomienie ognia na kominku.

Dziewczyna spojrzała jeszcze raz na stojący przed nią cis i zawołała.

- Wesołych świąt wujku Heniu! Wesołych świąt ciociu Lidziu! Wesołych świąt Aniu! - radośnie okręciła się wokół i pobiegła, aby schronić się w ciepłym, przytulnym pomieszczeniu, które w tym roku nie stało puste i zapomniane.

Lubię czytać
Artykuły




Spis moli