Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
piątek, 10 maja 2013

Spotkanie z Marią Ulatowską  czyli Współczesna bajka o Kopciuszku:

 Obsada:

Kopciuszek: Maria Ulatowska

Książę: Pruszyński i S-ka

Bajka: Myśli przelane na papier

Bardzo niedawno temu, pewna kobieta, po zachłyśnięciu się "wolnością emerytalną" postanowiła zrobić coś innego niż robiła dotychczas. Usiadła przed komputerem, i przelała na ekran myśli kłębiące się w jej głowie. Palce same uderzały w klawiaturę i na ekranie  zaczęła powstawać opowieść. Pisała, pisała, pisała... aż wreszcie skończyła i postanowiła podzielić się z kimś swoim dziełem. Wysłała tekst do kilku ważnych i mniej ważnych wydawnictw i już po dwóch dniach otrzymała odpowiedź pozytywną od jednego z mniejszych. Ku zaskoczeniu wszystkich, jej tekst spodobał się również jednemu z ważniejszych, większych i kobieta pożegnała mniejsze wkraczając na drogę sławy z wydawnictwem, które w nią nie tyle uwierzyło, co postanowiło połączyć z jej weną swoje sukcesy wydawnicze.,

maria ulatowska

 We wtorek 7-go maja w jednej z gdańskich bibliotek odbyło się spotkanie w ramach DKK (Dyskusyjnego Klubu Książki), w którym uczestniczyłam. Miałam w tym dniu zaplanowane inne spotkanie, ale ponieważ bardzo byłam ciekawa niespotykanego sukcesu pisarskiego pani Marii Ulatowskiej, zdecydowałam się na zamianę.

Nie żałuję, chociaż i to drugie było z pewnością bardzo ciekawe.

Niewielka ilość czytelniczek, w małej salce bibliotecznej spowodowała, że było bardzo kameralnie. Pani Maria opowiedziała nam o swoich książkach, jak powstały, kiedy zdecydowała się pisać itp.

Szczerze przyznam, że do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę tej autorki i to właściwie głównie dzięki mojej przyjaciółce, która dostała od kogoś „Sosnowe dziedzictwo” i czytając je skojarzyła z moją „Leśniczówką”.

"Sosnowe dziedzictwo", to debiut pisarski pani Marii w dziedzinie beletrystyki, tak samo jak moja „Leśniczówka”, dlatego czytając tę książkę momentami zauważałam błędy jakie sama popełniłam jako debiutantka w tej dziedzinie.

Zainteresowałam się jednak innymi książkami tej pisarki, ponieważ sama wiem, że każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej, przynajmniej w kwestii pisowni a często i fantazji pisarskiej.

książki MU

Cieszę się, chociaż być może odrobinę zazdroszczę Marii Ulatowskiej jej wejścia na rynek książkowy i to w jednym z najbardziej znanych wydawnictw w Polsce. Niestety jak dotąd wszystkie moje propozycje tekstowe, wysłane do Pruszyński i S-ka pozostają bez odzewu, oprócz „Pamiątki z Paryża” na którą wydawnictwo mi odpisało, że nie są zainteresowani.

No cóż, może kiedyś…

Wracając jednak do Marii Ulatowskiej i jej niebywałego sukcesu książkowego. Otóż, jak sama autorka opowiedziała, w/w wydawnictwo zainteresowało się jej debiutancką książką bardzo szybko i do tej pory proszą o kolejne. Wiem, że jest to zbyt piękne aby było prawdziwe, ponieważ Sosnowe dziedzictwo  nie należy do wybitnej tematyki, ani też do jakiegoś wyjątkowego arcydzieła. Jest to bardzo ciepła książka z gatunku literatury kobiecej, która jest świetną lekturą na odpoczynek, po długim i ciężkim dniu pracy. Co do innych książek nie wypowiem się, ponieważ nie czytałam.

Cały czas się zastanawiam (i to nie jest związane z zazdrością, czy jakimś innym negatywnym odczuciem) co sprawiło, że pisarka ta, bądź co bądź zwykła kobieta w wieku wczesno emerytalnym, taka jak miliony innych została zauważona i doceniona. Sama pani Maria powiedziała, że początkowo nie mogła uwierzyć w to, co nastąpiło tak szybko od wysłania jej pierwszego opowieści, ale najwidoczniej jej tekst wpadł w odpowiednim czasie w odpowiednie ręce.

I to prawda.

Powodowana zwykłą, czytelniczą ciekawością, weszłam dzisiaj do kilku małych księgarń w Gdańsku, i jestem trochę zaskoczona, bo w trzech nie mieli ani jednej książki M. Ulatowskiej, a w jednej pani powiedziała, że pierwszy raz słyszy to nazwisko. No cóż, kto jak kto, ale chyba właśnie księgarze powinni być na bieżąco w tej dziedzinie. Jeżeli ktoś wydaje 6 książek w przeciągu dwóch lat, i to za pośrednictwem jednego z największych wydawnictw, to chyba powinno się coś na ten temat wiedzieć.

Cieszę się, że są osoby w Polsce, którym spełniają się marzenia.

Najważniejsze jednak jest chyba to, że jeżeli ktoś pisze, a inni chcą go czytać to już osiągnął wielki sukces.

spotkanie z M.U.

sobota, 04 maja 2013

ewa lenarczyk

Ewa Lenarczyk to młoda dorobkiem autorskim polska pisarka urodzona w 1956 roku. Początkowo mieszkała w Elblągu, a następnie  przeniosła się do Gdańska. Z wykształcenia pracownik medyczny, w swoim życiu zawodowym robiła wiele. Była higienistką w szkole podstawowej, pracowała w Urzędzie Statystycznym jako ankieter, a także zarządzała Halą Targową na Gdańskiej Zaspie, obecnie oprócz pisania książek zajmuje się marketingiem sieciowym Polskiego Kolagenu. Dużo podróżuje opisując odwiedzane miejsca na swoim blogu.

Jako pisarka zadebiutowała w styczniu 2010 roku ponadczasową powieścią „Zojda z Bieszczad”, następnie „Nasza Klasa i co dalej” i „W poszukiwaniu szczęśliwego domu”.

książka E.L.

Wydawnictwo NOVAE RES 2012 rok

stron 323

Książka Kochaj mnie od morza do morza to typowa powieść kobieca, romansidło, które trzymało taką czytelniczkę jak ja od pierwszej do ostatnie strony w niewoli swoich kartek. Nie gustuję w literaturze kobiecej typu romanse, ale ta książka w czasie majowego weekendu całkowicie wyrwała mnie ze świata rzeczywistego zabierając do gorącej i pachnącej Bułgarii. Dobrze, że miałam kilka dni wolnego, bo nie wiem jak funkcjonowałabym w pracy po nieprzespanych nocach.

Beata, około czterdziestoletnia gdańszczanka dowiaduje się w dniu śmierci swojego męża, że została zdradzona, a jej ś.p. małżonek pozostawił po sobie w brzuchu pewnej młodej panienki pamiątkę. Zrozpaczona, zszokowana i oburzona, za namową cioci zamiast na pogrzeb męża, korzystając z okazji last minute, wyjeżdża na wczasy do słonecznej Bułgarii.

Niestety początek jej urlopu, który miał być spokojnym leżeniem na plaży zaczyna się niefortunnym upadkiem i stłuczeniem ręki. No, ale "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" i Beata poznaje szpakowatego około pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który postanawia umilić jej czas i zrekompensować ból. Minko, przeciętny, Bułgar - właściciel małej knajpki nad morzem, obwozi ją po ciekawych miejscach swojego kraju opowiadając jej o swojej Bułgarii. W między czasie zaczyna kiełkować między nimi uczucie, którego Polka nie jest pewna i cały czas na przemian, raz zachwyca się mężczyzną, jego wyglądem i jego zachowaniem, a raz ma poważne obawy przed szalonym, krótkim, wakacyjnym romansem.

Pełna obaw wraca do Polski, ale nie potrafi zapomnieć chwil spędzonych w towarzystwie swojego bułgarskiego przewodnika. Po kilku miesiącach Minko przyjeżdża do niej do Gdańska.

Po śmierci męża spadają na młodą wdowę coraz to nowe problemy, z którymi trudno jest się jej uporać, bo myśli cały czas krążą wokół mężczyzny. Na szczęście pomaga jej w ich rozwiązywaniu teść, który w przeciwieństwie do teściowej akceptuje jej nowy związek.

Fabuła książki toczy się w dwóch światach i dwóch odmiennych kulturach - gorącej i słonecznej Bułgarii, oraz zimnym i wietrznym Gdańskiem.

Książka jest romansem, ale jednocześnie jest dość specyficznym przewodnikiem po obu krajach,  w którym ciekawie opisane są różne miejsca, zabytki i wydarzenia historyczne. Lekki, humorystyczny styl jakim pisze pani Ewa Lenarczyk, mimo wielu trzymających w napięciu sytuacji często powoduje, że na ustach pojawia się uśmiech i nie pozwala na oderwane się od stron powieści.

Jedynym dla mnie i chyba największym minusem jest okładka, która całkowicie nie pasuje mi do treści. Zbyt kolorowa i świecąca, jak w książkach dla dzieci, ale wiem, że autor ma raczej mały wpływ na widok okładki. Najważniejsze jednak, że za (przepraszam za wyrażenie) kiczowatym obrazkiem ukryta jest ciekawa i wciągająca treść.

Podchodząc do tej lektury z lekką ironią, tak jak traktuję większość książek typu harlequin, muszę przyznać, że miło zaskoczyła mnie. Polecam tę książkę zwłaszcza paniom, zagonionym między codziennymi obowiązkami, bo warto na chwilę zatrzymać się i pomarzyć, o słonecznej plaży, cudownym dotyku męskich dłoni i poczuć w ustach ostry smak papryczki.

"Opowiem Wam o świecie" - ewalenarczyk.bloog.pl

morze2

Nie mogę się już doczekać naszego spotkania, które zaproponowały bookfa i felicja.

Mam nadzieję, że do tego czasu zostanie wydana moja kolejna książka pt. LAWENDA i będę mogła się nią pochwalić na tym naszym spotkaniu. Moje bohaterki są przecież mieszkankami Trójmiasta.

Słyszałam o podobnym spotkaniu, kilka lat temu w Katowicach, mój znajomy, który namawiał mnie abym przyjechała powiedział, że zabawa była naprawdę świetna, a wielu blogerów tak się ze sobą zaprzyjaźniło, że teraz spotykają się nawet dwa, trzy razy w roku w różnych częściach kraju. Oczywiście w miarę możliwości czasowo-finansowych. Trochę żałuję, że wtedy nie zdecydowałam się na to spotkanie, dlatego teraz zrobię wszystko aby odwiedzić Sopot i poznać osoby, z którymi mam kontakt jedynie przez swojego bloga. Za cztery dni minie rok, jak jestem na tym blogu, i mogę powiedzieć, że przez ten rok poznałam naprawdę kilka wspaniałych osób.

Pozwoliłam sobie skopiować zaproszenie z blogu bookfy, aby brzmiało bardziej oryginalnie i mam nadzieję, że autorka tych słów nie będzie miała mi tego za złe.

*** ZAPROSZENIE ***

Serdecznie zapraszamy wszystkich blogerów książkowych i aktywnych komentatorów tych blogów, którzy już wyrazili chęć przybycia, jak i tych, którzy nie podjęli jeszcze decyzji. Naprawdę warto wyrwać się z objęć ulubionego fotela na letni weekend do Sopotu.

Zapewniamy piękny widok na Bałtyk, szum i zapach morza, oraz piasek w butach.

Wszyscy przywozimy ze sobą dobry humor i książki na wymianę, „Bookcrossing at the See”. Jedną, lub więcej.

Ile książek przywieziesz ze sobą, tyle samo ilościowo zabierzesz do domu.

Będzie to wspaniała okazja poznać się wreszcie osobiście, pogawędzić o książkach i blogach książkowych.

Miejscem akcji będzie Sopot w samym środku lata, czyli 13 lipca, w godzinach popołudniowo-wieczornych.

Do 30 czerwca czekamy na ostateczne zgłoszenia.

Kolejna informacja o miejscu i dokładnej godzinie spotkania ukaże się na blogu w pierwszym tygodniu lipca.

Wszystkich chętnych prosimy o zgłaszanie się pod wpisem lub na adres mejlowy

lipcowysopot@wp.pl

Tych, którzy zgłosili się już wcześniej, kiedy data spotkania nie była jeszcze ustalona prosimy o potwierdzenie zgłoszenia.

 Serdecznie zapraszamy

felicja

www.cowartoprzeczytac.blox.pl

bookfa

www.bookfa.blox.pl



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Katherini Scholes

Australijska pisarka Katherine Anne Scholes urodziła się w 1959 roku w regionie Tanzanii. Jej rodzice byli angielskimi misjonarzami. Na misjach Katherine spędziła większość swojego dzieciństwa zanim wyjechała najpierw do Anglii, a potem do Tasmanii. Jest autorką międzynarodowych bestsellerów, a w Polsce zostały wydane takie jej książki, jak „Królowa deszczu”, „Bożyszcze tłumów” i „Kamienny Anioł”. Pisze również książki dla dzieci. Wszystkie jej publikacje zostały przetłumaczone na wiele języków. Katherine również pracuje w przemyśle filmowym. Obecnie mieszka w Tasmanii z mężem Rogerem Scholes, który jest reżyserem i ich dwoma synami.

kamienny anioł

Wydawnictwo Świat Książki rok 2007

stron 365

Kamienny anioł to powieść, w której zawartych jest wiele uczuć. Książka napisana jest w bardzo spokojnym, melancholijnym i stonowanym stylu. Czyta się ją powoli, aczkolwiek bardzo pobudza zmysły wyobraźni. Podczas czytania miałam wrażenie, że słyszę szum morskich fal, czuję zapach wodorostów, czy zapach pieczonego ciasta.

Stella Boyd, młoda kobieta, która w wieku szesnastu lat opuściła swoich rodziców i miejscowość w której się wychowała, powraca po piętnastu latach, wezwana przez matkę po otrzymaniu wiadomości o zaginięciu ojca. Wyjeżdżając z tej małej rybackiej wioski, nie myślała o powrocie. Zbyt wiele bolesnych wspomnień pozostawiła w tamtym miejscu. Mając zaledwie szesnaście lat doświadczyła czegoś bardzo złego i bolesnego, głównie ze strony rodziców, a właściwie ojca, który mimo całej miłości jaką darzył córkę był również wyjątkowo zasadniczą i stanowczą osobą. Stella nie chciała wracać do przeszłości, ale troska o rodziców, zwłaszcza o ojca-rybaka, który wypłynął w morze i ślad po nim zaginął ściągnęła ją do rodzinnego domu.

Jej powrót otworzył dawno zabliźnione rany, ale i przyczynił się do naprawienia relacji z matką, a także wyjaśnienia starej sprawy i naprawieniu czegoś, co kiedyś wydało się jej straconym uczuciem.

Czytałam książkę z pewną nostalgią, wiele momentów powodowało, że nie potrafiłam zapanować nad wzruszeniem, jednocześnie zastanawiając się co będzie dalej. Niestety bardzo raziła mnie chwilami pisownia i nie wiem, czy było to celowe, czy tak zostało przetłumaczone przez tłumaczkę Ewę Szyler. Zbyt częste używanie imion bohaterów, było jak dla mnie trochę denerwujące, bo jeżeli kilka stron opisuje co w danych chwilach robi jedna osoba, to po cóż prawie w każdym zdaniu używanie jej imienia. Zbyt mało moim zdaniem synonimów. Ale to tylko taki mały minusik.

Myślę, że mogę z czystym sumieniem polecić książkę osobom, które mają ochotę na jakiś czas zwolnić, zatrzymać się, odpocząć przy leniwej powieści, która nie wymaga poświęcenia dla niej całego wolnego czasu. Przeniesienie się na pewien okres do małej rybackiej wioski, gdzie mieszkańcy znają się lepiej niż gdzie indziej, a morze przyciąga zarówno w piękną, słoneczną pogodę, jak i w sztormową noc, to dla kogoś, kto lubi takie spokojne powieści prawdziwa czytelnicza uczta.



sobota, 27 kwietnia 2013

Dwa tygodnie temu zdarzyło się coś bardzo złego, co zmusiło mnie do powrotu w moje rodzinne strony. Wśród sterty starych zdjęć i zapomnianych papierzysk w domu, w którym spędziłam dzieciństwo i lata młodzieńcze znalazłam notes z pożółkłymi kartkami, które w latach 1979-1981 zapełniłam własnymi wierszami. Niektóre z nich bez ładu i składu, a niektóre głęboko wyrażające to, co wtedy czułam.

Kochałam wtedy chłopca, ale nasza miłość niestety nie przetrwała próby czasu i pokus nastoletniego życia. Ktoś ją zniszczył, a ja wówczas bardzo to przeżyłam, chyba jak każda oszukana w miłości młoda dziewczyna.

Miałam przyjaciółkę - Kubankę, która przyjechała do Polski na praktyki, ale kiedy w naszym kraju nikt jeszcze nie wiedział o stanie wojennym, wszystkich obcokrajowców odsyłano do ich rodzinnych krajów. Ona też musiała wyjechać, chociaż bardzo tego nie chciała. Kilka lat byłyśmy w kontakcie, pisałyśmy do siebie listy, aż któregoś lata kontakt się urwał, i mimo wysłania do niej jeszcze potem kilkudziesięciu listów i kartek, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi.

Postanowiłam pozostawić próbki tej mojej poetyckiej weny tu, na moim blogu. Może przetrwają dłużej niż na pożółkłych kartkach starego notesu. Może kiedyś, za kilka lat wrócę do nich, tak jak wróciłam teraz, po tych kilkudziesięciu latach.

 

POŻEGNANIE

(tekst piosenki do skomponowanej przeze mnie melodii. Pamiętam, że kiedy śpiewałam to moim rodzicom - rok chyba 1980, akompaniując sobie na naszym starym pianinie, mój ojciec z trudem ukrywał łzy)

 Tato, ja już nigdy nie powrócę,

choć me noce mokre są od łez.

Chociaż ciągle… ciągle się smucę,

Musicie wybaczyć…

To też.

Każdy kąt, każda ściana,

przypomina dalekie dzieciństwo,

stół, fortepian i gitara,

to przecież w mym życiu nie wszystko.

Rysunki na ścianach,

i na biurku książki,

nie posłany tapczan…

to łzy…

nie pamiątki.

 

Mamo, klęczałaś nad kołyską,

przytulałaś zapłakane dziecko.

Wszystko, co tak ukochałaś,

teraz nagle się zgubiło.

Noce, te nieprzespane,

zmieniły się w noce tonące we łzach.

Dni radosne i piękne,

przybrały kolor tęsknoty.

 

Mamo, choć bardzo cię kocham,

już teraz losu nie zmienię.

Mamo, ty nie myśl źle o mnie,

Jestem myślą przecież wciąż przy tobie.

 

Tato, te niespokojne noce,

teraz są dla ciebie parodią.

Ręce, spracowane - ojcowskie,

nie są snem, nie są też bajką.

Ciężko, ciężko pracowałeś,

abym do szkoły chodziła jak inni,

zawiodły cię dalekie plany,

zawiodły…

we mnie szukasz winy.

 

DLA MARI

 

Słuchaj Mari, jak śpiewa wiatr,

o naszej przyjaźni on śpiewa.

Słuchaj, czy słyszysz szum?

To o nas szumią drzewa.

 

Spójrz na niebo,

czy widzisz tam księżyc?

On oświetla do szczęścia drogę,

on wie, że nigdy cię nie zapomnę,

zapomnieć po prostu NIE MOGĘ.

 

Te dni spędzone z tobą,

uśmiechy na twej twarzy,

są mego życia ozdobą,

ktoś inny może o tym tylko marzyć.

 

Ach słowa, słowa, słowa

i tak nie wyrażę nimi tego co czuję,

i czego chciałabym tobie życzyć.

 

Zatkaj uszy, zamknij oczy i słuchaj.

Słyszysz? Słyszysz jak bije moje serce?

Ono bije dla ciebie.

 

NIE SMUĆ SIĘ MARI

 

Nie smuć się, gdy się rozstaniemy,

bo serca nasze będą zawsze razem.

Nie płacz, choć tęsknić będziesz,

ja myślą będę wciąż przy tobie.

 

Mario, nikt przyjaźni naszej nie zerwie.

i choć między nami będą wielkie morza,

i choć setki kilometrów będą nas dzielić,

nasze serca będą zawsze razem.

 

Gdy smutek odwiedzi twe serce,

gdy zatęsknisz do przyjaciół z daleka,

weź do ręki naszą fotografię,

i pomyśl „ona na mnie czeka”.

 

CZY TO PRAWDA?

 

Już zima okryła i domy i drzewa i plażę,

Bałtyk uderza groźnymi falami.

W pokoju ciepłym, siedzę i marzę,

nie dostrzegam odległości między nami.

 

I choć jesteś tak daleko,

w ciepłym kraju, pod palmami,

i choć wielkie wody są między nami

widzę uśmiech twój,

czuję twój znajomy oddech

i myślę, że jesteś obok mnie.

 

O Mari, o Mari

czy to prawda, że ciebie nie matu?

O Mari, kochana Mari

kiedy zobaczę cię znów?

 

POMÓŻ

 (tekst piosenki do znanej wówczas melodii, której niestety nie pamiętam tytułu, ale melodię pamiętam cały czas)

Noc gwiazdami świat otula,

nie wiem czy to sen.

Ktoś powiedział, że już dawno…

dawno minął dzień.

Nie wiem czy to prawdą jest,

czy to jawą jest, czy snem.

 

Pomóż!

Pomóż zapomnieć o tym strasznym dniu.

Pomóż!

Pomóż zrozumieć, że już noc.

 

Chcę zapomnieć słowa,

które powiedziałeś dziś,

chcę zapomnieć o rozstaniu,

o odejściu twym.

Może noc mi powie, że

dzień dzisiejszy kłamstwem jest.

 

Pomóż!

Pomóż mi myśli me zamienić w sen.

Pomóż!

Pomóż i powiedz, że wciąż kochasz mnie.

 

Gdzie odeszła nasza miłość,

powiedz proszę mi.

W czyim sercu zamieszkała,

pewnie nie od dziś.

Kto na drogę naszą wszedł,

kto mi zabrał cię?

 

Pomóż!

Pomóż odszukać miłość z tamtych lat.

Oddaj!

Oddaj mi ten szalony świat.

Wróć!

Wróć z tą miłością, która dałam ci.

Wróć!

Wciąż kocham uwierz,

uwierz mi.

 

* * *

Czy to śnieg na dworze, czy deszcz?

Nie – to moje łzy.

Kto tak stuka za drzwiami gdzieś?

Nie – to nie ty.

Co za uderzenia słyszę?

Czy to serce twe?

Czyja twarz w mych marzeniach błądzi wciąż.

To ty – ja wiem.

 

* * *

Minął rok, a me serce ciągle czeka,

dni mijają, mijają miesiące,

czas ciągle dalej i dalej ucieka.

Zostawiając jedynie noce płaczące.

 

Znów zima nadchodzi,

znów spadnie puszysty śnieg,

ciebie to nic nie obchodzi,

nawet to, że nadal kocham cię.

 

Teraz inną przytulasz i pieścisz,

od innej pocałunki odbierasz,

a ja ciągle czekam wieści,

może zatęsknisz, może jeszcze kochasz?

 

Nie, to tylko sen płonie rozpaczą,

to nie miłości ogień,

to nie twoje oczy płaczą,

tylko rozlewa się kałuża wspomnień.

 

* * *

Ciebie wybrało moje serce,

z tobą przez życie chciałam iść.

 

Ty każesz mi żyć w rozterce,

i sama muszę wędrować dziś.

 

Moje oczy jak radary,

wszędzie widzą cię,

a ty przecież jesteś tak daleko.

 

To, że kiedyś zakochałam się,

nie odpłynie razem z rzeką.

 

Wiem już teraz,

że już nigdy nie pokocham innego

 

Kochałam nie raz,

ale pragnęłam tylko serca twego.

 

Odszedłeś jak mgła,

nie myślisz już o mnie,

a ja ciągle wierzę, że wróci miłość ta,

i ty kiedyś wrócisz do mnie.

 

***

 

Ludzie mówią mi „szalona”,

ludzie mówią „głupia” mi,

dlatego, że jestem stęskniona,

i że nocą śnisz mi się ty.

 

Ludzie mówią mi „dziewczyno,

zapomnij o nim, jest tylu innych,

to o czym marzyłaś się nie spełniło,

nie szukaj wśród miłości winnych.

 

Bo miłość jest jak sen,

przychodzi nagle i odchodzi z dniem,

bo miłość jest jak świeca,

która nie pali się wiecznie”

 

***

ROCK AND ROLL

(tekst do melodii piosenki zespołu The Beatles - Rock and Roll Music)

 Kto rock and rolla nie zna, ten się ciągle nudzi,

 

tęskno mu do ludzi,

 Kto rock and rolla nie zna, ten się ciągle nudzi,

tęskno mu do ludzi,

gdy się rano budzi,

ze smutkiem myśli o pracy swej.

 

A ja wam powiem szczerą prawdę, że

gdy wstaniesz rano lodem przemyj twarz,

by w pracy było słychać tylko śpiew,

szybciej na pewno w pracy minie czas.

 

Bo rock and roll twój nie pozwoli byś nudził się,

byś z gniewem szedł do ludzi,

chęć życia w tobie zaraz też zbudzi,

do wszystkich wokół będziesz śmiał się.

 

Uwierz w końcu w moją szczerą myśl,

i nie pozwól się smutkom zwieźć,

zaczniesz rządzić humorem swym,

gdy od świtu do nocy, będzie słychać śpiew.

 

* * *

Po co nam były te łzy tajemnicze,

po co nam były marzenia?

Co też nam dały te słowa ukryte?

Nic, tylko wspomnienia.

 

Po co nam były te noce,

pełne pieszczot i radości?

Po co nam serca tak dziwnie waliły,

w takt miłości?

 

Chciałabym znów dotknąć twych ramion,

i jak dawnej poczuć ogień twych ust,

chciałabym byś przy mnie był,

blisko… blisko… tuż.

 

Po co nam były te łzy rozstania?

Po co nam był taki los?

Co też nam dały, te słowa kochania?

Nic, tylko raniący cios.

 

WIEM

(tekst piosenki do francuskiej melodii)

Wiem, wiem…

wiem, że to nie miłość.

Wiem, wiem…

że już się skończyło,

to co nas zawsze cieszyło,

to co szczęściem było nam.

 

Dziś wiem,

że to już nie wróci,

dobrze wiem,

chociaż mnie to smuci,

wiem, że nie ma twej miłości,

wiem, że odszedłeś na zawsze już.

 

Przyjdź,

przyjdź ten ostatni raz już.

Przyjdź,

i pocałuj tak jak dawniej,

już się dla nas to skończyło,

to co nazywałeś „miłość”.

 

Wiem, wiem…

Już odwagi nie masz,

przeminął ten szalony czas.

Wiem, wiem…

wiem to doskonale,

lecz cóż dalej robić mam?

 

 



Lubię czytać
Artykuły




Spis moli