Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
czwartek, 26 lipca 2018

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią ”Niepamięć”.

Jolanta Kosowska   Wróć do Triory_Jolanta Kosowska

Wydawnictwo Novae Res rok 2018

stron 362

Wróć do Triory to współczesna powieść obyczajowa, z wątkami dramatycznym i romantycznym i… legendarnym.

Triora to mała miejscowość, chętnie odwiedzana przez turystów, główmie w związku ze starą legendą przypominającą pogrom rzekomych czarownic. To właśnie w tej miejscowości na stosach spłonęło kilkadziesiąt niewinnych kobiet. Marcin jest młodym, skonfliktowany ze szkołą nauczycielem historii, będącym niekonwencjonalnym wykładowcą, w dość przypadkowy sposób związanym z trójką młodych ludzi – cierpiącym na chorobę nowotworową młodym muzykiem, byłym narkomanem wrogo nastawionym do z całego świata i byłą uczennicą, której bardzo tajemnicze pochodzenie zaprowadzi go do Triory. Kiedy w dość tajemniczych okolicznościach dziewczyna wyjeżdża zostawiając swojemu chłopakowi, choremu na nowotwór zagadkową wiadomość, ten po jakimś czasie zaczyna się o nią mocno niepokoić. Zwierzając się Marcinowi, niejako nakłania go do wszczęcia poszukiwań dziewczyny. Młody nauczyciel postanawia pojechać do miejscowości, którą udaje mu się zidentyfikować po przesłanej do muzyka pocztówce, aby dowiedzieć się przyczyn tak nagłego wyjazdu Weroniki. Na miejscu jednak napotyka na mur milczenia. Czuje, że wszyscy mieszkańcy wioski znają dziewczynę, ale nikt nie ma ochoty mu pomóc. Kiedy dochodzi do dramatycznych wydarzeń i młody nauczyciel o mało nie traci życia, to okazuje się, że… No cóż, dalej nie zdradzę. Jeżeli ktoś zechce się dowiedzieć musi sięgnąć po książkę. Między innymi dowie się, co wspólnego mają ze sobą te cztery wymienione wcześniej osoby i jaką rolę w fabule książki odgrywa dziewczyna z tak zwanego „dobrego domu”.

Przyznam szczerze, że do nieznanych mi autorów podchodzę dość sceptycznie. Z wydawnictwem, które wydało książkę miałam niestety w przeszłości przykre doświadczenia i może między innymi również do tej książki podeszłam z bardzo dużą rezerwą.

Nie ukrywam, że w pewnym momencie złapałam się na tym, że wszystko wokół przestało się dla mnie liczyć. Tak wciągnęłam się w fabułę, że nie potrafiłam oderwać się od książki.

Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i już teraz wiem, że z przyjemnością sięgnę po inne jej powieści.

 Niby książka o młodzieży, zarówno tej trudnej, jak i tej walczącej o swoje być albo nie być. I myślę, że w tym przypadku, właśnie młodym czytelnikom poleciłabym tę powieść. Ale sam fakt, że autorka poruszyła w swej książce tyle ważnych tematów, ważnych nie tylko dla młodych, ale przede wszystkim dla ludzi w moim wieku, którzy niejedno już w życiu widzieli, świadczy o tym, że nie można określić jednej grupy dla odbiorów tej historii.

Wiele wzruszających momentów z całą pewnością wywoła u niejednego czytelnika łzy, ale to przecież samo życie.

Bardzo podobał mi się poruszony przez autorkę wątek wychowawczy, dotyczący bogatych, zajętych prowadzeniem swoich firm rodziców, którzy oślepieni wizją gromadzenia pieniądza nie mają czasu dla własnego dziecka. Ile taki rodzin jest wśród nas, w których rodzice wolą zapłacić komuś obcemu za czas poświęcony ich dziecku. Kupują ten czas tak jak kupują nowe samochody, wycieczki zagraniczne czy inne luksusy, nie zdając sobie sprawy z tego, że dla ich dziecka to nie jest żaden luksus. Samotność i opuszczenie towarzyszące takiemu dziecku na każdym kroku, to coś bardzo bolesnego, co często ma negatywne skutki w przyszłości. Pieniądze ułatwiają życie, ale nie zastąpią czułości, miłości i zwykłego zainteresowania.

Autorka porusza również wątek nauki i wychowania młodzieży poprzez uczenie się. Niekonwencjonalne metody uczenia być może są zbyt drażniące dorosłych a w szczególności zadufanych rodziców, ale czy nie jest ważne jak, byleby trafiło do głowy nastolatka? Pamiętam jednego z nauczycieli języka angielskiego z czasów mojego liceum, niestety pan profesor był z nami tylko pół roku, ponieważ zmarł. Ale tyle ile wbił mi do głowy przez te pół roku, to więcej niż uczyłam się przez kolejne kilka lat.  

Bardzo ważny wątek poruszony przez autorkę to wątek choroby, zarówno choroby nowotworowej jak i uzależnienia od narkotyków. Każda z tych chorób wynika z innych przyczyn, ale każda tak samo ważna, z którą nie zawsze można walczyć tylko i wyłącznie farmakologicznie. W każdej z tych chorób ogromnym wsparciem jest drugi człowiek, który potrafi uświadomić, że choroba to nie koniec świata.

Jak wspomniałam wcześniej o Triorze, to mała miejscowość odwiedzana przez rzesze turystów dzięki legendzie o czarownicach, a właściwie o kobietach uznanych za czarownice. Przyznam szczerze, że po skończeniu książki zaczęłam szperać w Internecie i doczytywać. Bardzo ciekawie przedstawione społeczeństwo tej malowniczej miejscowości, cały czas pielęgnujące tę starą legendę to magnes przyciągający chyba każdego. Obiecałam sobie, że kiedyś pojadę do Triory. To musi być niesamowite miejsce.

Polecam tę powieść nie tylko na wakacje. To cudowna historia opisana z dużą dawką tajemniczości, empatii i ciekawostek nie tylko związanych z Triorą i legendą o czarownicach, ale przede wszystkim informacji dotyczących oddziaływania na psychikę człowieka choroby nowotworowej i uzależnienia od narkotyków. To pięknie ukazany świat brutalnie odbieranego tak zwanego „wyścigu szczurów”, którego celem jest z jednej strony wzbogacenie się, w którym liczy się tylko pieniądz i prestiż, a z drugiej strony niszczenie wszystkich i wszystkiego, co nie jest zgodne z tym co moje.

Myślę, że dużymi plusami tej powieści, oprócz oczywiście oryginalnej fabuły są ciekawie przedstawione osobowości bohaterów, oraz bardzo realistyczne i wciągające dialogi, a także malownicze opisy miejsc.

Triora

Triora

Triora

Gwarantuję, że przy tej książce nikt nie będzie się nudził. A fabuła wciągnie tak, że bez znaczenia będą drobne literówki w tekście.

Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej powieści i zapraszam wszystkich do Triory.

logo Jolanta Kosowska

niedziela, 22 lipca 2018

Anna Dolatowska, z wykształcenia i powołania jest informatyczką. Zakochana jest w Skandynawii, a szczególnie w Norwegii. Uwielbia uczyć się języków obcych. Pracuje w korporacji. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła od książki „Pan idealny”, czy będą następne? Zobaczymy.

Anna Dolatowska  Pan idealny_Anna Dolatowska

Wydawnictwo Oficynka rok 2018

stron 374

Pan idealny to współczesna powieść obyczajowa z romansem korporacyjnym w tle.

Olaf Larsson jest singlem. To dobrze sytuowany i zajmujący wysokie stanowisko w korporacji mężczyzna w średnim wieku. Nie ma czasu na założenie rodziny, ponieważ praca jest dla niego najważniejsza. Dla podratowania jednego z oddziałów firmy zostaje oddelegowany do Polski.  Wyjeżdżając z Norwegii nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo może zmienić się jego życie. W Polsce bowiem spotyka Izabellę, kobietę młodą, energiczną i bardzo zdolną, ale niestety uwikłaną w toksyczny związek małżeński. Czy uczucie łączące Olafa i Izabellę przetrwa trudny czas dla nich obojga? Czy uda się Olafowi postawić na nogi polski oddział swojej firmy?

Na wstępie muszę napisać, że jest to świetny debiut bardzo młodej osoby. Autorkę poznałam osobiście i odniosłam wrażenie, że sama jeszcze nie do końca uwierzyła w to, że ta książka jest sukcesem.

Dla osób poza branży informatycznej, mającej nikłe pojęcie o języku programowania, html-u i innych zawiłościach informatycznych, pewne słowa, takie jak kliker, czy tester mogą się wydać obce. Nie przeszkadza to jednak w zaangażowaniu się w ciekawą fabułę.

Autorka w bardzo realistyczny sposób opisała pracę ludzi w korporacji, wszelkiego rodzaju podkopy czy przepychanki między ludźmi w takich miejscach jak ogromne biurowce, należące do wielkich koncernów. Ludzi, którzy zamiast współpracować ze sobą – rywalizują.

(…) To jakieś komunikacyjne bagno i arena, na której każdy za wszelką cenę chce pokazać, że jest lepszy i mądrzejszy. To nie jest zespół. To tylko zbiór indywidualności. (…)

Książka napisana jest prostym językiem, chociaż nie brakuje w nim wielu typowo korporacyjno-informatycznych zwrotów. A bardzo realistycznie brzmiące dialogi z pewnością są dużym plusem wplecionym w fabułę.

Oprócz tej twardej korporacyjno-informatycznej mowy, autorka funduje czytelnikowi również łagodne, wręcz poetyckie opisy miejsc, czy ludzkich zachowań.

(…) Znów wtopiła się mocno w jego ramiona i zamknęła oczy. Czas na chwilę stanął w miejscu, a zimny, służbowy gabinet zamienił się w lekki, puchowy obłok zawieszony na błękitnym niebie. (…)

Ta opowieść to nie jest zwyczajny biurowy romans. To spotkanie dwóch ludzi szukających w życiu czegoś innego niż normalność. Główna bohaterka, kobieta zamężna tkwi z toksycznym związku niby miłości, a główny bohater niby szuka miłości, ale tak naprawdę boi się stabilizacji. Ona tkwiąca w związku jak w złotej klatce, przy mężu, który jest typem pana i władcy, nie potrafiącym otoczyć jej czułością, ucieka w ramiona tego, który jej tę czułość daje jak na wyciągniętej ręce. Moim zdaniem to świetnie ukazane studium osobowości kobiety, tkwiącej w takim toksycznym związku, a jednocześnie bojącej się ten związek zakończyć. I chociaż nie polubiłam Izabelli, to coś mnie do niej przyciągało. Może to solidarność kobieca? A może współczucie?

Praca w korporacji, to często samotność na własne życzenie. Awans, wysokie stanowisko powodują często odosobnienie, bo ludzie nie potrafią czuć się przy takiej osobie swobodnie. Boją się jej, jej reakcji, zachowania czy władzy.

Autorka jednak bardzo pięknie opisała zależność między tym, co jest, a co może być. Czasami trzeba stracić coś cennego, aby zyskać coś cenniejszego. Jak często poświęcając się pracy zawodowej ludzie niszczą poczucie własnej wartości na gruncie rodzinnym, prywatnym, przyjacielskim. Rozpoczynają „wyścig szczurów” depcząc po drodze wszystko to, co najcenniejsze w życiu, czyli miłość, zaufanie do drugiego człowieka czy piękno, jakim może być wewnętrzny spokój. Czasami wszystko idzie gładko jak po maśle, zanim skończy się jeden etap, już szczęśliwym zbiegiem okoliczności zaczyna się kolejny. Ale są takie sytuacje w życiu, które potrafią bardzo zaskoczyć i… trudno się z nimi pogodzić.

Fabuła książki zaskakuje i bulwersuje, ale najbardziej niespodziewane i szokujące jest jej zakończenie. Musiałam dwa razy je przeczytać, żeby przekonać się, czy czegoś wcześniej nie pominęłam.

Nie zdradzę czy książka kończy się happy endem czy dramatem. Polecam tę lekturę ku refleksji. Niby temat sztampowy, bo romans w pracy, on przystojny i bogaty, ona nieszczęśliwa w związku pada w jego ramiona, ale… między tym jest coś jeszcze. Coś nie standardowego, coś co pozwoli na ten romans spojrzeć inaczej. Pozwoli poznać osobowości ludzi, którzy niby są tacy sami jak wielu, a jednak inni.

Bardzo chciałabym, aby autorka napisała kontynuację, bo dla mnie ta historia się jeszcze nie skończyła. Zapewne taki był zamysł autorki by pozostawić czytelnika z wielką niewiadomą, ale ja nie lubię takich zakończeń. Lubię proste, może czasami zbyt przewidywalne, ale realne zakończenia.

Polecam tę powieść zarówno paniom jak i panom i trzymam kciuki za kolejne książki tej autorki, bo uważam, że jak na debiut to jest ona idealna i na wysokim poziomie wiedzy nie tylko informatycznej.

korporacja

Praca w korporacji może i daje większe pieniądze, ale czy jest tym, o czym tak wielu marzy?

Dziękuję Wydawnictwu Oficynka, które było jednym ze sponsorów na naszym szóstym spotkaniu A może nam morze? Z książką za możliwość przeczytania tej lektury.

logo Oficynka

Grupa A może nad morze? Z książką jest jednym z patronów medialnych tej powieści, dlatego z czystym sumieniem mogę tę powieść polecić.

A może nad morze? Z książką 6

środa, 18 lipca 2018

LISTY do DUSZKI coraz bliżej.

Listy do Duszki_Ewa Formella

Już dawno obiecywałam, że napiszę jak powstała fabuła, ale ciągle coś innego mnie zajmowało.

Książka opisywana jest różnie, ale zanim ktoś sięgnie po tę lekturę, może zapozna się z jej fabułą skrótowo.

Wolne Miasto Gdańsk, lata 1937–1938. Stefania i Heinrich zakochują się w sobie, jednak niewinna miłość tych dwojga musi niestety pozostać tajemnicą. Stefania jest córką Polaka i Żydówki, a Heinrich Niemcem, synem wpływowego w mieście człowieka. Młodych rozdziela zbliżająca się wielkimi krokami wojna. Ostatnie spotkanie zakochanych owocuje ciążą, o której Heinrich nic nie wie. Ostatni świadkowie tamtych lat często ze łzami w oczach wspominają zarówno dobre, jak i złe chwile, których doświadczyli podczas wojny. Listy do Duszki powstały na podstawie wspomnień kobiety, która w tych mrocznych czasach doświadczyła miłości, ale też bólu i cierpienia.

Zanim jednak przejdę do samo zachwytu, chciałabym opowiedzieć skąd pomysł na fabułę.

Od około 15 lat pracuję jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Do moich obowiązków należą nie tylko czynności fizyczne, takie jak dbanie o higienę podopiecznego, zakupy, przygotowanie posiłków, ale również dotrzymywanie towarzystwa. Ludzie starsi często czują wokół siebie ogromną pustkę i muszą tę pustkę czymś wypełnić. Jestem właśnie takim wypełniaczem, który potrafi godzinami słuchać opowieści i wspomnień z lat młodości, do czego często rodzina nie ma cierpliwości.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam historię mojej „Stefanii”, mojej „Duszki”, to przez kilka nocy nie mogłam zmrużyć oka. Wciąż wracały do mnie obrazy opisywane przez panią… (X). Kobieta tak naprawdę miała na imię zupełnie inaczej. Słyszałam tę historię kilka, a może nawet kilkanaście razy, wciąż z dodawanymi do niej kolejnymi detalami. Moja rozmówczyni nie była świadoma tego, że opowiada mi tę historię po raz n-ty, a ja jej tego nie przypominałam.  Któregoś dnia sama zaproponowała, abym losy tej dziewczyny spisała. Byłam zachwycona jej zgodą, ponieważ w głowie już miałam gotową fabułę. Postanowiłam jednak skontaktować się z drugą stroną bohaterów, czyli rodziną „Heinricha”. Niestety z tej strony spotkało mnie ogromne rozczarowanie. Osoba, dzięki której nawiązałam kontakt z mieszkającymi w Niemczech ludźmi, poinformowała mnie, że nie życzą sobie nagłaśniania tej historii. Dla nich to przeszłość, do której nie chcą wracać i której nie chcą firmować swoim nazwiskiem. Nie ukrywam, że zrobiło mi się bardzo przykro i nie potrafiłam zrozumieć tego, czym kierowali się, aby utrzymać ten temat w tajemnicy. Być może chodziło o to, że jest to dość znana w niemieckich kręgach medycznych rodzina, a może kierował nim żal, że utracili „swój” Danzig.

Nie dałam jednak za wygraną i przy akceptacji mojej podopiecznej, jak również za jej namową napisałam książkę.  Zmieniłam imiona i nazwiska, zmieniłam nazwę niemieckiej miejscowości pozostawiłam tylko wspomnienie i prawdziwy Gdańsk. Nie wiem ile w tej historii jest prawdy a ile fantazji, ale czy to ważne? Stworzyłam książkę, z której jestem dumna.

Niestety moja podopieczna nie dożyła chwili, w której mogłam jej przeczytać tę książkę. Ale wiem, że i ona jest ze mnie dumna, że się nie poddałam.

Listy do Duszki to pierwsza z czterech części, którym postanowiłam nadać nazwę „Szkatułka wspomnień”. Dzięki moim cudownym podopiecznym, takich historii mam w głowie kilka. Postanowiłam spisać cztery, które mnie najbardziej poruszyły. Pozostawię w swoich książkach pamięć po tych, dla których wojna była bolesnym wspomnieniem, które często kontrastowało z piękną, niewinną miłością.

Listy do Duszki_Ewa Formella

Poprosiłam syna, aby przygotował mi baner na Facebooka. Lata wydawania książek jako self publishing nauczyły mnie, że o reklamę powinnam zadbać sama. I chociaż bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Replika bardzo pięknie podeszło do zareklamowania mojej książki, to dumna jestem z tego, że sama również robię coś w tym kierunku.

Na tym banerze jest dziewczyna, jest mężczyzna i jest dziecko. Z opisu książki wynika, że ostatnie spotkanie tych dwojga młodych ludzi zaowocowało ciążą. Nie zdradzę Wam jednak dlaczego dziecko na zdjęciu umieściłam przy mężczyźnie a nie przy kobiecie, bo zdradziłabym najważniejszy wątek książki. Jeżeli ktoś jest tego ciekaw, musi sięgnąć po lekturę.

Zdjęcia, które wykorzystałam, to archiwalne zdjęcia mojej rodziny. Te osoby nie mają nic wspólnego z opisaną historią. Starsza pani na plaży to moja mama, która niestety nie przeczyta nigdy tej książki, bo już od nas odeszła. Ale mam nadzieję, że kibicuje mi z miejsca, w którym się znajduje, i pozostałe osoby również, ponieważ zawsze mi dobrze życzyły.

Osoby, które przeczytały już Listy do Duszki, bardzo ciepło wypowiadają się na temat książki. Może ich słowa przekonają do sięgnięcia po pierwszą część „Szkatułki wspomnień”.

Miłość, która jest zawsze niewinna. Powikłane ludzkie losy, trudna i burzliwa historia. Współczesność przeplatająca się z przeszłością, ponieważ nic się nie dzieje bez przyczyny. Wzruszająca opowieść, tym bardziej że… prawdziwa. Gdy ją już poznamy, pozostanie z nami na zawsze. Polecam.

Anna Klejzerowicz, pisarka

Niezwykle poruszająca historia. Opowieść o trudnej przeszłości i wojnie, o miłości i niespełnionych nadziejach. Koniecznie trzeba przeczytać! Gorąco polecam.

 Anna Sakowicz, pisarka

 Autorka z duża swobodą snuje opowieść o niemożliwej wojennej miłości. Sprawnie łączy plany czasowe, powoli odkrywając przed czytelnikiem kolejne akty tej smutnej historii, która swój początek ma w przededniu wojny. Gdańsk jest zarówno miejscem, jaki i drugoplanowym bohaterem akcji – nie da się ukryć, że Ewa Formella darzy to miasto wielką miłością! Lektura „Listów do Duszki” pozwoliła mi spojrzeć na Gdańsk z innej perspektywy. Książka uświadamia, że to miejsce było świadkiem wielu pięknych, lecz także dramatycznych chwil.

Agnieszka Kalus, blog. czytambolubie.com

Miłość, która nie powinna się wydarzyć. Dwa światy połączone gorącym uczuciem i okrutny los, który je rozdziela. „Listy do Duszki” to podróż w czasie, do miejsc smutnych, złych ale też niosących nadzieję. To niezwykła opowieść o gdańskiej rodzinie, która po latach odkrywa tajemnicę sprzed wojny. Czy da się wymazać kłamstwa i połączyć popękane serca? Ewa Formella snuje swoją historię niczym misternie tkany kilim, zachwycając każdym fragmentem.

Dorota Lińska-Złoch, blog. Przeczytanki

wtorek, 17 lipca 2018

 Agnieszka Pruska jest autorką cyklu powieści z komisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej. Podobnie jak jej bohater, ćwiczy aikido. Jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistką i recenzentką serwisu Zbrodnia w Bibliotece. Więcej o tej pisarce możecie się dowiedzieć z jej strony internetowej: www.agnieszkapruska.pl

Pierwsza książka tej autorki trafiła w moje ręce kilka lat temu i spowodowała, że zakochałam się w komisarzu Barnabie Uszkierze. No, nie tak dosłownie, bo facet ma żonę i dzieci, ale bardzo mnie ten policjant zafascynował podejściem do spraw i metodami śledczymi, jakie stosował wspólnie ze swoimi pracownikami przy rozwiązywaniu zagadki kryminalnej. Muszę przyznać, że autorka jest bardzo dobrze przygotowana w temacie metod i badań, z jakimi muszą się stykać policjanci i to jest właśnie tym magnesem przyciągającym czytelnika do jej książek. Ta realistyczność prowadzenia śledztwa, w powieściach Agnieszki Pruskiej to nie tylko wciągające fabuły, ale zaproszenie do świata procedur, technik i starej dobrej policyjnej roboty, o której nie zawsze mamy pojęcie. To zaproszenie do prywatnego świata policjanta, który często jest zmuszony swoją prywatność poświęcić dla dobra prowadzonego śledztwo.

Barnaba Uszkier

Seria z Barnabą Uszkierem to typowe kryminały policyjne, w nich krok po kroku poznajemy to, co znajdują śledczy, aby rozwikłać zagadkę kryminalną. Czyli... prowadzimy śledztwo razem.

W ramach naszego szóstego spotkania A może nad morze? Z książką, Wydawnictwo Oficynka zaproponowało nam spacer śladami Barnaby Uszkiera. Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, ponieważ, to, że lubię Uszkiera, to wiadomo, kocham Gdańsk, to też wiadomo, a spacer literacki z autorką to już wisienka na torcie.

Spotkaliśmy się przed dworcem PKP, gdzie Agnieszka Pruska zaczęła swoją opowieść o morderstwach, śledztwach itp. Na początek przeczytała nam fragment jednej z książek i ruszyliśmy w trasę.

Spacer śladami Uszkiera

Spacer śladami Uszkiera

Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach wsłuchując się w słowa autorki, która ma prawdziwy dar opowiadania. Pewnie ma w sobie gen jakiegoś bajarza. Nie wszystkie jej opowieści były związane z fabułą książek, niektóre dotyczyły prawdziwych zbrodni dokonanych w Gdańsku, ale to nie przeszkadzało nam w odkrywaniu kryminalnego światka miasta.

Spacer śladami Uszkiera

Na tym moście autorka uświadomiła nas, jaką pracę musieliby wykonać technicy policyjni, gdyby w tym miejscu wyłowiono zwłoki

Trasa Śladami Barnaby Uszkiera miała chyba 5 km. Przyznam szczerze, że pod koniec spaceru już dość mocno czułam swoje nogi, ale ciekawość jest chyba najgorszą cechą człowieka, bo ból nie ból idę dalej.

Spacer śladami Uszkiera

Spacer śladami Uszkiera

Spacer śladami Uszkiera

Autorka pokazuje nam, w którym miejscu "wrzuciła" zwłoki w "Żeglarzu"...

Spacer śladami Uszkiera

... a tu jest to miejsce

Niektórych miejsc opisanych w książkach już nie ma, jak chociażby krzaczasty teren przy marinie gdańskiej, na którym Uszkier znalazł się podczas jednego z prowadzonych przez siebie śledztw. W tym miejscu znajduje się już zabetonowany kawałek ziemi, ale jak ktoś ma wyobraźnię, to wystarczy zamknąć oczy i… jest się tam gdzie chce.

Spacer śladami Uszkiera

Pogoda nam dopisała, chociaż momentami słońce dość mocno przygrzewało i co niektórzy chowali się w cieniu kamieniczek, ale warto było przejść tę trasę. Dla mnie to była atrakcja, chociaż czytając książki z Uszkierem, dokładnie widziałam opisywane przez autorkę miejsca, bo te miejsca znam, ale dla osób, które jeszcze tych książek nie czytały, to z pewnością wyobraźnia zacznie działać podczas czytania.

Spacer śladami Uszkiera

Oczywiście do fotorelacji wykorzystałam zdjęcia koleżanek, które one udostępniły na swoich profilach na Facebooku, ale mam nadzieję, że nie będą miały mi tego za złe.

Pozwoliłam sobie przybliżyć czytelnikom mojego bloga opisy książek, w których spotykamy Uszkiera, kto jeszcze żadnej z nich nie czytał, to może zachęcę do sięgnięcia po te powieści. Klikając na tytuł, można przenieść się do mojej relacji o książce.

LITERAT (2013 )

Wczesnym rankiem samotny biegacz pokonuje codzienną trasę między Sopotem a Gdańskiem. W wykopie przy ulicy Hallera niespodziewanie dostrzega siedzącą postać. Zaintrygowany zbliża się do niej, by z przerażeniem odkryć, że ma przed sobą mumię. Jak się okaże, znalezienie zwłok to dopiero początek serii makabrycznych zdarzeń. W szranki z psychopatycznym seryjnym zabójcą staje komisarz Barnaba Uszkier. W pogoni za mordercą będzie musiał też poznać się z członkami pewnego Klubu Miłośników Kryminałów…

HOBBYSTA (2014 )

Gdański komisarz Barnaba Uszkier wysyła rodzinę na wakacje do małej wsi położonej nad malowniczym jeziorem Krosino. Wakacyjną idyllę słomianego wdowca przerywa znalezienie zwłok niezidentyfikowanego mężczyzny na pobliskim poligonie. Niepokój policjanta wzmaga fakt, że jego synowie właśnie rozpoczęli zabawę w detektywów, prawdopodobnie znajdując ślady morderstwa. Nie zwlekając, jedzie z technikami na miejsce zdarzenia, by rozpocząć skomplikowane i wielowątkowe dochodzenie. Czy jego bliskim zagraża niebezpieczeństwo?

ŻEGLARZ (2016 )

W trakcie regat o Puchar Obrońców Westerplatte w gdańskiej marinie zostają odnalezione zwłoki Jana Kuśmierskiego. Komisarz Barnaba Uszkier wraz z zespołem podejmuje śledztwo obejmujące barwne środowisko trójmiejskich żeglarzy. Doświadczeni śledczy kontra inteligentni przestępcy. Kto wygra ten pojedynek?

SPADKOBIERCA (2018 )

Gdańsk jest przez lata nękany serią tajemniczych morderstw, których początki sięgają 1945 roku. Pod koniec 2016 roku na jednym z gdańskich osiedli zostaje znalezione ciało młodego mężczyzny. Instynkt podpowiada komisarzowi Uszkierowi, że nie jest to tak prosta zbrodnia, na jaką wygląda. Zapowiada się długie i skomplikowane śledztwo.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Adrian Grzegorzewski urodził się w Żarowie, małym mieście na Dolnym Śląsku. Jego rodzice pochodzili z Kresów i miłość do tych rejonów zaszczepili synowi. Ojciec urodził się w Wilnie, mama w Rychcicach pod Drohobyczem. Właśnie ta wioska jest pierwowzorem Bedryczan, miejscowości, w której toczy się akcja powieści „Czas tęsknoty”. Autor już w dzieciństwie fascynował się literaturą i historią, a tematyka Powstania Warszawskiego stała się jego największą pasją. W 2002 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka do dziś i pracuje, jako listonosz w Royal Mail. Interesuje się polityką, lubi literaturę spod znaku political fiction, uwielbia Tolkiena, a na jego półce można znaleźć całą gamę książek historycznych.

Adrian Grzegorzewski  Czas burzy_Adrian Grzegorzewski

Wydawnictwo Między Słowami rok 2017

stron 411

Czas burzy to powieść historyczna z romansem wojennym w tle.

Piotr jest Polakiem a Swieta Ukrainką, niestety ich uczucie od początku skazane było na zagładę. Kiedy wybuchła wojna, kochankowie musieli się rozdzielić. Ponownie spotkali się na początku 1944 roku, odnajdując się w Warszawie. Piotr działa w konspiracji, co oznacza nie tylko zbrojne akcje, ale i konieczność niebezpiecznego flirtu z Niemką Eriką. Marta jest przyjaciółką Piotra i Swiety, kiedy w 1943 roku wraca do swojej rodzinnej wsi, nie ma się gdzie podziać, ponieważ jej matki nie ma, a dom zajmuje ktoś inny. Zamieszkuje więc w domu pewnego Ukraińca, któremu rodacy wymordowali całą rodzinę. W obliczu niebezpieczeństwa oboje postanawiają przyłączyć się do walczących Polaków.
Czy uczucie Piotra i Swiety przetrwa w obliczu okupacyjnej grozy? Czy dłonie, które pociągają za spust, wykonując wyroki podziemnych sądów, mogą dać czułość i bezpieczeństwo? Czy miłość może wygrać z okrucieństwem wojny?

Przyznam szczerze, że dla mnie ta powieść to prawdziwa petarda czytelnicza. Od pierwszej strony nie mogłam oderwać się od stron książki, chociaż czasami zbyt mocne sceny wywoływały we mnie wodospad łez. Uwielbiam tematykę wojenną, więc kiedy zobaczyłam tę książkę, wystarczył tylko rzut oka na okładkę i opis, i już wiedziałam, że książka musi być moja.

Autor nie buduje w tej powieści napięcia powoli, jak to często bywa w innych książkach, on tym napięciem zaczyna powieść i trzyma do końca książki.

Nie oszczędza też czytelnika. Sporo bardzo drastycznych scen dotyczących nieludzkiego traktowania Polaków przez Ukraińców i przerażające mordy dokonywane na ludności, czy sceny walk wojennych, to naprawdę mocne wątki.

Świetnie przedstawione osobowości bohaterów pokazują jak bardzo wojna może zmienić człowieka. Na przykładzie Swiety i Marty widzimy, jak spokojna, romantyczna, beztroska dziewczyna potrafi się zamienić w bezwzględne narzędzie do zabijania.

(…) Co się stało z tym światem, że pistolet w kieszeni sprawia więcej radości niż bukiet kwiatów? Czy przelana krew wroga może smakować bardziej niż pocałunek? Jak wiele trzeba wyrzucić z pamięci, aby przyjąć krwawe prawo pięści za swoje? (…)

Oryginalności fabule dają wprowadzone w dialogi dialekty mowy oraz typowe dla ludności ukraińskiej czy warszawskiej, określenia i słownictwo gwary.

Całe życie wbijano nam do głowy jedną prawdę, która na szczęście, została podważona przez ludzi i historyków. Spojrzenie na II Wojnę Światową przez pryzmat ludzi narodowości ukraińskiej czy rosyjskiej, i zaakceptowanie faktu czym właściwie była Armia Czerwona, to mit o armii wyzwoleńczej, który został również przez autora obalony. Czy trzeba było na to czekać aż tylu lat? Bardzo ciekawa jestem jak okupację niemiecką przedstawiają w szkołach teraz, czy nadal wbija się młodzieży do głów, że Niemcy byli źli, a Rosjanie super wybawcy?

Moim zdaniem świetnie została przedstawiona przez autora wizja Powstania Warszawskiego. Nie wszyscy przecież byli euforycznie nastawieni na zwycięstwo. Sporo ludzi widziało słabość i wszelkie negatywne prognozy tego zrywu Polaków.

(…) A w przypadku otwartej walki nasze siły, złożone z odważnych, gotowych do ofiar chłopców, którzy może raz strzelili z pistoletu na jakimś leśnym obozie, jeśli w ogóle na takim byli, zetrą się z regularnym wojskiem. Będą bić się ze świetnie wyszkolonymi, uzbrojonymi po zęby, zaprawionymi w boju żołnierzami armii, która pobiła nas w miesiąc. (…) Czy mamy szanse? Mamy. Ale jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić.(…)

Ta książka jest tak szczera w opisach walk, okrucieństwa, odwagi i determinacji, że nie mogę jej zakwalifikować do lektur lekkich, łatwych i przyjemnych. Ale polecam ją z całego serca, uprzedzam jednak wrażliwe czytelniczki, aby przygotowały sobie dużą paczkę chusteczek. To świetna powieść, ale dla ludzi o mocnych nerwach i takich, którzy akceptują prawdę historyczną. Ale piękna miłość, uczucie łagodne, chociaż trudne, rekompensuje drastyczne sceny wojenne.

Ponieważ jest to druga część, a ja właśnie od niej zaczęłam już zamówiłam sobie część pierwszą „Czas tęsknoty”. Myślę, że dla kogoś, kto zaczął od wcześniejszej, kontynuacja jest tylko kolejnymi losami bohaterów. Ale nawet, jeżeli ktoś tak jak ja zacznie czytanie od tej części, bardzo szybko wciągnie się w fabułę, ponieważ jest sporo odniesień do wcześniejszych wątków. Dodam jeszcze że jeżeli ktoś oglądał serial „Czas honoru”, to ta książka jest właśnie dla wielbicieli tego serialu.

 Bandy UPA

Zdjęcie znalezione w Internecie. Bandy UPA palą ukraińską wioskę

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 99
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli