Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
niedziela, 07 maja 2017

Rafał Socha z wykształcenia jest budowlańcem, a z zamiłowania literatem. W latach 2010-2013 współpracował z częstochowskim magazynem literackim „Galeria”, w którym drukowano jego autorską rubrykę prozatorską pt. Świat według Sochy. Swoją pierwszą powieść napisał w 2014 roku i jest to „Abubaka”. Ponadto jest autorem takich książek jak: „Kredyt na żula” oraz „Jak zostałem bażantem.

Rafał Socha   Abubaka_Rafał Socha

Wydawnictwo Oficynka rok 2017

stron 400

Abubaka to wielowątkowy thriller metafizyczny, w którym bardzo mocno połączone są wątki zarówno obyczajowe jak kryminalne, a także psychologiczne. .

W centrum Zakopanego, na Krupówkach w biały dzień dochodzi do rabunkowego ataku na mima. Napadniętemu z pomocą przychodzi Michał Kownacki, przypadkowy turysta. Ciężko pokiereszowany traci przytomność, którą odzyskuje w szpitalu. Niestety z trwogą stwierdza sporo nieścisłości w swoim życiu. Nikt nic nie wie o jego żonie i malutkiej córeczce, a rodzina i znajomi odbierają go jak kogoś z zaburzeniami psychiki. Życie bohatera zostało cofnięte w czasie o kilka lat i zamiast mieszkania w przytulnym bloku, znajduje plac budowy. A nogi same niosą go starej kawalerki, w której mieszkał wiele tal wcześniej. Pewnego dnia spotyka dziwnego człowieka, który próbuje go wciągnąć w szeregi jakiejś podziemnej organizacji paramilitarnej. Ale dopiero spotkanie z tajemniczym mnichem powoduje, że zgnębiony desperat decyduje się na ryzykowną grę o powrót do właściwej rzeczywistości widząc w tym nadzieję na odnalezienie najbliższych i wyjaśnienie zagadki powrotu do przyszłości. Co tak właściwie wydarzyło się na Krupówkach? Czy Michał wróci do rzeczywistości roku 2014 i odnajdzie ukochaną żonę Klaudię i córeczkę Laurę? W jakim celu powołano podziemną organizację paramilitarną?

Powieść ta z pewnością nie należy do książek lekkich, łatwych i przyjemnych, chociaż muszę przyznać, że czytałam ją dość szybko i z zainteresowaniem. Fabuła, chociaż trochę pogmatwana i niewiarygodna sprawiła jednak, że drążyłam temat uparcie, często do późnych godzin nocnych. Trochę fantazji pomieszanej z realną wizją obecnego świata sprzed roku 2014 w połączeniu z niezwykle zaskakującymi zwrotami akcji, powodowało, że wciągnęłam się w fabułę dosyć szybko. Sam bohater nie budził we mnie litości, jak na młodego, odważnego i prawego mężczyznę zbyt często obrywał w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale ogólnie dało się go polubić.

Jest to książka tak mało realna, jeśli chodzi o współczesną rzeczywistość, że czasami byłam pod wielkim wrażeniem fantazji autora. Niby mocna, raczej męska lektura, moim zdaniem zawiera jednak sporo przesłań, nad którymi czytelnik, czytający nie tylko dla zabicia czasu powinien się zastanowić. Mnie osobiście bardzo poruszyły wątki dotyczące uczuć, jakimi główny bohater obdarzał swoich najbliższych. I nie mam tutaj na myśli tylko miłości do żony i córki, za którymi bardzo tęsknił i był w stanie zrobić wszystko, aby je odzyskać. Pięknie ukazana jest miłość i szacunek do rodziców, oraz szczere więzy między przyjaciółmi.

Nie brakuje w tej książce brutalności i to bardzo obrazowo pokazanej, w której: (…) na zgromadzonych wokół widzów, tryskała krew, fragmenty kości oraz – jakkolwiek złośliwie, ironicznie czy paradoksalnie by to zabrzmiało – strzępku mózgów trzech bezmózgowców (…)

Autor nie bawi się również w piękny, literacki język ale dość często w usta swoich bohaterów wciska potoczne przekleństwa, słowa dość ordynarne, gwarę uliczną a części ciała różnych osób określa bardzo „podwórkową gwarą”. Może komuś się to podoba, ja nie przepadam za takim słownictwem, chociaż wiem, że w pewnych środowiskach, ludzie nie potrafią mówić „normalnie”.

Sporo możemy znaleźć w tej lekturze opisów miejsc w różnych miastach Polski, i nie tylko. Nie wiem ile w tym jest autentyczności a ile wyobraźni autora, ale myślę, że niemało z tych miejsc istnieje naprawdę. Bohater porusza się po Częstochowie czy Katowicach dokładnie jakby szedł z mapą w dłoni.

Ciekawym wątkiem w powieści jest również ukazanie ówczesnej biurokracji i traktowania petenta z punktu widzenia przepisów a nie samego człowieka. Kto chociaż raz miał „przyjemność” załatwiania czegoś chociażby w Urzędzie Pracy w latach dziewięćdziesiątych czy trochę później, ten z pewnością wie, co mam na myśli.

Kiedy zaczęłam czytać tę powieść nurtowało mnie, co oznacza tytuł książki. Abubaka to oczywiście tytuł–przenośnia, kto odrobinę zna tricki rowerowe, ten wie, że jest to trick polegający na wskoczeniu tylnym kołem na kant przeszkody (np. murek) i odbiciu się z powrotem. Dopiero pod koniec książki zrozumiałam (a może tylko mi się tak wydaje), co autor miał na myśli tak właśnie tytułując swoją historię.

Polecam tę książkę miłośnikom mocnych wrażeń połączonych z odrobiną fantastyki. Myślę jednak, że miłośnicy powieści psychologicznych i kryminału również będą usatysfakcjonowani. Zdecydowanie nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna dla pań preferujących tkliwe romanse. Myślę jednak, że doskonały, dość lekki styl pisania w połączeniu z bardzo rozbudowaną intrygującą fabułą i ogromną fantazją autora potrafi przyciągnąć do tej lektury.

Dziękuję Wydawnictwu Oficynka za możliwość przeczytania tej książki. I tak jak napisałam wcześniej, nie jest ona lekka, łatwa i przyjemna, ale za to szybka w czytaniu i bardzo wciągająca.

Wydawnictwo Oficynka

środa, 03 maja 2017

Grażyna Kałowska urodziła się w roku 1955. Jest mieszkanką Gdańska, absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego na którym ukończyła filologię polską. Obecnie pracuje w bibliotece UG. Uwielbia czytać, spacerować i kontemplować przyrodę podziwiając potęgę ludzkiej myśli zaklętej w architekturze. W roku 2004 otrzymała wyróżnienie w konkursie literackim UG za utwór „W poszukiwaniu czterolistnej koniczyny”. Miłośniczka psów i kotów, czego odzwierciedleniem jest umieszczanie tych zwierzaków w swoich książkach.

Grażyna Kałowska  Opowieść o naszej przyjaźni i perypetiach

Wydawnictwo Literackie Białe Pióro rok 2016

stron 185

Opowieść o naszej przyjaźni i perypetiach to współczesna powieść psychologiczna, w której bohaterami są osoby w wieku lat 70+.

Wśród bohaterek książki jest dość ekscentryczna, siedemdziesięcioletnia Petra cierpiąca na halucynogenne zaburzenia psychiczne i zaniki pamięci spowodowane chorobą nowotworową  - glejakiem mózgu. Mimo swojej choroby Petra wciąż czuje się jak młoda dziewczyna i w wieku lat siedemdziesięciu postanawia wyjść za mąż za Stefana – wielką, niezapomnianą miłość swojej młodości, owdowiałego kilka lat wcześniej swojego profesora. Oboje starają się korzystać z życia na tyle, na ile pozwala im na to zdrowie i ponownie odkrywają co to znaczy szczęście.

Kolejnymi bohaterami powieści są: Eliza, kobieta całe życie marząca o kimś, kto byłby u jej boku na dobre i złe. Niestety splot wydarzeń w jej życiu doprowadził ją do przewlekłej depresji. Anna  - ekscentryczna kobieta, która czerpie z życia garściami, wie co jest dla niej dobre a co złe i nie pozwoli sobą manipulować. Aleksander (dla przyjaciół Olek) – sympatyczny siedemdziesięciolatek ukrywający przed światem (i przyjaciółmi) swoje nietuzinkowe hobby, potrzebę przebierania się za kogoś innego.

Fabuła książki napisana została w osobie pierwszej, to opowiadanie każdego z bohaterów o tym co przydarza się mu w teraźniejszości, przeplatane wspomnieniami z przeszłości. Jest to dość specyficzna historia o starości, która czeka wielu z nas, przedstawiona w sposób trochę humorystyczny, ale dosadnie ukazująca defekty tego wieku. Autorka w bardzo ciekawy sposób ukazała nam to co MOŻE kiedyś dotknąć każdego człowieka. Ale pokazała też, że starość nie musi być tak do końca tylko splotem dolegliwości chorób psychosomatycznych i dolegliwości typowo cielesnych, może być również całkiem szczęśliwym okresem w życiu człowieka. Wszystko oczywiście zależy od nastawienia do siebie,  ludzi i świata.

Moim zdaniem książka może być dość trudna w odbiorze dla młodego czytelnika, dla kogoś, kto nie miał styczności z osobami starszymi cierpiącymi na demencję, chorobę Alzheimera, brak zrozumienia, apatię, zachwiania nastrojów czy po prostu zwyczajne zaniki pamięci. Dla mnie to „chleb powszedni” ponieważ pracuję jako opiekun medyczny osób starszych i niepełnosprawnych i moi podopieczni potrafią być czasami do bólu uciążliwi. Ale wiem, że na to nic nie poradzę i staram się ich prowadzić przez życie jak małe dzieci. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo potrzebny jest starszej osobie ktoś, z kim mogłaby porozmawiać, powspominać i po raz setny opowiedzieć tę samą historię. Obserwując zachowania rodzin moich podopiecznych, często burzę się na ich brak cierpliwości, bo nikt z nich nie wie, czy dla niego starość nie okaże się jeszcze gorsza.

Cieszę się, że autorka poruszyła ten temat, i bardzo mi się podobało, że nie podeszła do niego zbyt dramatycznie. Mam tu na myśli to, że opisała często bardzo dramatyczne sytuacje dodając drobną nutkę humoru, takie zaakceptowanie tego, co nieuniknione. Pokazała jak wiele można czerpać z życia mając przekroczoną siedemdziesiątkę. Udowodniła, że każdy czas jest dobry na spełnianie marzeń, a szczerze kochać można nie tylko w młodości. Życie po siedemdziesiątce wcale nie musi być nudne, oparte jedynie na durnych serialach telewizyjnych i użalaniu się nad sobą. Przede wszystkim autorka pokazała, jaką siłę ma prawdziwa przyjaźń, która mimo upływu lat potrafi motywować do niesienia natychmiastowej pomocy komuś, kto tej pomocy i wsparcia w danej chwili potrzebuje.

Bardzo interesująco ukazane osobowości bohaterów, zarówno tych głównych jak i tych mało istotnych dla fabuły to z pewnością plusy tej powieści, a jak dołączyć do tego ciekawe dialogi, to myślę, że mogę szczerze powiedzieć, że przy tej książce raczej odpowiedni czytelnik nie powinien się nudzić. Piszę „odpowiedni” ponieważ uważam, że jest to książka skierowana przede wszystkim do czytelników w wieku średnim i starszym. Młody czytelnik mógłby nie odebrać tych historii tak jak one na to zasługują.

Autorka w dość specyficzny sposób poprzeplatała wątki, które rozbawiają czytelnika do łez z wątkami dramatu życia, zmuszającymi do szczerego zastanowienia się nad bytem i głębokiej refleksji.

Co do okładki, to nie jest ona dla mnie zbyt przyciągająca, chociaż sam obraz peonii bardzo mi się podoba, ponieważ uwielbiam kwiaty w każdej postaci. Niech jednak ta okładka nikogo nie zmyli, bo za nią kryją się naprawdę ciekawe historie.

Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej książki i polecam również:

 Saga o nieefektownych kobietach

sobota, 22 kwietnia 2017

Joyce Maynard urodziła się w 1953 roku. Mieszka w Kalifornii. Jest pisarką, dziennikarką oraz komentatorką radiową. W latach siedemdziesiątych zaczęła karierę w dziennikarstwie a w latach osiemdziesiątych zaczęła pisać powieści. W swoim dorobku pisarskim ma takie książki jak: „Baby Love”, „To Die For” . Największą sławę przyniosły jej jednak wspomnienia „At Home in the World”, w których opisała swój romans z JD Salingerem. Nakładem wydawnictwa Muza zostały w Polsce wydane dwie powieści tej autorki: "Ostatni dzień lata" i "Gdyby nie ona".

Joyce Maynard  W sieci złudzeń_Joyce Maynard

Wydawnictwo MUZA rok 2017

stron 430

(wydanie kieszonkowe)

W sieci złudzeń to współczesna powieść psychologiczna, właściwie dramat psychologiczny.

Helen pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny, w której dla jej matki nigdy nie była ukochaną córką. Po odejściu męża do innej kobiety, Helen przeżywa trudny okres w swoim życiu i zaczyna nadużywać alkoholu. Pija wieczorami, kiedy jej mały synek zasypia.  Pewnego dnia jej syn potrzebuje pomocy lekarskiej, a ona… nie zastanawiając się wsiada z nim do samochodu. Pech chciał, że zatrzymana zostaje przez policję, następstwem czego odebrane jej zostają prawa do opieki nad dzieckiem i syn trafia do nowej rodziny ojca. Helen spragniona ciepła, miłości i czyjegoś bliskiego towarzystwa zaprzyjaźnia się z małżeństwem, które szybko zaczyna ją traktować jak kogoś bardzo bliskiego. Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że przyjaźń jakiej doświadcza od Avy (kobiety po wypadku, poruszającej się na wózku inwalidzkim) i Swifta jest pewnego rodzaju uzależnieniem. Ślepa i głucha jest na wszelkiego rodzaju przestrogi, kocha swoich nowych przyjaciół, ale… kiedy jej synek staje się świadkiem pewnego wypadku, ta cudowna „przyjaźń” nagle znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czy Helen uda się odzyskać syna? Kto tak naprawdę jest jej przyjacielem a kto udaje przyjaźń manipulując jej życiem? Jak daleko może posunąć się człowiek, aby utrzymać pozory życia?

Przyznam szczerze, że książka jest dość trudna. Angażując się w życie głównej bohaterki, od samego początku czułam, że w tym pięknym, idealnym związku coś zgrzyta. Być może są małżeństwa tak obrazkowe, ale… rzadko się takich ludzi spotyka. Zaślepiona i oczarowana zachowaniem spotkanych przypadkowo ludzi, główna bohaterka jest jakby marionetką, która cieszy się z tego, że ktoś dobrze bawi się pociąganiem za jej sznurki. Ile fałszu i obłudy można wyczytać z zachowania ludzi, którzy potrafią być do bólu mili i uprzejmi.

Często wielu ludzi zbyt późno przekonuje się o tym, że prawdziwa przyjaźń to nie jest tak zbytnio kolorowana i rozgłaszana wszem i wobec, ale ta, która cichutko sprawdza się w praktyce życia. Niektórzy potrafią kupić sobie przyjaźń, nie tylko drogimi prezentami, czy wystawnymi kolacjami w luksusowych restauracjach ale również samymi słowami – słowami, których ta druga strona oczekuje, a nawet wręcz pożąda bo jej pragnienia ciepła i emocjonalnej więzi z drugim człowiek jest zbyt silna.

Autorka bardzo zręcznie nakreśliła ten rodzaj uzależnienia emocjonalnego człowieka od innych, pokazując jak bardzo można „oślepnąć” spoglądając tylko w jednym kierunku.

Moim zdaniem trochę mało wyraziście przedstawiła osoby tego dramatu. Jak dla mnie osobowości bohaterów były trochę mdłe, mało wyraźne, takie że nie potrafiłam ich sobie wyobrazić ani wizualnie ani mentalnie. Przez większą część książki prawie nic się nie dzieje, główna bohaterka tylko zachwyca się swoimi nowymi przyjaciółmi, a oni… są jakby mało realni. Myślę, że gdyby te wszystkie osoby były szczegółowo wykreowane, książka by na tym zyskała. Przyznam jednak, że moją uwagę przyciągnęły dialogi, ciekawe… chociaż trochę monotematyczne.

Jednak sam pomysł na fabułę i poprowadzenie jej tak jak to zostało przekazane, jest całkiem dobry. Nakłania czytelnika do myślenia i analizy poszczególnych wątków i zachowań ludzkich. Taka przyjaźń jaką przedstawiła autorka z pewnością zdarzyła się niejednemu człowiekowi, i dopiero po jakimś czasie zdał sobie on sprawę z tego, że to nie była przyjaźń (czy miłość) tylko toksyczne uzależnienie od drugiego człowieka. Jak szybko można wpaść w szpony tego uzależnienia, kiedy pragnienia i marzenia wypierają rozsądek. Bardzo podobał mi się jednak wątek walki głównej bohaterki z nałogiem, z uzależnieniem od alkoholu. Trudna walka, którą nie każdy wygrywa, tu została przedstawiona nadzwyczaj pozytywnie.

Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale czyta się ją dość szybko. Krótkie rozdziały zawsze jakoś tak wpływają na to, że szybciej przechodzę do kolejnych stron. Książka napisana w pierwszej osobie, to często coś w rodzaju pamiętnika, czy zwierzeń, a tych wielu z nas lubi słuchać.

„Smutna”, trochę nostalgiczna okładka, być może nie przyciąga wzroku, ale przynajmniej czytelnik może się domyśleć, że za nią nie znajdzie komedii romantycznej czy zabawnej historyjki. A czasami potrzebujemy takich książek jak ta. Życiowych i smutnych, ale nie pozbawionych nadziei.

Polecam tę lekturę do przeczytania nie tylko osobom preferującym powieści psychologiczne. W tej książce czytelnik, czytający ze zrozumieniem, odnajdzie wiele wątków wartych przemyślenia. Nie tylko dramat dziecka rozdartego między matką a ojcem, cierpliwą walkę o miłość czy bezpodstawną zazdrość o drugiego człowieka i bezgraniczne zaangażowanie się w życie innych osób. Jak cienka jest granica między przyjaźnią, miłością a emocjonalnym uzależnieniem?

Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze sięgnę po inną książkę tej autorki.

Dziękuję Wydawnictwu MUZA za możliwość przeczytania tej książki. Być może nie jest ona lekka, łatwa i przyjemna, ale za to szybka w czytaniu i dosyć wciągająca, chociaż czasami irytacja spowodowana zachowaniem bohaterów kłóci się z ciekawością dalszego ciągu.

logo Muza

środa, 19 kwietnia 2017

Anna Sakowicz to autorka bloga Kura Pazurem, oraz świetna polska pisarka, o której (niestety) jeszcze wiele osób nie słyszało. Bardzo chciałabym aby jej książki czytane były zawsze i wszędzie, bo… są lekkie, łatwe i przyjemne. O autorce pisałam już w moich wcześniejszych wpisach i osoby chętne poznania tejże pisarki zapraszam do wpisów: To się da i Szepty dzieciństwa.

Anna Sakowicz  Złodziejka marzeń_Anna Sakowicz

Wydawnictwo Szara Godzina rok 2016

stron 238

Złodziejka marzeń, to pierwsza część trylogii kociewskiej, współczesna powieść obyczajowa, której fabuła została umiejscowiona w miejscowości Starogard Gdański.

Joanna, z zawodu nauczycielka polonistyki, postanawia skorzystać z przywileju przysługującego nauczycielom i decyduje się na roczny urlop zdrowotny. Mama Joanny sprytnie postanawia wykorzystać ten fakt i podstępem "zmusza" córkę do zamieszkania przez ten rok w domu ciotki, która podobno jest bardzo chora i potrzebuje opieki. Jak się okazuje na miejscu, cioci bardziej potrzebne jest towarzystwo i odrobina młodości w domu niż opieka. Joanna nie przyzwyczajona do błogiej bezczynności bardzo szybko angażując się w życie Starogardu poznaje wielu ciekawych ludzi. Wciąga się w wolontariat na rzecz hospicjum dla dzieci i… zaczyna pisać bajki. Jak potoczy się życie pani nauczycielki, czy zamieszkanie z ciocią pomoże Joannie znaleźć inne strony życia i cieszyć się nie tylko byciem matką wspaniałej nastolatki i nauczycielką? Czy Joanna spotka kogoś, do kogo jej samotne serce zabije mocniej? Ile trosk, a ile przyjemności przyniesie jej mieszkanie na Kociewiu?

Trylogię kociewską zaczęłam czytać od środka, to znaczy od drugiej części „To się da”, i poznałam już główną bohaterkę wcześniej. Muszę przyznać, że autorka wykreowała w swoich książkach osobę tak pełną ciepła, optymizmu i pozytywnej energii, że nie można Joanny nie polubić. Pozostali bohaterowie są różnorodni ale też bardzo ciekawi pod względem osobowości, począwszy od córki Joasi, cioci i przystojnego sąsiada oraz dziewczynek przebywających w hospicjum a skończywszy na osobach trzecioplanowych i dalszych.

Książka napisana z dużą dawką humoru porusza tematy, które często nie są do śmiechu. Ale przedstawione przez autorkę epatują jakimiś pozytywnymi wartościami. Nadzieją. Odwagą. Spokojem (chociaż życie i temperament głównej bohaterki do spokojnych raczej nie zaliczam).

Poruszony w powieści wątek związku homoseksualnego wcale nie jest szokujący ani nieprzyzwoity. A wątek chorób terminalnych dotyczący dzieci przebywających w hospicjum, napawa nadzieją i… często zmusza do kruchego uśmiechu. To, jak autorka przedstawiła podejście chorych dzieci do swojej sytuacji zdrowotnej to po prostu chapeau bas. Miałam kiedyś kontakt z chorymi w hospicjum i wiem, że dla wielu z nich pogodzenie się z chorobą, to coś niezwykłego, bo w obliczu bólu i cierpienia wierzą… wierzą w cud… wierzą w lepsze życie po śmierci… wierzą w siebie.

Po przeczytaniu książki długo zastanawiałam się nad tym, jak to się udało autorce, że wymyślając tak humorystyczną fabułę i tak pozytywną bohaterkę potrafiła wpleść w tę komediową fikcję tak poważne tematy. Myślę, że dobrze iż zdecydowała się na taki krok, ponieważ daje nam – czytelnikom, dowód na to, że życie ani nie jest tylko usłane różami, ani nie jest tylko dramatem. W każdym człowieku można znaleźć i pozytywy i negatywy czyli – SAMO ŻYCIE.

Powieść została napisana w osobie pierwszej, czytając ją miałam wrażenie, że słucham zwierzeń jakiejś mojej bliskiej znajomej. Utrzymana w ciepłym, trochę zabawnym i optymistycznym nastroju, a trochę odbiegająca od tego i przechodząca w poważny ton, wywołuje raz uśmiech raz wzruszenie.

Jest to lektura, która zmusza do zastanowienia się na wieloma wątkami. Fabuła łamiąca stereotypy i pokazująca, że w życiu nigdy nie jest za późno na zrobienie czegoś nowego zarówno dla siebie jak i dla innych. I najważniejsze, że w życiu nigdy nie jest za późno na zmiany i rozpoczęcie nowego życia.

Polecam tę powieść szczególnie czytelniczkom w wieku 40+, ale myślę, że bez względu na wiek i na płeć każdy znajdzie w niej coś dla siebie. To świetna lektura, która pozwoli na pełny relaks. Czyta się ją jednym tchem dzięki nie tylko ciekawej fabule, ale również interesującym, często zabawnym dialogom. Cieszę się, że jestem w posiadaniu trzeciej części i jestem pewna, że moje spotkania czytelnicze z dorobkiem tej autorki nie skończą się na tej trylogii, ponieważ na mojej półce „do przeczytania” czeka już kolejna powieść autorki.

Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej powieści i zachęcam do niej nie tylko tych, którzy lubią współczesną powieść obyczajową.

Blog Kura Pazurem

 

Polecam również inne książki Anny Sakowicz, które do tej pory przeczytałam i cieszę się, że w moich zbiorach posiadam więcej książek tej autorki.

Szepty dzieciństwa  To się da_Anna Sakowicz

wtorek, 18 kwietnia 2017

Sandra Borowiecky całkiem niedawno gościła na moim blogu, ale dla tych, którzy tamtego wpisu nie czytali przypomnę, że jest to młoda, dość odważna życiowo osoba, o której kilka lat temu było dość głośno w Internecie. Obecnie jest większościowym udziałowcem i twórczynią Grupy Medialnej Szpalta. Przed założeniem własnych mediów, pracowała min. dla Gazety Bankowej, Uważam Rze, tygodnika ABC, W Sieci, lokalnej gazety Mieszkaniec, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie, a także telewizji Superstacja, TVN, TTV (programy reportersko – interwencyjne). W wieku 16 lat zaczynała pracę jako dziennikarka w Super Expressie i Radiu Kolor. Jest autorką kilku powieści i scenariuszy teatralnych. W 2013 roku jej reportaż „Wyzysk Polski” opisujący dramat młodych na rynku pracy, dotarł do milionów Polaków, a sama autorka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci mediów internetowych. Osoba odważna, przebojowa, i bardzo ciekawa, z dużymi planami na przyszłość, za którą mocno będę trzymała kciuki.

S.M. Borowiecky  Która jego jest_S. Borowiecky

Grupa Medialna Szpalta rok 2017

stron 267

Która jego jest to druga część powieści, będącej połączeniem powieści sensacyjnej z thrillerem.

Zoja Pietrowna mieszkająca w Nowym Jorku, przyjeżdża do Polski aby pochować swoją babcię. Z początkową obojętnością stwierdza, że ani babci nie pamięta ani nie żywi wobec niej bliższych uczuć. W rodzinnej miejscowości babci, kontaktuje się z księdzem Piotrem, który pomaga jej w odebraniu ciała staruszki ze szpitala i uczestniczy w ostatniej jej drodze. Śmierć babki jest bardzo zagadkowa a Zoja wielu sytuacji następujących po pogrzebie nie jest w stanie przewidzieć. Tajemna droga prowadząca do rozwiązania zagadki dotyczącej jej pochodzenia staje się z każdym dniem coraz bardziej niebezpieczna nie tylko dla niej . Tajemniczy ludzie zaczynają specyficzne podchody, bardzo tragiczne w skutkach. A do tego na jaw wychodzą kolejne zagadkowe fakty dotyczące nie tylko pochodzenia Zoi. Wśród osób towarzyszących jej jest Serge Magdi, człowiek tak zagadkowy, że do końca nie wiadomo po czyjej jest stronie. Kto jest przyjacielem a kto wrogiem? Czy ukrzyżowana na dachu Bazyliki kobieta ma coś wspólnego z Zoją i jej babką? Jakie powiązania mają naziści wykonujący kiedyś brutalne eksperymenty na dzieciach z Kościołem i Watykanem?

Pierwszą część „Ani żadnej rzeczy” pochłonęłam zaledwie w kilka wieczorów. Zabierając się za drugą część, byłam już przekonana, że po raz kolejny wkraczam w świat bliski „Kodu Leonarda da Vinci” i Dana Browna. Od początku powieści zaskakuje czytelnika umieszczona między kartami fabuły tajemnica, którą trudno połączyć z czymkolwiek. I tak jak w pierwszej części, w kontynuacji intryga goni intrygę, a wszystko kotłuje się między teraźniejszością, wojenną przeszłością i jeszcze dalszą genealogią z początków chrześcijaństwa. Moim zdaniem, fabuła tej powieści może urazić osoby głęboko wierzące, ponieważ ta książka jest nie tyle bardzo szokująca, co powoduje zasianie w umyśle czytelnika wielu wątpliwości. Zaburza dotychczasową wiedzę, którą wpajano nam przez lata. Ile w tym jest fikcji, a ile prawdy… tego nie domyśli się nikt.

W tej powieści walka o życie powiązana z walką o odkrycie ostatniej karty prawdy są zarówno niezrozumiałe jak i szokujące. Ale to tylko część trzymającej w napięciu fabuły. Jak napisał o tej książce Alek Rogoziński: „Akcja pędzi jak rollercoaster (…)" To fakt.

Ta powieść to połączenie mocnego kryminału z ostrym thrillerem. I muszę przyznać, że ktoś, kto podejdzie do tej lektury tak jak ja, z pewnością zafunduje sobie kilka nieprzespanych nocy.

W tej książce, zarówno w pierwszej części jak w drugiej, fikcja miesza się z faktami, ale nawet ten irrealizm jest tak wiarygodnie przedstawiony, że momentami miałam trudności z oddzieleniem prawdy od fikcji literackiej, jaką zaprezentowała nam autorka. Powtórzę to, co napisałam dzieląc się z Wami opinią po przeczytaniu pierwszej części: „Jedno jest pewne, od pierwszej strony nie można się oderwać od stron książki. I chociaż momentami akcja jest tak poprowadzona, że trudno uwierzyć w to co się czyta to i tak cały czas fabuła trzyma czytelnika mocno w napięciu”.

Z pewnością nie zaliczę tej książki do lekkich, łatwych i przyjemnych, ale do tych z gwarancją nie tyle szokującą, co zaskakującą, a takie książki często wielu osobom pozostają w pamięci na długo. Jeżeli ktoś jest miłośnikiem powieści Dana Browna i temu podobnych, to ta książka jest właśnie dla niego. Niesamowite tajemnice, wstrząsające fakty, zaskakujące informacje… każdy wie, że od takiej fabuły trudno jest się oderwać.

Ale, żeby nie było tylko tak słodko, muszę przyznać, że dyskomfort powodowało dość trudne czytanie treści, która prawdopodobnie niedopatrzeniem osoby odpowiedzialnej za skład, narobiła bałaganu i w wielu miejscach wyrazy były ze sobą połączone tak, że czasami musiałam przeczytać dwa razy, aby zrozumieć sens słów. Sporym minusem, a właściwie to największym zaskoczeniem było dla mnie zakończenie powieści, które niestety nie do końca wyjaśniło mi pewne wątki. Może zbyt trudny okazał się dla mnie ten temat, a może po prostu byłam pewna innego zakończenia. Napomknę tylko, że strasznie się na końcu poryczałam.

Polecam tę powieść czytelnikom o mocnych nerwach, ciekawych historii nazizmu i Kościoła, preferujących szybkie akcje i sensacyjne wątki. Ostrzegam jednak, kiedy ktoś zacznie czytać, to nie będzie mógł się oderwać.

Dziękuję  Autorce i wydawnictwu Szpalta za możliwość przeczytania tej książki i zachęcam innych czytelników aby wybrali się na spotkanie autorskie z Sandrą Borowiecky, jeżeli takowe odbędzie się w ich okolicy. Ja oczywiście byłam na takim spotkaniu, kiedy odbywało się w Gdańsku i nie żałuję. Autorka tak ekscytująco opowiadała o książce i zbieraniu materiałów do niej, że czas spędzony w jej towarzystwie okazał się naprawdę wyjątkowy.

logo Szpalta

Jeżeli kogoś zachęciłam to koniecznie niech zacznie od części pierwszej (klik na zdjęcie okładki przeniesie do wpisu o tej części)

Ani żadnej rzeczy_S.M. Borowiecky

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli