Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
sobota, 15 września 2018

Anna Sakowicz gościła na moim blogu już kilka razy, i pewnie zagości jeszcze nie jeden raz. Jest polską pisarką urodzoną w Stargardzie Szczecińskim a obecnie mieszkającą na Kociewiu w Starogardzie Gdańskim. Z wykształcenia jest polonistyką, jest również blogerką, a jej pasją oprócz pisania jest kolekcjonowanie starych książek. O autorce pisałam już w moich wcześniejszych wpisach i osoby chętne bliższego poznania tej pisarki, zapraszam do wpisów: To się da czy Szepty dzieciństwa.

                           Anna Sakowicz  Na dnie duszy_Anna Sakowicz

Wydawnictwo EDIPRESSE rok 2018

stron 348

Na dnie duszy to powieść obyczajowo-psychologiczna z historią wojenną i powojenną w tle.

Rozalia jest matką Donaty i babcią Ingi. Kiedy seniorka rodu umiera, wielu członkom rodziny wydaje się, że wreszcie nastanie spokój, ponieważ babcia Rozalia była niepoprawną dewotką, osobą dość apodyktyczną i złośliwą, co powodowało, że mało kto miał ochotę przebywać w jej towarzystwie. Niestety złośliwa babcia pozostawiła po sobie testament, który całą rodzinę postawił w dość niezręcznej sytuacji, powodując jeszcze większe konflikty między rodzeństwem, czyli wnukami Rozalii a także między córką Donatą i jej dziećmi. Czy wiadomość o nieistniejącym do tej pory tajemniczym człowieku pogodzi, czy jeszcze bardziej poróżni rodzinę Rozalii? Co zapisała staruszka w pewnym zeszycie, który odziedziczyła jej wnuczka? Czy Rozalia pozostawiła jakiś cenny skarb dla swoich krewnych?

No cóż, nie chcę spojlerować, chociaż najchętniej opowiedziałabym wszystko z najdrobniejszymi detalami. Nie na tym jednak ma polegać moja opinia o tej książce.

Muszę przyznać, że autorka zafundowała swoim czytelnikom/czytelniczkom bardzo nostalgiczną podróż w odległe rejony dość bolesnej przeszłości. Fabuła przyciąga od pierwszych stron, a rozdziały są tak ułożone, że następują po sobie przemiennie. Autorka płynnie przenosi czytelnika w czasie, lawirując między teraźniejszością a momentami bardzo bolesną przeszłością zarówno Rozalii, jak i jej córki Donaty.

Bardzo powoli dozowane napięcie trzyma cały czas w pewnego rodzaju ciekawości, „co będzie dalej”. Prawie każdy rozdział kończy się pewną niewiadomą, której wyjaśnienie pojawia się dopiero po kilku, czy kilkunastu stronach.

Efektownie zaprezentowane zostały w tej historii trzy kobiety i trzy różne ich osobowości. Ale w każdej z nich jest coś, co intryguje, zaskakuje i… przyciąga.  I chociaż jedna z głównych bohaterek – Rozalia jest przedstawiona, jako wcielenie zła, to tak naprawdę mnie zastanawiało to, dlaczego przez lata nikt nie dociekał tego, dlaczego było w niej tyle złości, jadu, nienawiści i jednocześnie fanatycznej bogobojności.

Bolesne we wspomnieniach matki i córki drastyczne metody wychowawcze, pokolenia przedwojennego i powojennego, dzisiaj być może wydają się koszmarem, ale czy wszechobecna wówczas przemoc w rodzinie, stawiająca dzieci na pozycji bezwartościowego przedmiotu i wszechobecny w tych młodych ludziach strach i poczucie winy, nie zdarzają się w dzisiejszych czasach?

(…) Nie raz już dostała lanie, choć wydawało się jej, że nie zasłużyła. Przy drzwiach wejściowych na gwoździu wbitym w futrynę wisiał dla postrachu skórzany pas. Rzuciła na niego okiem i zadrżała. Oczywiście wiedziała, że matka nie bije jej dla zabawy. W ten sposób chciała ją wychować na porządnego człowieka, a pasem wybić głupoty z głowy.  Należało się przecież, gdy coś niegrzecznie odpowiedziała albo skłamała. Kara musiała być. (…)

Jak często wspomnienia z przeszłości mają wpływ na to, co robimy, niby nie chcąc powtarzać tego co nas spotkało a jednak… Dzieci, które nie zaznały w miłości, ciepła i czułości ze strony najbliższej osoby, nie zawsze potrafią okazać te uczucia swoim dzieciom. Chociaż… czasami bywa wręcz odwrotnie, myśląc o własnych tęsknotach za bliskością, starają się nadrobić to w stosunku do własnych pociech.

(…) W tym krzyku dzieci poznała głos dochodzący jakby ze swojego środka. Znała go doskonale. Opuściła pasek na ziemię i usiadła pod ścianą. Patrzyła na swoje dzieci wijące się z bólu, który im przed chwilą zadała. Była dokładnie taka sama jak Rozalia! A przyrzekała sobie wiele razy, że ona swoich dzieci nie uderzy nigdy! (…)

Ciekawym wątkiem powieści jest również toksyczne uzależnienie od drugiej osoby. Chęć bycia kimś lepszym od tego kim się jest. Nieważne wówczas stają się więzy rodzinne, miłość do rodziców czy rodzeństwa, a chęć udowodnienia, że „nie jestem taki zły, mogę wszystko”. Osoba dążąca do zaspokojenia potrzeb materialnych drugiej osoby, staje się ślepa na wszystko, co ważne i potrzebne dla utrzymania własnego ja. Ślepa pazerność potraf doprowadzić do rozpadu najpiękniejszych więzów rodzinnych.

Długo mogłabym jeszcze pisać i analizować, ale nie chcę nikogo zanudzać. Przyznam jednak, że powieść ta wywołała we mnie wiele emocji. Fabuła działała na mnie jak magnes, czytałam wszędzie gdzie miałam chociaż chwilę na to, aby zagłębić się w kartki książki. Na przystanku, w autobusie, w domu… Niezbyt często mi się to zdarza, więc coś to znaczy.

Nie powiem, że jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna chociaż styl pisania tej autorki jest lekki i przyjemny. Ale z całą pewnością jest warta przeczytania. To książka z tych, które na długo pozostają w pamięci, a po skończeniu, człowiek tak naprawdę nie potrafi powiedzieć niczego do momentu, aż się otrząśnie z wrażeń, jakie zdominowały jego umysł.

Polecam tę powieść nie tylko paniom, chociaż myślę, że panie znajdą w niej więcej dla siebie niż panowie. Jest to opowieść o trudnych relacjach rodzinnych, i zarówno tych międzypokoleniowych, jak i tych jednopokoleniowych. To opowieść o kilku miłościach: trudnej miłości zbudowanej na fundamentach nienawiści, opowieść o miłości ślepej, toksycznej i upokarzającej, oraz o miłości szczerej, cichej i chwilami niedostrzegalnej. Ale jest to również opowieść o bólu i cierpieniu, traktowanych jak chleb powszedni. Opowieść o marzeniach i to nie tylko dziecięcych. Dla osób wrażliwych paczka chusteczek będzie za mało. Ale warto tę paczkę sobie przygotować i zagłębić się w tej lekturze. Może po niej zobaczymy, co tak naprawdę chowamy na dnie naszej duszy. Bo z całą pewnością książka zmusi niejednego czytelnika do głębokiej refleksji.

Polecam również inne książki tej autorki, które do tej pory przeczytałam.

Szepty dzieciństwa  To się da_Anna Sakowicz  Już nie uciekam_Anna Sakowicz  Złodziejka marzeń_Anna Sakowicz

Żółta tabletka_Anna Sakowicz    A dla dzieci koniecznie  Leniusiołki_Anna Sakowicz

poniedziałek, 10 września 2018

Aleksander R. Michalak obecnie mieszkający w Gdańsku to pisarz, wykładowca religioznawstwa i pracownik działu dokumentacyjnego w jednym z pomorskich muzeów. Od kilkunastu lat zajmuje się badaniami nad historią i religią Bliskiego Wschodu. Jest doktorem historii Uniwersytetu Gdańskiego oraz religii i teologii Trinity College w Dublinie.  Posługuje się kilkoma językami nie zaprzestając nauki kolejnych.

Aleksander R.Michalak   Denar dla Szczurołapa_Aleksander R. Michalak

Wydawnictwo REPLIKA rok 2018

stron 431

Denar dla Szczurołapa to thriller, w którym przeplatają się fakty, wątki współczesne dotyczące historycznych badań naukowych z legendami.

W Holandii młoda stypendystka pada ofiarą brutalnej zbrodni. Nie wiadomo, czy za jej śmiercią stoi chory umysł maniaka, czy może stanowi ona głębszą zagadkę, której korzenie tkwią w odległej przeszłości. Gabor Horthy to wybitny uczony, orientalista, który natrafia na zagadkowe prace XIX-wiecznego teologa Augusta Erdmana, dotyczące legendy o Szczurołapie z Hameln. Podążając śladami badań Erdmana, Horthy w urokliwej Tybingi znajduje ciekawe zbiory biblioteczne. Poszukując odpowiedzi na wiele pytań dotyczących powiązania legendarnego Flecisty z Hameln z działaniami pewnej organizacji, Gabor trafia nie tylko do środowiska specjalistów od starożytnej demonologii i historii Orientu, ale przebywając w Oxfordzie, odnajduje coś więcej niż tylko wyniki badań naukowych. Pogrążając się w swoich poszukiwaniach zaczyna również odczuwać oddziaływanie sił nadprzyrodzonych, których jako naukowiec nie jest w stanie wytłumaczyć. Kim był Szczurołap, czyli Flecista z Hameln i co miał wspólnego z postacią Muzykanta z Ammanu? Czy uda się Gaborowi rozwikłać zagadki śmierci ginących w niewyjaśnionych okolicznościach ludzi? Kto stoi za kultem Tego, Który Zastawia Sidła?

Biorąc tę książkę do ręki wiedziałam, że nie jest to lektura lekka i łatwa, ale słyszałam o niej sporo pozytywnych opinii, a te zachęciły mnie do sięgnięcia po tę lekturę. Do thrillerów podchodzę raczej dość sceptycznie, ale muszę przyznać, że ten mnie bardzo pozytywnie zaskoczył.

Biorąc pod uwagę psychologiczne podejście do osoby głównego bohatera oraz legendy o Szczurołapie z Hameln myślę, że czeka na czytelnika spore wyzwanie. Gabor Horthy został przedstawiony przez autora w niezwykle ciekawy sposób. Osobowość nietuzinkowa, czyli z jednej strony mężczyzna niestroniący od mocnych trunków i pięknych kobiet, a z drugiej wybitny naukowiec niedbający o wygląd zewnętrzny i o to, co myślą o nim inni. Posiada chyba tyle samo wad, co zalet, jest uparty i dociekliwy, za wszelką cenę dążący do osiągnięcia wymierzonego celu. Towarzyski i lubiany, inteligentny, chociaż czasami nieco bezmyślny, a do tego skryty i tajemniczy. Gdybym miała określić go jednym słowem, to chyba nie potrafiłaby znaleźć tego odpowiedniego. Jest jednak bohaterem, który świetnie współgra z czytelnikiem.

Bardzo interesująco autor przedstawił swoim czytelnikom stronę działania ludzkiego umysłu. Zagadki umysłu bywają czasami trudne do rozwikłania i mając do czynienia z dziwnymi snami czy dopadającymi człowieka wizjami czy omamami, nie jesteśmy w logiczny sposób ich sobie wytłumaczyć. Z takimi zjawiskami ma do czynienia właśnie główny bohater, który jako naukowiec, realistycznie ogarniający rzeczywistość, nie potrafi pewnych sytuacji zrozumieć.

(…) Na chwilę odłożył książkę. „Czemu to wciąż do mnie powraca”. Był przekonany, że nie są to jego wspomnienia. Nie wierzył w reinkarnację, a pamięcią pokoleniową nie sposób byłoby wytłumaczyć tak wyraźnych obrazów i słów. (…)

Pojawiające się, co jakiś czas opisy irracjonalnych zjawisk, są nie tyle tajemnicze, co budzące pewnego rodzaju grozę sytuacji. Chwilami nie byłam w stanie zapanować nad ciekawością walczącą jednak ze strachem. Ciekawa, co będzie dalej, walczyłam z chęcią odłożenia książki na jakiś czas. Najgorsze były chwile, kiedy czytałam późną nocą. Moja wyobraźnia wręcz szalała.

(…) Odczuliśmy to najpierw jako obecność – bardzo niedobrą obecność. Ktoś nam się przyglądał. Oczywiście może pan w to wątpić, jak i ja sam nieraz to czyniłem w ciągu kolejnych lat, ale przytulne przed chwilą pomieszczenie wydało się nagle ciemne i odpychające. Poczułem zimno na plecach… (…)

Trzeba przyznać, że autor potrafi utrzymać czytelnika w ryzach strachu, nie dając mu jednocześnie możliwości od oderwania się od fabuły. Tę książkę czyta się po prostu jednym tchem.

Zaskoczył mnie również styl, jakim książka została napisana. Autor zręcznie wplata odrobinę poetyckich opisów w iście naukowe określenia i wywody. Ciekawe analizy legendy przeplatają się z tajemniczą rzeczywistością.

Ale mamy w tej powieści nie tylko historyczno-naukowe podejście do legendy o Fleciście z Hameln, autor zadbał również o sferę uczuciową, wplatając w wątki dotyczące badań i naukowych dowodzeń, zmysłowy romans doprawiony delikatną erotyką. To ciekawe połączenie thrillera z romansem jest z pewnością jednym z plusów tej powieści.

Gdybym miała krótko opisać tę książkę, napisałabym tak: jeżeli boisz się zjawisk pozazmysłowych i szczurów, to nie czytaj tej książki, ale jeżeli lubisz sensację, połączoną z odrobiną horroru, romansu i ciekawej przygody, napisaną pięknym językiem, to koniecznie przeczytaj tę książkę. Od pierwszej do ostatniej strony nie będziesz mógł/mogła oderwać się od stron tej powieści, bo jej fabuła działa na czytelnika ja magnes. A ta fabuła, w połączeniu z nietuzinkowymi osobowościami bohaterów, i ciekawymi dialogami to jest coś, czego nie może sobie odmówić wielu czytelników.

Gorąco polecam tę książkę nie tylko jako thriller, ale również jako ciekawostkę naukową. Myślę, że wrócę do tej książki jeszcze nie raz. I chociaż momentami złościłam się czy też wzruszałam, to uważam, że jest lektura z tych, których się nie zapomina zbyt szybko, bo jej fabuła zostaje w głowie na długo.

Jeżeli ktoś lubi powieści Dana Browna, czy też fascynowały go przygody Indiany Jonesa, to ta książka jest właśnie dla niego. Autor zmyślnie funduje czytelnikowi niesamowitą przygodę, śladami historii i legendy, a do tego wplątuje w niezłą intrygę. Czy trzeba chcieć czegoś więcej?

Szczurołap z Hameln

Legenda o Szczurołapie, czy też Fleciście z Hameln doczekała się wielu obrazów, a najsłynniejsze wydanie legendy napisane zostało przez braci Grimm.

Szczurołap z Hameln

W niemieckiej miejscowości Hameln, legenda o Szczurołapie cały czas przyciąga rzesze turystów

Jestem dumna z tego, że na polskim rynku mamy pisarzy dorównujących wiedzą i zdolnościami światowej sławy pisarzom.

Dziękuję Wydawnictwu REPLIKA za możliwość przeczytania tej książki i proszę o więcej takich pozycji na polskim rynku książkowym.

logo Replika

sobota, 08 września 2018

Catharina Ingelman-Sundberg urodziła się w 1948 roku w Szwecji. Studiowała historię, historię sztuki, etnologię i archeologię. Jest archeologiem podwodnym, dziennikarką i pisarką. Przez wiele lat pracowała dla Svenska Dagbladet, obecnie całkowicie oddaje się pisaniu. W 1999 r. została uhonorowana nagrodą literacką imienia Larsa Widdinga. Prawa autorskie do bestsellerowych „Seniorów w natarciu” sprzedano do 26 krajów, a zabawna opowieść o dziarskich emerytach doczekała się kontynuacji w postaci dwóch kolejnych tomów. Jej książki sprzedały się już w ponad 3 milionach egzemplarzy!

Catharina Ingelman-Sundberg   Seniorzy w natarciu_Catharina Ingelman-Sundberg

Wydawnictwo Sonia Draga rok 2016

stron 412

Seniorzy w natarciu to bardzo zabawna komedia kryminalna.

Marta, Geniusz, Stina, Grabi i Anna-Greta to piątka pensjonariuszy Domu Pomocy „Diament”, którym niezbyt odpowiadają warunki w tym ich nowym domu. Skąpy właściciel, oszczędza na czym może, a jego wierna pomocnica – siostra Barbra, zakochana w nim do szaleństwa, zrobi wszystko aby szef był zadowolony. Niestety poczynania personelu powodują wśród seniorów coraz większe niezadowolenie, i piątka pomysłowych staruszków postanawia zamienić Dom Starców na więzienie, w którym są o niebo lepsze warunki, szczególnie żywieniowe. Aby jednak trafić do więzienia muszą popełnić przestępstwo i… uciekają z domu pomocy, zamieszkują w luksusowym hotelu i przystępują do realizacji przestępczego planu. Czy uda im się trafić do więzienia? Jakimi przestępcami się staną, dowie się ten, kto sięgnie po książkę.

Przyznam szczerze, że dawno się tak dobrze nie bawiłam przy książce. Mając porównanie z moimi dość depresyjnie nastawionymi do życia podopiecznymi, ucieszyłam się, że mogę trochę "pobyć" w towarzystwie „wesołych staruszków”. Bardzo chciałabym mieć takich pod opieką, chociaż… nie wiem, czy wówczas mogłabym się w ich towarzystwie czuć bezpiecznie.

Autorka z imponującą dawką humoru ukazała nie tylko sposób dedukowania osób starszych, co ich mankamenty zdrowotne, które przy bliższym poznaniu wcale nie muszą być takie straszne. Wszystko bowiem zależy od indywidualnego podejścia do tego co komu dolega. Niesamowita fantazja staruszków, w połączeniu z ich zaczynającą się demencją, to po prostu mieszanka wybuchowa śmiechu.

Świetnie wykreowane postacie głównych bohaterów to kolejny plus tej powieści. A w połączeniu z zabawnymi dialogami, to… no cóż, nie znajduję słów, aby wyrazić to co czułam podczas czytania tej książki.

Podejmowanie poważnych decyzji w dość zaawansowanym wieku wymaga wiele odwagi i determinacji. Myślę, że udało się to autorce wprowadzając pewne kroki w zachowanie Emeryckiej Szajki. Wiara w to, że starość to nie koniec świata, pozytywne podejście do wszystkiego, nawet do spraw trudnych i ryzykownych, to połowa sukcesu do bycia szczęśliwym. I takim właśnie szczęściem tryskają bohaterowie książki.

(…) – Na przyszłość potrzebujemy młodych, silnych i jasno myślących ludzi – oświadczyła Stina. – Takich jak Anders i Emma. Gdy się samemu nie daje rady, to trzeba skorzystać z pomocy, młodsi nie będziemy.

- Gadanie, nie nadążą za nami – oznajmiła Anna-Greta. – Poza tym źle się bawimy? A to chyba najważniejsze. Na razie nikomu nic się nie stało - z wyjątkiem tego lichego dziecięcego wózka rzecz jasna. (…)

Zachwycające podejście do starości przedstawione na przykładzie tej piątki seniorów, myślę, że każdego natchnie pozytywnym myśleniem i entuzjazmem. Pomyłki zdarzają się ludziom w każdym wieku, ale czy należy się z każdego popełnionego w życiu błędu zadręczać?

Moim zdaniem, ta książka to taka specyficzna psychoterapia dla każdego, a szczególnie powinna być dostępna w domach spokojnej starości. Wolontariusze powinni czytać takim staruszkom właśnie tego typu powieści, aby im uzmysłowić, że starość nie musi być smutna i zła.

Wiem, że wiele osób cierpi z powodu ogromnych bóli, fizyczne niedyspozycje często jednak wynikają z zaniedbać psychicznych. Czasami, kiedy słyszę od podopiecznego „nie pójdę na spacer, bo mnie bolą kolana” myślę sobie: gdybyś tylko więcej się ruszał, zamiast siedzieć bezmyślnie w fotelu i gapić się w telewizor, twoje kolana byłyby ci za to wdzięczne.

Wiem, że najgorszą chorobą starszych ludzi jest samotność, ale często oni sami sobie ją fundują takim a nie innym zachowaniem. Zamiast cały czas narzekać, jak to mi jest źle, jak wszystko mnie boli, jak mi smutno, zacznij się ruszać, śpiewać, a nawet rozmawiać z samym sobą. Otwórz okno na szeroko i wpuść do domu trochę powietrza, trochę słońca, trochę hałasu, a nie zamykaj się w ciszy własnego towarzystwa.

Starość wcale nie musi być smutna i samotna, nie wolno jej na to pozwolić.

Nie mogłam się oprzeć pokusie i zaraz po skończeniu czytania tej książki zamówiłam sobie kolejne części. Jestem pewna, że będę do tej lektury wracała, bo potrzebuję takich zastrzyków pozytywnego podejścia do życia. I wcale się nie dziwię, że seria z dziarskimi i dość niesfornymi seniorami sprzedała się w ilości kilku milionów. Zręcznie skonstruowana fabuła nie pozwala na oderwanie się od książki, wątki kryminalne w połączeniu z nieprofesjonalnym podejściem do przestępstw są tak pełne humoru, że usta bolą od śmiechu. Mnie nawet kilka razy łezka poleciała z oka, ale była to łezka śmiechu.  

Polecam tę książkę każdemu, a w szczególności osobom w wieku senioralnym. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to książka lekka, łatwa i przyjemna. Relaks z taką lekturą jest potrzebny. Jeśli chodzi o mnie, to naładowałam się pozytywną energią na długo, a jak tylko poziom tej energii spadnie, natychmiast sięgnę po kolejną taką książkę. I chociaż mały druk literek odrobinę sprawił mi dyskomfort w czytaniu, to przecież nić takiego. 

Happy old people

Myślę, że zdjęcie tych seniorów, które znalazłam na stronie https://www.dherbs.com/articles/5-ways-to-keep-you-mentally-sharp-as-you-get-older/ idealnie pasuje do tej książki.

wesołe staruszki

niedziela, 02 września 2018

Jorn Lier Horst urodził się w 1970 roku w Norwegii w gminie Bamble. Jest byłym policjantem i pisarzem, autorem cyklu powieści kryminalnych, w których głównym bohaterem jest William Wisting. Mieszka z Stavern, niedaleko Larviku. Od 2012 ukazują się również jego powieści kryminalne przeznaczone dla młodszych czytelników, w tzw. serii CLUE i w serii Biuro Detektywistyczne numer 2. W 2013 jego powieść „Psy gończe (Jakthundene) została wyróżniona Nagrodą Rivertona, a w 2016 kolejna jego książka „Jaskiniowiec” (Hulemannen) otrzymała nagrodę The Petrona Award jako najlepsza skandynawska powieść roku.

Jorn Lier Horst  Gdy morze cichnie_Jorn Lier Horst

Wydawnictwo Smak Słowa rok 2017

stron 335

Gdy morze cichnie to kryminał policyjny, którego fabuła umiejscowiona została w współcześnie w okolicach pewnej miejscowości norweskiej.

Stavern poza sezonem jest niezbyt zaludnionym, cichym miasteczkiem. Kiedy na schodach miejskiej apteki zostaje znaleziony nieprzytomny mężczyzna, postrzelony w brzuch, a wkrótce potem policja znajduje zwęglone kości na pogorzelisku domku letniskowego, to już wiadomo, że w miasteczku dzieje się coś niedobrego. William Wisting i policjanci z nim współpracujący mają nie lada problem. Po odnalezieniu kolejnych zwłok śledztwo zaczyna się gmatwać, ale wolno posuwa się do przodu. Czy niespodziewane zdarzenia mają ze sobą coś wspólnego? Kto jest odpowiedzialny za śmierć młodej dziewczyny i dlaczego komisarz musiał wyjechać aż do Hiszpanii?

Jest to moja pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam. I chociaż nie przepadam za pisarzami skandynawskimi, to wiem już, że sięgnę kiedyś po kolejne powieści tego autora. Książka trafiła w moje ręce dzięki wymianie książkowej na naszym szóstym spotkaniu A może nad morze? Z książką. I cieszę się, że ją wzięłam, ponieważ nie tylko lubię kryminały, ale lubię poznawać również nowych pisarzy.

Moim zdaniem jest to wciągająca powieść, w której fabuła świetnie współgra z ciekawymi dialogami. Wartka akcja mająca miejsce w malowniczych okolicach, to dla mnie dobra powieść kryminalna. Autor w ciekawy sposób zapewnia czytelnikowi zaangażowanie się w fabułę wprowadzając sporą ilość niespodzianek prowadzących do rozwikłania zagadki, a właściwie zagadek kryminalnych co nie pozwala na nudę.  Prawie od pierwszej do ostatniej strony zapewnia wartką akcję, a końcówka książki to już po prostu eksplozja działań.

Myślę, że jest to nie tyle lektura intrygująca i wciągająca, co pozwalająca czytelnikowi na chwilę na przeniesienie się do skandynawskich klimatów i zakątków, aby pobyć w norweskich fiordach, czy wśród norweskich wzgórz. Nieczęsto zdarza się w powieściach kryminalnych, aby autor tak zręcznie łączył intrygę kryminalną z malowniczymi opisami miejsc. Tu mamy i jedno i drugie.

(…) Nad Bergen i siedmioma okolicznymi wzgórzami świeciło słońce. Krzywe domy na Bryggen zdawały się pochylać jeszcze bardziej nad Vaggen, tak aby ich fasady mogły skorzystać z tak niezwykłego w tych stronach zjawiska pogodowego jak ciepły, słoneczny dzień. (…)

Bohaterowie są wyraziści i ciekawi nie tylko pod względem wizualnym, ale przede wszystkim osobowościowym.

Podobało mi się również słownictwo, brak wulgaryzmów, tak często obecnych w wielu powieściach kryminalnych i to, że autor nie idealizuje policjantów. Ukazuje ich jako ludzi z krwi i kości, którzy nie zawsze radzą sobie z problemem. Za pośrednictwem grupy policjantów krok po kroku poznajemy zarówno ich zmagania jak i sukcesy. Nie zawsze jest tak, że śledztwo idzie „jak po maśle”, często jest tak, że wiele wątków się na siebie nakłada a jednak nie można dobrnąć do konkretnego zakończenia sprawy. Nie wiem jak autor prowadzi śledztwa w swoich pozostałych książkach, ale styl i odkrywanie kolejnych czynników śledczych w tej części, mnie się podobały.

Jeżeli ktoś nie zna jeszcze książek tego autora, to polecam, chociaż podobno jest to jedna z jego słabszych książek. No cóż, może się wkrótce o tym przekonam, ponieważ mam w planach przeczytanie innych powieści z komisarzem Wistingiem. Tu mamy odrobinę wszystkiego, jest wątek sensacyjny, romansowy, polityczny i terrorystyczny, a to wszystko w malowniczo zaprezentowanych okolicach norweskich miejscowości.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Beata Majewska to bardzo pogodna osoba, którą miałam okazję poznać osobiście  na Nadmorskim Plenerze Czytelniczym w Gdyni. Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka. Osoby, które ją znają mówią o niej, że jest ogrodniczką, kurą domową i bizneswoman. Z pochodzenia Ślązaczka. Pisze również pod pseudonimem Augusta Docher, książka „Eperu” to jej debiut.

Beata Majewska   Bilet do szczęścia_Beata Majewska

Wydawnictwo Książnica/PUBLIKAT S.A.

stron 288

Bilet do szczęścia to kontynuacja książki Konkurs na żonę. Jest to współczesna powieść obyczajowa, z nietypowym romansem w tle.

Hugo Hajdukiewicz to młody prawnik z Krakowa, który musiał jak najszybciej zmienić swój stan cywilny, jeżeli chciał otrzymać pokaźny spadek po swoim wujku ze Stanów Zjednoczonych. Wuj umieścił w testamencie życzenie, że Hugo do ukończenia trzydziestego roku życia musi być żonaty, a jeszcze lepiej być już nawet ojcem. W poszukiwaniu idealnej kandydatki na żonę młody mężczyzna z pomocą przyjaciela organizuje konkurs pod nazwą „Żona”. Hugo nie przewidział jednak tego, że zakocha się w swojej kandydatce na żonę. Kiedy wychodzi na jaw prawda związana z szybkim ożenkiem, w młodym małżeństwie dochodzi do spięcia. Jakby tego było mało, babcia Łucji trafia do szpitala i młoda mężatka ma dodatkowy ciężar do zniesienia. Czy Łucja i Hugo dojdą jednak do porozumienia i zakończą cichy konflikt? Kto tak właściwie stoi za anonimem wysłanym do Łucji? I kto otrzyma tak naprawdę ten bilet do szczęścia?

Książkę tę można czytać, jako kontynuację, ale równie dobrze można ją przeczytać  jako samodzielną lekturę, ponieważ autorka bardzo sprytnie wprowadza czytelnika w fabułę wcześniejszej części. Jeśli chodzi o mnie to ja oczywiście polecam, aby zacząć jednak od „Konkursu na żonę”.

Sięgnęłam po kontynuację, bo bardzo zaciekawiło mnie jak poradzą sobie młodzi małżonkowie w obliczu innych spraw, być może poważniejszych, niż zatajone przyczyny zawarcia szybkiego małżeństwa. I chociaż sami bohaterowie często bardzo mnie irytowali, to polubiłam ich. Dwoje dorosłych ludzi zachowujących się chwilami bardzo infantylnie, żeby nie powiedzieć głupio, kocha się, pożąda się a jednak… ich zachowanie czasami przypomina fochy z piaskownicy. Zastanawiałam się podczas czytania, jak to jest, że młodzi małżonkowie pragną się fizycznie, pragną dotyku tej drugiej osoby, a nie potrafią roztopić pozornego lodu między nimi, nie potrafią zburzyć muru odgradzającego ich od siebie, muru, który sami zbudowali. 

Często śmieszna duma rządząca umysłami ludzi, nakazuje im  zachowywać się irracjonalnie.

(…) „To jest trudne” – pomyślała o ich wspólnym życiu pod jednym dachem. „Wegetujemy. Zamiast żyć, odgrywamy role w spektaklu pod tytułem Małżeństwo na czas określony, jesteśmy ja dwójka schodzących sobie z drogi , ostatnio coraz mniej lubiących się lokatorów. (…)

Łucja, niby dziewczyna mądra, inteligentna, znająca ból i cierpienie życia, powinna być moim zdaniem bardziej odporna na kolejne życiowe porażki. A ona ciągle płacze i płacze. Momentami miałam tego jej płaczu po dziurki w nosie i teraz dopiero rozumiem, co mają na myśli czytelniczki moich książek, które twierdzą, że moje bohaterki za dużo płaczą.

Bardzo podobał mi się jednak w tej powieści wątek odnalezionych po latach kochanków. To prawda, że „stara miłość nie rdzewieje”, bo prawdziwa miłość mimo upływu lat potrafi być wciąż gorąca jak kiedyś. Prawdziwa miłość potrafi wiele wybaczyć i otworzyć ponownie serce, które tak właściwie… nigdy nie zostało zamknięte.

Między kartami o miłości znajdzie czytelnik również inne wątki, myślę, że bardzo ważne dla człowieka. Poruszony na przykład temat choroby nowotworowej, czy innych mniej lub bardziej przytłaczających chorób już coraz częściej przestaje być tematem tabu.

(…) Jej ręce leżały wzdłuż tułowia, jak ścięte łodygi jakiejś dziwnej martwej rośliny. Uniosła prawą, żeby po chwili opuścić ją z powrotem. Mimo to Olga nadal była piękną kobietą, choć teraz jej uroda zamiast seksapilem i energią, porażała swoim dramatem. (…)

Kolejny trudny temat to homoseksualizm, ukazany przez autorkę z taką naturalnością, jako coś zupełnie normalnego. A przecież wielu z nas wie, że mimo XXI wieku jak związki homoseksualne są postrzegane przez wielu ludzi, nie tylko w Polsce.

Ale… żeby nie było tylko tak och i ach, było w tekście książki kilka zwrotów, które mnie trochę irytowało, a które ja zapisałabym zupełnie inaczej. Na przykład dość często powtarzające się: „puściła do niego oczko”, można przecież zastąpić od czasu do czasu „mrugnęła zawadiacko”. Zgrzytnęło mi również słowo „otwarli” w zdaniu: „otwarli świetną włoską knajpę”, które ja zapisałabym „otworzyli”. No ale to takie detale, na które pewnie nikt oprócz mnie nie zwróci uwagi.

Przede mną część trzecia, ale muszę trochę odsapnąć od tych wszystkich łez, wzruszeń i emocji. Książkę już zamówiłam, ale pozwolę jej trochę "poleżakować" na mojej półce „do przeczytania”.

Polecam tę książkę nie tylko paniom, ponieważ uważam, że jest w niej sporo wątków dotyczących mężczyzn. Ta słodko – gorzka opowieść, z pewnością zadowoli niejednego czytelnika. Proszę nie liczyć tylko na słodki romans, który jest ,ale w otoczeniu wielu innych ciekawych wątków. Mogę śmiało przyznać, że jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale muszę uprzedzić, że czytelniczkę/czytelnika czekają spore emocje.

Trylogia_Beata Majewska 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 99
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli