Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
wtorek, 05 września 2017

Anita Scharmach jest mieszkanką Gdyni. Niestety, chociaż miałam okazję poznać tę pisarkę osobiście, to nie mogę napisać o niej nic oprócz tego, że jest bardzo sympatyczną osobą. „Wujek Google” też niewiele o niej wie, ale ważne, że wie o jej książkach.

Anita Scharmach   Zaraz wracam_Anita Scharmach

Wydawnictwo Lucky rok 2017

stron 304

Zaraz wracam to współczesna powieść obyczajowa, w której przeplatają się wątki dramatu, powieści psychologicznej, romansu i… powieści erotycznej.

Marta przeżyła wielką tragedię. Jednego dnia musiała pożegnać ukochanego męża, który zginął w wypadku jadąc po prezent świąteczny dla niej, a kilkanaście minut po nim, musiała zmierzyć się z kolejnym dramatem, kiedy jej dwie córeczki również uległy wypadkowi. Troje najukochańszych osób opuściło ją tego samego dnia, w świątecznej atmosferze Bożego Narodzenia. Aby zapomnieć i pokonać ból, kobieta zadecydowała wyjechać za granicę. Rzucając się w wir pracy, pełna nienawiści do świata i losu, jaki ją spotkał, zaczęła zmieniać się w bezwzględną, bezduszną kobietę biznesu. Po dziesięciu latach, wydelegowano ją do pracy w Polsce. Wróciła. Kupiła piękne mieszkanie i postanowiła rozpocząć życie od nowa. Niestety, wspomnienia przeszłości zaczęły wracać jak bumerang, i chociaż najlepsza przyjaciółka Marty robiła co tylko mogła, przeszłość wracała, a z nią bolesne pełne wyrzutów echa. Ale czas goi rany i gdy w otoczeniu Marty pojawił się pewien mężczyzna, świat nabrał kolorów. Czy Marta potrafiła się ponownie zakochać? Jak ułożyły się jej w Polsce sprawy zawodowe? Czy odzyskała spokój i pogodziła się z przeszłością i z osobą odpowiedzialną poniekąd za śmierć jej dziewczynek?

Na wstępie napiszę, że chociaż nie oceniam książek po okładkach, bardzo spodobała mi się okładka tej książki. Spoglądając na nią, czułam, że coś mnie to tej książki przyciąga.

Nietuzinkowa historia, pełna łez, dramatu i nieoczekiwanych zwrotów, być może komuś wyda się zbyt banalna. Bohaterka początkowo bardzo irytująca, powoli zaczyna zmieniać się jak motyl. Odnajdując miłość, znajduje samą siebie i szczęście, które kiedyś utraciła.

Nie mogłam zrozumieć postępowania głównej bohaterki, większość kobiet, które doświadczyłoby takiej tragedii, zamknęłaby się w sobie, wpadła w depresję, a ona… Ona postanowiła karać wszystkich, którzy pojawili się na jej drodze za to, że los tak okrutnie JĄ potraktował. Z punktu widzenia psychologicznego, to chyba lekki absurd, ale wiadomo, że każdy odreagowuje inaczej.

Autorka w swojej powieści przedstawia nam kobietę, która budzi postrach konkurujący ze współczuciem. Ukazuje nam kobietę, której osobowość jest tak zmienna i nieprzewidywalna, że nie wiadomo, czy kochać ją czy nienawidzić. Niby kobieta silna, pełna nienawiści, dumy, w wielu sytuacjach, pozbawiona prawdziwej kobiecej godności, nagle zaczyna być CZŁOWIEKIEM. Zaczyna poddawać się magii uczucia.

Anita Scharmach dość nietypowo szarżuje emocjami. Najpierw bombarduje nas dawką zła, które pojawia się wszędzie tam, gdzie pojawia się ta „wredna zołza”, a potem nagle pozwala na inne emocje. I zagłębiając się w lekturę, małymi krokami zaczynamy kibicować tej „zasługującej na jeszcze jedną szansę” kobiecie.

Przyznam szczerze, że emocje często przeplatały się ze sobą, ba… niektóre były tak antagonistycznie do siebie nastawione, że nie wiedziałam w którą stronę mam się zwrócić. W jednym momencie czułam łzy pod powiekami, a w kolejnym miałam ochotę mocno tą bohaterką potrząsnąć.

Co mnie zaskoczyło w tej powieści? Ha, myślę nie spodziewałam się takiej dawki erotyzmu. Seks w wątkach romansowych jest mile widziane, ale dawno nie miałam okazji czytać o nim w takiej wersji. Oczywiście w niczym to tej powieści nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie, dodało jej odrobinę  „pieprzyku”, ale wiem, że sporo moich koleżanek lubi „przeżywać” takie wątki.

Co mnie szokowało w tej powieści? No, tu mogę przyznać śmiało, że jak dla mnie zbyt duża ilość wulgaryzmów, i to wypływających z ust kobiety. Nie lubię, kiedy kobiety przeklinają, chociaż samej też czasami coś mi wyskoczy niecenzuralnego, ale widocznie autorka chciała tym podkreślić „zołzowatość” swojej bohaterki.

Jest to lektura nie tylko dla kobiet, chociaż myślę, że kobiety w większości będą jej czytelniczkami. Autorka w dość wyrazisty sposób pokazała, jak może zmienić się charakter człowieka i jego osobowość w obliczu emocji danego czasu. Udowodniła, że żaden człowiek nie jest tak do końca ani zły, ani dobry. Każdego z nas dopadają czasami różne „chochliki”

Polecam tę lekturę szczególnie paniom lubiącym literaturę obyczajową. W tej powieści wprawdzie dramat przeplata się z romansem, ale sama fabuła jest tak skonstruowana, że chwilami nie można się od niej oderwać. Jest to pierwsza książka tej autorki, jaką miałam okazję przeczytać, ale już dziś wiem, że nie ostatnia. Przede wszystkim mam nadzieję, na dalszy ciąg ponieważ zakończenie książki mnie trochę zaskoczyło.

Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej lektury, Anita Scharmach była jedną z uczestniczek na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.

logo spotkania

poniedziałek, 04 września 2017

Michael Russell jest pisarzem urodzonym w Anglii. Studiował literaturę angielską w Oksfordzie, a następnie trzy lata pracował na farmie w hrabstwie Devon. Był jednym z pracowników ekipy tworzącej angielską operę mydlaną „Emmeralde Farm”, a także scenarzystą i producentem wielu programów telewizyjnych, w tym głośnych „Morderstw w Midsimer” i „Sprawy dla Frosta”. Kiedy przeprowadził się do Irlandii, postanowił zacząć pisać powieści i teraz całkowicie się temu zajęciu oddaje.

Michael Russell   Miasto cieni_Michael Russell

Wydawnictwo SQN rok 2015

stron 371

Miasto cieni to thriller historyczny, którego fabuła przenosi nas do lat 30 ubiegłego wieku, a konkretnie do okresu przedwojennego.

Stefan Gillespie jest policjantem, dość bezkompromisowym, który wraz ze swoimi współpracownikami ma za zadanie zdekonspirować pewnego lekarza, trudniącego się nielegalnymi aborcjami. Podczas akcji, policjant poznaje Żydówkę Hannah, która w następstwie dość nietypowych okoliczności zwraca się do Stefana z prośbą o pomoc w odnalezieniu jej zaginionej przyjaciółki. Mimo osobistych problemów związanych z groźbą odebrania policjantowi opieki na jego synem, Stefan podejmuje się odszukania młodej kobiety. Zawieszony w obowiązkach policjanta angażuje się w to jeszcze mocniej, po wizycie ojca Hannach, który prosi go z kolei, o odnalezienie jego córki. Hannah postanowiła na własną rękę odszukać osobę, z którą przed zaginięciem związana była jej przyjaciółka i wyjeżdżając z Dublina… zniknęła. Stefan udaje się na poszukiwania kobiety aż do Gdańska. Czy znalezione w górach nieopodal Dublina ciała (zamordowanych) dwóch osób – mężczyzny i kobiety mają ze sobą coś wspólnego? Czy rodzące się uczucie protestanta i Żydówki ma szansę przetrwania w katolickiej Irlandii? Co wspólnego z odnalezionymi ciałami mają księża kościoła katolickiego?

Przyznam szczerze, że po tę książkę sięgnęłam z powodu jej okładki i opisu na niej.

(…) Ciemne zaułki Dublina, pełne tajemnic Wolne Miasto Gdańsk, zakazane uczucia i prawda zakopana w zbyt płytkim grobie.(…)

Okładka skojarzyła mi się z powieściami Carlosa Ruiza Zafóna, więc wiele się nie zastanawiając, książkę nabyłam.

Powieść wciąga od pierwszych stron. Początkowo zwykłe śledztwo, zamienia się w dość mocną intrygę polityczno-policyjno-kościelną z wszędobylskimi nazistami i Niemcami dążącymi do podporządkowania sobie świata. Wolne Miasto Gdańsk mocno zniemczone, a do tego kiełkujący romans, i wiadomo… człowiek przepada w czytaniu.

Ciekawie przedstawione osobowości głównych bohaterów, którzy są nietuzinkowi, silni psychicznie, odważni i za wszelką cenę dążący do celu, są jednocześnie bardzo pozytywnie odbierani, przynajmniej tak było w moim przypadku.

Powieść ta od samego początku trzymała mnie w takim napięciu, że trudno mi było odłożyć ją na bok. A im bliżej końca, tym główni bohaterowie popadali w coraz większe niebezpieczeństwa. W pewnym momencie już myślałam, że pogmatwane sytuacje, z jakimi przyszło im się mierzyć nie doprowadzą do zupełnego rozwiązania. A wplecione w fabułę wątki i informacje o dziwnych związkach księży z funkcjonariuszami policji dublińskiej po prostu dodały dodatkowego dreszczyku.

Ten trzymający w napięciu thriller historyczny zabiera nas – czytelników, w ekscytującą podróż po świecie lat 30. ukazując świat polityki przedwojennej i siły Niemców dążących do zniszczenia wszystkiego, co żydowskie i opanowania jak największej ilości państw.

Myślę, że taka mała odskocznia od wątków sensacyjnego, historycznego i kryminalnego jakim jest wątek walki samotnego ojca o prawa do opieki nad dzieckiem, jest dużym plusem dla fabuły. Skupiając się na układach i układzikach o podłożu czysto politycznym, można było chwilę odsapnąć w towarzystwie rodziców policjanta i sympatycznego małego chłopca.

Każda niemal książka ma swoje plusy i minusy, w tej akurat pewien dyskomfort czytelniczy powodowały pojawiające się literówki, no cóż chyba korektorzy niezbyt poważnie podeszli do tekstu.

Mimo wszystko jednak polecam tę powieść zwłaszcza miłośnikom kryminałów. Nie ukrywam, że z pewnością znajdą w niej coś dla siebie czytelnicy preferujący historię, szczególnie tę, dotyczącą klimatów lat 30. minionego wieku, konfliktów religijnych w Irlandii i nastrojów faszystowskich w Europie. Dla miłośników romansu czy powieści obyczajowych również się znajdą ciekawe kąski.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Agnieszka Pruska to jedna z naszych polskich kryminalistek, po której książki sięgam bardzo chętnie. I chyba przeczytałam już wszystkie jej książki, które ukazały się na rynku księgarskim. Wspomniałam już o tej pisarce kilkakrotnie, zarówno podczas opisywania spotkania autorskiego jak i przy okazji dzielenia się z moimi czytelnikami opiniami po przeczytanych książkach. Jeżeli ktoś chciałby bliżej poznać tę autorkę to zapraszam do wcześniejszych wpisów lub na stronę autorki.

Agnieszka Pruska  Zwłoki powinny być martwe_Agnieszka Pruska

Wydawnictwo Oficynka rok 2017

stron 427

Zwłoki powinny być martwe, to komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została współcześnie w okolicach Olsztynka.

Alka i Julka to dwie nauczycielki pracujące w gimnazjum. Na wakacje, młode kobiety postanawiają wyjechać do urokliwego miejsca jakim jest leśniczówka. Kuzyn Ali jest leśniczym, a jego żona prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Urlop dla obu nauczycielek miał być sielskim czasem leśnych spacerów, letnich kąpieli w malownicze położonych jeziorkach i oazą spokoju. I wszystko pewnie by się spełniło, gdyby pewnego dnia kobiety nie znalazły wśród malin zwłok mężczyzny, które... zniknęły zanim obie panie powróciły na miejsce dziwnego znaleziska z policją.I wszystko pewnie by się spełniło gdyby nie pływające w jeziorze zwłoki, które całkowicie zniechęciły nauczycielki do letnich kąpieli ale za to zainspirowały do przeprowadzenia śledztwa. Czy zwłoki mężczyzny z malin rzeczywiście były martwe? Czy zwłoki kobiety pływające w jeziorze miały coś wspólnego ze zwłokami z malin? I kto tak właściwie prowadził śledztwo… policja, czy podekscytowane przygodami nauczycielki?

Po raz kolejny autorka spowodowała, że nie mogłam oderwać się od książki. Dodatkowym bonusem tym razem była spora dawka dobrego humoru, który wprost zalewa fabułę książki. Dwie poważne kobiety, z zawodu nauczycielki, więc powinny być zaliczane do osób poważnych, dosłownie „zabijają” czytelnika słowami i czynami. Zabijają w sensie humorystycznym. Nie można „nie polubić” głównych bohaterek, i chociaż ich osobowości różnią się od siebie, to obie panie mają ze sobą wiele wspólnego.

Duża ilość malowniczo opisanych miejsc zarówno wiejskich jak i miejskich jest z pewnością kolejnym plusem tej książki, a zabawne dialogi dopełniają reszty.

Niesamowite zwroty akcji, nie pozwalają na oderwanie się od fabuły, która nie tyle intryguje, zaskakuje i trzyma w napięciu, co po prostu bawi. Poważne dylematy śledztwa ukazane zostały od strony amatorskich detektywów, ale ich dedukcja bardzo wiele miała oryginalności i słuszności.

Mam wrażenie, że wielu czytelników przypisze tej powieści „łatkę”, porównując ją do kryminałów Joanny Chmielewskiej, ale myślę, że to dobrze. Czy kryminał musi być brutalny, wulgarny mrożący krew w żyłach? Już inny autor komedii kryminalnych - Alek Rogoziński udowodnił, że przy kryminale można się równie dobrze bawić, co bać.

W tej powieści urzekło mnie wiele wątków. Na przykład opisy historyczne, czy opisy przyrodnicze (wszak jedna z pań to nauczycielka biologii), wątek wychowawczy (mamy w powieści dwoje ciekawskich dzieci) i delikatny wątek miłosny. Ach… prawie zapomniałam o chwilach grozy, jakie wprowadziła autorka zaprowadzając swoje bohaterki do opuszczonej po PGR-owskiej wsi.

Moim zdaniem, jest to książka idealna na długi weekend lub na urlop. Zrelaksuje z pewnością nie tylko miłośnika komedii czy kryminału. W tej z pozoru sielankowej atmosferze wakacji, cały czas coś się dzieje, więc… trudno o nudę.

No… ale, żeby nie było zbyt słodko, muszę wstawić odrobinę dziegciu w tę miodną opinię. Bardzo nie lubię, kiedy książki są napisane w jednej ciągłości. Nie mogę sobie wówczas pozwolić na stwierdzenie „jeszcze jeden rozdział, i idę spać”. Niestety ta powieść została tak napisana. Jednym ciągiem. Żeby chociaż małe odstępy…, dwóch, trzech „enterów”. Innym może taki układ tekstu nie przeszkadza, mnie osobiście sprawiał mały dyskomfort w czytaniu.

Ale, nie ma co narzekać, kiedy fabuła ciekawa. Książka, moim zdaniem przyciąga już samą okładką, która wprowadza czytelnika w kulisy.

Mało przewidywalne jak dla mnie zakończenie. Nie było wielkiego BUM! Nie jestem dobrym detektywem, ale tylko trochę źle rozwiązałam zagadkę. Panie detektywki-amatorki odrobinę mnie zmyliły. Zdradzę jednak, że podobno autorka planuje kontynuację przygód pań nauczycielek, chociaż ja przyznam szczerze, że bardziej czekam na kontynuację serii z komisarzem Uszkierem, którego poznałam we wcześniejszych kryminałach tej autorki.

Mam nadzieję, że zachęciłam do przeczytania tej książki. Jeśli chodzi o mnie, to proszę o więcej takich kryminałów. Lektura lekka, łatwa i przyjemna, w której umieszczono oprócz kryminalnego, wiele innych, ciekawych wątków. To książka, która pozwala zatracić się w czytaniu bez ryzyka zawału serca. I co najważniejsze, moim zdaniem mogą po nią sięgnąć czytelnicy nawet w młodym wieku (no młodzież, nastolatkowie - nie dzieci), ponieważ nie ma w niej wulgaryzmów, brutalności i nie leje się krew strumieniami.

Dziękuję za możliwość przeczytania tej lektury Wydawnictwu Oficynka, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.

logo Oficynka

 

 LAS jest piękny o każdej porze roku, pod warunkiem, że nie znajdziemy w nim zwłok :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Stefan Chwin gościł już na moim blogu wiele razy. Lubię styl jakim pisze, chociaż nie wszystkie jego książki przypadły mi do gustu. Osobom, które zaglądają na mojego bloga nie muszę przedstawiać tego pisarza, ponieważ wspominałam o nim już kilkakrotnie, dzieląc się wrażeniami, po przeczytanych książkach. Jednak dla tych, którzy trafili do mnie po raz pierwszy przypomnę, że urodził się w 1946 roku w Gdańsku i jest jednym z najbardziej znanych gdańskich powieściopisarzy. Jest również krytykiem literackim, eseistą, historykiem literatury, a także grafikiem. Absolwent Państwowego Liceum Technik Plastycznych w Gdyni-Orłowie oraz Uniwersytetu Gdańskiego. Jako naukowiec zajmuje się romantyzmem i romantycznymi inspiracjami w literaturze nowoczesnej. Wykłada na Uniwersytecie Gdańskim na wydziale Filologii Polskiej. Pisze również beletrystykę pod pseudonimem Max Lars i pod tym nazwiskiem zadebiutował dwoma powieściami fantastyczno-przygodowymi dla młodzieży: Ludzie-skorpiony i Człowiek-Litera. Również w tym czasie ukazał się jego autobiograficzny esej Krótka historia pewnego żartu, w którym autor dokonał osobistego rozrachunku z historią Gdańska z lat pięćdziesiątych XX wieku.

Stefan Chwin   Srebrzysko_Stefan Chwin

Wydawnictwo TYTUŁ rok 2017

stron 359

Srebrzysko to proza współczesna, powieść, w której przeplatają się wątki kryminalny z psychologicznymi.

Piotr jest znanym i dość majętnym prawnikiem. Wielu uważa, że swój majątek zdobył dzięki temu, że był adwokatem mafii. Ale w przypadku Piotra sprawdza się powiedzenie, że „pieniądze szczęścia nie dają”. Samotny młody mężczyzna, którego spotkały przed laty dwie rodzinne tragedie nie potrafi sobie znaleźć miejsca w życiu. Pewnego razu postanawia „pomóc” kobietom ze wschodu, przyjeżdżającym do Polski w celach zarobkowych. Oczywiście coś za coś. Nie do końca świadomy tego, co robi, którejś nocy zostaje wykorzystany przez pewnych ludzi. Najpierw jest szantaż, potem niszczenie go poprzez media i chociaż odmawia on pomocy policji próbując dorwać szantażystów na własną rękę, to w końcu i tak jego świat zawala się z zupełnie innej przyczyny. Kim tak właściwie jest słynny adwokat Piotr? Co spowodowało, że zaczął zachowywać trochę irracjonalnie?

Autor na okładce książki napisał: „Jest to najbardziej ryzykowna książka, jaką napisałem w życiu. Chociaż raz taką książkę trzeba napisać. Dlaczego? Dla spokoju serca.”

Moim zdaniem jest to książka dość mocna nie tylko emocjonalnie, ale pod każdym względem. Autor nie szafując nazwiskami, odważnie pisze o zachowaniu wielu ludzi, których (niestety) czytelnik rozpoznaje w książce, znając ich ze scen nie tylko politycznych. Odważnie krytykuje to, co dzieje się w kraju, wchodząc w myśli zwykłych, szarych ludzi i odkrywając ich niewolnicze postrzeganie życia.

Specyficzny styl, jakim pisze autor dodatkowo podkreśla dramatyzm wielu sytuacji. Buduje napięcie, którego nie sposób ominąć. Do tego wprowadza bohatera lub kilku, których osobowości są jednocześnie trudne, bulwersujące i zaskakujące.

Jest to opowieść o zagubionym człowieku. Człowieku, który pragnie zemsty za to, co mu odebrano. Zagubionym mężczyźnie, który próbuje zniszczyć siebie i innych, zwłaszcza tych, którzy jego, lub jego bliskich, potraktowali zbyt obcesowo.

Myślę, że głównym zamiarem autora było opisanie polskiego społeczeństwa we współczesnej Polsce. Przedstawienie świata polityki i mediów, oczami inteligentnego człowieka. Takiego, którego nie jest łatwo zmanipulować. W bezlitosny a zarazem ironiczny sposób autor szydzi z władzy współczesnych, krwiożerczych mediów, żerujących na szarym człowieku, na nieszczęściu ludzi, na brudnych sensacjach i epatujących dramatem i przemocą sytuacjach. I chociaż autor zmienił nazwę dominującej gazety, to nietrudno jest się domyślić, o jaki dziennik chodzi. To samo tyczy się telewizji, która dla wielu ludzi jest ogłupiająca, emitując bzdurne seriale czy byle jakie widowiska typu reality show.

Na okładce pisze, że jest to powieść dla dorosłych. Jednak jeżeli ktoś będzie w niej szukał ostrych momentów erotycznych to może poczuć się zawiedziony. To jest powieść „dla dorosłych” chyba tylko z tego powodu, że odważnie ukazuje to, czego często staramy się nie zauważać, albo nie zagłębiamy się w to, co i tak nas irytuje i bulwersuje.

Takich ludzi jak główny bohater książki jest w naszym społeczeństwie z pewnością wielu. Irytują nas, wściekamy się na nich, zazdrościmy im, a kiedy powinie im się noga, plujemy na nich. Takie jest nasze społeczeństwo, często warte jedynie pogardy.

Nie ukrywam, że zaintrygowała mnie okładka. Dziwna i tajemnicza. Byłam na spotkaniu autorskim promującym tę powieść i miałam okazję posłuchać dlaczego taki obraz. Dla mieszkańców Trójmiasta, Srebrzysko kojarzy się albo z cmentarzem, albo ze szpitalem dla chorych psychicznie. W powieści autor wspomniał i o jednym i o drugim, ale dlaczego taki tytuł zdecydował się nadać swojej książce?

Przyznam szczerze, że jest to mocna książka. Odważna i wyjątkowa. I chociaż nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, polecam ją przeczytaniu każdemu „dorosłemu” czytelnikowi. Polecam ją zwłaszcza czytelnikom dobrej polskiej literatury i sympatykom profesora Chwina.

sobota, 29 lipca 2017

Emily Gyffin urodziła się w 1972 roku w Baltimore, Maryland. To amerykańska pisarka bestsellerów. Ukończyła Uniwersytet w Virginii i przez jakiś czas pracowała w kancelarii prawniczej Winston&Strawn na Manhattanie. W roku 2001 przeprowadziła się do Londynu, gdzie postanowiła zacząć pisać. W 2003 roku po wyjściu za mąż, powróciła do Stanów Zjednoczonych i zamieszkała w Atlancie. Swoją pierwszą książkę wydała w roku 2004.

Emily Giffin  Ten jedyny_Emily Giffin

 Wydawnictwo Otwarte rok 2014

stron 520

Ten jedyny to połączenie współczesnej powieści obyczajowej z romansem, z mocnym futbolowym tłem.

Sheia jest młodą, niezamężną kobietą, której pasją jest futbol. Zamiast jak inne kobiety biegać po sklepach, przyjęciach itp. ona woli oglądać mecze futbolu. Kiedy umiera mama jej przyjaciółki, życie Shei staje na głowie. Zamiast cieszyć się z tego, że ma chłopaka, który jest obiektem pożądania wielu kobiet, ona czuje się zagubiona z powodu miłości do innego mężczyzny, którym okazuje się znany trener, przyjaciel rodziny, i ojciec jej najlepszej przyjaciółki. Niestety los bywa przewrotny i chociaż Sheia wie, że jej miłość do trenera nie jest miłością platoniczną, jej przyjaciółka stawia jej ultimatum, a ona sama staje przed trudnym wyborem. Musi zdecydować, czy ważniejsza jest dla niej przyjaźń czy miłość. Co wybierze Sheia? Czy miłość pokona barierę wiekową jaka dzieli kochanków, czy podda się presji otoczenia? Czy któreś z rodziców wesprze ją i pomoże dokonać właściwego wyboru?

Autorkę polecało mi kilka koleżanek, przyznam szczerze, że chociaż cieszy się ona powszechnym uznaniem wśród polskich czytelniczek, ja do tej pory nie miałam przyjemności zetknąć się z jej powieściami. Po przeczytaniu tej książki stwierdziłam, że jednak wolę polskie autorki takiej literatury. Chociaż myślę, że ta pisarka to taka amerykańska Magdalena Witkiewicz.

Nie urzekła mnie ta książka. Może dlatego, że było w niej sporo sportu i o sporcie, którego nie rozumiem i tak właściwie nie lubię (mam na myśli futbol amerykański). Zawsze ten sport wydawał mi się zbyt brutalny.

Ale wracając do lektury, sam pomysł na fabułę dość ciekawy, chociaż główna bohaterka nie przypadła mi do gustu. Nie potrafiłam jej rozgryźć i często dość mocno mnie irytowała. Niby kobieta dojrzała, bo trzydziestka na karku, a momentami zachowywała się na głupiutka nastolatka. Jedyne co można o niej powiedzieć pozytywnego, to że dobrze znała się na sporcie, zwłaszcza na futbolu. Ale to jej pasja, więc trudno, aby było inaczej.

 Niestety, chociaż przyznam, że książka lekka, łatwa i przyjemna to podczas czytania wiele razy czułam osobliwy dyskomfort. Nie wiem czy to jest wina autorki, czy polskiego tłumacza, ale zbyt duża ilość wstawionych wyrazów z rozszczepionych liter to moim zdaniem lekka przesada. Zdaję sobie sprawę z tego, że autor pragnie coś w tekście podkreślić; wówczas, aby czytelnik miał tego świadomość, dany wyraz pisze albo pogrubionym tekstem albo rozszczepionym. Ale w tej powieści tych wyrazów było aż nadto. Często kilka na jednej stronie.

(…) R y a n sugerował, że k t o ś przekupił Cedrica? – obruszył się Trener. – Na przykład ktoś taki jak jego własny tatunio?

- Mówi pan poważne? - zdumiałam się.

Trener skinął głową.

- Takie w każdym razie krążyły plotki. Stary James potrzebował najlepszego skrzydłowego, żeby łapał podania jego syna.

- Zaraz… Czyli… To znaczy, że pan o tym w i e d z i a ł? (…)

Nie wiem, czy aż takie ważne były niektóre słowa, aby podkreślać je po kilka, nawet na jednej stronie.

Chyba około 80% fabuły to futbol; zasady gry, opisy meczów, wspomnienia zawodników, dat rozgrywek itp. Myślałam, że jest to powieść dla kobiet, a tej fabuły typowo „kobiecej” trochę mi w tej książce było mało. Nawet wątek główny, czyli miłość Shei do Trenera, zagłuszona została futbolem.

futbol

Autorka ma również skłonność do szczegółów. To akurat nie jest złe, ale myślę, że gdyby nie rozdrabniała na czynniki pierwsze wszystkiego o czym pisze, książka byłaby połowę cieńsza. Szczegółowo opisany ubiór na człowieku, czy bardzo szczegółowo opisane przygotowanie zapiekanki może pobudzić wyobraźnię czytelnika, może nawet i powinno, ale dla mnie było trochę zbyt dużo niepotrzebnego tekstu, nie wnoszącego niczego istotnego do fabuły.

Być może inna książki tej autorki będzie dla mnie ciekawszą lekturą, na tej niestety trochę się zawiodłam. Nie mówię jednak NIE tej pisarce i z pewnością, kiedyś sięgnę po inną jej powieść aby przekonać się czym ujęła w swoich książkach takie rzesze czytelniczek.

Ale, to że ja się tą książką nie zachwyciłam, wcale nie oznacza, że jest to powieść zła. Z pewnością fanki Emily Gyffin są nią zauroczone. Zatem polecam ją szczególnie osobom, które lubią i znają się na futbolu, a także tym, które lubią połączenie romansu z innymi wątkami. Chociaż książka dość gruba, przeczytałam ją szybko, a to chyba nie jest całkiem negatywne podejście do tej powieści.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli