Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
środa, 04 kwietnia 2018

Mam ciekawą propozycję, na spędzenie wolnego czasu dotyczącą młodych i nie tylko młodych ludzi, ALE… ZORGANIZOWANĄ PRZEZ MŁODZIEŻ KOCHAJĄCĄ KSIĄŻKI.

BookKat

W dniach 14-15 kwietnia, (a więc tuż, tuż)  w sobotę i niedzielę na terenie Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach w budynku A odbędzie się ciekawe wydarzenie książkowe, które jest projektem społecznym BooKat.

Wydarzenie to organizowane jest przez grupę 16-18 latków i ma ono na celu promowanie literatury, a także łączenie pokoleń, dlatego też organizatorzy działający non-profit serdecznie zapraszają przedstawicieli wszystkich grup wiekowych.

Wstęp jest całkowicie darmowy

Strona internetowa wydarzenia to: bookat.pl

Więcej informacji można znaleźć na https://www.facebook.com/bookatproject/

 W trakcie wydarzenia będą odbywać się wykłady, spotkania z autorami i bloki dyskusyjne o wszystkim, co wiąże się z książkami. Organizatorzy przewidują też różnego rodzaju konkursy dla uczestników, zarówno na wydarzeniu, jak i na fanpage'u.

 30007612_2090284564536360_371760119_n

Mnie do Katowic trochę za daleko, ale wiem, że wśród moich znajomych i czytelników jest sporo mieszkańców Górnego Śląska.

środa, 28 marca 2018

Ewa Maria Ostrowska żyła w latach 1938 – 2012. Była nie tylko pisarką, ale również dziennikarką. Studiowała socjologię na Uniwersytecie Łódzkim i pisywała w łódzkiej prasie. Jest znana nie tylko pod własnym nazwiskiem, ale również pod pseudonimami Brunon Zbyszewski i Nancy Lane. Autorka pisała przede wszystkim powieści obyczajowe; interesował ją krąg spraw rodzinnych. Wydawała również książki dla dzieci i młodzieży, thrillery, kryminał i zbiór opowiadań. Za książkę „Co słychać za tymi drzwiami” w roku 1983 otrzymała nagrodę IBBY . Otrzymała również Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży. Książki wydawała jako Ewa Ostrowska. Jej książki przetłumaczone zostały na języki: czeski, słowacki, węgierski i rosyjski.

Ewa Ostrowska  O zmierzchu_Ewa Ostrowska

Wydawnictwo Oficynka rok 2017

stron 321

O zmierzchu to dramat psychologiczny.

Małgosia cierpi na depresję. W latach młodości miała dwie bardzo serdeczne przyjaciółki, które odeszły z jej życia szybciej niż ktokolwiek tego oczekiwał. Śmierci przyjaciółek, nadopiekuńcza matka i trudna miłość do mężczyzny, który nie był jej wart, oraz skomplikowana polityka sprawiły, że kobieta nie potrafiła odnaleźć się. Kiedy w pewnym momencie jej życia, wychodzi na jaw brutalna prawda o ojcu, którego bardzo kochała i uważała za bohatera wojennego, a stosunki z matką stają się uciążliwe dla męża, którego mama Małgosi nie toleruje, kobieta powoli wpada w szpony choroby. Dłuższy czas nie potrafi sobie poradzić sama ze sobą. W typowy dla depresji sposób przestaje funkcjonować. Po śmierci matki jej życie pozostaje marną wegetacją z głową pod kołdrą, w tonach brudu i szaleństwa, w którym jedyną pociechą są rozmowy z matką. A właściwie to głosy matki brzmiące w chorej głowie kobiety.

Przyznam szczerze, że długo nie mogłam zdecydować się na to, jak opisać tę książkę. Moje wrażenia są tak sprzeczne, że do końca nie mogę stwierdzić czy książka mi się podobała czy nie.

Z cała pewnością jednak uważam, że jest to książka dość trudna w odbiorze, i z pewnością młody czytelnik/czytelniczka może się pogubić w tej lekturze. Temat depresji jest tematem dość powszechnym, chociaż niewiele osób ma odwagę o tym pisać. W przypadku tej książki, autorka przedstawiła tę chorobę zarówno w odniesieniu do bardzo młodej osoby jak i później, do osoby w dość już zaawansowanym wieku. Opisała typowe zachowania depresyjne w połączeniu z pewnego rodzaju omamami charakterystycznymi dla chorych na schizofrenię. Według mnie ta bohaterka tak w stu procentach nie była chora tylko na depresję. Niby jest to choroba XXI wieku, a jednak dotyka ludzi już od zawsze.

Dość specyficzny sposób pisania jakim autorka nakreśliła fabułę, jest momentami śmieszny lecz im dłużej się czyta, tym bardziej staje się irytujący. Ciągle wplatane w dialogach „hi, hi, hi” być może miało dodać szczyptę humoru, ale jeśli chodzi o mnie, to odniosło zupełnie odwrotny skutek.

(…) Skarbie, bądź poważna! – Ależ jestem, jestem jak nieboszczyk w grobie hi, hi, hi! – Skarbie, dlaczego zmieniłyście mieszkanie? – Ojej, ale poważny głos. Połaskotać pod pachami, hi, hi, hi? – Skarbie, najpierw odpowiedź, potem łaskotki. Wiesz, czym one się skończą. – Hi, hi, hi wiem! (…)

To tylko jeden z dialogów, dotyczący poważnej rozmowy dwojga dorosłych ludzi.

Ten specyficzny sposób pisania, dotyczył również nazbyt często wplatanych w tekst, irytujących mnie określeń: „mamula-spryciula”, „Małgosica-złośnica”, „mamica-wazelnica”. Czy dorośli ludzie, wykształceni, kulturalni używają takich określeń?

Narracja książki tak się zmieniała, że momentami nie nadążałam za zrozumieniem tekstu. A wiadomo, że czytanie bez zrozumienia nie ma sensu. Narracja raz była w pierwszej osobie, a za chwilę w osobie trzeciej. Moim zdaniem trochę to ze sobą kolidowało.

Myślę jednak, że autorka miała dobry pomysł na książkę. W ciekawy, dość niekonwencjonalny sposób opisała pierwszą młodzieńczą miłość i pierwsze zauroczenie seksem. Chociaż główna bohaterka, jest niezbyt pozytywnie odebraną przeze mnie postacią. Wychowana przez nadopiekuńczą matkę męczennicę, która dorosłą córkę traktowała jak małą dziewczynkę, a w zasadzie jak lalkę z porcelany, samej katując się i lekceważąc własne zdrowie (praca na dwa etaty, długie stania w kolejkach – w czasach, kiedy w sklepach nie było nic, i wszystko trzeba było „wystać” w kilkugodzinnych kolejkach). Matka, która córce nie pozwalała nic robić i tą swoją nadopiekuńczością zrobiła z niej poniekąd ofiarę życiową.

Dla wielu młodych czytelników, fabuła książki może wydać się niezrozumiałą. Trudna polityka lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, fascynacja Stalinem, czy Pawką Morozowem, a także uzależnienia od przynależności do partii, to dla wielu młodych ludzi coś, o czym najpierw długo się nie mówiło, a potem… no cóż, potem życie było zupełnie inne.

Ta książka jest jednak przejmującą historią kobiety uwikłanej w miłość, zdrady, kłamstwa. To pięknie ukazana przyjaźń trzech dziewczynek, dorastających razem i chociaż każda z nich osobowościowo była inna, to miały wspólny cel - dbanie o siebie nawzajem i dbanie o najbliższych. Każda z tych trzech dziewcząt, a później kobiet, na swój sposób próbowała walczyć z depresją, komuś się udało, komuś innemu nie. To historia trudna, ale i prawdziwa, która może spotkać każdego. To tak jakby wołanie o pomoc potrzebną komuś, kto ma trudności z akceptacją bezradności życia.

Okładka, moim zdaniem dość ciekawa i znajomość książek wydawnictwa Oficynka może trochę zmylić, tak jak mnie zmyliło, bowiem wydawnictwo to, do tej pory kojarzyłam z dobrymi kryminałami. Ale myślę, że takie książki też są potrzebne na rynku. Książki, które zmuszają czytelnika do refleksji.

Nie polecam tej książki młodym czytelniczkom, bo myślę, że jest ona zbyt trudna dla młodego pokolenia. Myślę jednak, że gdyby ktoś chciał się dowiedzieć więcej na temat objawów choroby, jaką jest depresja, to jest to książka dla niego. Można znaleźć w tej książce różne wątki, bo autorka poruszyła ich sporo. Jest wątek miłosny, wątek polityczny, wątek psychologiczny, nie jednak ulega wątpliwości, że należy się przygotować do trudnego odbioru fabuły. Nie każdy potrafi czytać ze zrozumieniem, a przy tej książce ta umiejętność jest bardzo przydatna.

Dziękuję Wydawnictwu OFICYNKA, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką za możliwość przeczytania tej książki.

logo spotkania

Wydawnictwo Oficynka

wtorek, 27 marca 2018

Zabierałam się za ten wpis i zabierałam, a czas jakby robił mi na złość. Ale… w końcu się udało.

 Targi Książki odbyły się w Gdańsku pierwszy raz, mam jednak nadzieję, że nie ostatni. Nie jeżdżę na targi go Warszawy, Krakowa czy Poznania, bo mi trochę za daleko, ale „u siebie” to już zupełnie coś innego.

Jak każda tego typu impreza były plusy i minusy; myślę jednak ,że kto zdecydował się wziąć udział to nie żałuje. Jeśli chodzi o mnie to poświęciłam na tę imprezę prawie całą sobotę i część niedzieli, tak właściwie to w sobotę byłam w Filharmonii Bałtyckiej na wyspie Ołowiance, gdzie odbywała się główna część targów, a w niedzielę tylko w Bibliotece Pod Żółwiem, na spotkaniu z jedną z moich ulubionych pisarek Kasią Puzyńską.

Gdańskie Targi Książki

Oczywiście, jak to na Targach Książki bywa, było sporo stoisk z książkami i co mnie bardzo zaskoczyło, to że swoje książki prezentowały wydawnictwa do tej pory dla mnie obce, chociaż książki kusiły ze wszystkich stron bez względu na to czy wydawnictwo znane czy nie. Było również kilka wydawnictw dziecięcych co z pewnością bardzo ucieszyło czytelników młodszego pokolenia i oczywiście ich rodziców, no dobrze babcie też. Nie mogłam się oprzeć i musiałam zakupić książki dla mojej wnusi, bo… nie tylko były w bardzo atrakcyjnych cenach, ale i pięknie wydane. Chyba muszę się bliżej zapoznać z Wydawnictwem Jedność.

Gdańskie Targi Książki

Na wielu stoiskach niestety ceny książek nie były zbyt przychylne dla mojego budżetu przeznaczonego na Targi, ale i tak wróciłam z siatką ciekawych lektur, ponieważ korzystając z okazji porozmawiania z autorem, który podpisywał swoje książki przy danym stoisku, coś nabyłam. Cieszę się, że przy okazji mogłam spotkać wielu moich ulubionych autorów (Agata Przybyłek, Janusz Leon Wiśniewski, Kasia Bonda, Kasia Puzyńska) oraz poznać tych, których książek jeszcze nie miałam okazji przeczytać (Maciej Siembieda).

Gdańskie Targi Książki

Były jednak stoiska, gdzie można było zakupić książkę za 15 zł, 10 zł a nawet za 5 zł, i to książki całkiem ciekawe, pięknie wydane, nie jakieś byle co. Kto mnie zna, to wie, że okazji nie przepuszczam. I tu znowu muszę się przyznać do tego, że dzięki buszowaniu wśród różnych stanowisk poznałam nowe, bardzo ciekawe wydawnictwa.

Gdańskie Targi Książki

Czas upływał ciekawie nie tylko na wędrówkach od stoiska do stoiska, ale na spotkaniach towarzyskich i spotkaniach autorskich. Dzieci miały również gratkę spędzając czas na warsztatach specjalnie dla nich zorganizowanych. Dzięki targom, miałam okazję spotkać kilka koleżanek z naszej sopockiej grupy A może nad morze? Z książką. Przy kawie, herbacie i ciasteczkach miło spędziłyśmy czas z Aleksandrą (blog Aleksandra czyta), Dorotką (blog Przeczytanki), czy Agnieszką (blog Kanapowy Lew), na blogach których również możecie przeczytać ciekawe relacje z targów. Przy okazji porozmawiałyśmy sobie o zbliżającym się spotkaniu w lipcu, którego nie wyobrażam sobie, żeby nie było.

Niestety, chociaż spotkań autorskich było kilka i to bardzo ciekawych, mnie udało się dotrzeć tylko na dwa (czas nie guma), w sobotę z Kasią Bondą, której autografu już się niestety nie doczekałam, bo kolejka po wpis do książki była chyba na dwie godziny stania. A drugie spotkanie w niedzielę z Kasią Puzyńską. Tu też kolejka była spora, ale dotrwałam i dzięki temu otrzymałam od Kasi bardzo czytelny autograf (w innych książkach mam tak nieczytelne, że czasami zastanawiam się co ona tam napisała).

Gdańskie Targi Książki

Na spotkaniu z Kasią Bondą (i nie tylko na jej spotkaniu) były tłumy ludzi, i kto twierdzi, że Polacy nie czytają książek?

Gdańskie Targi Książki

Wystany w długiej kolejce, ale bardzo czytelny autograf od Kasi Puzyńskiej

 A media trąbią wszem i wobec, że Polacy nie czytają książek.

Targi książki, to nie tylko stoiska z książkami i spotkania autorskie, to również stoiska biblioteczne, które zachęcały czytelników do wymiany książek. W jednym z takich miejsc spotkałam Zuzę (blog Szuflatopółka), chyba najbardziej zaangażowaną osobę wśród moich znajomych promującą czytelnictwo w Polsce.

Gdańskie Targi Książki

Niestety miejsce targów, chociaż piękne i w malowniczym otoczeniu starego Gdańska okazało się trochę niedostępne dla wielu osób. Organizatorzy targów nie pomyśleli o osobach niepełnosprawnych czy o osobach z dziećmi w wózkach, bo spora ilość schodów do pokonania z pewnością była dla tych czytelników przeszkodą. Może w przyszłym roku, organizatorzy zadbają o komfort i dla tych czytelników.

Z relacji na Fb wiem, że spora grupa moich znajomych odwiedziła pierwsze Gdańskie Targi Książki, szkoda, że nie udało mi się spotkać z wszystkimi, ale… co się odwlecze, to nie uciecze.

Gdańskie Targi Książki

Mój bilet wstępu na Targi Książki

Gdańskie Targi Książki

Książki Agaty Przybyłek pokochałam od pierwszego spotkania

Gdańskie Targi Książki

Dzięki spotkaniu z Januszem L. Wiśniewskim dowiedziałam się, że będzie kontynuacja S@motności w sieci... autor zdecydował się po 17 latach

Gdańskie Targi Książki

Z twórczością Macieja Siembiedy jeszcze się nie spotkałam, więc... chyba czas nadrobić, zwłaszcza, że koleżanki bardzo polecały jego książki

Gdańskie Targi Książki

Stosiki z książkami "do przeczytania" znów urosły

niedziela, 18 marca 2018

Ilona Gołębiewska urodziła się w 1987 roku. Od najmłodszych lat marzyła aby zostać nauczycielką oraz pisarką i marzenia te się spełniły. Na co dzień pracuje ze studentami, prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci i młodzieży, a także skutecznie szkoli dorosłych i odkrywa nowe smaki życia wraz z seniorami. Jest również poetką. Debiutował w 2012 r. tomem poezji „Traktat życia. Autorka wielu książek i artykułów oraz bajek, baśni, opowiadań dla dzieci i młodzieży. Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi, w którym czas się zatrzymał.

Ilona Gołębiewska  Pamiętnik ze starego domu_Ilona Gołębiewska

Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018

stron 504

Pamiętnik ze starego domu to powieść obyczajowa będąca kontynuacją książek „Powrót do starego domu” i  „Tajemnice starego domu”

Ilona Gołębiewska

Alicja, trzydziestokilkuletnia kobieta, po rozstaniu z mężem, postanawia wrócić do starego domu, w którym mieszkała jako dziecko. Jej dziadkowie i rodzice już nie żyją, ale za to wciąż żywe są piękne wspomnienia. Dom w Pniewie wprawdzie wymagał wielkiego remontu, ale cóż to dla młodej, pragnącej rozpocząć nową drogę życia kobiety. Pomalutku wszystko zaczyta się układać, Alicja w starym-nowym miejscu odnajduje przyjaźnie a także… spotyka miłość do dwóch mężczyzn. Jeden z nich jest małym chłopcem, sierotą wychowywanym przez babcię, a drugi miejscowym artystą rzeźbiarzem. Można by powiedzieć, że po latach upokorzeń, zdrad i bólu wreszcie zaczyna się dla niej istna sielanka. Być może tak jest, ale… Alicja jest osobą bardzo empatyczną, która chciałaby pomóc każdemu, kto pojawi się w jej życiu. Chce odnaleźć ślady przeszłości zapisane w pamiętniku dziadka, chce odnaleźć miłość swojej przyrodniej siostry, o której dowiedziała się odnajdując na strychu starego domu dziwny dokument, chce być matką dla dwójki obcych dzieci, chce być znowu kochającą i kochaną żoną. Czy uda jej się pokonać trudności, jakie chochlikowaty los rzuca jej ciągle pod nogi? Czy w starym domu znajdzie to czego szukała tyle lat? O tym musicie przekonać się sami.

Przyznam szczerze, że czytając pierwszą część książki nie byłam zbytnio zachwycona fabułą. Wydawało mi się, że jest w niej zawarte kilka innych książek, o których głośno było ostatnio na rynku książkowym. Młoda, ładna kobieta, oczywiście pozostawiona przez ukochanego męża nagle wyjeżdża na prowincję, gdzie spotyka miłość swojego życia i mimo wielu przeciwności, w końcu żyją długo i szczęśliwie. Standard powieści dla kobiet. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem, każdą kolejną książką zaczęłam upewniać się, jak wiele ukrytych myśli zostało w tej niby zwykłej babskiej powieści.

Na początku książki znalazłam takie słowa:

(…) W naszym życiu może zdarzyć dosłownie wszystko. Wystarczy jedna chwila, jedno spotkanie, jedno spojrzenie. Właśnie tylko tyle, by wywrócić codzienność do góry nogami. Można się tego bać. Można wyczekiwać tego, co nieuchronne. Ale można też po prostu żyć. Cieszyć się każdym dniem, rozmową z dzieckiem, miłym spotkaniem. Doceniać drobne chwile szczęścia. Bo to właśnie z nich składa się życie. (…)

I muszę przyznać, że urzekły mnie te słowa swoją prostotą przekazu  i jednocześnie ważnym przesłaniem.

Myślę, że ta (trzecia) część i prawdopodobnie ostatnia, najbardziej poruszyła mnie pod względem zawartych w niej wątków. Ta lektura jest tak tajemniczą i pełną emocji opowieścią o trudnych wyborach jakie często musimy podejmować, że momentami ciężko się oderwać od jej stron. Autorka w jednym miejscu umieściła dramat kobiety wychowanej przez patologiczną matkę, dramat mężczyzny walczącego o prawa do córki, dramat wspomnień wojennych dotyczących ratowania dzieci w obozie zagłady i nadzieje rodzące się każdego dnia. Nadzieje dzieci, dorosłych w średnim wieku i seniorów. Połączyła to zgrabnie nadpobudliwą empatią towarzyszącą głównej bohaterce, której  w pewnym momencie szczęście życia osobistego zbacza gdzieś na boczny tor nieprzewidywanych zdarzeń.

Moim zdaniem autorka jest taką Alicją Pniewską, bo gdyby w niej samej nie było tylu pokładów emocji, empatii, miłości i odwagi, to nie potrafiłaby tak gładko przenieść tego na karty książki. Co ciekawe, wśród bohaterów drugo i trzecioplanowych nie ma ludzi dogłębnie złych, bo nawet ten zły charakter w pewnym momencie okazuje się nie do końca takim negatywnym. Świadczy to tylko o tym jak wielka jest wiara w ludzi. Dzięki tej powieści możemy sami przekonać się, że nawet najgorszy człowiek ma w sobie pokłady jakiejś (może minimalnej) dobroci.

Trudne wybory, jakie podejmuje bohaterka tej powieści, często sprzeczne z tym co zrobiłoby wielu innych, to dowód wielkiej odwagi osobistej. Wbrew pozorom takie codzienne szczęście, występujące w drobnych gestach, czynach czy odwzajemnianiu uczuć, to czasami bardzo ciężka praca, nie zawsze adekwatna do tego czego wymagają oczekiwania.

Ta książka, mimo tego, że jest napisana prostym, lekkim do czytania językiem, nie jest lekturą lekką i łatwą. Poruszone w niej tematy takie jak walka między rodzicami w sądzie o dziecko, dramatyczne losy więźniów obozu koncentracyjnego w Stutthofie, sprawy zdrowotne zarówno dzieci jak i ludzi w mocno zaawansowanym wieku, to tematy dość dramatyczne. Autorka jednak, mimo  tego całego tragizmu potrafiła przedstawić wszystko tak, że czuło się jakąś nadzieję.

Z pewnością jest to lektura, która dostarczy czytelnikowi wielu wzruszeń, zarówno tych radosnych jak i tych, które bez chusteczek się nie obejdą. Przyznam szczerze, że niejednokrotnie musiałam mocno mrugać oczami, aby móc czytać dalej. I chociaż bohaterowie moim zdaniem są trochę mało wyraziści osobowościowo, to można ich polubić.

Ale żeby nie było tylko tak słodko, muszę przyznać, że  trochę mi nie pasowały w tej książce rozmowy z dziećmi. Dialogi dzieci były dla mnie ciut… zbyt dorosłe. Wiem, że są dzieci które mają bardzo bogaty zasób słów, i rozmawiają jak „starzy”, ale brakowało mi w tych rozmowach takiego prawdziwego dziecięcego języka.

Autorka ma skłonność do zmiękczania imion, i w pewnym momencie ten „Adaś” (notabene dorosły facet), czy ten „Michaś” albo „Rozalka” (chociaż to były dzieci) trochę zgrzytały mi między słowami.

Ale… jeżeli coś się dobrze kończy, to sukces i dla czytelnika, i dla autora. Czy jednak ta powieść skończyła się dobrze?

(…)Dobry dzień przynosi spokojne sny, a dobre życie obdarowuje najlepszymi wspomnieniami. Wczoraj jest historią, jutro obietnicą, a dziś darem, z którym należy obejść się jak najlepiej. Po każdym dniu trzeba postawić kropkę, odwrócić kartkę i zacząć na nowo. (…)

Tym pięknym cytatem z książki chciałabym zachęcić po sięgnięcie tej lektury. Z pewnością jest to książka typowo dla pań, i to w różnym wieku. Czytelnik znajdzie w niej prawie wszystko, czego może oczekiwać od miłej lektury. Mamy w niej miłość, zdradę, dramat samotnego rodzica, dramat historyczny – wojenny, a także siłę jaką dysponuje człowiek w dążeniu do stabilności i szczęścia. Polecam tę książkę jednocześnie zachęcając do przeczytania wcześniejszych części, bo wiadomo że najlepiej czyta się ciągłość po kolei. Bohaterka książki jest trochę marzycielką, trochę romantyczką, trochę infantylną kobietką, dosłownie i przenośni taką trochę lwicą, trochę jagniątkiem, ale można ją polubić. Myślę, że każda z kobiet ma w sobie coś z Alicji Pniewskiej.

Mimo dość dużej liczby stron, czuję jakiś niedosyt, to pewnie ciekawość jak dalej potoczyły się losy bohaterów. Autorka rozbudziła we mnie również ciekawość dotyczącą pamiętników dziadka, mam nadzieję, że kiedyś napisze kolejną książkę dotyczącą działalności obozowej dziadka i jego przyjaciółki.

Dziękuję wydawnictwu MUZA za możliwość przeczytania tej powieści, którą polecam i myślę, że kiedyś jeszcze do niej wrócę. 

logo Muza

 Ten piękny teledysk przeniesie Was odrobinę do pierwszej części powieści i być może zachęci do sięgnięcia po książkę, wiem, że wiele czytelniczek czeka na taką historię z zapartym tchem.

sobota, 10 marca 2018

Mówią o nim „Książę komedii kryminalnej”. Dlaczego otrzymał taki przydomek i kto mu go nadał? Nie wiem. Wiem natomiast, że odkąd poznałam jego książki, to w mojej biblioteczce nie może zabraknąć każdej kolejnej, ponieważ są to lektury, które bardzo korzystnie wpływają na mój nastrój, zwłaszcza w szare, bure i ponure dni. O kim mowa? Wiadomo – Alek Rogoziński. Kto jeszcze nie zna tego autora to przypomnę, że urodził się w 1973 roku. Z wykształcenia jest filologiem, z zawodu dziennikarzem, z pasji kryminalistą, który tworzy kryminały. Przez lata związany z mediami. Karierę zaczynał w połowie lat 90. w kultowej już dzisiaj Rozgłośni Harcerskiej, potem pracował m.in. w Radiu Plus i warszawskim Radiu Kolor. Od 2007 roku jego macierzystą bazą jest magazyn Party. Jako pisarz kryminałów zadebiutował w marcu 2015 roku powieścią kryminalną „Ukochany z piekła rodem”, w szybkim czasie zdobywając I miejsce na liście bestsellerów EMPIK.com. Jego hobby to muzyka i podróże, a marzeniem jest objechać cały świat, a na stare lata zamieszkać na jednej z wysp Morza Śródziemnego i tam do końca życia już tylko pisać.

Alek Rogoziński  Kto zabił Kopciuszka_Alek Rogoziński

Wydawnictwo FILIA

PREMIERA MARZEC 2018

stron 322

Kto zabił Kopciuszka, to komedia kryminalna.

Autorka kryminałów Róża Krull jest świadkiem morderstwa dokonanego na młodej, znanej piosenkarce, która niejednej osobie mocno dała się we znaki. Ktoś bardzo sprytnie zaplanował zabicie owej Gwiazdy, na wielkim balu charytatywnym, na który zaproszonych zostało wiele postaci znanych z pierwszych stron gazet. Kiedy Róża postanawia na własną rękę poprowadzić śledztwo, okazuje się, że prawie każdy z gości miał powód, aby pozbyć się młodej artystki. Róży bardzo zależy na odkryciu kim jest morderca, ponieważ policja zatrzymała przyjaciela pisarki, a ona jest pewna jego niewinności. Kto tak naprawdę wbił sztylet w młode ciało piosenkarki? Komu najbardziej zaszła za skórę ta kobieta? Czy policja jest zadowolona z tego, że w śledztwo wplątała się znana pisarka kryminałów?

Autor po raz kolejny udowodnił, że przy jego książce nie można się nudzić. Bohaterka tej powieści, to osoba tak impulsywna i nieprzewidywalna, że trudno jej nie polubić. Przyznam jednak szczerze, że wciąż nie potrafię sobie wyobrazić Róży Krull wizualnie. Może to jest wina tego, że zbytnio wczytuję się w jej zachowania i temperament niż wyobrażam sobie ją jako osobę.

Ta powieść, to trzeci tom z bohaterką, która jest autorką kryminałów i jednocześnie samozwańczym detektywem, próbującym rozwikłać zagadki kryminalne przed policją. I nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale odniosłam wrażenie, że w tej części komedii kryminalnej więcej jest kryminału niż komedii. Ale z pewnością tego drugiego nie zabrakło. Jeśli chodzi o mnie to uwielbiam i jedno i drugie, a w połączeniu, to już jest dla mnie prawdziwy rarytas czytelniczy.

Poważna fabuła, (bo przecież morderstwo to jest coś wyjątkowo poważnego) przeplatana jest zabawnymi sytuacjami i bardzo humorystycznymi dialogami. Każdą książkę z Różą Krull można czytać osobno, ale myślę, że warto zacząć od pierwszej części, ponieważ w kolejnych (a przynajmniej w tej są) autor nawiązuje do wcześniejszych „przygód kryminalnych”, których udziałem było prywatne śledztwo głównej bohaterki.

Jak już wspomniałam wcześniej, przy książkach tego autora nie można się nudzić. Ciekawi a zarazem zabawni, i często bardzo spontanicznie zachowujący się bohaterowie, oraz wartka akcja to tylko nieliczne atuty tej powieści. Osobowości występujących w tej lekturze ludzi są tak różnorodne, że czasami zastanawiałam się jak oni mogą ze sobą tak płynnie współpracować. Ktoś, kto podchodzi to czytania książek zbyt poważnie, pomyślałby, że większość z tych bohaterów powinno się zamknąć w zakładzie dla chorych umysłowo. Ale z drugiej strony jak popatrzymy, na dedukowane przez nich sytuacje, i wyciągane wnioski z różnych założeń, za pomocą logicznego ciągu powiązań przyczynowo skutkowych, to śmiało stwierdzimy, że inteligencji i rozumu im nie brakuje. Główna bohaterka, mająca tendencje do przyciągania do siebie kłopotów jest tak pozytywnie nakręconą osobą, że nie można jej nie polubić. I tak właściwie od początku zawsze jej kibicuję.

Książkę czytałam błyskawicznie, i niestety… kiedy dotarłam do końca to byłam bardzo zdziwiona, że tak szybko minął mi czas. Ktoś kiedyś zanegował stwierdzenie, że książki „czyta się szybko”, a spróbujcie zacząć czytać książkę, w której akcja jest dynamiczna a postacie impulsywne, i spróbujcie zacząć czytać jakiś dramat, lub książkę bardzo refleksyjną, w której nad każdym zdaniem mimowolnie czytelnik się zatrzymuje. Zobaczycie sami, że jest różnica w czytaniu. W takiej powieści jak ta, słowa jakby same przesuwają się przed oczami, a ciekawość doprowadza czytelnika do tego, że chce jak najszybciej poznać kolejne kroki bohaterów i kolejne etapy dotyczące akcji.

Jest to książka z tych, które zaliczam do lekkich, łatwych i przyjemnych. Czytanie takiej książki to relaks w czystej postaci, w czasie którego nie zwracasz uwagi na literówki, interpunkcję czy inne tego typu mankamenty, bo fabuła wciąga tak mocno, że trudno od niej się uwolnić. I chociaż książka sprawiła, że na chwilę udało mi się uciec od problemów dnia codziennego, to po jej przeczytaniu czułam tak wielki niedosyt, że miałabym ochotę powiedzieć autorowi: „następnym razem bardziej się przyłóż i napisz książkę grubszą, stwórz historię jeszcze raz taką grubą, bo ta jest zdecydowanie za krótka”.

Zatem, jeżeli ktoś ma ochotę spędzić kilka wieczorów (lub weekend) z dobrą lekturą, która rozładuje jego złe emocje nagromadzone w ciągu ciężkiego tygodnia pracy, to koniecznie powinien sięgnąć po książkę taką jak ta. Ta książka to solidny zastrzyk adrenaliny i endorfiny. Pozwólmy sobie na pozytywne emocje, które z pewnością zaowocują na kolejne kilka dni.

Polecam tę książkę zarówno miłośnikom kryminałów, nawet tych najbardziej mrocznych, nic przecież nie stoi na przeszkodzie, aby rozluźnić się trochę podczas czytania. Osobom, które znają twórczość Alka Rogozińskiego nie muszę tej książki polecać, bo wiem, że prędzej czy później trafi ona do nich. Ostrzegam jednak, aby nie czytać tej książki w środkach komunikacji miejskiej, bo można przejechać swój przystanek.

Co charakteryzuje książki tego autora, to ciekawa fabuła i wartka akcja połączone z dużą dawką humoru. Czy trzeba pisać coś więcej?

bal charytatywny

Idąc na bal, nikt nie spodziewał się, że będzie świadkiem morderstwa. NIKT, oprócz... MORDERCY

Bardzo dziękuję Wydawnictwu FILIA i Autorowi za możliwość przeczytania tej powieści. Mam nadzieję, że zanim przejdę na emeryturę uzbieram całą kolekcję jego książek, bo wtedy będę mogła z czystym sumieniem czytać do woli, nie narażając się na to, że nawalę w pracy z powodu niewyspanej nocy. Teraz czekam na kolejne losy Róży Krull, oraz Joanny - bohaterki dwóch wcześniej przeczytanych powieści tego autora i polecam wszystkie książki, które udało mi się przeczytać. Po co wydawać pieniądze na farmakologiczne antydepresanty, jak można zaopatrzyć się w takie, po które sięgnie się w każdej chwili, i które nigdy się nie wyczerpią.

logo Filia

Polecam również inne książki tego autora, nie tylko na jesienne chandry.

Ukochany z piekła rodem Jak Cię zabić kochanie Morderstwo na Korfu Do trzech razy śmierć_Aleksander Rogoziński  Lusterczko powiedz przecie_Alek Rogoziński

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli