Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Agnieszka Pruska to jedna z naszych polskich kryminalistek, po której książki sięgam bardzo chętnie. I chyba przeczytałam już wszystkie jej książki, które ukazały się na rynku księgarskim. Wspomniałam już o tej pisarce kilkakrotnie, zarówno podczas opisywania spotkania autorskiego jak i przy okazji dzielenia się z moimi czytelnikami opiniami po przeczytanych książkach. Jeżeli ktoś chciałby bliżej poznać tę autorkę to zapraszam do wcześniejszych wpisów lub na stronę autorki.

Agnieszka Pruska  Zwłoki powinny być martwe_Agnieszka Pruska

Wydawnictwo Oficynka rok 2017

stron 427

Zwłoki powinny być martwe, to komedia kryminalna, której fabuła umiejscowiona została współcześnie w okolicach Olsztynka.

Alka i Julka to dwie nauczycielki pracujące w gimnazjum. Na wakacje, młode kobiety postanawiają wyjechać do urokliwego miejsca jakim jest leśniczówka. Kuzyn Ali jest leśniczym, a jego żona prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Urlop dla obu nauczycielek miał być sielskim czasem leśnych spacerów, letnich kąpieli w malownicze położonych jeziorkach i oazą spokoju. I wszystko pewnie by się spełniło, gdyby pewnego dnia kobiety nie znalazły wśród malin zwłok mężczyzny, które... zniknęły zanim obie panie powróciły na miejsce dziwnego znaleziska z policją.I wszystko pewnie by się spełniło gdyby nie pływające w jeziorze zwłoki, które całkowicie zniechęciły nauczycielki do letnich kąpieli ale za to zainspirowały do przeprowadzenia śledztwa. Czy zwłoki mężczyzny z malin rzeczywiście były martwe? Czy zwłoki kobiety pływające w jeziorze miały coś wspólnego ze zwłokami z malin? I kto tak właściwie prowadził śledztwo… policja, czy podekscytowane przygodami nauczycielki?

Po raz kolejny autorka spowodowała, że nie mogłam oderwać się od książki. Dodatkowym bonusem tym razem była spora dawka dobrego humoru, który wprost zalewa fabułę książki. Dwie poważne kobiety, z zawodu nauczycielki, więc powinny być zaliczane do osób poważnych, dosłownie „zabijają” czytelnika słowami i czynami. Zabijają w sensie humorystycznym. Nie można „nie polubić” głównych bohaterek, i chociaż ich osobowości różnią się od siebie, to obie panie mają ze sobą wiele wspólnego.

Duża ilość malowniczo opisanych miejsc zarówno wiejskich jak i miejskich jest z pewnością kolejnym plusem tej książki, a zabawne dialogi dopełniają reszty.

Niesamowite zwroty akcji, nie pozwalają na oderwanie się od fabuły, która nie tyle intryguje, zaskakuje i trzyma w napięciu, co po prostu bawi. Poważne dylematy śledztwa ukazane zostały od strony amatorskich detektywów, ale ich dedukcja bardzo wiele miała oryginalności i słuszności.

Mam wrażenie, że wielu czytelników przypisze tej powieści „łatkę”, porównując ją do kryminałów Joanny Chmielewskiej, ale myślę, że to dobrze. Czy kryminał musi być brutalny, wulgarny mrożący krew w żyłach? Już inny autor komedii kryminalnych - Alek Rogoziński udowodnił, że przy kryminale można się równie dobrze bawić, co bać.

W tej powieści urzekło mnie wiele wątków. Na przykład opisy historyczne, czy opisy przyrodnicze (wszak jedna z pań to nauczycielka biologii), wątek wychowawczy (mamy w powieści dwoje ciekawskich dzieci) i delikatny wątek miłosny. Ach… prawie zapomniałam o chwilach grozy, jakie wprowadziła autorka zaprowadzając swoje bohaterki do opuszczonej po PGR-owskiej wsi.

Moim zdaniem, jest to książka idealna na długi weekend lub na urlop. Zrelaksuje z pewnością nie tylko miłośnika komedii czy kryminału. W tej z pozoru sielankowej atmosferze wakacji, cały czas coś się dzieje, więc… trudno o nudę.

No… ale, żeby nie było zbyt słodko, muszę wstawić odrobinę dziegciu w tę miodną opinię. Bardzo nie lubię, kiedy książki są napisane w jednej ciągłości. Nie mogę sobie wówczas pozwolić na stwierdzenie „jeszcze jeden rozdział, i idę spać”. Niestety ta powieść została tak napisana. Jednym ciągiem. Żeby chociaż małe odstępy…, dwóch, trzech „enterów”. Innym może taki układ tekstu nie przeszkadza, mnie osobiście sprawiał mały dyskomfort w czytaniu.

Ale, nie ma co narzekać, kiedy fabuła ciekawa. Książka, moim zdaniem przyciąga już samą okładką, która wprowadza czytelnika w kulisy.

Mało przewidywalne jak dla mnie zakończenie. Nie było wielkiego BUM! Nie jestem dobrym detektywem, ale tylko trochę źle rozwiązałam zagadkę. Panie detektywki-amatorki odrobinę mnie zmyliły. Zdradzę jednak, że podobno autorka planuje kontynuację przygód pań nauczycielek, chociaż ja przyznam szczerze, że bardziej czekam na kontynuację serii z komisarzem Uszkierem, którego poznałam we wcześniejszych kryminałach tej autorki.

Mam nadzieję, że zachęciłam do przeczytania tej książki. Jeśli chodzi o mnie, to proszę o więcej takich kryminałów. Lektura lekka, łatwa i przyjemna, w której umieszczono oprócz kryminalnego, wiele innych, ciekawych wątków. To książka, która pozwala zatracić się w czytaniu bez ryzyka zawału serca. I co najważniejsze, moim zdaniem mogą po nią sięgnąć czytelnicy nawet w młodym wieku (no młodzież, nastolatkowie - nie dzieci), ponieważ nie ma w niej wulgaryzmów, brutalności i nie leje się krew strumieniami.

Dziękuję za możliwość przeczytania tej lektury Wydawnictwu Oficynka, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.

logo Oficynka

 

 LAS jest piękny o każdej porze roku, pod warunkiem, że nie znajdziemy w nim zwłok :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Stefan Chwin gościł już na moim blogu wiele razy. Lubię styl jakim pisze, chociaż nie wszystkie jego książki przypadły mi do gustu. Osobom, które zaglądają na mojego bloga nie muszę przedstawiać tego pisarza, ponieważ wspominałam o nim już kilkakrotnie, dzieląc się wrażeniami, po przeczytanych książkach. Jednak dla tych, którzy trafili do mnie po raz pierwszy przypomnę, że urodził się w 1946 roku w Gdańsku i jest jednym z najbardziej znanych gdańskich powieściopisarzy. Jest również krytykiem literackim, eseistą, historykiem literatury, a także grafikiem. Absolwent Państwowego Liceum Technik Plastycznych w Gdyni-Orłowie oraz Uniwersytetu Gdańskiego. Jako naukowiec zajmuje się romantyzmem i romantycznymi inspiracjami w literaturze nowoczesnej. Wykłada na Uniwersytecie Gdańskim na wydziale Filologii Polskiej. Pisze również beletrystykę pod pseudonimem Max Lars i pod tym nazwiskiem zadebiutował dwoma powieściami fantastyczno-przygodowymi dla młodzieży: Ludzie-skorpiony i Człowiek-Litera. Również w tym czasie ukazał się jego autobiograficzny esej Krótka historia pewnego żartu, w którym autor dokonał osobistego rozrachunku z historią Gdańska z lat pięćdziesiątych XX wieku.

Stefan Chwin   Srebrzysko_Stefan Chwin

Wydawnictwo TYTUŁ rok 2017

stron 359

Srebrzysko to proza współczesna, powieść, w której przeplatają się wątki kryminalny z psychologicznymi.

Piotr jest znanym i dość majętnym prawnikiem. Wielu uważa, że swój majątek zdobył dzięki temu, że był adwokatem mafii. Ale w przypadku Piotra sprawdza się powiedzenie, że „pieniądze szczęścia nie dają”. Samotny młody mężczyzna, którego spotkały przed laty dwie rodzinne tragedie nie potrafi sobie znaleźć miejsca w życiu. Pewnego razu postanawia „pomóc” kobietom ze wschodu, przyjeżdżającym do Polski w celach zarobkowych. Oczywiście coś za coś. Nie do końca świadomy tego, co robi, którejś nocy zostaje wykorzystany przez pewnych ludzi. Najpierw jest szantaż, potem niszczenie go poprzez media i chociaż odmawia on pomocy policji próbując dorwać szantażystów na własną rękę, to w końcu i tak jego świat zawala się z zupełnie innej przyczyny. Kim tak właściwie jest słynny adwokat Piotr? Co spowodowało, że zaczął zachowywać trochę irracjonalnie?

Autor na okładce książki napisał: „Jest to najbardziej ryzykowna książka, jaką napisałem w życiu. Chociaż raz taką książkę trzeba napisać. Dlaczego? Dla spokoju serca.”

Moim zdaniem jest to książka dość mocna nie tylko emocjonalnie, ale pod każdym względem. Autor nie szafując nazwiskami, odważnie pisze o zachowaniu wielu ludzi, których (niestety) czytelnik rozpoznaje w książce, znając ich ze scen nie tylko politycznych. Odważnie krytykuje to, co dzieje się w kraju, wchodząc w myśli zwykłych, szarych ludzi i odkrywając ich niewolnicze postrzeganie życia.

Specyficzny styl, jakim pisze autor dodatkowo podkreśla dramatyzm wielu sytuacji. Buduje napięcie, którego nie sposób ominąć. Do tego wprowadza bohatera lub kilku, których osobowości są jednocześnie trudne, bulwersujące i zaskakujące.

Jest to opowieść o zagubionym człowieku. Człowieku, który pragnie zemsty za to, co mu odebrano. Zagubionym mężczyźnie, który próbuje zniszczyć siebie i innych, zwłaszcza tych, którzy jego, lub jego bliskich, potraktowali zbyt obcesowo.

Myślę, że głównym zamiarem autora było opisanie polskiego społeczeństwa we współczesnej Polsce. Przedstawienie świata polityki i mediów, oczami inteligentnego człowieka. Takiego, którego nie jest łatwo zmanipulować. W bezlitosny a zarazem ironiczny sposób autor szydzi z władzy współczesnych, krwiożerczych mediów, żerujących na szarym człowieku, na nieszczęściu ludzi, na brudnych sensacjach i epatujących dramatem i przemocą sytuacjach. I chociaż autor zmienił nazwę dominującej gazety, to nietrudno jest się domyślić, o jaki dziennik chodzi. To samo tyczy się telewizji, która dla wielu ludzi jest ogłupiająca, emitując bzdurne seriale czy byle jakie widowiska typu reality show.

Na okładce pisze, że jest to powieść dla dorosłych. Jednak jeżeli ktoś będzie w niej szukał ostrych momentów erotycznych to może poczuć się zawiedziony. To jest powieść „dla dorosłych” chyba tylko z tego powodu, że odważnie ukazuje to, czego często staramy się nie zauważać, albo nie zagłębiamy się w to, co i tak nas irytuje i bulwersuje.

Takich ludzi jak główny bohater książki jest w naszym społeczeństwie z pewnością wielu. Irytują nas, wściekamy się na nich, zazdrościmy im, a kiedy powinie im się noga, plujemy na nich. Takie jest nasze społeczeństwo, często warte jedynie pogardy.

Nie ukrywam, że zaintrygowała mnie okładka. Dziwna i tajemnicza. Byłam na spotkaniu autorskim promującym tę powieść i miałam okazję posłuchać dlaczego taki obraz. Dla mieszkańców Trójmiasta, Srebrzysko kojarzy się albo z cmentarzem, albo ze szpitalem dla chorych psychicznie. W powieści autor wspomniał i o jednym i o drugim, ale dlaczego taki tytuł zdecydował się nadać swojej książce?

Przyznam szczerze, że jest to mocna książka. Odważna i wyjątkowa. I chociaż nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, polecam ją przeczytaniu każdemu „dorosłemu” czytelnikowi. Polecam ją zwłaszcza czytelnikom dobrej polskiej literatury i sympatykom profesora Chwina.

sobota, 29 lipca 2017

Emily Gyffin urodziła się w 1972 roku w Baltimore, Maryland. To amerykańska pisarka bestsellerów. Ukończyła Uniwersytet w Virginii i przez jakiś czas pracowała w kancelarii prawniczej Winston&Strawn na Manhattanie. W roku 2001 przeprowadziła się do Londynu, gdzie postanowiła zacząć pisać. W 2003 roku po wyjściu za mąż, powróciła do Stanów Zjednoczonych i zamieszkała w Atlancie. Swoją pierwszą książkę wydała w roku 2004.

Emily Giffin  Ten jedyny_Emily Giffin

 Wydawnictwo Otwarte rok 2014

stron 520

Ten jedyny to połączenie współczesnej powieści obyczajowej z romansem, z mocnym futbolowym tłem.

Sheia jest młodą, niezamężną kobietą, której pasją jest futbol. Zamiast jak inne kobiety biegać po sklepach, przyjęciach itp. ona woli oglądać mecze futbolu. Kiedy umiera mama jej przyjaciółki, życie Shei staje na głowie. Zamiast cieszyć się z tego, że ma chłopaka, który jest obiektem pożądania wielu kobiet, ona czuje się zagubiona z powodu miłości do innego mężczyzny, którym okazuje się znany trener, przyjaciel rodziny, i ojciec jej najlepszej przyjaciółki. Niestety los bywa przewrotny i chociaż Sheia wie, że jej miłość do trenera nie jest miłością platoniczną, jej przyjaciółka stawia jej ultimatum, a ona sama staje przed trudnym wyborem. Musi zdecydować, czy ważniejsza jest dla niej przyjaźń czy miłość. Co wybierze Sheia? Czy miłość pokona barierę wiekową jaka dzieli kochanków, czy podda się presji otoczenia? Czy któreś z rodziców wesprze ją i pomoże dokonać właściwego wyboru?

Autorkę polecało mi kilka koleżanek, przyznam szczerze, że chociaż cieszy się ona powszechnym uznaniem wśród polskich czytelniczek, ja do tej pory nie miałam przyjemności zetknąć się z jej powieściami. Po przeczytaniu tej książki stwierdziłam, że jednak wolę polskie autorki takiej literatury. Chociaż myślę, że ta pisarka to taka amerykańska Magdalena Witkiewicz.

Nie urzekła mnie ta książka. Może dlatego, że było w niej sporo sportu i o sporcie, którego nie rozumiem i tak właściwie nie lubię (mam na myśli futbol amerykański). Zawsze ten sport wydawał mi się zbyt brutalny.

Ale wracając do lektury, sam pomysł na fabułę dość ciekawy, chociaż główna bohaterka nie przypadła mi do gustu. Nie potrafiłam jej rozgryźć i często dość mocno mnie irytowała. Niby kobieta dojrzała, bo trzydziestka na karku, a momentami zachowywała się na głupiutka nastolatka. Jedyne co można o niej powiedzieć pozytywnego, to że dobrze znała się na sporcie, zwłaszcza na futbolu. Ale to jej pasja, więc trudno, aby było inaczej.

 Niestety, chociaż przyznam, że książka lekka, łatwa i przyjemna to podczas czytania wiele razy czułam osobliwy dyskomfort. Nie wiem czy to jest wina autorki, czy polskiego tłumacza, ale zbyt duża ilość wstawionych wyrazów z rozszczepionych liter to moim zdaniem lekka przesada. Zdaję sobie sprawę z tego, że autor pragnie coś w tekście podkreślić; wówczas, aby czytelnik miał tego świadomość, dany wyraz pisze albo pogrubionym tekstem albo rozszczepionym. Ale w tej powieści tych wyrazów było aż nadto. Często kilka na jednej stronie.

(…) R y a n sugerował, że k t o ś przekupił Cedrica? – obruszył się Trener. – Na przykład ktoś taki jak jego własny tatunio?

- Mówi pan poważne? - zdumiałam się.

Trener skinął głową.

- Takie w każdym razie krążyły plotki. Stary James potrzebował najlepszego skrzydłowego, żeby łapał podania jego syna.

- Zaraz… Czyli… To znaczy, że pan o tym w i e d z i a ł? (…)

Nie wiem, czy aż takie ważne były niektóre słowa, aby podkreślać je po kilka, nawet na jednej stronie.

Chyba około 80% fabuły to futbol; zasady gry, opisy meczów, wspomnienia zawodników, dat rozgrywek itp. Myślałam, że jest to powieść dla kobiet, a tej fabuły typowo „kobiecej” trochę mi w tej książce było mało. Nawet wątek główny, czyli miłość Shei do Trenera, zagłuszona została futbolem.

futbol

Autorka ma również skłonność do szczegółów. To akurat nie jest złe, ale myślę, że gdyby nie rozdrabniała na czynniki pierwsze wszystkiego o czym pisze, książka byłaby połowę cieńsza. Szczegółowo opisany ubiór na człowieku, czy bardzo szczegółowo opisane przygotowanie zapiekanki może pobudzić wyobraźnię czytelnika, może nawet i powinno, ale dla mnie było trochę zbyt dużo niepotrzebnego tekstu, nie wnoszącego niczego istotnego do fabuły.

Być może inna książki tej autorki będzie dla mnie ciekawszą lekturą, na tej niestety trochę się zawiodłam. Nie mówię jednak NIE tej pisarce i z pewnością, kiedyś sięgnę po inną jej powieść aby przekonać się czym ujęła w swoich książkach takie rzesze czytelniczek.

Ale, to że ja się tą książką nie zachwyciłam, wcale nie oznacza, że jest to powieść zła. Z pewnością fanki Emily Gyffin są nią zauroczone. Zatem polecam ją szczególnie osobom, które lubią i znają się na futbolu, a także tym, które lubią połączenie romansu z innymi wątkami. Chociaż książka dość gruba, przeczytałam ją szybko, a to chyba nie jest całkiem negatywne podejście do tej powieści.

wtorek, 25 lipca 2017

Kasia Bulicz-Kasprzak urodziła się w 1976 roku w Lubaniu. Obecnie mieszka w Sulejówku. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 książką „Nie licząc kota” dzięki której otrzymała nagrodę w konkursie organizowanym przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Studiowała Adaptację Literatury w Warszawskiej Szkole Filmowej, oraz Polonistykę i Biologię na Uniwersytecie Wrocławskim. Oprócz miłości do książek autorka ma jeszcze jedną wielką miłość – bieganie, która przyniosła jej nie tylko sporo medali, ale jeszcze więcej satysfakcji.

Kasia Bulicz-Kasprzak  Pójdę do jedynej_Kasia Bulicz Kasprzak

Wydawnictwo Prószyński i S-ka rok 2017

stron 373

Pójdę do jedynej to powieść obyczajowa, której fabuła umiejscowiona została w latach 70-tych.

Paweł i Karol to dwóch młodych chłopców, którzy podjęli wyzwanie, postanawiając zostać zawodowym żołnierze.  Jeden z nich wstąpił do wojska z własnej woli, drugi częściowo został do tego zmuszony. Chłopcy pochodzą z różnych środowisk. Paweł to wiejski chłopak, w domu którego bieda często lubiła gościć, uznając wielodzietną wiejską rodzinę za swoją, a Karol to niepokorny syn milicjanta. Chłopcy poznają się w koszarach i zaprzyjaźniają ze sobą. Po jakimś czasie ich drogi rozchodzą się, po to by wkrótce znów się spotkać. Obaj szukają swojego miejsca w życiu i chociaż wyrośli w różnych środowiskach ich przyjaźń potrafi przetrwać najtrudniejsze chwile. Czy kariera wojskowa jest pisana każdemu z nich? Czy służba wojskowa nie zakłóci im życia prywatnego? Jak poradzą sobie w trudnych dla siebie latach i w środowisku żołnierskim?

To moja druga powieść tej autorki, którą przeczytałam. Wprawdzie nie powaliła mnie na kolana, ale nie twierdzę, że nie sięgnę jeszcze po którąś z książek tej pisarki. Myślę, że jest to książka z tych, której fabuły długo nie zostawia się w pamięci, chociaż… zależy jak kto podchodzi do takiego tematu. Z pewnością nie można zarzucić autorce tego, że nie wysiliła się pisząc tę książkę. Świetne wprowadzenie czytelnika w świat środowiska wojskowego, lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, to z pewnością wielki kawał dobrej roboty. Ukazanie natomiast życia zwykłych ludzi, którzy musieli borykać się z wieloma przeciwnościami losu, walki o normalny byt, to dla młodego pokolenia z pewnością wymysł, fantazja autorki. Niestety, ale wielu z nas, mam na myśli ludzi mojego pokolenia, pamięta jeszcze tamte czasy i z pewnością nie tyle z nostalgią co z pewnym sentymentem do nich wraca mimo tego, że musieliśmy często pokonać długą drogę do normalności jaką mamy teraz.

Autorka przedstawia dwóch młodych mężczyzn pochodzących z różnych środowisk, takich, które nie koniecznie znane są wielu osobom. Życie na wsi, którego priorytetem była praca bazująca na wspólnocie wszystkich, którzy byli w stanie pracować i życie bogatego, krnąbrnego młodego człowieka wychowanego w despotycznie brutalnej władzy ojca milicjanta to jakby dwa różne światy. A jednak te dwa światy potrafiły znaleźć wspólne mianowniki, jakim są przyjaźń i zrozumienie.

Ujęło mnie w książce to, jak autorka przedstawiła osobowości tych dwóch różnych od siebie młodych mężczyzn, ale nie tylko ich. Każda z osób występujących w powieści, zarówno bohaterowie pierwszoplanowi jak i drugoplanowi są świetnie dosłownie zaprezentowani zarówno pod względem wizualnym jak i mentalnym. Bardzo szczegółowo, chociaż często różni charakterologicznie, ale czytelnik potrafi ich sobie dokładnie wyobrazić, i nie ma problemu ze zrozumieniem ich czynów, myśli czy zachowań.

Życie w wojsku, charakteryzujące się nielimitowanymi godzinami pracy, czy nagłymi wezwaniami do jednostki, bywa przeszkodą dla wielu związków. Autorka w swojej powieści pokazała jednak, że mimo skomplikowanych sytuacji, marzeń często trudnych do spełnienia, czy samotności, można pokonać wszelkie przeciwności i znaleźć szczęście tam, gdzie się go szuka.

Życie wojskowych, zarówno to regulaminowe jak i poza jednostką, ukazane zostało dość brutalnie. Nie mam tu na myśli lejącej się krwi, ale lejącego się alkoholu. Wszędzie. W koszarach, w kasynie, w domach. I między tę służbę wojskową wkrada się czasami uczucie do drugiego człowieka. Czasami jest to miłość z czasów młodości, czasami fascynacja drugą osobą, a czasami przypadek, który związuje dwoje młodych ludzi. Myślę, że nie łatwo było autorce połączyć te dwa tematy. Twarde zasady wojska z ciepłą zasadą miłości, ale chyba jej się udało.

Fabuła książki toczy się od roku 1970 do 13 grudnia 1981 roku, czyli w latach, które dla jednych są miłym wspomnieniem młodości, a dla innych wspomnieniem walki o prawa do wolności demokracji. I muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze autorka te lata ukazała. Myślę, że kontynuacja losów Pawła i Karola byłaby dobrym pomysłem, bo musiałyby się w niej znaleźć zmiany nie tylko na płaszczyźnie wojskowej, ale również i politycznej. No, ale to tylko takie moje luźne przemyślenia.

Co mnie poruszyło w tej powieści to pięknie przedstawione podejście obu chłopców do życia i odpowiedzialności za rodzinę czy za drugiego człowieka.

Książka napisana została naprzemiennie, raz czytamy o losach jednego z chłopców raz drugiego, a między te wpisy zostały jeszcze wplecione losy dziewczyny, której życie w pewnym momencie (na krótko) splata się z jednym z głównych bohaterów.

Autorka ma lekkie pióro. Książkę czyta się ze spokojem, ot taka sobie lektura na lato czy zimę. Fabuła nie wywołała we mnie większych emocji, nie było łez czy głośnego śmiechu, ale z pewnością gdzieś tam pozostanie ona w zakamarkach mojej pamięci, chociaż tak jak napisałam wcześniej nie zaliczam jej do lektur spędzających sen z powiek.

Polecam tę książkę zarówno kobietom jak i mężczyznom. Myślę, że większą satysfakcję podczas czytania będą miały osoby urodzone przed latami siedemdziesiątymi. Więcej będą rozumiały z tej lektury. W tej powieści można znaleźć wiele, jest dość dobrze przedstawione środowisko żołnierskie, jest romans i miłość, jest dramat, i może nawet odrobinę kryminału. Czyli, dla każdego coś miłego.

Dziękuję za możliwość przeczytania tej lektury Wydawnictwu Prószyński i S-ka, które było jednym ze sponsorów na naszym piątym spotkaniu w Sopocie A może nad morze? Z książką.

logo Prószyński i S-ka

Zapraszam do wysłuchania, co na temat swojej najnowszej książki ma do powiedzenia autorka.

wtorek, 11 lipca 2017

8 lipca byłam na… kolejnym - PIĄTYM - spotkaniu, NA KTÓRE WIELU Z NAS CZEKA PRZEZ CAŁY ROK.

logo spotkania

Jak wiadomo, to nie są takie zwyczajne spotkania, typowe dla blogerów książkowych, ponieważ uczestnikami NASZYCH spotkań są zarówno blogerzy, jak i pisarze a także czytelnicy ani nie piszący blogów, ani nie piszący książek. Każde takie spotkanie to JEDNA WIELKA NIESPODZIANKA, ponieważ nigdy nie wiemy co nasi organizatorzy przygotowali, a trzeba przyznać, że już od pierwszego spotkania bardzo się każdy z nich starał.

W tym roku organizatorami byli: Ola (blog Aleksandra czyta) oraz Zuzia i Alan (blog Recenzjum).

Przed oficjalnym spotkaniem Zuzanna (blog Szufladopółka) zorganizowała akcję GŁOŚNE CZYTANIE, która oczywiście odbyła się na plaży przed Zatoką Sztuki. Wzięli w niej udział i blogerzy i pisarze.

Głośne czytanie na plaży

Głośne czytanie na plaży

W tym roku opiszę to nasze spotkanie w/g niespodzianek, które na nas czekały w Zatoce Sztuki. Wiem, że pewnie coś pominę, ale trudno. Emocje były zbyt duże, żeby wszystko zapamiętać.

NIESPODZIANKA NR 1

Cudowne miejsce, chociaż nie przez wszystkich uważane za super. Niestety swego czasu Zatoka Sztuki w Sopocie zdobyła trochę niepochlebnych opinii, z powodu pewnych incydentów, ale dla nas zawsze to miejsce kojarzyć się będzie cudownie, właśnie dzięki naszym spotkaniom. Sala Morska, w której pozwolono nam być, jest z pięknym, dużym tarasem z widokiem na morze. Dla osób, które przyjechały z daleka (i dla nas, mieszkańców Trójmiasta również), to z pewnością fantastyczne miejsce. Ale co by nie mówić – Widok mieliśmy super.

plaża Zatoka Sztuki

Widok z tarasu Sali Morskiej, w której mieliśmy spotkanie

NIESPODZIANKA NR 2

Każdy z uczestników spotkania, na powitanie otrzymał identyfikator, ze swoim imieniem, i/lub adresem bloga. W tym roku te piękne identyfikatory dostaliśmy na fantastycznych smyczach, z logo oraz reklamą komiksu Alana. Dzięki tym identyfikatorom, mieliśmy w barze Zatoki Sztuki zniżki na zamówione dania.

identyfikator

NIESPODZIANKA NR 4

Beata – bookfa (blog Lost.In.The.Library) oraz Beata (blog Co warto czytać) przygotowały dla nas QUIZ INTEGRACYJNY. Muszę przyznać, że musiały się nad nim mocno napracować, bo jak dla mnie był on niesamowicie trudny.  Podzieleni na kilka grup mieliśmy dopasować autora do tytułu książki (ale takiej mniej znanej). Sporo klasyki, która większość z nas trochę przerosła. Ale dwie grupy były lepsze od innych i otrzymały nagrody, oczywiście książkowe. I tu muszę się pochwalić, że byłam w jednej z tych grup. Byłam wśród fajnych i mądrych dziewczyn. Ale co by nie mówić, quiz faktycznie nas zintegrował.

Quiz integracyjny

Od lewej: Beata – bookfa (blog Lost.In.The.Library) oraz Beata (blog Co warto czytać) oraz Ola (blog Aleksandra czyta)

Quiz integracyjny

Cicho, jak na klasówce w szkole... wszyscy intensywnie myślą...

Quiz integracyjny

Odbieramy nagrody za qiuz :)

NIESPODZIANKA NR 5

Kolejną niespodzianką były czekające na każdego uczestnika spotkania torby z prezentami od sponsorów. Były w nich nie tylko książki, ale również puzzle, zakładki do książek i przeróżne gadżety, między innymi od Potwornie Prawdziwe. Nie wiem jak to nasi organizatorzy robią, ale potrafią skłonić do sponsorowania nas naprawdę sporą liczbę nie tylko wydawnictw. Jeśli chodzi o mnie, to mam zapas czytania na co najmniej pół roku.

A może nad morze 5

logo sponsorów

Sponsorzy naszego spotkania

A może nad morze 5

Takie cudeńka przywiozłam ze spotkania.

NIESPODZIANKA NR 6

Loteria fantowa to kolejna niespodzianka, tym bardziej miła dla wszystkich, ponieważ KAŻDY coś wygrywał. Ja wygrałam notes z kotem, który zaraz po wejściu do domu przywłaszczyła sobie moja wnusia.

NIESPODZIANKA NR 7

Oczywiście nie zabrakło również poczęstunku. Jak co roku czekał na nas stół, na którym były kawa i herbata w termosach, karafki z sokami oraz patery z owocami i herbatnikami. Ale kulminacją konsumpcyjną był TORT, który podobno nasze organizatorki piekły w środku nocy. Co niestety później odpokutowały sporym zmęczeniem. Tort był tak pyszny, że skusiłam się na dwa kawałki, a co… łasuch jestem, wiadomo.

A może nad morze 5

A może nad morze 5

NIESPODZIANKA NR 8

Tego to się chyba nikt z nas nie spodziewał. Kolejną niespodzianką była Fotobudka. Ale było śmiechu... Nie ważne czy ktoś miał lat 20 czy 50+, każdy miał super zabawę.

A może nad morze 5

Była oczywiście wymiana książkowa, której w tym roku bardzo pilnowała Janinka, kolejno wołała każdą osobę w/g numerków, jakie otrzymaliśmy wraz z identyfikatorami. Wśród książek do wymiany były też książki NIESPODZIANKI, które można było sobie wybrać podczas wymiany książkowej. Miałam w tym swój mały wkład i cieszę się, że moja książka trafiła w ręce autorki bloga - Lew kanapowy, bo przynajmniej trafiła mi się okazja, aby dziewczynę poznać osobiście.

A może nad morze 5 

Janinka sprawdza, kogo zawołać... a te dwa kartony, na podłodze, po prawej stronie to są książki dla biblioteki szpitalnej w Gdyni.

Każdego roku na naszych spotkaniach zbieramy książki dla… jakiejś instytucji. Były już książki dla hospicjum, były dla dzieci z Domu Dziecka, a w tym roku zbieraliśmy dla biblioteki gdyńskich szpitali. Muszę przyznać, że chyba nie zawiedliśmy, bo uzbierały się dwa pełne kartony.

Wśród książek od sponsorów, a także wśród tych do wymiany były oczywiście książki autorek i autora, którzy byli również uczestnikami spotkania. Jak mogło zatem nie zabraknąć ich autografów w wybranych lub otrzymanych książkach.

A może nad morze 5

Podpisuję moją "Pamiatkę z Paryża", która była ksiażką-niespodzianką

A może nad morze 5

Karol Kłos podpisuje swojego "Latarnika"

A może nad morze 5

Anna Sakowicz i jej "Żółta tabletka"

A może nad morze 5

Marta Reich podpisuje "Morderstwo i cała reszta"

Uff ale się rozpisałam, ale o TAKIM spotkaniu nie można przecież napisać w dwóch zdaniach. Teraz pozostało mi odliczanie dni do kolejnego lipca (mam nadzieję).

Dziękuję Organizatorom, oraz wszystkim uczestnikom spotkania za tak cudowną atmosferę. Mam nadzieję, że spotkamy się za rok.

A może nad morze 5

P.S. PRZEPRASZAM ALEKSANDRO, ale uciekła mi jedna litera w Twoim imieniu, ale to wszystko z emocji, które jeszcze we mnie siedzą po spotkaniu.

P.S. Przepraszam wszystkich, którym "podkradłam" fotki z Facebooka, ale swoich miałam mało a Wy mieliście je takie fajne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli