Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika... Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana.
sobota, 17 września 2016

To moje drugie spotkanie książkowe z Agnieszką Walczak-Chojecką, ale dla tych, którzy nie czytali mojego wcześniejszego wpisu, przypomnę trochę postać autorki. Urodziła się  w 1968 roku. Od najmłodszych lat  „bawiła się” literaturą i będąc w wieku pięciu lat ułożyła swój pierwszy wiersz. Swoje teksty publikowała między innymi w „Poezji” i „Nowym wyrazie”. Pisała również słowa piosenek, współpracując m.in. z Piotrem Rubikiem w początkach jego kompozytorskiej kariery. W czasie studiów na Filologii Słowiańskiej UW zajmowała się tłumaczeniami literatury z języka serbskiego, którego nauczyła się mieszkając ponad cztery lata w Belgradzie. Współpracowała również z III programem Polskiego Radia oraz pisała do „Magazynu Muzycznego” i „Brawo Best”. Jako pisarka zadebiutowała powieścią „Dziewczyna z Ajutthaji". Niezbyt grzeczna historia”. Pisanie książek tak ją wciągnęło, że kolejne jej książki ukazują się jak przysłowiowe grzyby po deszczu.

Agnieszka Walczak_Chojecka  Nie czas na miłość_Agnieszka Walczak Chojecka

Wydawnictwo FILIA rok 2016

stron 389

Nie czas na miłość to dramat wojenny, którego fabuła umieszczona jest na terenach byłej Jugosławii a częściowo także w Warszawie.

Jest rok 1991, na Bałkanach wybucha wojna bratobójcza, i po dwóch stronach barykady wojennej zostają postawieni przyjaciele, których inne są poglądy, inna religia. To co kiedyś ich łączyło może zostać zerwane jak pajęcza nić. Jednak jest grupa osób, które mimo wojny nadal pozostają w wielkiej przyjaźni, ba… łączy ich nawet miłość. Dragan jest Serbem a Jasmina Chorwatką, teoretycznie powinni ze sobą walczyć, ale czy można walczyć z uczuciem silniejszym niż opętanie wojenne? Czy można walczyć z miłością? Można, ale po co, kiedy przynosi ona więcej pożytku niż szkody. Między Draganem i Jasminą to uczucie wydaje się bardzo silne do momentu, kiedy na jaw wychodzą pewne sprawy z przeszłości. Czy przeszłość pokona teraźniejszość? Czy dwoje zakochanych w sobie młodych ludzi przetrwa zawieruchę wojenną i zwalczy demony życia, które wkradły się do ich serc? Czy wszyscy ludzie walczyli z bronią w ręku w tej okrutnej i bezsensownej wojnie? Oczywiście, można zadać jeszcze więcej pytań, ale aby znaleźć na nie odpowiedzi wystarczy sięgnąć po książkę. A uwierzcie mi – naprawdę warto.

Jak wspomniałam na początku, jest to moje drugie spotkanie z twórczością tej autorki i przyznam, że jestem mile zaskoczona. Zamiast długiej opinii o książce mogłabym napisać tylko, że „zarwałam” przez nią kilka nocy, wstając do pracy bardzo niewyspaną, i że dwa razy zamiast wysiąść na docelowym przystanku, wysiadłam jeden dalej bo tak się zaczytałam. Takie słowa same mówią za siebie. Jak wiadomo, w kręgach czytelniczych krąży opinia, że „dobra książka sama się obroni, a złej nie pomoże najlepsza rekomendacja”. I tu muszę przyznać, że TA książka nie potrzebuje chyba zbyt wielu „ochów” i „achów”, bo kto po nią sięgnie przekona się, iż był to wybór jak najbardziej trafny.

Zanim jednak kogoś przekonam do tej lektury uprzedzę, żeby zaopatrzył się w paczkę chusteczek. Autorka nie skąpiła wzruszających scen, zarówno tych smutnych i tragicznych jak i tych budzących nadzieję. To książka trudna, jeżeli chodzi o samą historię, ale czyta się ją dosłownie jednym tchem.

Ta powieść to ogrom emocji towarzyszących zarówno bohaterom jak i czytelnikowi. Wzruszające sceny wojenne przeplatane scenami walki o miłość, niby antagonistycznie ustosunkowane do siebie a jednak… są bliskie sobie a zarazem tak bardzo realne i prawdziwe. Ciekawie wplecione w fabułę, malowniczo ukazane miejsca pięknych terenów a także miejsca wojennych zniszczeń, są tak opisane, że trudno nie uruchomić wyobraźni aby „zobaczyć” je.

Sporo włączonych w tekst nazw serbskich, podpartych przypisami przybliża do tej bałkańskiej realności. Nas Polaków, którzy mamy w pamięci historie pierwszej i (głównie) drugiej wojny światowej nie często intrygują sytuacje gdzieś poza naszymi granicami. Przyznam szczerze, że w latach dziewięćdziesiątych byłam zajęta utrzymaniem rodziny i wychowaniem małych dzieci a tamta wojna obiła mi się jedynie o uszy dość ogólnikowo; ale cieszę się, że teraz mogłam przybliżyć sobie tamtą rzeczywistość. To smutne, bo przecież nadal w wielu regionach świata wciąż trwają wojenne zawieruchy.

Te historie ludzi, którym przyszło żyć w tych trudnych latach to przede wszystkim historie otoczone tragedią, śmiercią, bólem i strachem. Ale autorka pięknie ujęła to wplatając w ten okrutny pejzaż, obrazy walki inną niż wojskowa broń, siłę kobiet, które mimo głodu i biedy potrafiły dumnie unosić głowy, dbać o swój wygląd zewnętrzny, dbać o uczucia i… o kulturę. To była ich walka, inna ale udowadniająca, że nie wszystko można zniszczyć.

Tak jak zachwyciłam się samą fabułą tak trochę zdegustowana jestem okładką, jak dla mnie zbyt szablonową. Dziewczyna z okładki w ogóle nie kojarzy mi się z główną bohaterką, a chyba powinna. No i… drobne błędy w tekście, przeoczenia, które z pewnością kilku czytelnikom sprawią lekki dyskomfort w czytaniu. Tu niestety mały minusik dla wydawnictwa. Na szczęście ja, tak bardzo wciągnęłam się w fabułę, że te drobne przeoczenia korektora potraktowałam z przymrużeniem oka.

Najbardziej jednak jestem zniesmaczona faktem, że na dalszy ciąg tej pięknej historii przyjdzie mi czekać nie wiadomo jak długo. Tak bardzo zaangażowałam się w losy Dragana i Jasminy, że czekanie na kolejne części Sagi Bałkańskiej to dla mnie istna katorga. Mam nadzieję, że autorka przez wzgląd na takie czytelniczki jak ja pospieszy się z wydaniem kolejnej części.

Polecam tę lekturę zarówno miłośnikom historii wojennych, jak i innym czytelnikom bez względu na wiek i płeć. W tej pięknej, chociaż nostalgicznej powieści można znaleźć wątek sensacyjny, wątek kryminalny ale przede wszystkim cudowny wątek miłosny. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie i z pewnością nie pożałuje decyzji sięgnięcia po tę właśnie książkę.

Stary Most w Mostarze

Piękny stary most w Mostarze, od tego miejsca zaczyna się historia Dragana i Jasminy

Dziękuję autorce za możliwość przeczytania tej książki, a zainteresowanych odsyłam do jej strony internetowej.

http://www.walczak-chojecka.pl/

 Polecam również inną książkę tej autorki, którą miałam możliwość przeczytać i mam nadzieję, że na mojej półce z książkami wkrótce znajdą się pozostałe jej powieści.

Gdy zakwitną poziomki_Agnieszka Walczak Chojecka



niedziela, 11 września 2016

Anna Klejzerowicz to pisarka, której książki do czytania kupuję dosłownie „w ciemno”. Jest to pisarka, która gości na moim blogu już nie pierwszy raz i należy do tych autorów, których książki kupuję bez względu na rekomendację. Wiem, że sięgając po książkę tej autorki, nie zawiodę się. Wspomniałam o niej przy okazji dzielenia się swoimi wrażeniami po przeczytaniu innych książek: Czarownica, Ostatnią karta jest śmierć, Sąd ostateczny, Cień gejszy, List z powstania. Zapraszam do zerknięcia do wcześniejszych wpisów, ponieważ ta gdańska pisarka, publicystka, fotograf i redaktor to nietuzinkowa autorka zarówno powieści obyczajowych jak i kryminałów, a nawet powieści grozy.

Anna Klejzerowicz  Zaginione miasto_Anna Klejzerowicz

Wydawnictwo Replika rok 2016

stron 318

Zaginione miasto to kryminał z serii o Emilu Żądło, dziennikarzu śledczym, który pomaga policji, a właściwie to prowadzi równoległe śledztwo własne, w które angażuje go przyjaciel-policjant Marek Zebra.

Emil po rozstaniu ze swoją przyjaciółką Martą, chwilowo zajmuje małe pomieszczenie w redakcji. Którejś nocy odbiera na redakcyjnej poczcie dziwnego maila. Adresatowi tego listu bardzo zależy na tym, aby w możliwe najszybszym terminie skontaktował się z nim… właśnie Emil Żądło. Dziennikarz zaintrygowany wiadomością dzwoni do adresata maila i przeprowadza rozmowę, którą jednak traktuje dość prozaicznie. Przekonany o tym, że mężczyzna jest jakimś fascynatem historii bądź też obsesyjnie zaangażowanym w coś mało ważnego, lekceważy tę rozmowę i… zapomina o niej. Po kilku dniach zostaje niemile zaskoczony telefonem od przyjaciela policjanta, który informuje go, że mężczyzna, z którym rozmawiał ówczesnej nocy został zamordowany, a on Emil Żądło był ostatnią osobą, która się z nim kontaktowała. Czy dziennikarz zostanie oskarżony o morderstwo? Czy po raz kolejny zaangażuje się w pomoc przyjacielowi i policji? Co wspólnego z zamordowanym ma stara historia zaginionego miasta? Na te pytania odpowiedź pozna ta osoba, która zdecyduje się na sięgnięcie po tę powieść.

Jak już wspomniałam wcześniej, książki tej autorki biorę w ciemno. Kiedy tylko widzę w księgarni którąś z nich, to wiem, że będzie to trafiony prezent dla któregoś z moich przyjaciół. A postać Emila Żądło działa na mnie jak magnes. Od pierwszej książki, w której poznałam tego dość osobliwego człowieka wyobraziłam go sobie jak Adama Zawadę z „Kryminalnych”. Kto oglądał ten serial to wie, co mam na myśli. Ale nie o Emilu Żądło chciałam pisać, to znaczy o nim też, ale w innej kolejności.

Ta powieść to kolejna lektura, od której nie można się oderwać już po przeczytaniu pierwszych stron. Zauważyłam, że różne książki różnie mi się czyta, jedne wolniej inne szybciej. Ta należy do tych, które czytam w tempie błyskawicznym i nie ważne jest wtedy, że bałagan w mieszkaniu, czy trzeba pomyśleć o obiedzie. Nic się nie liczy tylko jak najszybsze dobrnięcie do końca.

Autorka pisze bardzo naturalnie, nie unika pospolitych przekleństw, ale o dziwo, w jej książkach mnie one nie rażą. Może dlatego, że bardzo pozytywnie odbieram bohaterów, chociaż sam Emil Żądło nie należy do aniołów. Sam fakt, że dużo pali i nie gardzi piwem powinien mnie od niego odrzucać, ale… coś w nim jest takiego, że nie można go nie lubić.

Myślę, że niewielu autorów potrafi zaciekawić czytelnika historią tak obrazowo wplecioną w fabułę. Historią, wokół której krążą ekscytujące tajemnice. W tej powieści mamy zarówno cząstkę drugiej wojny światowej, jak i sporą dawkę tajemnicy zaginionego miasta, które od lat jest fascynacją niejednego podróżnika. Przenosząc się z Gdańska do amazońskiej dżungli, nie byłam w stanie oderwać się od zaangażowania w prowadzone śledztwo. Kiedy zginęła kolejna osoba, a intryga historyczna zaczęła się coraz bardziej wikłać, wtedy już przepadłam w zaczytaniu.

Proste, a jakże bardzo ciekawe dialogi są nie tylko uzupełnieniem narracji. Są jej wisienką na torcie, a przeplatane faktami historycznymi czy legendami, stają się jeszcze bardziej wciągające.

Przyznam szczerze, że na początku książki trochę się zdenerwowałam na… autorkę. Przyczyną tej złości była informacja o rozpadzie związku, który w poprzednich częściach był wręcz idealny (kibicowałam tym osobom od momentu, kiedy się poznali. Chyba nie wierzyłam w to, że tak pozostanie do końca, ale czy się stało tak jak chciałam… nie zdradzę.

Cóż… pozostaje mi tylko dodać, że obok tej książki nie można przejść obojętnie. Wartka akcja, ciekawe sytuacje, odrobina grozy i oczywiście „mój” Gdańsk. Wystarczy zerknąć na okładkę, bije z niej taka tajemnica, że aż ręka sama wyciąga się w jej kierunku. Połączenie tajemniczego zdjęcia ze szkicem Gdańska to coś, czego nie powstydziłby się żaden grafik. Nieszablonowa okładka na mnie działa jak magnes.

Autorka tak potrafi wciągnąć mnie w swoją fikcję, że po przeczytaniu jej książki muszę poszperać w Internecie, aby dowiedzieć się więcej o tym, o czym ona ledwo wspomniała w swojej powieści. Tym razem również musiałam…

kot

Bolero, tak sobie go wyobrażam - to kot, który jest drugoplanowym bohaterem powieści :)

storczyk Cattleya

Czy można sobie wyobrazić, żeby kwiat mógł być również bohaterem epizodycznym?

W tej powieści jest, to storczyk Cattleya  :)

  Amazonia   

Może te schody odkryte w dżungli amazońskiej prowadzą do Zaginionego Miasta?

Persival Harrison Fawcett

A wszystko zaczęło się od Persivala Harrisona Fawcetta...

Polecam tę powieść odbiorcom w różnym wieku i o różnej płci. Myślę, że zadowoli ona zarówno dojrzałą osobę jak i młodego czytelnika. Z pewnością usatysfakcjonuje osoby preferujące kryminały, ale myślę, że sprawi sporą przyjemność czytelnikom, którzy stawiają na miłość. W tej książce bowiem znajdziecie prawie wszystko (oprócz sf czy horroru), jest wątek sensacyjny, wątek historyczny, wątek miłosny a także odrobina psychologii.

Dziękuję wydawnictwu Replika za możliwość przeczytania tej książki, mam nadzieję, że wkrótce ukaże się kolejna książka z Emilem Żądło.

logo Replika

Polecam również inne książki tej Autorki, które do tej pory przeczytałam. Na każdą kolejną czekam z niecierpliwością.

Cień gejszy - Anna Klejzerowicz  Dom naszej pani  Sąd ostateczny - Anna Klejzerowicz  Ostatnią karta jest śmierć 

List z powstania  Medalion z bursztynem - Anna Klejzerowicz

Czarownica - Anna Klejzerowicz

środa, 07 września 2016

Urszula Jaksik gościła już na moim blogu, ale przedstawię ją tym osobom, które nie czytały mojego wpisu, w którym dzieliłam się swoimi odczuciami po przeczytaniu jej książki Dom nad brzegiem oceanu. Autorka urodziła się na Górnym Śląsku i obecnie mieszka w Bytomiu. Ukończyła Bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i całe życie zawodowe pracowała w sieci Miejskich Bibliotek Publicznych. Debiutowała w czasopiśmie "Płomyk" opowiadaniem dla nastolatków pt. "Z zapisków młodszego brata" (1981). W 1998 zdobyła trzecią nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Miesiąc z życia kobiety" ogłoszonym przez czasopismo "Twój Styl". W 2004 roku przyznano jej główną nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Złote pióro" za opowiadanie pt. "Zakopany topór". Otrzymała "Literacką Przepustkę Zwierciadła" – wyróżnienie w konkursie literackim na dziennik "Dzień po dniu" zorganizowanym przez czasopismo "Zwierciadło" (2004).

Urszula Jaksik  Odwrócone życie_Urszula Jaksik

Wydawnictwo Pascal rok 2016

stron 333

Odwrócone życie to dramat obyczajowy, którego fabuła umiejscowiona jest częściowo na Teneryfie a częściowo w Polsce.

Aldona i Ewa, dwie kobiety różne wiekowo, które łączy jedno: wewnętrzna siła. Ewa – młoda dziewczyna, musiała bardzo szybko stać się dorosłą. Jej mama po śmierci synka, nie potrafiła odnaleźć się w domu, w którym razem z nią żałobę przeżywał mąż i córka. Któregoś dnia wyszła z domu i słuch o niej zaginął. Ojciec, młody jeszcze mężczyzna znalazł ukojenie w ramionach innej kobiety i zamieszkał z nią. Ewa musiała szybko zapomnieć o dzieciństwie. Aldona od urodzenia czuła na sobie brzemię patologii, jej ojciec pił, bił a matka nie potrafiła mu się sprzeciwić. Dziewczyna postanowiła zadbać o siebie sama, skreśliła swoje dotychczasowe życie i rozpoczęła je daleko od Polski, na Teneryfie. Jej postanowieniem było wspięcie się na najwyższe szczeble kariery zawodowej. Nie spodziewała się jednak tego, że pewna spontaniczna znajomość pozostawi jej pamiątkę. Dość bolesną. Aldona urodziła syna, któremu nie dano cieszyć się szczęśliwym życiem. Choroba zabierała go szybciej niż ktokolwiek myślał. Aldona i Ewa, dwie kobiety, które w pewnym momencie los zetknął ze sobą i sam postanowił pokierować dalej. Co takiego się wydarzyło? Czy syn Aldony, znalazł ratunek na swoją chorobę w dalekim nieznanym mu kraju, jakim jest Polska? Jak potoczą się losy Ewy i Aldony i dlaczego Ewa w pewnym momencie stanie się dla tej drugiej kobiety jedną z najważniejszych osób?

Przyznam szczerze, że dawno nie czytałam takiej książki. Nie wiem, czy to fabuła czy mój stan emocjonalny sprawił, ale nie potrafiłam zapanować nad wzruszeniami, które niemal podczas większości czasu czytania, mocno trzymały mnie za gardło. Autorka w wyjątkowy sposób wplotła w fabułę uczucia różnych osób; zrobiła to bardzo wiarygodnie. Empatyczne przedstawienie bólu fizycznego i psychicznego, wplecionego w wątki, momentami było tak szczere i prawdziwie, że trudno było mi zapanować nad cisnącymi się do oczu łzami.

Od tej książki nie mogłam się oderwać; dwa razy przejechałam „swój” przystanek autobusowy, bo tak wciągnęły mnie historie opisane w powieści. Rzadko zdarza mi się czytać w środkach komunikacji miejskiej, ale coś nie pozwalało mi na odłożenie tej książki i dlatego starałam się wykorzystać każdą wolną chwilę na kontynuowanie czytania.

Jest to powieść trudna pod względem emocjonalnym, ale czyta się ją wyjątkowo szybko. Krótkie rozdziały, w których przeplatają się losy kilku osób i ciekawie skonstruowane dialogi to duży plus dla powieści. Do tego niebywale przedstawione typy osobowości bohaterów, tak… mam na myśli nie tylko dwie główne bohaterki Ewę i Aldonę, ale również rodziców Ewy, syna Aldony, jego ojca i pozostałych. Ciekawe postacie, nietuzinkowe, różne pod wieloma względami to duży atut każdej powieści.

Trudne tematy jakich podjęła się autorka to spore wyzwanie, które może w  czytelnikach wywołać sprzeczne odbiory. Życie w ciągłym strachu, czy życie w ciągłej walce, to coś, czego wielu ludzi nie rozumie, dopóki nie doświadczy tego na sobie.

Po przeczytaniu tej książki długo nie mogłam zabrać się za napisanie swojej opinii. Targały mną sprzeczne odczucia, które były tak antagonistyczne wobec siebie, że nie mogłam przestać o nich myśleć. Polubiłam tych bohaterów, nawet tych, do których początkowo miałam negatywne podejście. Pomyślałam, że życie często bywa okrutne. Ktoś musi umrzeć, aby mógł żyć ktoś. To dylemat każdego chorego czekającego na przeszczep serca. Ale przecież to serce żyje nadal, tylko w innym ciele. Dlaczego o tym wspominam? Jeden z wątków, właściwie ten główny wątek powieści dotyczy osoby chorej na serce.

Na okładce książki jest napis: „Nic na świecie nie dzieje się przypadkiem”. Nie wiem czy to prawda, chociaż wierzę w przeznaczenie.

Zastanawiam się, do kogo adresowana jest ta książka? Jako osoba bardzo dorosła miałam ogromną przyjemność w czytaniu jej, ale fabuła powieści jest tak skonstruowana, że z pewnością zainteresuje niejednego młodego czytelnika - nastolatka, bo to właśnie nastolatkowie są osobami najbardziej wyrazistymi w tej niesamowitej historii. Dwoje młodych ludzi, pochodzących z dwóch różnych światów, dwa różne temperamenty a jednak coś ich połączyło. Nie zdradzę co, bo to by było tak, jakbym streściła książkę.

Jeśli chodzi o mnie, to wystarczyło mi jedno spojrzenie na okładkę i czułam, że ta książka wciągnie mnie jak mało która. Okładka nieszablonowa, tajemnicza i intrygująca. Może trochę smutna, ale… ma w sobie to „coś”.

Polecam tę powieść… no właśnie komu? Myślę, że bez względu na wiek i płeć, każdy znajdzie w niej coś dla siebie, jeżeli oczywiście nie zrazi go słowo „dramat”. W każdym jednak dramacie są i przyjemne wątki powieści. To jest lektura, w której czytelnik znajdzie wiele intrygujących historii, i nie będzie musiał skupiać się tylko na tych dramatycznych. Tu jest piękna miłość, zarówno ta  młodzieńcza jak i ta dojrzała. Tu jest siła walki i chęć do życia. Tu jest cudowna przyjaźń.

To lektura nostalgiczna, ale proszę mi wierzyć, usatysfakcjonuje nawet najbardziej wyrafinowanego czytelnika. Nie jest to książka dla fanów fantasty, horroru, komedii, czy mocnego kryminału, ale myślę, że i taki czytelnik znalazłby w niej coś dla siebie. To książka z tych, które na długo pozostają w pamięci czytelnika.

Dziękuję wydawnictwu Pascal za możliwość przeczytania tej książki.

Wydawnictwo Pascal

Gorąco polecam również inną książkę tej autorki, którą miałam okazję przeczytać, i niecierpliwie czekam na jej kontynuację.

Dom nad brzegiem oceanu

niedziela, 04 września 2016

Agnieszka Pruska gościła już na moim blogu, raz przy okazji spotkania autorskiego, a następnie, kiedy dzieliłam się moją opinią po przeczytaniu książek „Literat” i „Hobbysta”. Dla tych, którzy nie czytali moich wcześniejszych wpisów, przypomnę tylko, że autorka pochodzi z Wrocławia, ale mieszka obecnie w Gdańsku. Jej pasje to książki i aikido, w którym jest posiadaczką mistrzowskiego czarnego pasa. Literacko zadebiutowała w roku 2013. Jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału.

Agnieszka Pruska  Agnieszka Pruska_Żeglarz

Wydawnictwo Oficynka rok 2016

stron 546

Żeglarz to kryminał policyjny, którego fabuła umiejscowiona została w Gdańsku i okolicach.

W gdańskiej marinie zostają wyłowione z wody zwłoki mężczyzny. Jak się okazuje w trakcie śledztwa należą one do byłego żeglarza, człowieka o nieposzlakowanej reputacji, miłego, cichego, uprzejmego… takiego, który nie miał w zasadzie żadnych wrogów. Kto i dlaczego postanowił się go pozbyć? Na to pytanie muszą odpowiedzieć nadkomisarz Barnaba Uszkier i jego współpracownicy. Nie jest to jednak łatwe zadanie, ponieważ tropy tak właściwie długo prowadzą w ślepe zaułki. Ale… żeby nie było im łatwo, wkrótce po wyłowieniu ciała żeglarza, odnajdują zwłoki kolejnego i, jak się okazuje, obaj panowie znali się. Czy łączyło ich coś, co doprowadziło ich do śmierci? Czy w Gdańsku grasuje seryjny morderca polujący na żeglarzy? Czy śmierć obu żeglarzy jest zemstą czy porachunkami między osobami, które wplątały się w coś nielegalnego?

Z nadkomisarzem Uszkierem „spotkałam” się już po raz trzeci i mam nadzieję, że nie ostatni. Znając już niejako bohaterów, łatwiej jest czytelnikowi wejść w środowisko jakie już jest mu w pewien sposób bliskie, dlatego czytając tę powieść momentami miałam wrażenie, że siedzę gdzieś na krzesełku w pokoju na komendzie i przysłuchuję się rozmowie policjantów.

Po raz kolejny autorka wykazała się ciekawie wymyśloną fabułą, której interesującym dodatkiem są nietuzinkowo wykreowane postacie, jakimi między innymi jest grupa policjantów zaangażowanych w śledztwo. Powoli stopniowane napięcie nie pozwala na oderwanie się od książki a wprowadzone sprytnie kolejne intrygi tylko dodają pewności, że lektura przyciąga jak magnes.

Jestem pełna podziwu dla autorki za wiedzę, jaką musiała zdobyć w uwiarygodnieniu fabuły. Jest to wiedza nie tylko dotycząca pracy policji, prowadzonego dochodzenia i daktyloskopii, ale również wiedza dotycząca żeglarstwa. Myślę, że wiele pracy, konsultacji i szukania odpowiedzi na setki pytań kosztowało ją sporo czasu. Ale dzięki temu efekt końcowy, czyli gotowa powieść jest taka jak przystało na dobry kryminał.

Książkę czyta się bardzo szybko. Jeśli chodzi o mnie to uwielbiam lektury, w których jest sporo dialogów. To właśnie one mają wpływ na to, że moje zaangażowanie się w fabułę jest takie, jakbym uczestniczyła w prowadzonych rozmowach, lub przynajmniej była gdzieś blisko.

Znajomość miejsc opisanych w książce jeszcze bardziej zbliżyła mnie do bohaterów, ponieważ widziałam nie tylko oczami wyobraźni miejsca, w których przebywali policjanci.

Jest to jedna z tych książek, których nie można odłożyć na bok z postanowieniem „wrócę do niej za kilka dni”. Gdyby nie fakt, że musiałam chodzić do pracy to z pewnością nie potrafiłabym się oderwać od czytania. I chociaż jest to kryminał z tych raczej spokojnych; tu mam na myśli, że nie ma wartkich akcji, nie leje się krew strumieniami, a groźny przestępca czy psychopata nie biega ulicami miasta w poszukiwaniu ofiary, nie ma mrożących krew w żyłach sytuacji, to kilka razy może podskoczyć w trakcie czytania ciśnienie krwi w organizmie czytającego. Chociaż… lekkie pióro pisarki funduje również sporą dawkę humoru. Ciekawym przerywnikiem są również wplecione w fabułę legendy czy skrawki historii Gdańska. Fontanna Neptuna, bazylika Mariacka czy Muzeum Uphagena to dla kogoś, kto nie mieszka w tym mieście zapewne ciekawostki, które być może zachęcą do odwiedzenia naszego Gdańska.

Ale żeby nie było tylko tak różowo, muszę dodać tę przysłowiową „łyżkę dziegciu do tej beczki miodu”. To oczywiście nie ma nic wspólnego z fabułą, ale było dla mnie małym dyskomfortem czytelniczym. Tak ciekawa książka straciła trochę na wyglądzie wewnętrznym, co oczywiście nie jest winą autorki, ale redaktorów i korektorów. Niby drobne, ale jednak błędy literowe np. „choć” zamiast „chodź”, czy końcówki nie przypisane do tej płci, która była w danym momencie opisywana, lub inne typowe literówki. Pewnym dyskomfortem było dla mnie również brak oddzielenia wątków, chociażby jedną dodatkową interlinią, akapitem, jakimś małym odstępem, który nie powodowałby, że dane wątki dosłownie zlewały się ze sobą. Wiadomo, że zadaniem akapitu jest wyraźnie zaznaczenie nowej myśli w bieżącym wątku, a tu te myśli w wielu miejscach zlewały się, co powodowało, niemałe zamieszanie z tekstem.

Okładka jak dla mnie jest dość intrygująca, chociaż gdybym nie znała autorki i nie wiedziała, że to kryminał, pomyślałabym, że to powieść obyczajowa. Zauważyłam, że ostatnio jest moda w wydawnictwach na eksponowanie imienia i nazwiska autora, a potem dopiero tytułu książki. Może to i dobre, bo ktoś, kto jest fanem jakiegoś pisarza czy pisarki w pierwszej kolejności zauważy jego nazwisko, bo książek o tym samym tytule bywa czasami więcej (tu mam na myśli książki różnych autorów).

Podsumowując już tę moją opinię, z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę nie tylko miłośnikom kryminałów, chociaż tej grupie czytelników sprawi ona największą radość. W tej lekturze, jest nie tylko intryga kryminalna, ale również wątek obyczajowy, trochę psychologii, trochę humoru, trochę historii i opisu miasta. Myślę, że jak ktoś już zdecyduje się na przeczytanie tej powieści, to będąc w Gdańsku na pewno zechce zobaczyć TO miejsce, w którym wszystko się zaczęło.

Marina Gdańsk

Mniej więcej w tym miejscu wyłowiono zwłoki, piękna gdańska marina stała się miejscem zbrodni. Gdańska marina zlokalizowana jest wzdłuż Nabrzeża Szafarnia na Nowej Motławie, przystań długości 290m usytuowana jest naprzeciw Gdańskiego Żurawia.

Jeżeli nie udało mi się zachęcić do przeczytania tej książki to może dokona tego ten krótki filmik.

Polecam również pozostałe książki tej autorki, z pewnością nikt się podczas czytania ich nie zanudzi.

Hobbysta Agnieszka Pruska Literat Agnieszka Pruska

Dziękuję Wydawnictwu Oficynka za możliwość przeczytania tej książki. Lekka, łatwa i przyjemna, a do tego bardzo wciągająca. Czy można chcieć czegoś więcej dla porządnego relaksu?

Dobry kryminał = Oficynka

Wydawnictwo Oficynka

niedziela, 21 sierpnia 2016

Annie Barrows urodziła się w 1962 roku w San Diego w Kalifornii.  W 1988 roku została asystentką redakcji w Chronicle Books, a następnie asystentką redaktora, i kolejno redaktor naczelną a w końcu wydawcą. Jest współautorką „Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”, książki, która znalazła się na liście bestsellerów „New York Timesa”.

Annie Barrows  Opowiem ci pewną historię

Wydawnictwo Świat Książki rok 2016

stron 597

Opowiem ci pewną historię to powieść obyczajowa, której fabuła została umieszczona w latach trzydziestych ubiegłego wieku.

Senator Beck niezadowolony z zachowania córki, postanawia ukarać ją za krnąbrność wobec swoich decyzji i pozbawia środków finansowych, żądając, aby podjęła pracę. Nie zostawia jej jednak w sytuacji, w której mogłaby zadecydować o sobie. Dzięki pośrednictwu wpływowego wujka Bena (brata ojca) Layla zostaje wysłana do Macedonii aby pracować dla Federalnego Projektu dla Pisarzy. Dziewczyna ma napisać książkę opartą na faktach historycznych pewnego prowincjonalnego miasteczka Macedonii w Wirginii Zachodniej. Pozbawiona towarzystwa, do którego przywykła, oraz warunków mieszkaniowych początkowo nie potrafi się odnaleźć w małomiasteczkowej społeczności, ale rodzina, u której wynajęto dla niej pokój bardzo szybko pomaga jej przystosować się do nowych warunków i chociaż nie wszyscy mieszkańcy domu są ustosunkowani do niej przyjacielsko, to w pewnym momencie Layla odnajduje wśród tych ludzi to, czego brakowało jej w rodzinnym domu. Czy bogata panna, córka wpływowego ojca wróci do domu rodzinnego w wielkim mieście i zapomni o tym, co spotkało ją w Macedonii? Czy znajdzie w tym małym miasteczku miłość? Jak poradzi sobie z nowymi obowiązkami?

Książka jest pierwszą powieścią tej pisarki jaka trafiła w moje ręce. Przyznam szczerze, że czytałam ją długo i wolno. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę aż tak, aby zatracić się w losach jej bohaterów. Nie twierdzę, że książka mi się nie podobała, ale chyba nie przywykłam do tego typu powieści. Lubię, kiedy coś się dzieje, kiedy mam wrażenie, że "słowa uciekają w pośpiechu", a tu wszystko było takie wolne, spokojne, dokładnie jak życie w małym prowincjonalnym miasteczku.

Książka napisana została dość specyficznie i chyba pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Podzielona na różnej długości rozdziały pisana była przemiennie, raz w osobie trzeciej i przedstawiana przez narratora, a raz w osobie pierwszej w formie wspomnień, a raczej pamiętnika. Przerywnikami były również listy, które moim zdaniem były wplecione w fabułę dość chaotycznie. Wszystko właściwie jedną czcionką. Myślę, że treści listów napisane kursywą byłyby bardziej wskazane, ale cóż… widocznie wydawnictwo taką podjęło decyzję i czytelnik nie ma tu nic do gadania.

Nade wszystko pozytywne wrażenie zrobiła na mnie główna bohaterka, którą wbrew pozorom nie była Layla, ale mała dziewczynka Willa. To właśnie przez nią opowiadana jest historia. Osobowości wszystkich bohaterów autorka przedstawiła ciekawie a może nawet trochę intrygująco. Willę, jedenastoletnią dziewczynkę ukazała nam (czytelnikom) w bardzo ciekawym świetle, chociaż momentami miałam wrażenie, że ta mała dziewczynka zachowuje się i wysławia nie jak dziecko, ale jak dorosła, dobrze wykształcona i wyjątkowo inteligentna kobieta. Ciekawa świata, odważna i zadziorna, a do tego niezwykle spostrzegawcza. Myślę, że nie tylko główna bohaterka zapada w pamięć czytelnika, pozostałe postacie, równie wyraziście przedstawione na długo pozostaną w mojej pamięci.

W powieści tej można znaleźć wiele wątków, ale tytułowa historia dotyczy jednego wydarzenia, które zdarzyło się w tej małej miejscowości wiele lat przed narodzinami dziewczynki. Wydarzenia, o charakterze kryminalnym, tragedii, która dotknęła kilka osób, i wstrząsnęła całym niemal miasteczkiem. Prawda ukrywana była przez wiele lat.

Autorka dość ciekawie opisując życie w małomiasteczkowej społeczności, w której każdy, o każdym wie wszystko, w intrygujący sposób wplotła wątek miłosny, a także wątki historyczny i psychologiczny. Ten ostatni dotyczył przede wszystkim stosunków między rodzeństwem, osób w pewien sposób uzależnionych od siebie, ale jednocześnie bardzo indywidualnych.

Te kilka historii widzianych oczami małej dziewczynki dały mi sporo do myślenia. I chociaż powieść z pozoru nie wciągnęła mnie do tego stopnia jak tego oczekiwałam po przeczytaniu kilku pierwszych stron, to zmusiła mnie do przeanalizowania wielu życiowych sytuacji.

Mogę powiedzieć, że jest to ciepła, spokojna powieść pozwalająca na jakiś czas przenieść się w wyobraźni do upalnego lata w małym miasteczku. Z pozoru leniwie przesuwające się godziny mogą zostać przerwane spontanicznym zachowaniem niektórych osób, które nie potrafią wylegiwać się na werandzie w oczekiwaniu na wieczorny chłód. Trzeba przyznać, że udało się autorce przenieść mnie do scenerii tego miejsca i pozwolić przez chwilę poczuć się tak, jakbym przeniosła się w inne miejsce i inne czasy, a bohaterowie w pewnym momencie stali się kimś, kogo dobrze znam. Jest to pewnego rodzaju saga rodzinna, nie brakuje w niej powagi, dramatyzmu ale i też humoru oraz nieprzewidzianych zwrotów akcji.

Polecam tę powieść czytelnikom, którzy nie potrzebują podczas czytania mocnych wrażeń, chociaż kilka sytuacji opisanych w tej powieści potrafi podnieść poziom adrenaliny w organizmie. To spokojna i bardzo letnia opowieść. Jeżeli ktoś takie lubi, to polecam. Dodam jeszcze, że mnie przyciągnęła okładka, i mimo tego, że oczekiwałam zupełnie innej historii, to w zasadzie mogłam domyśleć się takiej fabuły. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę, ale nie powiem też, że zatraciłam się w niej. To powieść pełna niezwykłych osobowości ukrywających niejedną tajemnicę.

Macedonia

Tak wyobraziłam sobie małe miasteczko, do którego trafiła Layla. Być może ta historia wydarzyła się gdzieś w tej okolicy? Może jeden z tych domków to dom rodziny Romeynów?

Jeżeli jeszcze kiedyś uda mi się sięgnąć po którąś z innych powieści tej autorki to z pewnością nie przejdę obok niej obojętnie.

Powieść trafiła w moje ręce dzięki hojności sponsorów i wymianie książkowej na czwartym spotkaniu miłośników książek w Sopocie: „A może nad morze z książką”.

Dziękuję wydawnictwu Świat Książki za możliwość przeczytania tej powieści i zachęcam do niej tych, którzy lubią taki gatunek.

logo Świat Książki

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67
Lubię czytać
Artykuły




Spis moli